Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

niedziela, 07 lutego 2016

Ewangelia na niedzielę 7 lutego 2016

Rafael Santi - Cudowny połów ryb

Powołanie pierwszych uczniów
Pewnego razu stał nad jeziorem Genezaret, a tłum cisnął się wokół Niego, aby słuchać słowa Bożego. Zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu. Rybacy wyszli z nich i płukali sieci. Wtedy wszedł do jednej z łodzi, która należała do Szymona. Poprosił go, aby nieco odpłynął od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy. Gdy skończył, zwrócił się do Szymona: "Wypłyń na głębię. Zarzućcie wasze sieci na połów". A Szymon odpowiedział: "Mistrzu, trudziliśmy się przez cała noc i nic nie złowiliśmy. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci". Gdy to zrobili, złowili tak wiele ryb, że sieci się im rwały. Wtedy dali znak wspólnikom w drugiej łodzi, aby przybyli im na pomoc. Podpłynęli więc i napełnili obie łodzie tak, że prawie się zanurzały. Widząc to, Szymon Piotr rzucił się Jezusowi do kolan i powiedział: "Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem grzesznym człowiekiem". Zdumienie bowiem ogarnęło jego i wszystkich, którzy z nim byli, z powodu dokonanego połowu ryb; podobnie tez Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. A Jezus powiedział do Szymona: "Nie bój się.odtąd będziesz łowił ludzi". Potem wyciągnęli łodzie na ląd, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 5, 1-11

Ciekawy fragment Ewangelii. W moim odczuciu mówi przed wszystkim o zaufaniu. Czy gdyby uczniowie nie ufali Jezusowi - zostawiliby wszystko i po prostu poszliby za Nim? Będąc blisko Jezusa, słuchali Jego nauk. Dodatkowe wrażenie musiał na nich wywrzeć także cudowny połów ryb, ale widać, że Szymon uwierzył już wcześniej. Czy inaczej zdecydowałby się na dodatkowy połów? Doświadczenie podpowiadało mu bezsens takiego przedsięwzięcia, a mimo to na słowo Jezusa - wypłynął.
A jak to jest z naszym zaufaniem? Czy potrafilibyśmy na głos Boga zostawić wszystko i pójść?  Może warto czasem spojrzeć na swoje życie przez kontekst tego, że to Bóg nas posyła w konkretne miejsce, w konkretnym czasie? Na przykład po to, aby pomóc staruszce przejść na drugą stronę ulicy, pomóc matce wnieść wózek po schodach, wskazać komuś drogę czy choćby uśmiechnąć się do kogoś. Brzmi banalnie? Pewnie tak, ale właśnie w ten sposób możemy się nauczyć/wyczulić reagowania na potrzeby innych. Potem będziemy dostrzegać częściej i więcej.

Od zawsze uważam, że wysłuchujący naszych próśb Bóg nie wysyła do nas Aniołów, którzy w spektakularny sposób dokonują cudu. Za to stawia na naszej drodze ludzi, którzy chcą i potrafią nam pomóc. Przecież my też możemy być takimi "cudami" na drodze innych, potrzebujących ludzi. To nasi bliźni, zobaczmy w nich Boga.
I w ten sposób w XXI wieku też staniemy się "rybakami ludzi", nawet jeżeli nie musimy zostawiać wszystkiego, a poświęcić tylko trochę czasu, zaangażowania czy własnego komfortu.

 


sobota, 30 stycznia 2016

Ewangelia na niedzielę 31 stycznia 2016

Jezus w Nazarecie

Jezus w Nazarecie
Zaczął więc mówić do nich: "Dziś wypełniło się pismo, które słyszeliście:Wszyscy przytakiwali Mu i dziwili się słowom łaski, które wypowiadał. I mówili: "Czy to nie jest syn Józefa?". Wtedy powiedział do nich: "Z pewnością przypomnicie mi to przysłowie: 'Lekarzu, ulecz samego siebie. Dokonaj także tutaj, w swojej ojczyźnie, tych rzeczy, które, jak słyszeliśmy, wydarzyły się w Kafarnaum'". I dodał: "Zapewniam was, że żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu w czasach Eliasza, kiedy niebo zostało zamknięte na trzy lata i sześć miesięcy, tak iż w całym kraju nastał wielki głód. A do żadnej z nich Eliasz nie został posłany, tylko do wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu było trędowatych w Izraelu za proroka Elizeusza. A żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman". Wszyscy w synagodze, słysząc to, zawrzeli gniewem. Zerwali się, wyrzucili Go z miasta i chcąc Go strącić w przepaść, wyprowadzili na szczyt góry, na której ich miasto było zbudowane. Lecz On przeszedł pomiędzy nimi i oddalił się.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 4, 21-30

Takie to proste, oczywiste i ludzkie - jeden z nas jest obdarzony wielką mocą - powinien więc przede wszystkim nas leczyć, uzdrawiać, nam pomagać. Bliższa ciału koszula niż sukmana - ta prawda często nam przyświeca. A skoro nie chce - to i my Go nie chcemy.
Nikt nie jest prorokiem w własnym kraju. To też takie "normalne" i zrozumiałe. Czasem trudno się pogodzić, że ktoś spośród nas okazuje się lepszy, sławniejszy, zaszedł dalej. Pięknie opisał to C.K.Norwid w swoim wierszu:
Coś ty Atenom zrobił Sokratesie?
Zawiść to jednak uczucie, które tkwi w nas głęboko i trudno się jej pozbyć. Tak na własny użytek - może jednak warto chociaż próbować? Ze słabościami trzeba starać się walczyć, nawet jeżeli nie zawsze się to udaje.

Ten fragment Ewangelii niesie też inne ważne przesłanie - poczucie, że ten świat wcale nie jest sprawiedliwy. Mówi o tym sam Jezus, wspominając o cierpiących głód wdowach czy o trędowatych. Każdy sam z pewnością może też wskazać wiele konkretnych przypadków, gdy pomoc/nagroda/pomyślność wcale nie trafia do tych, do których powinna, przynajmniej według naszych ludzkich kryteriów sprawiedliwości. Dobro i uczciwość zwyciężają tylko w bajkach, w życiu najczęściej wygląda to zupełnie inaczej. A jednak... Patrząc w perspektywie życia wiecznego - to, co tu i teraz, ma znacznie mniejsze znaczenie. Choć czasem, gdy Bóg nas doświadcza, nie jest łatwo się z tym pogodzić. Jedna z moich znajomych, pod wpływem kilku życiowych niepowodzeń, nie tylko odwróciła się od Boga, ale wręcz zwróciła się przeciwko Niemu. Owszem, potem jej  przeszło, ale żal i złość naprawdę bardzo w niej narosły. A ja sama czułam się bezradna, wydawało mi się, że nie potrafię do niej trafić i pomóc jej.
Ja sama staram się pamiętać o tym, że im trudniejsze chwile, to z Bogiem nie jestem sama....

 


sobota, 23 stycznia 2016

Ewangelia na niedzielę 24 stycznia 2016

Ewangelia

Prolog
Wielu usiłowało już opowiedzieć o wydarzeniach, które wśród nas się dokonały, zgodnie z tym, jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem też i ja zbadać dokładnie wszystko od początku i po kolei opisać ci, dostojny Teofilu, abyś przekonał się o prawdziwości otrzymanego pouczenia.
Początek działalności w Galilei
Jezus powrócił w mocy Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej krainie. On zaś nauczał w ich synagogach i był wychwalany przez wszystkich.
Jezus w Nazarecie
Przyszedł też do Nazaretu, gdzie się wychował. Zgodnie ze swym zwyczajem wszedł w dzień szabatu do synagogi i wstał, aby czytać. Podano Mu zwój proroka Izajasza. Gdy go rozwinął, znalazł miejsce, gdzie było napisane:
Duch Pana nade mną,
dlatego mnie namaścił,
abym ubogim głosił dobra nowinę.
Posłał mnie, abym ogłosił więźniom wyzwolenie,
a niewidomym przejrzenie,
abym zniewolonych czynił wolnymi,
abym ogłosił rok łaski od Pana.
Zwinął zwój, oddał go słudze i usiadł. A oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Zaczął więc mówić do nich: "Dziś wypełniło się pismo, które słyszeliście".

Ewangelia wg Św. Łukasza, 2, 1-4,;4,14-21

Ewangelie. Czy gdyby nie zostały spisane - w jakiej formie przetrwałyby do naszych czasów? Przekaz ustny zawsze ma tendencje do ulegania zniekształceniom. Gdy byłam dzieckiem - popularna była zabawa w "głuchy telefon". Ktoś mówił jakieś zdanie (szeptem, do ucha) jednej osobie, ta osoba - kolejnej itd. Ostatnia osoba w łańcuszku głośno powtarzała to co usłyszała i rzadko było to jednakowe z tym, co było na początku.
Czy warto czytać Pismo Święte? Moim zdaniem - tak. To w pewien sposób powrót do źródeł wiary. Kiedyś w mojej parafii był ksiądz (duszpasterz młodzieży), który na jednej z mszy przestawił ołtarz bliżej środka - właśnie na zasadzie sięgania do źródeł, gdyż pierwsi chrześcijanie gromadzili się wokół Stołu Pańskiego. Dwa tysiące lat to bardzo długo. Przez ten czas praktyki religijne uległy wielu zmianom, modyfikacjom. Ewangelie przybliżają nas do tego, co było na początku. I co tak naprawdę tkwi w nauce Jezusa. Dla Kościoła jako instytucji jest to proste i oczywiste. Dla każdego z nas - niekoniecznie.
Moja metodą na codzienny kontakt z Ewangelią jest czytanie perykopy przeznaczonej na każdy dzień. Traktuję to w pewien sposób jako motto na nadchodzący dzień.

 


niedziela, 17 stycznia 2016

Ewangelia na niedzielę 17 stycznia 2016

wesele w Kanie Galilejskiej

Uroczystość weselna w Kanie Galilejskiej
W trzecim dniu odbywało się w Kanie Galilejskiej wesele i była na nim Matka Jezusa. Na wesele zaproszono również Jezusa wraz z uczniami. Gdy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: "Nie mają wina". Jezus odpowiedział: "Kobieto, czy to należy do mnie lub do ciebie? Jeszcze nie nadeszła moja godzina". Wtedy Jego Matka zwróciła się do służących: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". A znajdowało się tam sześć kamiennych naczyń na wodę, które służyły do żydowskich obmyć rytualnych. Każde z nich mieściło po dwie lub trzy miary. Jezus polecił usługującym: "Napełnijcie naczynia wodą". I napełnili je aż po brzegi. Następnie powiedział: "Zaczerpnijcie teraz i zanieście przewodniczącemu uczty". I zanieśli. Skoro gospodarz skosztował wody przemienionej w wino, a nie wiedział, skąd było - służący natomiast, którzy zaczerpnęli wodę, wiedzieli - poprosił pana młodego i rzekł mu: "Każdy podaje najpierw dobre wino, a gdy goście sobie podpiją, gorsze. Ty przechowałeś dobre wino aż dotąd". Taki początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej i tak objawił swoją chwałę, a Jego uczniowie uwierzyli w Niego.. Po tym wszystkim Jezus wraz z Matką, braćmi i uczniami przybył do Kafarnaum, gdzie pozostał kilka dni.

Ewangelia wg Św. Jana, 2, 1-12

Wesele w Kanie Galilejskiej to pierwszy cud Jezusa, bardzo nietypowy w stosunku do innych, znanych z kart Ewangelii. Nie ma tu prostego odniesienia - uwierzyłeś, jesteś uleczony. Jest natomiast prośba Maryi, pewnej tego, że Jej Syn może pomóc. Czy Matce się odmawia?
Dzisiejsza perykopa wskazuje, że po tym znaku - uczniowie uwierzyli w Jezusa. A gdyby cudów nie było? Czy sama nauka Jezusa jest w stanie sprawić, że ludzie wierzą, chcą żyć zgodnie z Ewangelią? Nasza perspektywa 2000 lat wskazuje, że jednak tak. Opisane przez apostołów cuda przyjmujemy niejako "na wiarę", nie wnikając w samą istotę zjawiska. Przemiana wody w wino? Cóż, skoro tak napisano, to być może? W końcu czy to jest najważniejsze? Przecież wiara w Boga nie jest wiarą w mniej lub bardziej spektakularne cuda.
Co nie znaczy, że w swoich modlitwach nie prosimy czasami o cud. I zdarza się, że Bóg nas wysłuchuje....

 


niedziela, 10 stycznia 2016

Ewangelia na niedzielę 10 stycznia 2016

Chrzest Jezusa

Wystąpienie Jana Chrzciciela
Ponieważ lud trwał w oczekiwaniu, a wszyscy zastanawiali się, czy czasem Jan nie jest Chrystusem, on tak im odpowiedział: "Ja chrzczę was wodą, lecz idzie potężniejszy ode mnie, któremu nie jestem godny rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem."
Chrzest Jezusa
Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. Gdy potem się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił na niego w postaci cielesnej jakby gołębica, a z nieba rozległ się głos: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie sobie upodobałem".

Ewangelia wg Św. Łukasza, 3, 15-16,21-22

Dzisiejsze czytanie kończy się w bardzo ciekawym momencie. Jak zareagowali ludzie obecni przy chrzcie Jezusa? Sam Jan Chrzciciel? Skoro z nieba nagle rozległ się głos? Szkoda, że tego nie wiemy.
Perykopa ta pokazuje też, jak bardzo na przestrzeni wieków zmieniło się pojęcie Chrztu św. Wprawdzie nadal jest to oczyszczenie z grzechów, ale dla nas, przeszło 2000 lat po Chrystusie, ogranicza się to do zmycia grzechu pierworodnego, "odziedziczonego" po Adamie i Ewie. Poza tym, z chwilą chrztu stajemy się członkami Kościoła. Mam wrażenie, że chrzest udzielany przez Jana Chrzciciela był jednak zupełnie innym obrzędem.

Niedawno, 25 grudnia wypadała rocznica mojego własnego chrztu. Otrzymałam go jako dwutygodniowe niemowlę, siłą rzeczy więc zupełnie nieświadomie. Czy to dobrze? W moim własnym przypadku - zdecydowanie tak. Wychowywałam się w domu katolickim i wzrastałam w wierze. Przeniosłam to też na własną rodzinę. Mój syn miał chrzest niespełna 4 tygodnie po urodzeniu. W znacznej mierze pewnie wynikało to ze zwyczaju? przesądu? że z nieochrzczonym dzieckiem nie wychodzi się na spacery. Z pewnością duży wpływ miała tu obowiązująca do czasów II Soboru Watykańskiego wykładnia, że dzieci umierające bez chrztu trafiają do otchłani i nie mogą być zbawione... Na szczęście teraz już się to zmieniło, choć moim zdaniem - i tak warto chrzcić dzieci jak najwcześniej.


niedziela, 03 stycznia 2016

Ewangelia na niedzielę 3 stycznia 2016

Na początku było Słowo....

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga -
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga,
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli,
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani nie z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, która jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie.
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
Łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział:
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On sam Go objawił.

Ewangelia wg Św.Jana 1,1-18


Bóg zawarł przymierze z wybranym przez siebie narodem. Słowa dotrzymał, zgodnie z wszelkimi proroctwami proroków, wysłał Swojego Syna. Ludzie, do których przyszedł - nie przyjęli Go, nie rozpoznali.
Ewangelia na dziś wydaje się trudna do zrozumienia. Choć wczytując się w poszczególne wersy - wiemy "co autor miał na myśli". Może należy więc odczytać tę perykopę jako prolog całej Ewangelii wg Św.Jana? Zapowiedź tego, co spisał?
Na pewno warto przeczytać coś więcej o Apostole, który był tak blisko Jezusa, a którego Ewangelie są jakby najbardziej tajemnicze i pełne wizji.

 

sobota, 26 grudnia 2015

Ewangelia na niedzielę 27 grudnia 2015

Dwunastoletni Jezus w świątyni

Dwunastoletni Jezus w świątyni
Jego rodzice każdego roku chodzili do Jeruzalem na święto Paschy. Gdy miał dwanaście lat, udali się tam zgodnie ze zwyczajem świątecznym. Kiedy wracali po skończonych uroczystościach , młody Jezus pozostał w Jeruzalem, o czym nie wiedzieli Jego rodzice. myśląc, że jest wśród pielgrzymów, przeszli dzień drogi i szukali Go między krewnymi i znajomymi. A gdy Go nie znaleźli, wrócili do Jeruzalem, szukając Go. Dopiero po trzech dniach znaleźli Go w świątyni. Siedział pośród nauczycieli, przysłuchiwał się im i zadawał pytania. Wszyscy, którzy Go słuchali, byli zdumieni bystrością Jego umysłu i odpowiedziami. Gdy Go zobaczyli, zdziwili się. Matka powiedziała do Niego: "Dziecko, dlaczego nam to zrobiłeś? Twój ojciec i ja, pełni bólu, szukaliśmy Ciebie". On im odpowiedział: "Dlaczego Mnie szukaliście? Czy nie wiedzieliście, że muszę być w tym, co jest mego Ojca?". Oni jednak nie zrozumieli tego, co im powiedział. Potem poszedł z nimi, wrócił do Nazaretu i był im posłuszny. A Jego matka zachowała wszystkie te słowa w swym sercu". Jezus wzrastał w mądrości, w latach i w łasce u Boga i u ludzi.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 2, 41-52

Dziś, w pierwszą niedzielę po Bożym Narodzeniu, obchodzimy Święto Świętej Rodziny - Jezusa, Maryi i Józefa. Czytana na mszach perykopa przedstawia fragment z życia tej rodziny. Bardzo dramatyczny. Można sobie łatwo wyobrazić, co czuła Maryja i Józef nie mogąc odnaleźć Jezusa....
A jakie są nasze rodziny? Czy panuje w nich miłość i wzajemny szacunek? Czy w codziennym zabieganiu znajdujemy dla siebie czas? Przeglądając portale trafiłam gdzieś w sieci na opisy życzeń wysyłanych do Św.Mikołaja. Były tam też takie, w których dzieci proszą o to, aby rodzice poszli z nimi na spacer, na sanki itp. Czy wymowa takich listów nie jest rozpaczliwie smutna? Jak może funkcjonować rodzina, której członkowie mijają się w pośpiechu i codziennym zabieganiu? Niestety, wspólne oglądanie telewizji nie zastąpi wspólnego słuchania ptaków na rodzinnym spacerze... Można dziecku kupić komputer, najnowszą grę komputerową i w ciszy i w spokoju oddalać się od siebie nawzajem, coraz bardziej i skuteczniej. Więzi buduje się codziennie, w małych drobnych sprawach, we wspólnym przeżywaniu życia.

 


niedziela, 20 grudnia 2015

Ewangelia na niedzielę 20 grudnia 2015

Maryja i Elżbieta

Grafika z portalu: mateusz.pl

Maryja u Elżbiety
W tych dniach Maryja wybrała się w drogę i spiesząc się poszła w górskie okolice, do pewnego miasta judzkiego. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę. Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, podskoczyło dziecko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. I zawołała donośnym głosem: "Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony owoc Twojego łona! Czemu zawdzięczam to, że matka mojego Pana przychodzi do mnie? gdy tylko usłyszałam Twoje pozdrowienie, podskoczyło z radości dziecko w moim łonie. Szczęśliwa jest Ta, która uwierzyła, że wypełnią się słowa powiedziane Jej przez Pana".

Ewangelia wg Św. Łukasza, 1, 39-45

Dwie ciężarne kobiety. Synowie obu "zrobią karierę", choć raczej nie bardzo w sensie ludzkim.
Zarówno dla Maryji jak i Elżbiety rosnące w Nich życie było dość niespodziewane. Obie jednak bezgranicznie ufały Bogu i poddały się Jego woli. I to mimo, że wiedziały, że życie Ich dzieci nie będzie czymś zwykłym i prostym.
A dziś? W naszej przestrzeni publicznej od dawna toczą się dyskusje na temat aborcji oraz in vitro, sprowadzająca się w znacznej mierze do tego, od kiedy zaczyna się życie.  Dyskusja ta wcale nie jest ani prosta ani jednoznaczna, nawet oficjalna nauka Kościoła ewoluowała na przestrzeni wieków.  Jestem katoliczką - w przypadku aborcji nie mam wątpliwości, trzeba przyjąć życie, które Bóg zesłał. A in vitro? Jestem szczęśliwa, że nie stanęłam przed takim dylematem. Tu już jednak nie mam pewności. Pamiętam, jak przez pierwsze lata po ślubie rodził się we mnie instynkt macierzyński i jak wspólnie z mężem planowaliśmy dziecko. Potrafię zrozumieć kobiety, które bardzo pragną dziecka, a nie mogą. Procedura in vitro nie zawsze jest skuteczna, tu także jest potrzebna interwencja Boska.
Dla człowieka wierzącego są to dylematy rozstrzygane we własnym sumieniu, nikt nie powinien decydować za nas. Tak samo jak my sami nie powinniśmy narzucać własnych przekonań innym. Choć z pewnością możemy wspierać (i to nie tylko modlitwą, ale także jak najbardziej materialnie) te kobiety, które mimo wielu przeciwności zdecydowały się na przyjęcie życia.

Niedawno rozpoczął się ogłoszony przez Papieża Franciszka Rok Miłosierdzia. W tym czasie każda kobieta, która poprzez dokonaną kiedyś aborcję została ekskomunikowana, może uzyskać przebaczenie i wrócić do Kościoła. W wielu przypadkach może być to wielka łaska i szansa. Bóg nas kocha i potrafi przebaczać nam nawet największe grzechy.

 

 

sobota, 12 grudnia 2015

Ewangelia na niedzielę 13 grudnia 2015

Szlachetna Paczka

Wystąpienie Jana Chrzciciela
Pytały go tłumy: Co więc mamy robić? A On im mówił: "Kto ma dwa ubrania, niech się podzieli z tym, który nie ma. Kto ma żywność, niech czyni podobnie". Przyszli tez celnicy, aby przyjąć chrzest i pytali go: "Nauczycielu, co mamy robić?" A On im odpowiedział: "Nie pobierajcie więcej niż to, co wam wyznaczono". Pytali Go również żołnierze: "A my, co mamy robić?" Powiedział do nich: "Na nikim nic nie wymuszajcie, nikomu tez siłą nie zabierajcie, ale poprzestawajcie na swoim żołdzie".
Ponieważ lud trwał w oczekiwaniu, a wszyscy zastanawiali się, czy czasem Jan nie jest Chrystusem, on tak im odpowiedział: "Ja chrzczę was wodą, lecz idzie potężniejszy ode mnie, któremu nie jestem godny zawiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma On w ręku szuflę, aby oczyścić swe klepisko i zebrać ziarno do spichlerza. Plewy zaś spali w ogniu nie do ugaszenia". Dawał też wiele innych napomnień i głosił dobrą nowinę ludowi." .

Ewangelia wg Św. Łukasza, 3, 10-18

Nauczycielu, a co my mamy robić? Tu i teraz, w drugiej dekadzie XXI wieku? Może dokładnie to samo, co Św. Jan Chrzciciel powiedział otaczającym Go ludziom? Dzielić się tym co mamy z potrzebującymi, to wcale nie jest trudne. I może to zrobić każdy z nas, nawet ten, kto sam cierpi niedostatek - zawsze może znaleźć się ktoś, dla kogo nasza pomoc będzie bezcennym darem. Owszem, pomoc materialna jest ważna i potrzebna, ale pomagać można także poświęcając swój czas i zaangażowanie. Wystarczy chcieć zobaczyć w innym człowieku bliźniego.
A tu kilka stron internetowych, na których można pomóc, choćby klikając w link:

Kliknij, a pomożesz innym

 


sobota, 05 grudnia 2015

Ewangelia na niedzielę 6 grudnia 2015

Jan Chrzciciel naucza

Wystąpienie Jana Chrzciciela
W piętnastym roku panowania cesarza Tyberiusza, kiedy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, jego brat Filip tetrarchą Iturei i ziemi Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza, przemówił Bóg na pustyni do Jana, syna Zachariasza. Przeszedł on wszystkie krainy nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia na odpuszczenie grzechów. Tak bowiem jest napisane w księdze mów proroka Izajasza:
Głos, który woła na pustyni:
Przygotujcie drogę Pana!
Wyprostujcie Jego ścieżki!
Każda dolina niech będzie wypełniona,
a wszystkie góry i pagórki niech zostaną zrównane,
a wyboiste niech staną się gładkimi!
Wtedy każde stworzenie ujrzy zbawienie Boga.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 3, 1-6

Dzisiejsza perykopa jakoś wpisuje się w Adwent Też czekamy na przyjście Pana i powinniśmy starać się "wyprostować Jego ścieżki"....
Mamy dziś drugą niedzielę Adwentu. Przygotowania do świąt zaczynają nabierać tempa. Coraz więcej czasu zaczynamy spędzać w sklepach i galeriach handlowych. Wiadomo: prezenty, ozdoby choinkowe, cała szeroka gama produktów potrzebnych do przygotowania potraw na świąteczny stół. Lista jest długa, promocji mnóstwo i wymaga to nie tylko środków finansowych, ale także zabiera sporo czasu. Czy w tym wszystkim uda się znaleźć czas na przygotowania mniej materialne, a bardziej duchowe? Tak, aby były to Święta Bożego Narodzenia, a nie Święta Zimowe? I przeżyć je trochę głębiej, a nie jak zwykle? Czy znajdziemy czas na rekolekcje? Dla tych najbardziej zabieganych polecam dominikańskie ćwiczenia duchowe:

Żyć życiem

Warto spróbować. Może w ten sposób sami też wyprostujemy coś w swoim własnym życiu?

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 30
| < Luty 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS