Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

niedziela, 25 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 25 stycznia 2015

powołanie Piotra i Andrzeja

Początek apostolskiej działalności w Galilei
Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił" i "Nadchodzi już królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Powołanie pierwszych uczniów
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, zobaczył Szymona i Andrzeja, brata Szymona, jak zarzucali sieci w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludźmi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy uszedł nieco dalej, zobaczył Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Oni też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili w łodzi swego ojca, Zebedeusza, razem z najemnikami i poszli za Nim.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 34-20

"Natychmiast zostawili sieci i za Nim poszli" - a przecież Jezus dopiero rozpoczynał swoją działalność w Galilei. Co spowodowało, że tak posłusznie podporządkowali się Jego słowom? Czy ówcześni ludzie bardziej cenili sferę duchową niż my? Bądźmy szczerzy - współczesny człowiek miałby trudności z natychmiastowym "porzuceniem sieci" i pójściem za Bożym wezwaniem. Co z domem, szkołą, pracą, rachunkami do zapłacenia i wieloma innymi rzeczami, które przywiązują nas do codzienności. Również bliscy nam ludzie. Mało kto nie miałby z tym problemów. Ja również.
A może traktujemy to zbyt dosłownie? Przecież pójście za Jezusem wcale nie musi oznaczać dosłownego porzucenia całej naszej realnej codzienności i udanie się gdzieś na antypody. Czy nie powinniśmy głosić Ewangelii właśnie tu i teraz, w domu, pracy, na każdym kroku? W dodatku nie tylko słowem, ale także (przede wszystkim?) własnym dobrym przykładem? Wokół nas są też ludzie, wielu z nich też potrzebuje nawrócenia. Może ktoś patrząc na nas zobaczy piękno nauki Jezusa? I wpłynie to na jego życie?

 

niedziela, 18 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 18 stycznia 2015

powołanie apostołów

Świadectwo pierwszych uczniów Jezusa
Następnego dnia Jan stał tam ponownie, a wraz z nim dwóch jego uczniów. A gdy przyjrzał się przechodzącemu Jezusowi, rzekł: "Oto Baranek Boży!". Obaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Nim. Gdy Jezus odwrócił się i spostrzegł, ze idą za Nim, zapytał ich: "Czego szukacie?". Oni rzekli: "Rabbi - to znaczy nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, zobaczcie". Poszli więc i zobaczyli gdzie mieszkał. I w tym dniu pozostali u Niego. Działo się to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy usłyszeli słowa Jana i poszli za Jezusem, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Odszukał on najpierw swojego brata i oznajmił mu: "Znaleźliśmy Mesjasza", to znaczy: Chrystusa. Następnie przyprowadził go do Jezusa. Gdy Jezus mu się przyjrzał, rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana. Odtąd będziesz nosił imię Kefas, to znaczy Piotr.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 35-42

Dzisiejsza perykopa pokazuje, jak dwa tysiące lat temu ludzie widząc Jezusa, widząc w Nim Mesjasza, przyłączali się i zostawiając swoje wcześniejsze życie, szli za Nim. Jak to jest z nami? Bóg każdemu z nas też przecież powołuje, wskazuje nam drogę, którą powinniśmy pójść. Nie dotyczy to tylko powołań kapłańskich czy zakonnych, ale każdego z nas. Czy bez względu na to, co w życiu robimy, naszą rolą nie jest głoszenie Ewangelii?  I to głównie własnym przykładem? To nie chodzi o krasomóstwo, ciągłe opowiadania o Bogu i głoszenie na każdym kroku cytatów z Biblii. Tym bardziej nie oznacza ciągłego pouczania wszystkich wokół. Moim zdaniem na każdym kroku (także wtedy, gdy nikt nie widzi) powinniśmy pokazywać jak wygląda pójście za Jezusem tu i teraz, w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. Oczywiście, nie jest to łatwe, wymaga rezygnacji z wielu przyjemności, czasami oznacza trud i wyrzeczenia. Jednak daje nam coś wspaniałego - poczucie więzi z Bogiem, radość z tego, że podążamy dobrą drogą. W dodatku mamy tu prawo do pełnego egocentryzmu - to my jesteśmy najważniejsi dla Boga. Jezus nie przyszedł zbawiać ludzkości, a każdego człowieka. I to jest piękne.

 


niedziela, 11 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 11 stycznia 2015

Chrzest Jezusa w Jordanie

 

Jan Chrzciciel głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie , a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".
Chrzest Jezusa w Jordanie
Wtedy przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. Zaraz po tym, kiedy wychodził z wody, ujrzał niebo otwarte i Ducha, który zstępował z Niego, jakby gołębica. I rozległ się głos z nieba: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie upodobałem sobie".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 6b-11

Czytając te perykopę, znowu zadaję sobie pytanie: na czym polegał Chrzest Jezusa? Na pewno miał zupełnie inne znaczenie niż nasz własny chrzest: zmywamy z siebie grzech pierworodny, stajemy się członkami wspólnoty chrześcijańskiej i członkami Kościoła Katolickiego.  Najczęściej zresztą nieświadomie - jako małe dzieci. Pamiętam, że kiedyś (przeszło 20 lat temu) usłyszałam z ust pewnego księdza, że chrzest jest sakramentem, który powinien być udzielany osobom dorosłym. Jeżeli jednak w rodzinie katolickiej urodziło się dziecko, rodzice żyją zgodnie z zasadami wiary, można zrobić wyjątek i udzielić chrztu już małemu dziecku. Nie wiem, na ile jest to zgodne z obecną wykładnią Kościoła, ale praktyka pokazuje, że jednak codziennością są chrzty małych dzieci.  Ja sama z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że dziecko powinno być ochrzczone jak najszybciej.

Chrzest Święty to sakrament - też nie wiem od kiedy i przez kogo ustanowiony. Nie da się go zmyć, odwołać czy też unieważnić. Nawet akt apostazji tego nie zmienia.

 


sobota, 03 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 4 stycznia 2015

El Greco Narodzenie

 

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga -
i bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał on zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
którą jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
"To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie".
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział;
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On nam Go objawił.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 1-18

Na początku było Słowo, Słowo stało się ciałem - czy nie brzmi to jakoś nierealnie we współczesnym świecie? Słowa, słowa, słowa, wypowiadamy ich wiele, często bez zastanowienia i przywiązywania znaczenia d0 ich sensu. Kto pamięta frazę "u mnie słowo droższe od pieniędzy?" z filmu "Sami swoi"? To wręcz żart, prawda?
Kiedy i jak się to stało, że nie wierzymy sobie już w ogóle? Że słowa nic nie znaczą? Szukamy zabezpieczeń, dowodów?  I jak z takim podejściem podchodzimy do wiary? Wierzymy, że Bóg istnieje, ale dobrze byłoby mieć realny, materialny dowód. A Dekalog? To przecież też tylko słowa - proste, jednoznaczne, ale przecież zawsze można je interpretować w zależności od potrzeb.  I okazuje się, że na przykład wcale nie jest tak trudno być zwolennikiem kary śmierci w zgodzie z piątym przykazaniem. Nie pożądać żony bliźniego swego, ale co za problem unieważnić zawarte przed Bogiem małżeństwo? To tylko kwestia interpretacji...

 


niedziela, 28 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 28 grudnia 2014

Święta Rodzina

 

Ofiarowanie Jezusa w świątyni
Gdy zaś minęły dni ich oczyszczenia zgodnie z Prawie Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy,aby ofiarować Panu. Tak bowiem napisano w Prawie Pańskim: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z nakazem Prawa Pańskiego: parę synogarlic lub dwa młode gołębie.
Żył wtedy w Jeruzalem człowiek sprawiedliwy i pobożny, który miał na imię Symeon. Oczekiwał on pocieszenia Izraela, a Duch Święty był z nim. Duch Święty objawił mu, ze nie umrze, dopóki nie zobaczy Chrystusa Pańskiego. Kierowany przez Ducha przyszedł do świątyni, gdy rodzice wnosili małego Jezusa, aby wypełnić odnoszące się do Niego przepisy Prawa. On wziął Go na ręce i wielbił Boga:
"Teraz, o Władco, zgodnie z Twoim słowem
pozwalasz swemu słudze odejść w pokoju.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wszystkim narodom;
światło na oświecenie pogan
i chwalę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. I błogosławił ich Symeon, a do Jego matki Maryi powiedział: "On został dany, aby w Izraelu wielu upadło i wielu powstało, i aby był znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. A Twoją duszę miecz przeszyje, aby zostały ujawnione przewrotne myśli wielu".
Przebywała tam również prorokini Anna, córka Fanuela, z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. W małżeństwie przeżyła siedem lat i owdowiała. Miała już osiemdziesiąt cztery lata. Nie opuszczała świątyni i służyła Bogu, poszcząc i modląc się dniem i nocą. W tej właśnie chwili nadeszła, wielbiła Boga i opowiadała o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
Kiedy wypełnili wszystko zgodnie z Prawem pańskim, wrócili do Galilei, do swojego miasta - Nazaret. Chłopiec zaś rósł i nabierał sił, napełniając się mądrością,a łaska Boża była z Nim.

Ewangelia wg Św. Łukasza 2 , 22-40

Dziś, w ostatnią niedzielę obchodzimy Uroczystość Świętej Rodziny.
Myśląc  o rodzinie, w której dorastał mały Jezus - pewnie odruchowo widzimy jeden z niezliczonych "świętych" obrazków: Jezus, Maryja, Józef. Wszyscy z aureolami, wpatrzeni w Jezusa, szczęśliwi i rozmodleni.  Tak "polukrowany" obraz Świętej Rodziny skłania do tego, aby uklęknąć, odmówić modlitwę, ale raczej nie stanowi wzoru do naśladowania. Zbyt idealna, pozbawiona wszelkich skaz, a w życiu, wiadomo, różnie bywa.
Czy nie jest to jednak zafałszowany obraz, niewiele mający wspólnego z rzeczywistością? Ta nabożna cześć, którą oddajemy Świętej Rodzinie powoduje, że wydaje się ona nie z tego świata, bliższa Niebu niż Ziemi. Czy jednak Jezus nie urodził się w zwykłej, biednej rodzinie po to, aby stać się jednym z nas i w sferze cielesnej być zwykłym człowiekiem? A to oznacza, że wychowujący Jezusa Maryja i Józef borykali się z wszystkimi problemami współczesnego im życia. Maryja nie stawała przed stołem i nie mówiła "nakryj się" - musiała sama przygotować jedzenie. Święty Józef nie machał różdżką, tylko ciężko pracował na utrzymanie rodziny, a sam mały Jezus pomagał Mu nie cudami, a jak najbardziej realnie, jak wiele innych dzieci - i wówczas i dziś. Z pewnością mieli lepsze i gorsze dni, czuli radość, ale i smutek, bywali zmęczeni. Łączyła ich z pewnością wielka miłość i zawierzenie Bogu - to jednak może być dla nas wzorem do naśladowania. W naszym własnym życiu też bywają różne chwile, ale jeżeli zawsze pamiętamy o Bogu i staramy się wspólnie iść jego drogą, też na swój sposób ocieramy się o cząstkę świętości. I stajemy się przez to silniejsi.
Kilka dni temu przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Z tej okazji z pewnością było wiele spotkań rodzinnych i przyglądaliśmy się własnym rodzinom.  Z pewnością dalekim od świętości, ale naszym własnym, z własnymi historiami, tradycjami i zwyczajami. Czy oprócz wspólnego siedzenia przy stole udało nam się poczuć więź z tą rodziną? To nasze korzenie, więc powinna być dla nas bardzo ważna. Tym bardziej, że zabiegani na co dzień, mamy mało czasu, aby powiedzieć naszym bliskim, jak bardzo są dla nas ważni. 

 


sobota, 20 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 21 grudnia 2014

Zwiastowanie NMP

Zwiastowanie narodzenia Jezusa
W szóstym miesiącu Bóg posłał anioła Gabriela do miasta galilejskiego, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężczyźnie imieniem Józef, z rodu Dawida. Dziewicy było na imię Maryja. Anioł przyszedł do Niej i powiedział: "Raduj się, łaski pełna, Pan z Tobą". Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co znaczy to pozdrowienie. Wtedy anioł powiedział do Niej: 'Nie bój się, Maryjo, bo Bóg Cię obdarzył łaską. Oto poczniesz i porodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca Dawida. Będzie królował nad domem Jakuba na wieki, a Jego królestwo nie będzie miało końca". Wtedy Maryja zapytała anioła: "Jak się to stanie, skoro nie znam pożycia małżeńskiego?". Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i osłoni Cię moc Najwyższego; dlatego Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. Oto Twoja krewna Elżbieta pomimo starości poczęła syna i jest już w szóstym miesiącu, chociaż uważa się ją za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego" A Maryja tak odpowiedziała: Jestem służebnicą Pańską, niech mi się stanie według twego słowa". Wtedy odszedł od Niej anioł.

Ewangelia wg Św. Łukasza 1 , 26-38

 

Myśląc o Maryji najczęściej wyobrażamy Ją sobie jako Matkę Boską, Królową - pełna majestatu i powagi. A przecież w chwili Zwiastowania była nastolatką - pobożną, posłuszną, ale jednak patrząc z współczesnej perspektywy - jeszcze dzieckiem. W dodatku pewnie przerażonym czekającym Ją zamążpójściem za starszego od Niej Józefa. Czy w ogóle znała swego przyszłego męża? Na pewno Jej wiara i pobożność była imponująca - w pełni zdała się na wolę Bożą.
Czy my też tak potrafimy? Uwierzyć Bogu, poddać się Jego woli? Nie jest to łatwe
A jak w ogóle reagujemy, gdy Bóg stawia przed nami zadania? Tak na co dzień, w mało spektakularny sposób? Gdy po prostu staje przed nami potrzebujący naszej pomocy człowiek? Odwracamy głowę, udając, że nic nie widzimy? Szukamy wymówki? A może udaje nam się poddać woli Boskiej i zrobić to, co powinniśmy?

 

niedziela, 14 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 14 grudnia 2014

Jan Chrzciciel na pustyni

Odwieczne słowo
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał świadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.(...)
Świadectwo Jana Chrzciciela
Takie jest świadectwo Jana, gdy z Jerozolimy wysłano do niego kapłanów i lewitów, aby go zapytali: Kim jesteś? Wyznał wówczas, niczego nie ukrywając: "Nie jestem Chrystusem". Wtedy go zapytali: "Cóż więc? Jesteś Eliaszem?". Odparł im: "Nie jestem". "Jesteś prorokiem?". Odpowiedział: "Nie". Zapytali go więc: "Kim jesteś? Chcemy bowiem dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali. Za kogo się uważasz?". Jan rzekł:
"Jestem głosem, który woła na pustyni:
Wyrównajcie drogę Pana,
zgodnie z tym, co powiedział prorok Izajasz.
A wysłannicy byli faryzeuszami. I zapytali go: "Dlaczego więc chrzcisz, skoro nie jesteś ani Chrystusem, ani Eliaszem, ani prorokiem?" Jan im odpowiedział: "Ja chrzczę wodą, wśród was jednak pojawił się Ten, którego wy nie znacie. Wprawdzie przychodzi On po mnie, lecz ja nie jestem godny rozwiązać Mu rzemyka u sandałów".
Miało to miejsce w Betanii, na drugim brzegu Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 6-8, 19-28

Zastanawiam się, co może oznaczać określenie "wyrównywanie drogi Panu"? Czy też w bardziej znanej wersji "prostowanie ścieżek Panu" (zamieszczony przeze mnie tekst perykopy pochodzi z najnowszego tłumaczenia Pisma Świętego).  Gdy Jan Chrzciciel nauczał, było to bardziej oczywiste: przygotowywał ludzi na przyjście Mesjasza. Czy w dzisiejszych czasach ma to sens?
Czasem w amerykańskich filmach przewijają się postaci ludzi stojących gdzieś na ruchliwej ulicy i nawołujących do nawrócenia. Z reguły odbierani są jako dziwacy, w domyśle obciążeni jakąś chorobą psychiczną. Mało kto chyba traktuje ich poważnie i raczej nie budzą skojarzeń, że "prostują ścieżki Panu". Ja sama też mam raczej sceptyczne podejście. Szczerze mówiąc nie wyobrażam też sobie, że tak jak Świadkowie Jehowy mogłabym chodzić po domach i próbować nawracać ludzi. Za to zdecydowanie bardziej przemawia do mnie dawanie przykładu własnym życiem na czym polega chrześcijaństwo. Oczywiście nie jestem tu ideałem, bardzo, bardzo daleko mi do tego, abym była wzorem do naśladowania. Jednak staram się w wielu różnych sytuacjach z życia jak najbardziej codziennego zastanawiać się, co powinnam zrobić jako katoliczka? Z różnym efektem, czasem pragmatyzm zwycięża, a poza tym - postępowanie zgodnie z nakazami wiary wcale nie jest takie łatwe.

Dziś trzecia niedziela Adwentu - czyli czasu oczekiwania. Może warto się zastanowić - na co czekamy? Pomijając kwestię choinki i prezentów pod nią, symbolicznie będziemy przeżywać narodzenie Jezusa. Jednak chyba powinno to być dla nas coś znacznie ważniejszego niż tylko celebrowanie tradycji.

 


sobota, 06 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 7 grudnia 2014

Przygotujcie drogę Panu

Przepowiadanie Jana Chrzciciela
Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.
Tak napisał prorok Izajasz:
Oto wysyłam mojego posłańca przed Tobą,
aby przygotował Twoją drogę.
Głos, który woła na pustyni:
Przygotujcie drogę Pana!
Wyprostujcie Jego ścieżki!
Jan chrzcił na pustyni i głosił chrzest dla odpuszczenia grzechów. Przychodzili do niego ludzie z całej judejskiej krainy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy; wyznawali swoje grzechy, a on chrzcił ich w rzece Jordan. Jan nosił ubranie z wielbłądziej sierści i skórzany pas na biodrach. Żywił się szarańczą i miodem dzikich pszczół. Głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie, a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 1-8

Początek Ewangelii Św. Marka to odwołanie do Starego Testamentu i proroctwa Izajasza, a także cieszącego się wielkim autorytetem Jana Chrzciciela. Przypomina to trochę jakby odwoływanie się do rekomendacji, które w tamtych czasach pewnie też wiele znaczyły. Od czegoś trzeba zacząć opis życia Jezusa ... A Św.Marek pisał swoją Ewangelię z perspektywy czasu, znając już nauki Jezusa, wiedząc jak skończyła się historia ziemskiego pobytu Bożego Syna.

Wchodzimy właśnie w drugi tydzień Adwentu. Za 2 tygodnie kolejny raz będziemy obchodzić pamiątkę Bożego Narodzenia. To nasze czekanie na przyjście Jezusa jest jednak zupełnie inne niż 2000 lat temu, jesteśmy bogatsi o wiedzę z Pisma Świętego.
Jednak czekamy. W dużej mierze - z przyzwyczajenia, dla tradycji, w tak bardzo powtarzalny, ale jednocześnie chyba trochę bezmyślny sposób. Koncentrujemy się na choince, prezentach, rodzinnych spotkaniach i co pojawi się na stole. Nie ma sensu udawać, że nie jest to ważne. Jest, dla większości z nas i to niezależnie od tego, czy ktoś jest człowiekiem wierzącym czy ateistą. Boże Narodzenie to święta bardzo ciepłe, rodzinne, kojarzące się z dzieciństwem...
Czy jednak dla chrześcijanina, katolika nie powinno to oznaczać czegoś więcej? Czy ten Adwent sprawi, że staniemy się choć trochę lepsi? Nieco wyprostujemy ścieżki, którymi my podążamy do Boga, a Bóg do nas? Jeszcze trochę czasu zostało, zdążymy...

 


sobota, 29 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 30 listopada 2014

Czuwanie

Konieczność czuwania
"Miejcie oczy szeroko otwarte, czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzając sługom staranie o wszystko. Każdemu wyznaczył zajęcie, a stróżowi kazał czuwać. Dlatego czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy pan domu: wieczorem czy o północy, w czas piania kogutów czy o wschodzie słońca, aby przychodząc nagle, nie zastał was śpiących! To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!"

Ewangelia wg Św. Marka 13 , 33-37

Niby wszyscy wiemy, że nasze życie doczesne nie jest wieczne, ale na co dzień raczej nie dopuszczamy do siebie myśli, że moglibyśmy nie doczekać następnego ranka. Kiedyś, za wiele lat, gdy będziemy starzy, schorowani - ale teraz, gdy jeszcze mamy tyle spraw do załatwienia?
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że musimy być gotowi. Już teraz, jutro, za rok. I jeśli trzeba - przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Co to jednak oznacza? Przecież nie możemy usiąść i modląc się, czekać na koniec świata. Co jakiś czas docierają do nas wieści ze świata, że robią tak niektóre sekty. Gdy wyznaczony przez nich termin Apokalipsy nie nadchodzi - dochodzi do zbiorowych samobójstw.
Nie tędy droga - nie wyręczajmy Pana Boga, sam zdecyduje, kiedy i w jaki sposób nadejdzie nasza pora. Czuwajmy więc, bo nie wiemy, kiedy Pan przyjdzie. Lub kiedy nas wezwie do siebie - pojedynczo, bez końca świata, który dalej będzie istniał i pędził, choć już bez nas.
A ponieważ właśnie zaczyna się Adwent czyli czas oczekiwania - może to dobry moment na zastanowienie się czy jesteśmy gotowi na spotkanie z Bogiem?

niedziela, 23 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 23 listopada 2014

Sąd Ostateczny

Sąd Ostateczny
Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w swojej chwale wraz ze wszystkim aniołami, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. Wówczas zgromadzą się przed nim wszystkie narody. A On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po swojej prawej stronie, a kozły po lewej. I powie Król do tych po prawej stronie: "Zbliżcie się, błogosławieni mojego Ojca. Odziedziczycie królestwo przygotowane dla was od początku świata.
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a zatroszczyliście się o Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".
Wtedy zapytają Go sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Cię, albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Ciebie jako przybysza i przyjęliśmy Cię, albo że byłeś nagi i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Ciebie chorego lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?". A Król im odpowie: "Zapewniam was: Wszystko, co zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych moich braci, zrobiliście dla Mnie".
Następnie powie do tych po lewej stronie: "Odejdźcie ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który przygotowano diabłu i jego aniołom.
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie zatroszczyliście się o Mnie"
Wtedy oni zapytają: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym lub spragnionym, przybyszem lub nagim, chorym lub w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?". Wtedy im odpowie: "Zapewniam was: Czego nie zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych, tego nie zrobiliście dla Mnie". I pójdą oni na wieczną mękę, a sprawiedliwi do życia wiecznego".

Ewangelia wg Św. Mateusza 25 , 31-46

To moja ulubiona perykopa, tak właśnie odbieram Ewangelię: umieć znaleźć Boga w każdym człowieku wokół.  W teorii wydaje się to proste i oczywiste, w praktyce - niesamowicie trudne. Oczywiście, w stosunku do bliskich nam ludzi problemu nie ma, ale co z całą resztą? Jak zobaczyć Boga na przykład w brudnym i agresywnym pijaku pod budką z piwem? Ja mam z tym poważny problem - na pijaków jestem szczególnie uczulona i nawet nie próbuję się przemóc. Choć gdyby nawet taki pijak potrzebował mojej pomocy (nie mylić z dawaniem pieniędzy na alkohol) - nie odmówiłabym (a przynajmniej taką mam nadzieję).
Czasem wieczorem, przed zaśnięciem "podsumowuję" miniony dzień właśnie pod kątem tego, ile "dobrych uczynków" udało mi się zrobić? W ilu osobach zobaczyłam Boga i zatroszczyłam się, odziałam, nakarmiłam? Lub choćby uśmiechnęłam się życzliwie? Nawet jeżeli jest to sąsiadka, której nie lubię lub wyjątkowo niemiła ekspedientka w sklepie?
A patrząc w szerszej skali - jeśli trafimy na agresywnego antyklerykała lub polityka z opcji politycznej, która jest niezgodna z naszymi poglądami? To tez nasi bliźni, choć czasem dostrzeżenie w nich Boga jest bardzo trudne. No, ale jesteśmy chrześcijanami, a Jezus uczy nas jak powinniśmy postępować. Cokolwiek uczynicie dla jednego z tych najmniejszych...

Dziś, w ostatnią niedzielę roku kościelnego, obchodzimy Uroczystość Chrystusa Króla. Moim zdaniem jest to takie bardzo ludzkie pojmowanie Boga, nadawanie Mu bardzo ziemskich atrybutów władzy. Po co właściwie? Czy brak odwołania do władzy Boga w konstytucji, w ustawach i kodeksach zmienia coś dla chrześcijanina?


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 25
| < Styczeń 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS