Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

sobota, 28 lutego 2015

Ewangelia na niedzielę 1 marca 2015

Przemienienie Pańskie

Przemienienie Jezusa
Po sześciu dniach Jezus zabrał z sobą Piotra, Jakuba i Jana i wyprowadził ich z dala od ludzi na wysoką górę. Tam przemienił się w ich obecności. Jego ubranie stało się lśniąco białe tak, jak żaden folusznik na ziemi nie potrafi wybielić. I ukazał im się Eliasz z Mojżeszem, którzy rozmawiali z Jezusem. Wtedy Piotr powiedział do Jezusa: "Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, drugi dla Mojżesza, a trzeci dla Eliasza". Nie wiedział bowiem, co powiedzieć, tak byli przestraszeni. I pojawił się obłok, który ich zasłonił, a z obłoku rozległ się głos: " On jest moim Synem umiłowanym, Jego słuchajcie". Zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo nie widzieli. Był z nimi tylko Jezus. Kiedy schodzili z góry, nakazał im, aby nikomu nie opowiadali o tym, co widzieli, dopóki Syn Człowieczy nie powstanie z martwych. Zachowali to więc w tajemnicy, tylko zastanawiali się między sobą, co znaczy powstać z martwych.

Ewangelia wg Św. Marka 9, 2-10

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia scenę, która gdyby miała miejsce gdzieś na rynku w Jerozolimie - z pewnością spowodowałaby uznanie Jezusa Mesjaszem. Dlaczego tak się nie stało? Dlaczego w Boskich planach Jezus musiał cierpieć i ponieść śmierć na krzyżu? Może chodziło tu o człowieczeństwa Jezusa?
Nie wiem. Podejrzewam jednak, że apostołowie obecni na górze Tabor - musieli być nieźle wystraszeni. I z pewnością niewiele zrozumieli z tego, czego byli świadkami. Dziś oczywiście szukalibyśmy wyjaśnień bardzo naukowych i bardzo realnych. Hologram? Transmisja wideo? Na pewno nic nadprzyrodzonego....

A jak to jest z nami? Czy bywamy świadkami cudów? Może nie tak spektakularnych, ale jednak? Mi samej kiedyś zdarzyła się sytuacja, którą odebrałam może nie tyle jako cud, ale jako jasną odpowiedź od Boga. Było to dla mnie bardzo duże przeżycie, rozmawiałam później na ten temat z zaprzyjaźnionym kapłanem. I usłyszałam, że Bóg od nas przemawia, musimy tylko nauczyć się słuchać i zauważać dawane nam znaki. Coś w tym chyba jest, choć nie jest to łatwe. Za to łatwo można popaść w różnego rodzaju przesądy i zabobony - czarny kot przebiegł drogę, widocznie Bóg nie chce, abyśmy szli tą drogą.

 

niedziela, 22 lutego 2015

Ewangelia na niedzielę 22 lutego 2015

Jezus pości na pustyni

Kuszenie Jezusa
Zaraz też Duch wyprowadził Go na pustynię, gdzie przez czterdzieści dni był kuszony przez szatana. Przebywał tam wśród dzikich zwierząt, a aniołowie Mu służyli.
Początek apostolskiej działalności w Galilei
Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił" i "Nadchodzi już królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 12-15

Kilka dni temu rozpoczęliśmy Wielki Post.  Przez najbliższych 5 tygodni będziemy...
No właśnie, co? Czy w naszym zabieganym, pełnym trosk i problemów świecie uda nam się "udać na pustynię" i skupić na tym, co bardziej duchowe?
Gdy byłam dzieckiem - w Wielkim Poście wystarczyło ograniczyć słodycze, być grzecznym, chodzić na nabożeństwa Drogi Krzyżowej.  A teraz? Owszem, pewna asceza kulinarna wcale nie musi być zła, rezygnując z przyjemności ciała, otwieramy się na ducha. Takie postne oczyszczenie organizmu może też sprawić też, że staniemy się mniej ociężali, a bardziej wrażliwi na inne bodźce. 
Też jestem zabiegana, pochłonięta codziennością, ale postanowiłam sobie, że codziennie rano i wieczorem znajdę 5 minut na swoją "pustynię" - aby po prostu spojrzeć na całą otaczającą mnie bieżączkę w kontekście życia wiecznego i odpowiedzieć samej sobie na pytanie, co mnie przybliża do Boga, a co niekoniecznie?

 


 

 

sobota, 14 lutego 2015

Ewangelia na niedzielę 15 lutego 2015

uzdrowienie trędowatego

Uzdrowienie człowieka chorego na trąd
Wtedy podszedł do Niego trędowaty, upadł na kolana i prosił: "Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić". Ulitował się, wyciągnął rękę, dotknął go i powiedział: "Chcę, bądź oczyszczony". I natychmiast trąd ustąpił. Został oczyszczony. Jezus stanowczo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc: "Pamiętaj, nie mów nic o tym nikomu, a na świadectwo dla nich złóż za swoje oczyszczenie ofiarę, zgodnie z nakazem Mojżesza". Lecz on wyszedł i zaczął opowiadać wokoło o tym wydarzeniu. Dlatego Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach ustronnych. Ludzie natomiast schodzili się do Niego ze wszystkich stron.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 40-45

Kolejny cud. I kolejny raz pojawia się prośba Jezusa, aby nic nie rozgłaszać. Właściwie dlaczego?  Może dlatego, że misja Jezusa nie polegała wcale na uleczaniu ciał? Przecież nie po to urodził się jako zwykły człowiek, aby zostać wielkim cudotwórcą i uzdrowicielem. Jezus przyszedł na świat, aby głosić dobrą nowinę i zbawić nas wszystkich. Wszystkie czynione przez Niego cuda były jakby przy okazji, zupełnie z boku. W dodatku z podkreśleniem, że to wiara człowieka powoduje uzdrowienie.
Dziś trąd nie jest już tak straszną chorobą jak 2000 lat temu. Czy jednak my też nie potrzebujemy uzdrowienia? Z tego, co tkwi w nas w środku? Naszych wszystkich słabości, lenistwa duchowego, zaniechanego dobra? Za kilka dni rozpoczyna się Wielki Post, czy to nie jest dobry moment, aby uwierzyć w to, że możemy stać się lepszymi? Spojrzeć na życie nie tylko z perspektywy dnia dzisiejszego, ale także w kontekście wieczności?
Warto spróbować....

 

niedziela, 08 lutego 2015

Ewangelia na niedzielę 8 lutego 2015

Jezus naucza w synagodze

Liczne uzdrowienia
Wprost z synagogi udał się z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. A teściowa Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł, wziął ją za rękę i podniósł. Wtedy opuściła ją gorączka i usługiwała im. A z nastaniem wieczora. gdy słońce już zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych. Całe miasto zgromadziło się u drzwi. Uzdrowił wielu, których nękały rozmaite choroby i wyrzucił wiele demonów, lecz nie pozwalał demonom mówić, ponieważ Go znały.
Działalność apostolska
Nad ranem, jeszcze przed świtem, wstał i wyszedł na miejsce na miejsce odludne, i atm się modlił. A Szymon i ci, którzy z nim byli, poszli Go szukać. Kiedy Go znaleźli, powiedzieli Mu: "Wszyscy Cie szukają". A On im odpowiedział: "Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam nauczał, po to bowiem wyszedłem". I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając demony.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 29-39

Jezus uzdrawia, wypędza złe duchy, modli się i naucza. Tak w błyskawicznym skrócie można by opisać dzisiejszą perykopę. Krótko i węzłowato, ale treści wiele. Można zapełnić nią całe życie człowieka. Pięknie pokazała to Matka Teresa. Mówiła ludziom o Bogu, ale przede wszystkim - dawała im jeść, obmywała rany i dawała schronienie. Jej działalność była najpiękniejszą modlitwą i jednocześnie pokazywaniem Boga. Podobnie postępują też misjonarze. Działalność apostolską zaczynają nie od budowy kościoła, lecz szpitala, stołówki, szkoły. Ewangelizacja poprzez dobre uczynki z pewnością przyniesie większe efekty. I jest to też wskazanie dla nas - nasza pomoc innym - może być świadectwem naszego chrześcijaństwa. Nawet mając niewiele, zawsze wokół nas możemy znaleźć kogoś, komu można pomóc. To nie dobra materialne są najważniejsze i nie na nich powinniśmy się koncentrować. Wokół nas są ludzie i w każdym z nich powinniśmy starać się znaleźć Boga.


 


niedziela, 01 lutego 2015

Ewangelia na niedzielę 1 lutego 2015

Jezus naucza jako mający władzę

Uzdrowienie opętanego
Przyszli do Kafarnaum. W szabat wszedł zaraz do synagogi i nauczał. Jego nauka budziła zdziwienie: uczył ich bowiem jak ten, który ma moc, a nie jak nauczyciele Pisma. Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zawołał on: "Co mamy z Tobą wspólnego, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kim jesteś: Świętym Boga". A Jezus stanowczo mu nakazał: "Milcz i wyjdź z niego!". Wtedy duch nieczysty, wstrząsając gwałtownie tym człowiekiem i krzycząc donośnym głosem, wyszedł z niego. Wszystkich ogarnęło zdumienie, tak, iż jeden drugiego pytał: "Co to jest? Jakaś nowa nauka z mocą! Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne". I szybko rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej krainie galilejskiej.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 21-28


Czytając tę perykopę z współczesnej perspektywy mam mieszane uczucia. Opętanie przez siły nieczyste wydaje się pojęciem zupełnie niepasującym do dzisiejszego świata, no chyba, że w horrorach. Choć wierząc w Ewangelię, skoro było to możliwe 2000 lat temu, to czemu nie dziś? Tym bardziej, że na kartach historii można znaleźć podobne opisy takich zdarzeń, a w naszym języku funkcjonuje powiedzenie "diabeł w niego wstąpił".
Słyszałam kiedyś relację bezpośredniego uczestnika takich wydarzeń. Młoda dziewczyna w napadzie wiła się po podłodze - to można by bez problemu wyjaśnić chorobą. Pozostaje jednak do wyjaśnienia kwestia dlaczego 4 dorosłych silnych mężczyzn miało bardzo poważne problemy z jej przytrzymaniem? Skąd wzięły się jej siły fizyczne? Tu już nie widzę prostego, racjonalnego wytłumaczenia.
Mam wrażenie, że od pewnego czasu egzorcyzmy stają się "modne". Z tego, co wiem, w kuriach (nie wiem, czy w każdej, czy tylko wybranych?) funkcjonują egzorcyści, których zadaniem jest "wypędzanie złych duchów". Podobno jest tu bardzo bardzo gęste sito - zdecydowana większość przypadków jest diagnozowana jako choroba psychiczna, bez związku z opętaniem. Na pewno trzeba się tu poruszać bardzo ostrożnie i nie eksperymentować samemu. Kilka dni temu media donosiły, że do szpitala trafiła cała czteroosobowa rodzina, która wcześniej odprawiała egzorcyzmy. Ile w tym prawdy nie wiadomo - poszukujące sensacji media często nie mają lub podają pełnych informacji, ale każdy z wypowiadających się na antenie kapłanów podkreślał, że jest to sprawa poważna i nie można samemu eksperymentować. Tu z pewnością mają rację.

A jak to jest z "kuszeniem złego" poprzez uczestnictwo w różnego rodzaju praktykach typu wywoływanie duchów, różnego rodzaju wróżby itp.? Pewnie może wzbudzać jakąś podatność, ale mam wrażenie, że niektórzy tropiciele takich zjawisk zdecydowanie przesadzają. Doszukując się różnych ukrytych przekazów wszędzie wokół nie tylko sami ulegają jakiejś swoistej formie "opętania", ale też ośmieszają sprawy, które wcale nie są takie śmieszne. 

 

niedziela, 25 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 25 stycznia 2015

powołanie Piotra i Andrzeja

Początek apostolskiej działalności w Galilei
Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił" i "Nadchodzi już królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Powołanie pierwszych uczniów
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, zobaczył Szymona i Andrzeja, brata Szymona, jak zarzucali sieci w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludźmi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy uszedł nieco dalej, zobaczył Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Oni też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili w łodzi swego ojca, Zebedeusza, razem z najemnikami i poszli za Nim.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 34-20

"Natychmiast zostawili sieci i za Nim poszli" - a przecież Jezus dopiero rozpoczynał swoją działalność w Galilei. Co spowodowało, że tak posłusznie podporządkowali się Jego słowom? Czy ówcześni ludzie bardziej cenili sferę duchową niż my? Bądźmy szczerzy - współczesny człowiek miałby trudności z natychmiastowym "porzuceniem sieci" i pójściem za Bożym wezwaniem. Co z domem, szkołą, pracą, rachunkami do zapłacenia i wieloma innymi rzeczami, które przywiązują nas do codzienności. Również bliscy nam ludzie. Mało kto nie miałby z tym problemów. Ja również.
A może traktujemy to zbyt dosłownie? Przecież pójście za Jezusem wcale nie musi oznaczać dosłownego porzucenia całej naszej realnej codzienności i udanie się gdzieś na antypody. Czy nie powinniśmy głosić Ewangelii właśnie tu i teraz, w domu, pracy, na każdym kroku? W dodatku nie tylko słowem, ale także (przede wszystkim?) własnym dobrym przykładem? Wokół nas są też ludzie, wielu z nich też potrzebuje nawrócenia. Może ktoś patrząc na nas zobaczy piękno nauki Jezusa? I wpłynie to na jego życie?

 

niedziela, 18 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 18 stycznia 2015

powołanie apostołów

Świadectwo pierwszych uczniów Jezusa
Następnego dnia Jan stał tam ponownie, a wraz z nim dwóch jego uczniów. A gdy przyjrzał się przechodzącemu Jezusowi, rzekł: "Oto Baranek Boży!". Obaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Nim. Gdy Jezus odwrócił się i spostrzegł, ze idą za Nim, zapytał ich: "Czego szukacie?". Oni rzekli: "Rabbi - to znaczy nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, zobaczcie". Poszli więc i zobaczyli gdzie mieszkał. I w tym dniu pozostali u Niego. Działo się to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy usłyszeli słowa Jana i poszli za Jezusem, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Odszukał on najpierw swojego brata i oznajmił mu: "Znaleźliśmy Mesjasza", to znaczy: Chrystusa. Następnie przyprowadził go do Jezusa. Gdy Jezus mu się przyjrzał, rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana. Odtąd będziesz nosił imię Kefas, to znaczy Piotr.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 35-42

Dzisiejsza perykopa pokazuje, jak dwa tysiące lat temu ludzie widząc Jezusa, widząc w Nim Mesjasza, przyłączali się i zostawiając swoje wcześniejsze życie, szli za Nim. Jak to jest z nami? Bóg każdemu z nas też przecież powołuje, wskazuje nam drogę, którą powinniśmy pójść. Nie dotyczy to tylko powołań kapłańskich czy zakonnych, ale każdego z nas. Czy bez względu na to, co w życiu robimy, naszą rolą nie jest głoszenie Ewangelii?  I to głównie własnym przykładem? To nie chodzi o krasomóstwo, ciągłe opowiadania o Bogu i głoszenie na każdym kroku cytatów z Biblii. Tym bardziej nie oznacza ciągłego pouczania wszystkich wokół. Moim zdaniem na każdym kroku (także wtedy, gdy nikt nie widzi) powinniśmy pokazywać jak wygląda pójście za Jezusem tu i teraz, w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. Oczywiście, nie jest to łatwe, wymaga rezygnacji z wielu przyjemności, czasami oznacza trud i wyrzeczenia. Jednak daje nam coś wspaniałego - poczucie więzi z Bogiem, radość z tego, że podążamy dobrą drogą. W dodatku mamy tu prawo do pełnego egocentryzmu - to my jesteśmy najważniejsi dla Boga. Jezus nie przyszedł zbawiać ludzkości, a każdego człowieka. I to jest piękne.

 


niedziela, 11 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 11 stycznia 2015

Chrzest Jezusa w Jordanie

 

Jan Chrzciciel głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie , a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".
Chrzest Jezusa w Jordanie
Wtedy przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. Zaraz po tym, kiedy wychodził z wody, ujrzał niebo otwarte i Ducha, który zstępował z Niego, jakby gołębica. I rozległ się głos z nieba: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie upodobałem sobie".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 6b-11

Czytając te perykopę, znowu zadaję sobie pytanie: na czym polegał Chrzest Jezusa? Na pewno miał zupełnie inne znaczenie niż nasz własny chrzest: zmywamy z siebie grzech pierworodny, stajemy się członkami wspólnoty chrześcijańskiej i członkami Kościoła Katolickiego.  Najczęściej zresztą nieświadomie - jako małe dzieci. Pamiętam, że kiedyś (przeszło 20 lat temu) usłyszałam z ust pewnego księdza, że chrzest jest sakramentem, który powinien być udzielany osobom dorosłym. Jeżeli jednak w rodzinie katolickiej urodziło się dziecko, rodzice żyją zgodnie z zasadami wiary, można zrobić wyjątek i udzielić chrztu już małemu dziecku. Nie wiem, na ile jest to zgodne z obecną wykładnią Kościoła, ale praktyka pokazuje, że jednak codziennością są chrzty małych dzieci.  Ja sama z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że dziecko powinno być ochrzczone jak najszybciej.

Chrzest Święty to sakrament - też nie wiem od kiedy i przez kogo ustanowiony. Nie da się go zmyć, odwołać czy też unieważnić. Nawet akt apostazji tego nie zmienia.

 


sobota, 03 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 4 stycznia 2015

El Greco Narodzenie

 

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga -
i bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał on zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
którą jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
"To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie".
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział;
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On nam Go objawił.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 1-18

Na początku było Słowo, Słowo stało się ciałem - czy nie brzmi to jakoś nierealnie we współczesnym świecie? Słowa, słowa, słowa, wypowiadamy ich wiele, często bez zastanowienia i przywiązywania znaczenia d0 ich sensu. Kto pamięta frazę "u mnie słowo droższe od pieniędzy?" z filmu "Sami swoi"? To wręcz żart, prawda?
Kiedy i jak się to stało, że nie wierzymy sobie już w ogóle? Że słowa nic nie znaczą? Szukamy zabezpieczeń, dowodów?  I jak z takim podejściem podchodzimy do wiary? Wierzymy, że Bóg istnieje, ale dobrze byłoby mieć realny, materialny dowód. A Dekalog? To przecież też tylko słowa - proste, jednoznaczne, ale przecież zawsze można je interpretować w zależności od potrzeb.  I okazuje się, że na przykład wcale nie jest tak trudno być zwolennikiem kary śmierci w zgodzie z piątym przykazaniem. Nie pożądać żony bliźniego swego, ale co za problem unieważnić zawarte przed Bogiem małżeństwo? To tylko kwestia interpretacji...

 


niedziela, 28 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 28 grudnia 2014

Święta Rodzina

 

Ofiarowanie Jezusa w świątyni
Gdy zaś minęły dni ich oczyszczenia zgodnie z Prawie Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy,aby ofiarować Panu. Tak bowiem napisano w Prawie Pańskim: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z nakazem Prawa Pańskiego: parę synogarlic lub dwa młode gołębie.
Żył wtedy w Jeruzalem człowiek sprawiedliwy i pobożny, który miał na imię Symeon. Oczekiwał on pocieszenia Izraela, a Duch Święty był z nim. Duch Święty objawił mu, ze nie umrze, dopóki nie zobaczy Chrystusa Pańskiego. Kierowany przez Ducha przyszedł do świątyni, gdy rodzice wnosili małego Jezusa, aby wypełnić odnoszące się do Niego przepisy Prawa. On wziął Go na ręce i wielbił Boga:
"Teraz, o Władco, zgodnie z Twoim słowem
pozwalasz swemu słudze odejść w pokoju.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wszystkim narodom;
światło na oświecenie pogan
i chwalę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. I błogosławił ich Symeon, a do Jego matki Maryi powiedział: "On został dany, aby w Izraelu wielu upadło i wielu powstało, i aby był znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. A Twoją duszę miecz przeszyje, aby zostały ujawnione przewrotne myśli wielu".
Przebywała tam również prorokini Anna, córka Fanuela, z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. W małżeństwie przeżyła siedem lat i owdowiała. Miała już osiemdziesiąt cztery lata. Nie opuszczała świątyni i służyła Bogu, poszcząc i modląc się dniem i nocą. W tej właśnie chwili nadeszła, wielbiła Boga i opowiadała o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
Kiedy wypełnili wszystko zgodnie z Prawem pańskim, wrócili do Galilei, do swojego miasta - Nazaret. Chłopiec zaś rósł i nabierał sił, napełniając się mądrością,a łaska Boża była z Nim.

Ewangelia wg Św. Łukasza 2 , 22-40

Dziś, w ostatnią niedzielę obchodzimy Uroczystość Świętej Rodziny.
Myśląc  o rodzinie, w której dorastał mały Jezus - pewnie odruchowo widzimy jeden z niezliczonych "świętych" obrazków: Jezus, Maryja, Józef. Wszyscy z aureolami, wpatrzeni w Jezusa, szczęśliwi i rozmodleni.  Tak "polukrowany" obraz Świętej Rodziny skłania do tego, aby uklęknąć, odmówić modlitwę, ale raczej nie stanowi wzoru do naśladowania. Zbyt idealna, pozbawiona wszelkich skaz, a w życiu, wiadomo, różnie bywa.
Czy nie jest to jednak zafałszowany obraz, niewiele mający wspólnego z rzeczywistością? Ta nabożna cześć, którą oddajemy Świętej Rodzinie powoduje, że wydaje się ona nie z tego świata, bliższa Niebu niż Ziemi. Czy jednak Jezus nie urodził się w zwykłej, biednej rodzinie po to, aby stać się jednym z nas i w sferze cielesnej być zwykłym człowiekiem? A to oznacza, że wychowujący Jezusa Maryja i Józef borykali się z wszystkimi problemami współczesnego im życia. Maryja nie stawała przed stołem i nie mówiła "nakryj się" - musiała sama przygotować jedzenie. Święty Józef nie machał różdżką, tylko ciężko pracował na utrzymanie rodziny, a sam mały Jezus pomagał Mu nie cudami, a jak najbardziej realnie, jak wiele innych dzieci - i wówczas i dziś. Z pewnością mieli lepsze i gorsze dni, czuli radość, ale i smutek, bywali zmęczeni. Łączyła ich z pewnością wielka miłość i zawierzenie Bogu - to jednak może być dla nas wzorem do naśladowania. W naszym własnym życiu też bywają różne chwile, ale jeżeli zawsze pamiętamy o Bogu i staramy się wspólnie iść jego drogą, też na swój sposób ocieramy się o cząstkę świętości. I stajemy się przez to silniejsi.
Kilka dni temu przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Z tej okazji z pewnością było wiele spotkań rodzinnych i przyglądaliśmy się własnym rodzinom.  Z pewnością dalekim od świętości, ale naszym własnym, z własnymi historiami, tradycjami i zwyczajami. Czy oprócz wspólnego siedzenia przy stole udało nam się poczuć więź z tą rodziną? To nasze korzenie, więc powinna być dla nas bardzo ważna. Tym bardziej, że zabiegani na co dzień, mamy mało czasu, aby powiedzieć naszym bliskim, jak bardzo są dla nas ważni. 

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 26
| < Marzec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS