Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

niedziela, 14 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 14 grudnia 2014

Jan Chrzciciel na pustyni

Odwieczne słowo
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał świadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.(...)
Świadectwo Jana Chrzciciela
Takie jest świadectwo Jana, gdy z Jerozolimy wysłano do niego kapłanów i lewitów, aby go zapytali: Kim jesteś? Wyznał wówczas, niczego nie ukrywając: "Nie jestem Chrystusem". Wtedy go zapytali: "Cóż więc? Jesteś Eliaszem?". Odparł im: "Nie jestem". "Jesteś prorokiem?". Odpowiedział: "Nie". Zapytali go więc: "Kim jesteś? Chcemy bowiem dać odpowiedź tym, którzy nas wysłali. Za kogo się uważasz?". Jan rzekł:
"Jestem głosem, który woła na pustyni:
Wyrównajcie drogę Pana,
zgodnie z tym, co powiedział prorok Izajasz.
A wysłannicy byli faryzeuszami. I zapytali go: "Dlaczego więc chrzcisz, skoro nie jesteś ani Chrystusem, ani Eliaszem, ani prorokiem?" Jan im odpowiedział: "Ja chrzczę wodą, wśród was jednak pojawił się Ten, którego wy nie znacie. Wprawdzie przychodzi On po mnie, lecz ja nie jestem godny rozwiązać Mu rzemyka u sandałów".
Miało to miejsce w Betanii, na drugim brzegu Jordanu, gdzie Jan udzielał chrztu.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 6-8, 19-28

Zastanawiam się, co może oznaczać określenie "wyrównywanie drogi Panu"? Czy też w bardziej znanej wersji "prostowanie ścieżek Panu" (zamieszczony przeze mnie tekst perykopy pochodzi z najnowszego tłumaczenia Pisma Świętego).  Gdy Jan Chrzciciel nauczał, było to bardziej oczywiste: przygotowywał ludzi na przyjście Mesjasza. Czy w dzisiejszych czasach ma to sens?
Czasem w amerykańskich filmach przewijają się postaci ludzi stojących gdzieś na ruchliwej ulicy i nawołujących do nawrócenia. Z reguły odbierani są jako dziwacy, w domyśle obciążeni jakąś chorobą psychiczną. Mało kto chyba traktuje ich poważnie i raczej nie budzą skojarzeń, że "prostują ścieżki Panu". Ja sama też mam raczej sceptyczne podejście. Szczerze mówiąc nie wyobrażam też sobie, że tak jak Świadkowie Jehowy mogłabym chodzić po domach i próbować nawracać ludzi. Za to zdecydowanie bardziej przemawia do mnie dawanie przykładu własnym życiem na czym polega chrześcijaństwo. Oczywiście nie jestem tu ideałem, bardzo, bardzo daleko mi do tego, abym była wzorem do naśladowania. Jednak staram się w wielu różnych sytuacjach z życia jak najbardziej codziennego zastanawiać się, co powinnam zrobić jako katoliczka? Z różnym efektem, czasem pragmatyzm zwycięża, a poza tym - postępowanie zgodnie z nakazami wiary wcale nie jest takie łatwe.

Dziś trzecia niedziela Adwentu - czyli czasu oczekiwania. Może warto się zastanowić - na co czekamy? Pomijając kwestię choinki i prezentów pod nią, symbolicznie będziemy przeżywać narodzenie Jezusa. Jednak chyba powinno to być dla nas coś znacznie ważniejszego niż tylko celebrowanie tradycji.

 


sobota, 06 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 7 grudnia 2014

Przygotujcie drogę Panu

Przepowiadanie Jana Chrzciciela
Początek Ewangelii Jezusa Chrystusa, Syna Bożego.
Tak napisał prorok Izajasz:
Oto wysyłam mojego posłańca przed Tobą,
aby przygotował Twoją drogę.
Głos, który woła na pustyni:
Przygotujcie drogę Pana!
Wyprostujcie Jego ścieżki!
Jan chrzcił na pustyni i głosił chrzest dla odpuszczenia grzechów. Przychodzili do niego ludzie z całej judejskiej krainy i wszyscy mieszkańcy Jerozolimy; wyznawali swoje grzechy, a on chrzcił ich w rzece Jordan. Jan nosił ubranie z wielbłądziej sierści i skórzany pas na biodrach. Żywił się szarańczą i miodem dzikich pszczół. Głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie, a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 1-8

Początek Ewangelii Św. Marka to odwołanie do Starego Testamentu i proroctwa Izajasza, a także cieszącego się wielkim autorytetem Jana Chrzciciela. Przypomina to trochę jakby odwoływanie się do rekomendacji, które w tamtych czasach pewnie też wiele znaczyły. Od czegoś trzeba zacząć opis życia Jezusa ... A Św.Marek pisał swoją Ewangelię z perspektywy czasu, znając już nauki Jezusa, wiedząc jak skończyła się historia ziemskiego pobytu Bożego Syna.

Wchodzimy właśnie w drugi tydzień Adwentu. Za 2 tygodnie kolejny raz będziemy obchodzić pamiątkę Bożego Narodzenia. To nasze czekanie na przyjście Jezusa jest jednak zupełnie inne niż 2000 lat temu, jesteśmy bogatsi o wiedzę z Pisma Świętego.
Jednak czekamy. W dużej mierze - z przyzwyczajenia, dla tradycji, w tak bardzo powtarzalny, ale jednocześnie chyba trochę bezmyślny sposób. Koncentrujemy się na choince, prezentach, rodzinnych spotkaniach i co pojawi się na stole. Nie ma sensu udawać, że nie jest to ważne. Jest, dla większości z nas i to niezależnie od tego, czy ktoś jest człowiekiem wierzącym czy ateistą. Boże Narodzenie to święta bardzo ciepłe, rodzinne, kojarzące się z dzieciństwem...
Czy jednak dla chrześcijanina, katolika nie powinno to oznaczać czegoś więcej? Czy ten Adwent sprawi, że staniemy się choć trochę lepsi? Nieco wyprostujemy ścieżki, którymi my podążamy do Boga, a Bóg do nas? Jeszcze trochę czasu zostało, zdążymy...

 


sobota, 29 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 30 listopada 2014

Czuwanie

Konieczność czuwania
"Miejcie oczy szeroko otwarte, czuwajcie, gdyż nie wiecie, kiedy nadejdzie odpowiedni czas. Podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzając sługom staranie o wszystko. Każdemu wyznaczył zajęcie, a stróżowi kazał czuwać. Dlatego czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy pan domu: wieczorem czy o północy, w czas piania kogutów czy o wschodzie słońca, aby przychodząc nagle, nie zastał was śpiących! To, co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie!"

Ewangelia wg Św. Marka 13 , 33-37

Niby wszyscy wiemy, że nasze życie doczesne nie jest wieczne, ale na co dzień raczej nie dopuszczamy do siebie myśli, że moglibyśmy nie doczekać następnego ranka. Kiedyś, za wiele lat, gdy będziemy starzy, schorowani - ale teraz, gdy jeszcze mamy tyle spraw do załatwienia?
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, że musimy być gotowi. Już teraz, jutro, za rok. I jeśli trzeba - przez najbliższe kilkadziesiąt lat. Co to jednak oznacza? Przecież nie możemy usiąść i modląc się, czekać na koniec świata. Co jakiś czas docierają do nas wieści ze świata, że robią tak niektóre sekty. Gdy wyznaczony przez nich termin Apokalipsy nie nadchodzi - dochodzi do zbiorowych samobójstw.
Nie tędy droga - nie wyręczajmy Pana Boga, sam zdecyduje, kiedy i w jaki sposób nadejdzie nasza pora. Czuwajmy więc, bo nie wiemy, kiedy Pan przyjdzie. Lub kiedy nas wezwie do siebie - pojedynczo, bez końca świata, który dalej będzie istniał i pędził, choć już bez nas.
A ponieważ właśnie zaczyna się Adwent czyli czas oczekiwania - może to dobry moment na zastanowienie się czy jesteśmy gotowi na spotkanie z Bogiem?

niedziela, 23 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 23 listopada 2014

Sąd Ostateczny

Sąd Ostateczny
Kiedy Syn Człowieczy przyjdzie w swojej chwale wraz ze wszystkim aniołami, wtedy zasiądzie na tronie swej chwały. Wówczas zgromadzą się przed nim wszystkie narody. A On oddzieli jednych od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po swojej prawej stronie, a kozły po lewej. I powie Król do tych po prawej stronie: "Zbliżcie się, błogosławieni mojego Ojca. Odziedziczycie królestwo przygotowane dla was od początku świata.
Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a przyodzialiście Mnie;
byłem chory, a zatroszczyliście się o Mnie;
byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie".
Wtedy zapytają Go sprawiedliwi: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Cię, albo spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Ciebie jako przybysza i przyjęliśmy Cię, albo że byłeś nagi i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Ciebie chorego lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie?". A Król im odpowie: "Zapewniam was: Wszystko, co zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych moich braci, zrobiliście dla Mnie".
Następnie powie do tych po lewej stronie: "Odejdźcie ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, który przygotowano diabłu i jego aniołom.
Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść;
byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;
byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie;
byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie;
byłem chory i w więzieniu, a nie zatroszczyliście się o Mnie"
Wtedy oni zapytają: "Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym lub spragnionym, przybyszem lub nagim, chorym lub w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?". Wtedy im odpowie: "Zapewniam was: Czego nie zrobiliście dla jednego z tych najmniejszych, tego nie zrobiliście dla Mnie". I pójdą oni na wieczną mękę, a sprawiedliwi do życia wiecznego".

Ewangelia wg Św. Mateusza 25 , 31-46

To moja ulubiona perykopa, tak właśnie odbieram Ewangelię: umieć znaleźć Boga w każdym człowieku wokół.  W teorii wydaje się to proste i oczywiste, w praktyce - niesamowicie trudne. Oczywiście, w stosunku do bliskich nam ludzi problemu nie ma, ale co z całą resztą? Jak zobaczyć Boga na przykład w brudnym i agresywnym pijaku pod budką z piwem? Ja mam z tym poważny problem - na pijaków jestem szczególnie uczulona i nawet nie próbuję się przemóc. Choć gdyby nawet taki pijak potrzebował mojej pomocy (nie mylić z dawaniem pieniędzy na alkohol) - nie odmówiłabym (a przynajmniej taką mam nadzieję).
Czasem wieczorem, przed zaśnięciem "podsumowuję" miniony dzień właśnie pod kątem tego, ile "dobrych uczynków" udało mi się zrobić? W ilu osobach zobaczyłam Boga i zatroszczyłam się, odziałam, nakarmiłam? Lub choćby uśmiechnęłam się życzliwie? Nawet jeżeli jest to sąsiadka, której nie lubię lub wyjątkowo niemiła ekspedientka w sklepie?
A patrząc w szerszej skali - jeśli trafimy na agresywnego antyklerykała lub polityka z opcji politycznej, która jest niezgodna z naszymi poglądami? To tez nasi bliźni, choć czasem dostrzeżenie w nich Boga jest bardzo trudne. No, ale jesteśmy chrześcijanami, a Jezus uczy nas jak powinniśmy postępować. Cokolwiek uczynicie dla jednego z tych najmniejszych...

Dziś, w ostatnią niedzielę roku kościelnego, obchodzimy Uroczystość Chrystusa Króla. Moim zdaniem jest to takie bardzo ludzkie pojmowanie Boga, nadawanie Mu bardzo ziemskich atrybutów władzy. Po co właściwie? Czy brak odwołania do władzy Boga w konstytucji, w ustawach i kodeksach zmienia coś dla chrześcijanina?


sobota, 15 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 16 listopada 2014

talenty

Przypowieść o talentach
Będzie też podobnie jak z człowiekiem, który wybierał się w podróż. Zawołał swoje sługi i powierzył im swój majątek. Jednemu dał pięć talentów, drugiemu dwa, a trzeciemu jeden; każdemu według jego zdolności. I wyjechał. Ten, który otrzymał pięć talentów, natychmiast wpuścił je w obieg i zyskał drugie pięć. Podobnie i ten, który otrzymał dwa, zyskał drugie dwa. Ten zaś, który otrzymał jeden, wykopał dół w ziemi i ukrył pieniądze swego pana.
Po dłuższym czasie pan powrócił i zaczął rozliczać się ze sługami. Najpierw przyszedł ten, który otrzymał pięć talentów. Przyniósł drugie pięć i powiedział: "Panie, dałeś mi pięć talentów. Oto zyskałem następne pięć". Pan powiedział do niego: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w drobnych sprawach, nad wieloma cię postawię. Wejdź, aby radować się ze swoim panem".
Przyszedł następnie ten, który otrzymał dwa talenty, i powiedział: "Panie! Dałeś mi dwa talenty. Oto zyskałem dwa następne. Pan powiedział do niego: "Dobrze, sługo dobry i wierny. Byłeś wierny w drobnych sprawach, nad wieloma cię postawię. Wejdź, aby radować się ze swoim panem.".
Przyszedł wreszcie ten, który otrzymał jeden talent i powiedział: "Panie! Wiedziałem, że jesteś człowiekiem wymagającym. Chcesz żąć tam, gdzie nie posiałeś i zbierać tam, gdzie nie rozsypałeś. Bałem się ciebie i dlatego ukryłem talent w ziemi. Oto masz, co twoje". Wtedy pan mu odpowiedział: "Sługo zły i leniwy. Wiedziałeś, że chcę żąć tam, gdzie nie posiałem i zbierać tam, gdzie nie rozsypałem. Powinieneś był więc przekazać pieniądze bankierom, a ja po powrocie odebrałbym je z zyskiem. Dlatego zabierzcie mu talent i dajcie temu, który ma dziesięć talentów. Każdemu bowiem, kto ma, będzie dodane i będzie miał w nadmiarze. Temu zaś, kto nie ma, zostanie zabrane nawet to, co ma. A nieużytecznego sługę wyrzućcie na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.

Ewangelia wg Św. Mateusza 25 , 14-30

Nasze talenty... Każdy jakiś ma, jedni mniej, inni więcej. Czy umiemy je w sobie znaleźć? A może patrzymy na swój talent, widzimy, że jest tylko jeden, a inni mają dwa czy pięć i czując się pokrzywdzeni, zakopujemy go w ziemi. I sami sobie opowiadamy o tym, co moglibyśmy osiągnąć, gdybyśmy mieli więcej talentów, a nie tylko ten jeden.
A przecież to nie o zysk bezwzględny chodzi. Co z tego, że naszym jednym talentem dzięki pracy i zaangażowaniu zdobędziemy dodatkowo tylko jeden? Przecież to 100% wzrostu...
Jak może wyglądać takie pomnażanie otrzymanych talentów w realiach XXI wieku? Może powinniśmy zrobić coś na kształt analizy biznesowej samych siebie? Wyliczyć mocne strony i zastanowić się nad możliwościami ich wykorzystania? Nie szukajmy jednak w sobie wielkiego geniuszu na miarę olimpijską - nie o to chodzi. Można np. pięknie śpiewać, ale nie jest to wcale jednoznaczne z karierą w showbisnesie. Można jednak rozwijać swój talent śpiewając w chórze. Każdy ma jakieś zdolności czy smykałkę do czegoś. Trzeba to po prostu rozwijać. I nie miejmy złudzeń - wymaga to ciężkiej pracy. Nawet życiorysy geniuszy, mających już swoje hasła w encyklopedii, wspominają o wielu latach ćwiczeń, pracy, doskonalenia talentu. Nie ma nic za darmo - to mówią nam realia współczesnego świata. A na co dzień - na przekór wszystkiemu - zrobić coś dobrego dla innych bezinteresownie, nie licząc na odsetki? Dobro, życzliwość przekazywane za darmo - samo się mnoży i podwaja nasz talent. Wystarczy chcieć .....


niedziela, 09 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 9 listopada 2014

Jezus wyrzuca kupców ze świątyni

Oczyszczenie świątyni ze sprzedawców
Zbliżało się żydowskie święto Paschy i Jezus udał się do Jerozolimy. Na dziedzińcu świątyni napotkał sprzedawców wołów, owiec i gołębi oraz tych, którzy prowadzili wymianę pieniędzy. Wówczas splótł bicz ze sznurów i przepędził wszystkich z terenu świątyni, również owce i woły. Rozrzucił pieniądze tych, którzy je wymieniali, a ich stoły powywracał. Sprzedawcom gołębi zaś nakazał: "Zabierzcie stąd to wszystko i nie róbcie targowiska z domu mego Ojca!". Uczniowie przypomnieli sobie tekst Pisma: Gorliwość o Twój dom pochłania Mnie. Żydzi natomiast zwrócili się do Niego z pytaniem: "Jakim znakiem wskażesz nam, że masz prawo to czynić?". Na to Jezus odpowiedział: "Zburzcie tę świątynię, a Ja w ciągu trzech dni ją wzniosę". Żydzi odrzekli: "Czterdzieści sześć lat budowano tę świątynię, a Ty chcesz ją wznieść w ciągu trzech dni?". On jednak mówił o świątyni swego ciała. Kiedy więc powstał z martwych, uczniowie przypomnieli sobie, ze właśnie to powiedział i uwierzyli Pismu oraz słowom Jezusa. .

Ewangelia wg Św. Jana 2, 13-25

Czy świątynia to dobre miejsce na handel? Wydaje się oczywiste, że nie. Idąc do Kościoła koncentrujemy się na spotkaniu z Bogiem, chłoniemy wynikającą z bliskości Najświętszego Sakramentu atmosferę sacrum. To nie miejsce na zakupy, choć oczywiście przykościelne sklepiki z dewocjonaliami i prasą katolicką są potrzebne i spełniają swoją rolę. Wprawdzie w dzisiejszych czasach nawet wigilijny opłatek można nabyć także w hipermarketach, ale nie jest to już to samo i nie tylko o poświęcenie mi chodzi.

Kościoły i związana z nimi przestrzeń często bywa też wykorzystywana do innych, całkiem ziemskich celów - do polityki. Za tydzień mamy wybory samorządowe - czy nasze kościoły są wolne od kampanii wyborczej? Co zrobiłby Jezus widząc polityków rozdających ulotki i agitujących politycznie wiernych, którzy przyszli posłuchać Ewangelii? Mam wrażenie, że przepędziłby ich tak samo jak kupców ze świątyni. Bóg nie wybiera ludzi na podstawie kategorii politycznych, wszystkich nas wzywa do pójścia Jego drogą.  Nawet tych, którzy na co dzień walczą z Kościołem.


 


niedziela, 02 listopada 2014

Ewangelia na niedzielę 2 listopada 2008

niebo

 

Jezus drogą do Ojca
"Niech wasze serca się nie trwożą. Wierzycie w Boga i we Mnie wierzcie. W domu mego Ojca jest wiele mieszkań; gdyby tak nie było, to bym wam powiedział, Teraz idę tam, aby przygotować wam miejsce. A jeśli pójdę i przygotuję wam miejsce, to znowu powrócę i zabiorę was do siebie, abyście byli tam, gdzie Ja jestem. A znacie drogę tam, dokąd idę". Na co rzekł Tomasz: "Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę?". Jezus mu odpowiedział: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem". Nikt nie przychodzi do Ojca jak tylko przeze Mnie">

Ewangelia wg Św. Jana 14 , 1-6

Obchodzimy dziś Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych czyli Zaduszki.
Co zostawiają w nas odwiedziny na cmentarzach - i wczoraj i pewnie także dziś? Czy myślimy o naszej własnej śmierci? Co zostanie po nas i z czym staniemy przed Bogiem? Nie jest to łatwe. Ludzie od zawsze bali się śmierci, to naturalne - instynkt przetrwania jest w nas silny.  Śmierć każdego człowieka jest jednak także wpisana w życie i udawanie, że temat nie istnieje, niczego nie zmieni. Wprawdzie współczesny świat lansuje młodość i piękno, odsuwając z widoku starość, cierpienie i śmierć, ale co to zmienia?  Tak jak tysiące lat temu - każde życie kończy się śmiercią.
Ludziom wierzącym jest zdecydowanie łatwiej.  Dla nas śmierć nie sprowadza się tylko do rozpadającego się ciała złożonego w grobie, nieśmiertelna dusza "przechodzi dalej", a "w Domu Ojca jest mieszkań wiele...". Myśląc w ten sposób, łatwiej pogodzić się z tym, co nieuchronne, zarówno w kontekście własnej śmierci, jaki naszych bliskich. Nakłada to na nas jednak dodatkowy obowiązek: jak żyć, aby nie stanąć przed Bogiem z zupełnie pustymi rękoma? Nie wiemy kiedy, może okazać się, że odkładając nawrócenie "na później" możemy po prostu nie zdążyć.

 


niedziela, 26 października 2014

Ewangelia na niedzielę 26 października 2014

Przykazanie miłości

Największe przykazanie
Gdy faryzeusze dowiedzieli się, że zamknął usta sadyceuszom, zgromadzili się wokół Niego. A jeden z nich, znawca Prawa, zapytał Go podchwytliwie: "Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?". On odpowiedział: "Będziesz miłował Pana, swego Boga, całym swoim sercem, całą swoją duszą i cały swoim umysłem. To jest największe i pierwsze przykazanie. Drugie jest podobne do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy.

Ewangelia wg Św. Mateusza 22 , 34-40

Przykazanie miłości jest najlepszym odzwierciedleniem istoty chrześcijaństwa. Kochać Boga i umieć zobaczyć Go w każdym człowieku dookoła nas - czy nie o to właśnie chodzi? Choć z pewnością nie jest to wcale łatwe. Każdy ma z pewnością swoją własną listę osób,  których po prostu nie da się znieść, a już na pewno nie pokochać. Jak w nich zobaczyć Boga? Jak pokochać na przykład pijanego, agresywnego menela zaczepiającego ludzi na ulicy? Jak sprawić, by polityk jednej partii zobaczył bliźniego w polityku z innej partii?
Kiedyś na tym blogu ktoś zostawił komentarz, że kochając bliźniego - wcale nie trzeba go lubić. Może to właśnie jest rozwiązanie? Gdyby tak spróbować być miłym i pomóc komuś, kto nas skrzywdził, jest niesympatyczny, wrogo się do nas odnosi? Mnie samej w kilku przypadkach się to udało, choć czasem musiałam się bardzo zmuszać do udawania.
Wiele lat temu oglądałam serial, w którym ciągle pojawiały się konflikty pomiędzy synową i teściową. Zgrzyty były na każdym kroku. Po śmierci teściowej synowa próbowała znaleźć choć jedną dobrą rzecz, za którą mogłaby dobrze wspominać zmarłą teściową. I udało się - doszła do wniosku, że może być jej wdzięczna za syna, który jest jej wspaniałym mężem.
Może podobne podejście w stosunku do innych nam tez pomoże?

 


niedziela, 19 października 2014

Ewangelia na niedzielę 19 października 2014

moneta

 

Sprawa podatku
Wówczas faryzeusze odeszli i naradzali się, jak przyłapać Go na słowie. Posłali do Niego swoich uczniów razem ze zwolennikami Heroda z zapytaniem: "Nauczycielu, wiemy, że jesteś prawdomówny i zgodnie z prawdą nauczasz drogi Bożej. Nie dbasz o niczyje względy i nie zważasz na ludzką opinię. Powiedz nam, co o tym sądzisz: Czy należy płacić podatek cesarzowi, czy też nie?". Jezus poznał ich przewrotność i odpowiedział: "Obłudnicy! Dlaczego Mnie wystawiacie na próbę? Pokażcie Mi monetę, którą się płaci podatek" . A oni podali Mu denara. Wtedy zapytał: "Czyja jest ta podobizna i napis?". Odpowiedzieli: "Cesarza". Wówczas rzekł: "Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie".

Ewangelia wg Św. Mateusza 21 , 15-21

Dzisiejsza perykopa w prosty sposób rozstrzyga dylemat związany z konfliktem pomiędzy władzą ludzką i boską. Konflikt stary i znany, rozdarcie pomiędzy koniecznością wypełnienia praw boskich i nakazów władzy to przecież chociażby historia Antygony. Znajdujący się pod rzymską okupacją Żydzi musieli płacić podatek cezarowi, co z pewnością było mało przyjemną powinnością. Faryzeusze chcieli wystawić Jezusa na próbę: opowiedzenie się za władzą rzymską spowodowałoby spadek popularności wśród ludu, wystąpienie przeciwko niej - groziło konsekwencjami ze strony władzy. Nie udało się - odpowiedź Jezusa była majstersztykiem...
A jak to wygląda dziś? Od kilku dni w mediach głośny jest apel do władz państwowych przeciwko klerykalizacji Polski. Czy ma on uzasadnienie? Cóż, ja go nie podpisałam, ale rozumiem sygnatariuszy listu. W ostatnim czasie coraz częściej i bardziej dochodzi do prób zawłaszczania państwa przez katolików. Chwilami mam wrażenie, że ludziom uważającym się za wierzących nie wystarczy Dekalog i nauczanie Kościoła, wszystkie zasady wiary chcą wprowadzić do państwowych rozwiązań prawnych. W dodatku mam wrażenie, że często na pokaz i bardzo wybiórczo. Czy naprawdę bezwzględny zakaz aborcji w kodeksie karnym wszystko załatwi? A co z całym podziemiem aborcyjnym, wobec którego liczba oficjalnych aborcji jest pomijalnie mała? Dlaczego w ogóle nie wspomina się o rozwodach, tak powszechnych również wśród katolików?  Jak to naprawdę jest z ilością katolików w społeczeństwie?  Na niedzielę 19 października przypada doroczny spis ilości osób uczestniczących w niedzielnej mszy świętej. W ubiegłym roku w mojej parafii było to ok .40% mieszkańców - trochę mało jak na pojęcie "katolickiej większości".  Czy mamy więc prawo dyktować innym jak mają żyć? Jakie spektakle oglądać? Co to znaczy sztuka? Lub jakie treści powinny być w darmowym elementarzu? Może jednak lepiej skupić się na tym, co Boskie i przykładem własnego życia pokazać innym Ewangelię, a nie zawłaszczać państwo? Gdy kiedyś staniemy przed Bogiem nie będziemy rozliczanie z tego, w ilu protestach uczestniczyliśmy, tylko z tego, jak żyliśmy Ewangelią.

 

aaaa

niedziela, 12 października 2014

Ewangelia na niedzielę 12 października 2014

UCZTA

Przypowieść o uczcie królewskiej
A Jezus znowu mówił do nich w przypowieściach:
"Królestwo niebieskie podobne jest do króla, który wyprawił synowi ucztę weselną. Posłał służących, żeby zwołali zaproszonych na ucztę. Ale oni nie chcieli przyjść przyjść. Posłał ponownie innych służących i polecił im: 'Powiedzcie zaproszonym:Przygotowałem już ucztę. Zabiłem woły i tuczne zwierzęta. Wszystko jest gotowe. Przyjdźcie na ucztę!.' Oni jednak to zlekceważyli. Jeden poszedł na swoje pole, drugi załatwiał sprawy handlowe, pozostali zaś pochwycili służących, znieważyli ich i pozabijali. Wtedy król rozgniewał się i posłał żołnierzy, aby wytracili tych zabójców, a ich miasto spalili. Sługom natomiast powiedział" 'Uczta jest wprawdzie gotowa, ale zaproszeni nie okazali się jej godni. Wyjdźcie więc na rozstaje dróg i kogokolwiek spotkacie, zaproście na ucztę'. Słudzy wyszli i sprowadzili wszystkich, których spotkali na drodze, zarówno złych, jak i dobrych. I sala weselna zapełniła się gośćmi.
Wtedy wszedł król, aby przyjrzeć się gościom. Zobaczył kogoś, kto nie był ubrany odświętnie. Zapytał: 'Przyjacielu, jak tutaj wszedłeś bez odświętnego stroju?" On zaś milczał: Wtedy król rozkazał sługom: 'Zwiążcie mu nogi i ręce i wyrzućcie go na zewnątrz, w ciemności. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów'.
Bo wielu jest zaproszonych, a mało wybranych."

.
Ewangelia wg Św. Mateusza 22 , 1-14

Czytanie na dziś, podobnie jak perykopa z ubiegłego tygodnia - ma swój kontekst historyczny. Zaproszenie wysłane zostało najpierw do narodu wybranego, który je odrzucił i na ucztę nie przyszedł. A my jesteśmy poganami ściągniętymi z rozstajów dróg....
Czy jesteśmy odświętnie ubrani? Nie chodzi tu oczywiście o piękną nową suknię czy elegancki garnitur, w końcu to nie szata zdobi człowieka. Tu liczy się tylko nasze wnętrze, taka szata duchowa. Piękną, nieskazitelnie białą dostajemy w momencie chrztu św. -  co dzieje się z nią później? Czy dbamy o nią, oczyszczamy w sakramencie spowiedzi? I w momencie, gdy nagle zostaniemy zaproszeni na ucztę - będziemy gotowi? Czy też w codziennym użytku ciągle ją brudzimy i niszczymy, odkładając na później jej oczyszczenie? A jeśli nie zdążymy i zjawimy się na uczcie nieprzygotowani? I zostaniemy wyproszeni?



 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 24
| < Grudzień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS