Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

niedziela, 28 czerwca 2015

Ewangelia na niedzielę 28 czerwca 2015

wskrzeszenie córki Jaira

Kobieta cierpiąca na krwotok i wskrzeszenie córki Jaira
Gdy Jezus przeprawił się łodzią z powrotem na drugi brzeg, zebrał się wokół Niego wielki tłum nad jeziorem. Przyszedł też jeden z przełożonych synagogi, który nazywał się Jair. Gdy zobaczył Jezusa, upadł Mu do stóp i błagał: "Moja córeczka jest umierająca. Przyjdź i połóż na nią ręce, aby wyzdrowiała i żyła". Jezus poszedł z nim, a wielki tłum podążał za Nim, napierając na Niego ze wszystkich stron. Była tam pewna kobieta, która dwanaście lat chorowała na krwotok. Dużo wycierpiała od wielu lekarzy. Wydała wszystkie swoje oszczędności, ale nic jej nie pomagało, a nawet czuła się coraz gorzej. Gdy usłyszała o Jezusie, podeszła w tłumie od tyłu i dotknęła Jego płaszcza. Mówiła bowiem: "Jeśli tylko dotknę Jego płaszcza, odzyskam zdrowie". Od razu miejsce krwotoku zagoiło się i poczuła, ze jest uzdrowiona ze swej dolegliwości. Również Jezus natychmiast odczuł, że moc wyszła od Niego. Zwrócił się do tłumu, pytając: "Kto dotknął mojego płaszcza?"Lecz uczniowie mówili do Niego: "Widzisz, jak tłum ze wszystkich stron napiera na Ciebie, a Ty pytasz: Kto Mnie dotknął?". On jednak spojrzał wkoło, by zobaczyć tę, która to zrobiła. Kobieta, przelękniona i drżąca, wiedząc, co jej się stało, przyszła, upadła przed Nim i wyznała całą prawdę. A On powiedział do Niej: "Córko, Twoja wiara Cię uzdrowiła, idź w pokoju i bądź wolna od twojej dolegliwości". Kiedy jeszcze to mówił, przyszli z domu przełożonego synagogi i oznajmili: "Twoja córka umarła. Czemu jeszcze trudzisz nauczyciela?". Lecz Jezus słysząc, co mówią, zwrócił się do przełożonego synagogi: "Nie bój się, tylko wierz!". i nie pozwolił nikomu iść ze sobą, z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakuba. Gdy przyszli do domu przełożonego, zobaczył zamieszanie i płaczki głośno lamentujące. Wszedł, mówiąc do nich: "Dlaczego robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi". Leczo oni wyśmiewali się z Niego. On zaś wyrzucił wszystkich, wziął z sobą ojca i matkę dziecka, oraz tych, którzy Mu towarzyszyli, i wszedł tam, gdzie leżało dziecko. Wziął dziecko za rękę i rzekł: 'Talitha kum", to znaczy: Dziewczynko, mówię tobie, wstań!. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I zdziwili się ogromnie. Lecz przykazał im stanowczo, aby nikt się o tym nie dowiedział, i powiedział, aby dali jej jeść.

Ewangelia wg Św. Marka, 5, 21-43

Dzisiejszą perykopę można w zasadzie streścić krótko: wiara czyni cuda. W przypadku chorej kobiety widać to ewidentnie. Stał się cud spowodowany nie tylko mocą Jezusa, ale również jej głęboką wiarą w tę moc. Współcześnie również zdarzają się takie przypadki. Silna wiara, modlitwa i niewytłumaczalne z medycznego punktu widzenia wyzdrowienie. Swoją drogą - zawsze fascynowały mnie możliwości ludzkiego umysłu. Kto wie - do czego sami jesteśmy zdolni? Pod warunkiem bardzo silnego pobudzenia i wiary w to, co po ludzkie niemożliwe. Sam Jezus mówi do kobiety Twoja wiara cię uzdrowiła. Jezus nie był "zwyczajnym" bioenergoterapeutą uzdrawiającym ludzi. Tym bardziej, że druga część perykopy mówi już nie o uzdrowieniu, a o wskrzeszeniu zmarłej dziewczynki. I ten cud trudno już wytłumaczyć inaczej niż Boską mocą Jezusa.
Często wieczorem odmawiam litanię do Św.Rity. Jedną z jej fraz jest:
Święta Rito, któraś nigdy w skuteczność modlitwy nie zwątpiła, módl się za nami
- często sobie to powtarzam.  
Jak powinniśmy się modlić, aby Bóg wysłuchał naszych próśb? Nie ma żadnych uniwersalnych recept i słów, sprawiających, że akurat nasza modlitwa zostanie wysłuchana i Bóg spełni naszą prośbę.  To nie działa na zasadzie spełniającej życzenia "złotej rybki". Najprościej  można by stwierdzić, że prosząc Boga o coś, powinniśmy zaufać Bogu i zdać się na Jego wolę.  Brzmi to banalnie i mało pocieszająco? Tak mogłoby się wydawać - warto jednak przemyśleć te słowa i zastanowić się nad ich sensem. Dla człowieka wierzącego powinno być to chyba oczywiste i to nie tylko w sytuacjach krytycznych, ale także na co dzień, we wszystkich drobnych sprawach. W jednej z książek Krzysztofa Hołowni czytałam o małżeństwie, które nawet przy zakupach stosowało metodę "Panie Boże, jaki proszek do prania kupić?"  Może to przesada, ale z pewnością wpływa na to, że Bóg jest zawsze obecny w naszym życiu przez cały czas, nie tylko raz w tygodniu przez jedną godzinę w trakcie mszy św.

 


niedziela, 21 czerwca 2015

Ewangelia na niedzielę 21 czerwca 2015

Jezus ucisza burzę na jeziorze

Uciszenie burzy na jeziorze
Tego samego dnia, gdy nastał wieczór, powiedział do nich: "Przeprawmy się na drugi brzeg". Zostawili więc tłum i zabrali Go, tak jak był, w łodzi, a inne łodzie płynęły za Nim. Wtem zerwał się gwałtowny wiatr. Fale zalewały łódź, tak że już się napełniała. On zaś spał w tyle łodzi oparty na podgłówku. Budzili Go mówiąc: "Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, ze giniemy?". On obudzony, zgromił wiatr, a do jeziora powiedział: "Milcz! Ucisz się!"Wtedy wiatr ustał i zapanowała głęboka cisza. Do nich zaś powiedział: "Czemu się boicie? Wciąż jeszcze nie wierzycie ?" Wtedy ogarnął ich wielki lęk i mówili jeden do drugiego: "Kim On właściwie jest, że nawet wiatr i jezioro są Mu posłuszne?".

Ewangelia wg Św. Marka, 4, 35-41

Czemu się boicie? Wciąż jeszcze nie wierzycie? Tak normalnie, po ludzku trudno się dziwić. Szaleje burza, łódź tonie - jak się nie bać? A po chwili lęk jeszcze większy - kto ma taką moc, że jednym słowem może ujarzmić żywioł?

Każdy z nas z pewnością przeżył taką burzę. Albo w sensie dosłownym - przyroda ostatnio coraz częściej pokazuje swoje groźne oblicze:  burze, wichury, powodzie ciągle przypominają nam jak słaby i bezbronny jest człowiek wobec natury. Zdarzają się także "burze życiowe", kiedy wszystko się wali i nie potrafimy sobie poradzić z problemami. W takich sytuacjach naturalne wydaje się wołanie do Boga, tak jak wołali Apostołowie na targanej burzą łodzi. Robią tak nawet ci, którzy będąc na co dzień raczej daleko od Boga, działają na zasadzie "jak trwoga - to do Boga". Czy potrafimy jednak uwierzyć, że Bóg jest z nami zawsze, w każdym momencie naszego życia i nawet, gdy wydaje się, że nas nie ratuje - na pewno nas nie opuszcza?

Kiedyś na tym blogu zamieściłam notkę, która moim zdaniem ładnie wpisuje się w rozważania wynikające z dzisiejszej perykopy:

Wiara i zaufanie - jak głębokie?

Warto przemyśleć....

 


niedziela, 14 czerwca 2015

Ewangelia na niedzielę 14 czerwca 2015

gorczyca

Przypowieść przy ziarnie
Mówił dalej: "Tak się ma sprawa z królestwem Bożym jak z człowiekiem rzucającym ziarno w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, nocą i dniem, ziarno kiełkuje i wzrasta, a on nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon: najpierw źdźbło, potem kłos, wreszcie pełne ziarno w kłosie. A gdy zboże dojrzeje, bierze on zaraz sierp, bo nadeszła pora żniw".
Przypowieść o ziarnie gorczycy
Mówił też: "Do czego przyrównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarno gorczycy. Kiedy się je wrzuca w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Gdy jednak zostanie zasiane, wyrasta i staje się większe od innych krzewów, wypuszcza wielkie gałęzie, tak, że ptaki mogą zakładać gniazda w jego cieniu".
Zakończenie nauczania w przypowieściach
W wielu takich przypowieściach mówił do nich, stosownie do tego, co mogli pojąć. A bez przypowieści nie mówił do nich. Swoim uczniom natomiast wyjaśniał wszystko na osobności.

Ewangelia wg Św. Marka, 4, 26-34

Maleńkie ziarnko gorczycy, z którego w odpowiednich warunkach może wyrosnąć wielki krzew. Czego uczy nas ta przypowieść? Może tego, że my sami, będąc takim małym ziarenkiem - możemy osiągnąć wiele? Czasem drobiazg może mieć znaczący wpływ na życie nasze czy też innych ludzi. Całego świata od razu nie zbawimy, ale na znacznie mniejszą skalę - możemy uczynić wiele dobra wokół siebie.
Kilka dni temu biegłam do stojącego na przystanku autobusu.  Kierowca mnie widział, więc wiedziałam, że poczeka. Oprócz tego jednak zauważyłam, że jedna z wchodzących do autobusu pasażerek chwyciła drzwi, postawiła nogę na stopniu i zatrzymała się, abym zdążyła dobiec. Mały, wydawałoby się, zupełnie nic nieznaczący gest, ale dla mnie ma wielką wymowę. Tak po prostu, zwyczajnie i bezinteresownie pomogła mi. Każdy z nas codziennie może mieć okazję do takich drobiazgów, które dla innych ludzi mogą mieć duże znaczenie, musimy się tylko wyczulić na innych. W ten sposób nasz świat ma szansę być lepszy - więcej "ludzi dobrej woli" skumuluje dobro.

 


niedziela, 07 czerwca 2015

Ewangelia na niedzielę 7 czerwca 2015

 

Jezus naucza

Jezus i Belzebub
Pewnego razu wszedł do domu, a zbiegł się taki tłum, że nie mieli chwili na zjedzenie chleba. Gdy Jego krewni usłyszeli o wszystkim, przyszli, aby Go powstrzymać. Mówiono bowiem, że odszedł od zmysłów
Nauczyciele Pisma natomiast, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili, że opętał Go Belzebub i że wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy. Wtedy przywołał ich do siebie i mówił do nich w przypowieściach: "Jak może szatan szatana wyrzucać? Jeśli jakieś królestwo jest wewnętrznie skłócone, to takie królestwo nie może przetrwać. I jeżeli dom jest wewnętrznie skłócony, to taki dom nie będzie mógł przetrwać, lecz koniec zanim. Nikt przecież nie może wejść do domu kogoś silnego i zagrabić jego rzeczy, jeśli najpierw się go nie zwiąże. Dopiero wtedy okradnie jego dom. Zapewniam was, że wszystkie grzechy będą ludziom odpuszczone, a nawet bluźnierstwa, których by się dopuścili. Kto by jednak zbluźnił przeciwko Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia: będzie winien grzechu wiecznego. Mówili bowiem: "Opętał Go duch nieczysty".
Matka i krewni Jezusa
Wtedy przyszła Jego Matka i bracia. Stojąc na zewnątrz, prosili, aby Go przywołać. Tymczasem mnóstwo ludzi siedziało wokół Niego. Powiedzieli Mu: "Twoja Matka i Twoi bracia, i Twoje siostry są na zewnątrz i dopytują się o Ciebie. Odpowiedział im: "Kto jest moją matka i braćmi?" I patrząc na siedzących dookoła, powiedział: "Właśnie oni są moją matką i moimi braćmi. Bo kto wypełnia wole Boga, ten jest moim bratem, siostrą i matką:.


Ewangelia wg Św. Marka, 3, 20 -35

Ewangelia na dziś nie jest łatwa, tym bardziej, że dotyka kilku różnych spraw. Wczytując się w początek perykopy nasuwa się dość prosta konkluzja: Nauczyciele Pisma (czyli kapłani) doszli do wniosku, że uzdrawiający ludzi  i wypędzający złe duchy Jezus jest opętany przez Belzebuba. Kim jest Belzebub? Nawet Wikipedia nie wyjaśnia tego dokładnie, koncentrując się bardziej na odwołaniach do kultury i popkultury:

Wikipedia - Belzebub

Jak się to ma do Szatana? Również posiłkując się Wikipedią, wygląda na to, że Belzebub i Szatan to jedno i to samo:

Wikipedia - Szatan

Wierząc w Boga, wierzymy też w Szatana. Tym bardziej, że od czasów Adama i Ewy wpływa i to całkiem skutecznie na ludzi.

Egzorcyzmy i opętania wcale nie są pojęciami znanymi tylko z przekazów historycznych. Zdarzają się także współcześnie, w wielu kuriach biskupich są księża egzorcyści. Raczej mało wiemy o ich działalności. Ja sama mam problem ze zrozumieniem tego zjawiska, podchodzę do tego dość sceptycznie. Dziś rano oglądałam poświęcony właśnie egzorcyzmom program z cyklu "Skalpel i dusza" (świetna seria) i nadal mam mieszane uczucia. Wprawdzie wiem, że każdy taki przypadek jest analizowany przez psychiatrów, ale trudno mi to zrozumieć. I chyba nawet nie mam na to ochoty.  W każdym razie - "złe duchy" boją się modlitwy i wszystkiego, co mieści się pod pojęciem świętości. 

 

 

 

niedziela, 31 maja 2015

Ewangelia na niedzielę 31 maja 2015

Trójca Święta


Rozesłanie uczniów
Jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, tak jak im Jezus nakazał. Gdy Go zobaczyli, oddali Mu hołd. Niektórzy jednak nie dowierzali A Jezus podszedł do nich i powiedział: "Otrzymałem pełną władze na niebie i na ziemi. Idźcie więc i pozyskujcie uczniów we wszystkich narodach! Udzielajcie im chrztu w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Nauczajcie ich, aby zachowywali wszystko, co wam nakazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata".

Ewangelia wg Św. Mateusza, 18, 16-20

W kolejną już niedzielę czytamy, że Jezus rozesłał uczniów, aby głosili Ewangelię. W pewien sposób chyba wynika z tego przesłanie także dla nas samych, też powinniśmy nauczać i zachowywać wszystko to, czego nauczył nas Jezus. Czasem jest to bardzo trudne, szczególnie jeśli wymaga z naszej strony czegoś więcej niż tylko udziału w niedzielnej mszy świętej.
Ostatnio słyszałam jednego z polityków, znanego z tego, że jest radykalnym katolikiem, który ostro sprzeciwiał się przyjęciu przez Polskę uchodźców z Syrii. Gdzie miłość bliźniego? W dodatku w stosunku do chrześcijan, którzy giną za wiarę w Chrystusa? Oni naprawdę są prześladowani i potrzebują pomocy.
Dzięki Furfuralowi dowiedziałam się o Fundacji Estera - to jest piękny i realny przykład wcielania w życie Nauki Jezusa.

 

niedziela, 24 maja 2015

Ewangelia na niedzielę 24 maja 2015

Zesłanie Ducha Świętego

 

Spotkanie Zmartwychwstałego z uczniami
Gdy tego pierwszego dnia tygodnia zapadł wieczór, a tam, gdzie przebywali uczniowie, zamknięto drzwi z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął w środku i pozdrowił ich: "Pokój wam". A gdy to powiedział, pokazał im ręce oraz bok. Uczniowie uradowali się, że ujrzeli Pana. Jezus zaś odezwał się do nich ponownie: "Pokój wam! Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam". Po tych słowach tchnął na nich i oznajmił: "Przyjmijcie Ducha Świętego. Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, którym zatrzymacie, są zatrzymane".

Ewangelia wg Św. Jana, 20, 19-23

Święto Pięćdziesiątnicy czyli Uroczystość Zesłania Ducha Świętego. W naszej tradycji zwana jest także jako Zielone Świątki.
Czy opisana w tej perykopie scena to początek Kościoła? Uczniowie, obdarzeni mocą Ducha Świętego, zostali posłani, aby głosić Słowo Boże. Patrząc na ilość chrześcijanin we współczesnych świecie - chyba im się udało, nie zawiedli. Czy my też jesteśmy posłani? Ja sama tak to odczuwam, choć w najmniejszym stopniu nie czuję się uprawniona do odpuszczania grzechów innym. Wręcz przeciwnie - sama często tego potrzebuję. I trochę wbrew temu, co dosłownie zapisano w tej perykopie, podchodzę do tego tak, że Bóg odpuszcza mi grzechy, kapłan jest tylko pośrednikiem.

Często modlę się do Ducha Świętego, szczególnie w sytuacjach wymagających mądrości i rozwagi. I nie zawodzę się, dostaję taką pomoc. Moja polonistka w szkole średniej miała takie powiedzonko: "i nagle, błysk inteligencji i zrobiłam/powiedziałam tak.." - też mam takie momenty, choć traktuję je głównie, jako podpowiedź właśnie Ducha Świętego. W wielu sytuacjach życiowych jest to potrzebne, tym bardziej, że często nasze wybory nie są podejmowane na zasadzie białe - czarne, dobro - zło, tak - nie. I nie chodzi tu nawet o wybór typu "mniejsze zło" - często musimy podejmować decyzje "neutralne" i tu też pomoc Ducha Świętego może być przydatna.

 


niedziela, 17 maja 2015

Ewangelia na niedzielę 17 maja 2015

Wniebowstąpienie Jezusa

Ukazanie się zmartwychwstałego Jezusa Jedenastu
Wreszcie ukazał się Jedenastu, gdy byli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i zatwardziałość serca, bo nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego. I powiedział do nich: "Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, ten się potępi. Tym, którzy uwierzą, takie znaki będą towarzyszyć: W moje imię będą wyrzucać demony, będą mówić nowymi językami, węże będą brać do rąk i choćby wypili coś zatrutego, nie zaszkodzi im. Będą na chorych kłaść ręce, a ci zostaną uzdrowieni".
Wstąpienie Jezusa do nieba
A gdy Pan Jezus to do nich powiedział, został wzięty do nieba i zasiadł po prawej stronie Boga. Oni zaś rozeszli się i przepowiadali Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdzał naukę znakami, które jej towarzyszyły.

Ewangelia wg Św. Marka, 16, 15-20

Idźcie i głoście Ewangelię .... Tak jest już od 2000 lat - ludzie głoszą Ewangelię, przekazują naukę Jezusa, ale chwilami mam wrażenie, ze świat wcale nie staje się lepszy. Dlaczego? Co w nas jest takiego, że nie chcemy? nie potrafimy? Pismo Święte wskazuje jak powinniśmy żyć, a w praktyce jakoś to nie wychodzi. Chrześcijaństwo jest największą religią na świecie, a jednak  jakoś nie w ogóle nie widać podstaw do stereotypu "to dobry człowiek, widać, że jest chrześcijaninem".
Apostołowie zostali obdarzeni wielką mocą uzdrawiania chorób, porozumiewania się w różnych językach, odporności na trucizny. My sami takie zdolności musimy sobie wypracowywać - nie są nam dane mocą nadprzyrodzoną. Nie jesteśmy jednak zwolnieni z głoszenia prawd zawartych w Ewangelii. Nie tylko słowami - to zbyt łatwe i bez treści -  ale przede wszystkim własnym przykładem. Dotyczy to każdego z nas i to nie tylko od święta, ale na co dzień.

 


niedziela, 03 maja 2015

Ewangelia na niedzielę 3 maja 2015

winorośł

Alegoria o winorośli
Ja jestem prawdziwym krzewem winorośli, mój Ojciec zaś jest hodowca winnej latorośli. Każda gałązka, która nie owocuje we Mnie, odcina. Tę zaś, która rodzi owoce, oczyszcza, aby dawała ich jeszcze więcej. Wy już jesteście oczyszczeni dzięki nauce, którą wam przekazałem. Trwajcie we Mnie tak, jak Ja w was. Podobnie jak winna gałązka nie może zaowocować sama z siebie, gdy nie trwa w krzewie, tak i wy, jeśli nie będziecie trwać we Mnie. Ja jestem krzewem winorośli, a wy gałązkami. Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi obfity owoc, gdyż beze Mnie nic nie możecie uczynić. Jeśli ktoś nie trwa we Mnie, będzie odrzucony jak gałązki i uschnie. Zbiera się je, wrzuca w ogień i spala. Jeśli będziecie trwać we Mnie i jeśli moja nauka będzie trwać w was, proście, a spełni się wszystko, cokolwiek tylko pragniecie. Przez to bowiem doznał chwały mój Ojciec, że przynosicie obfity owoc i jesteście moimi uczniami.

Ewangelia wg Św. Jana, 11, 1-8

Nie znam się na uprawie winorośli - nie będę więc rozwijać słuszności odrzucania gałązek winorośli z ogrodniczego punktu widzenia. Dzisiejsza Ewangelia przywołuje mi jednak na myśl tak modne ostatnie powiedzenie: "Bóg tak, Kościół nie". Czy przyjmując alegorię winorośli - jesteśmy w stanie ocenić - jaką rolę spełnia Kościół w naszym życiu? Czy jest krzewem czy gałązką? A my sami? Dlaczego tak często nie zgadzamy się z działaniami Kościoła i szukając Boga - nie znajdujemy Go tam, gdzie być powinien? Komu potrzebny jest powrót do źródeł Ewangelii?
Kościół to ludzie. W ciągu 2000 lat swojego istnienia popełniał wiele błędów. Takie błędy popełnia także dziś. I jest to po ludzku zrozumiałe. Niezmienna Ewangelia ulega ciągłym zmianom interpretacyjnym. Te same słowa odczytywane są zupełnie inaczej przez różnych ludzi. Podobnie Dekalog. Czy można być jednocześnie za ochroną życia poczętego i zwolennikiem kary śmierci? Piąte przykazanie jest jednoznaczne: nie zabijaj. Nie ma tam żadnych gwiazdek, przypisów odwołujących się do wyjątków ....
Kościół powinien być jednoznaczny w swoim nauczaniu. Wydaje mi się jednak, ze głównym problemem jakiego nie dostrzegają hierarchowie jest kwestia utraty autorytetu. Współczesność niesie z sobą wiele wyzwań i możliwości, którym trzeb po prostu stawić czoło. Czasy, w którym powiedzenie "ksiądz tak powiedział" jako ostatecznie kończące dyskusję minęły bezpowrotnie. Prawdziwego autorytetu nie da się narzucić, zadekretować - trzeba go zdobywać na co dzień, własnym przykładem także. Zamiatanie przykrych, wstydliwych spraw pod dywan z pewnością temu nie służy. I coraz bardziej oddala nas wszystkich od życia Kościoła (który przecież tworzymy my wszyscy, nie tylko duchowieństwo). Raz w tygodniu msza święta, a przez całą resztę tygodnia żyjemy po swojemu, zapominając o tym, co słyszeliśmy w kościele? Czy Ewangelii nie powinniśmy głosić każdego dnia, w każdym miejscu? Nie tylko słowami, ale naszym życiem?

 

niedziela, 26 kwietnia 2015

Ewangelia na niedzielę 26 kwietnia 2015

dobry pasterz

Jezus Dobry Pasterzem
Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz poświęca swoje życie za owce. Najemnik zaś, i ten który nie jest dobrym pasterzem ani właścicielem owiec, gdy zobaczy zbliżającego się wilka, opuszcza je i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Jest bowiem najemnikiem i nie troszczy się o owce. Ja jestem dobrym pasterzem. Znam moje owce i one Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec i jak Ja znam Ojca. Poświęcam też swoje życie za owce. Posiadam jeszcze inne owce, które wprawdzie nie są z tej zagrody. lecz trzeba, abym je przyprowadził. Pójdą one za moim głosem i tak powstanie jedna trzoda z jednym pasterzem. Ojciec miłuje Mnie, dlatego że oddaję swoje życie, aby je znowu odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz oddaję je z własnej woli. Posiadam bowiem władzę, aby je oddać, jak i ponownie odzyskać. Takie polecenie otrzymałem od mojego Ojca.

Ewangelia wg Św. Jana, 10, 11-18

Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym, co sami znamy z własnego życia. Wiadomo, że zawsze najbardziej dbamy o to, co jest bliskie naszemu sercu. Najlepszy pedagog i wychowawca opiekujący się dziećmi nigdy nie dorówna w poświęceniu rodziców, którzy w skrajnych przypadkach gotowi są nawet oddać życie za własne dzieci.
Tak jak Jezus oddał swoje życie za nas wszystkich.....

Co z tego wynika dziś dla nas? Porównanie do Pasterza i owiec wydają się współcześnie mało trafiające do naszej wyobraźni, a jednak rozumiemy to przesłanie. Choć mam wrażenie, że dla Boga nie jestem tylko cząstką "stada owiec", a bardzo ważną, jedyną i niepowtarzalną owcą.  Może odzywa się tu tak bliski naszym czasom indywidualizm?

 


niedziela, 19 kwietnia 2015

Ewangelia na niedzielę 19 kwietnia 2015

spotkanie Jezusa z uczniami

Także oni opowiadali o tym, co im się przydarzyło w drodze i jak dał im się poznać przy łamaniu chleba.
Ostatnie spotkanie Jezusa z uczniami
Gdy o tym rozmawiali, On sam stanął pośród nich i powiedział: "Pokój Wam!". Zatrwożeni i przestraszeni sądzili, ze widzą ducha.. Lecz On im powiedział: "Czemu jesteście zmieszani i czemu wątpliwości budzą się w naszych sercach? Spójrzcie na moje ręce i nogi! To Ja jestem! Dotknijcie Mnie i przekonajcie się. Duch bowiem nie ma ciała ani kości, a widzicie, że Ja mam". Gdy to powiedział, pokazał im ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości i byli pełni zdumienia, zapytał ich: "Macie tu coś do jedzenia?". Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. A On wziął i przy nich zjadł.
Potem rzekł: "Oto moje słowa, które powiedziałem do was, gdy byłem jeszcze z wami: 'Musi się wypełnić wszystko, co jest napisane o Mnie w Prawie Mojżesza, u Proroków i w Psalmach' ". Wtedy rozjaśnił im umysł, aby zrozumieli Pisma. I powiedział: "Tak jest napisane: Chrystus będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie. W Jego imię będzie głoszone nawrócenie na odpuszczenie grzechów wszystkim narodom, rozpoczynając od Jeruzalem. Wy jesteście świadkami tego".

Ewangelia wg Św. Łukasza, 24, 35-48

Czy słowa Pisma się wypełniły? Od 2000 lat w imię Jezusa głoszone jest odpuszczenie grzechów wszystkim narodom. Czy jednak ludzie potrafią to wykorzystać? Zbyt często mam wątpliwości, ze niestety nie. Nawet ci, którzy są chrześcijanami często przesłanie Ewangelii odczytują po swojemu, wykorzystując je do własnych celów. A przede wszystkim - tak rzadko widać u ludzi, że kochają swoich bliźnich.
Teoretycznie chrześcijaństwo jest największą religią świata, a jednak duch Ewangelii jakoś mało dominuje wśród nas. Nawet w Polsce, uważanej powszechnie za kraj pielęgnujący tradycyjne wartości katolickie, kiepsko to wygląda. Owszem, potrafimy głośno krzyczeć i protestować w sprawach światopoglądowych, ale na co dzień zupełnie nie widzimy w ludziach obok naszych bliźnich. Często brakuje nam zwykłej ludzkiej życzliwości.
Może wszyscy powinniśmy się nawrócić?

 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 27
| < Lipiec 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS