Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?

Wpisy z tagiem: Ewangelia na niedzielę

sobota, 12 kwietnia 2014

Ewangelia na niedzielę 13 kwietnia 2014

palemka

Uroczysty wjazd do Jerozolimy
Gdy się przybliżyli do Jerozolimy i przyszli do Betfage na Górze Oliwnej, wtedy Jezus posłał swoich uczniów i rzekł im: „Idźcie do wsi, która jest przed wami, a zaraz znajdziecie oślicę uwiązaną i źrebię z nią. Odwiążcie je i przyprowadźcie do Mnie. A gdyby wam kto co mówił, powiecie: «Pan ich potrzebuje, a zaraz je puści»„.
Stało się to, żeby się spełniło słowo proroka: „Powiedzcie Córze Syjońskiej: Oto Król twój przychodzi do ciebie łagodny, siedzący na osiołku, źrebięciu oślicy”.
Uczniowie poszli i uczynili, jak im Jezus polecił. Przyprowadzili oślicę i źrebię i położyli na nie swe płaszcze, a On usiadł na nich. A ogromny tłum słał swe płaszcze na drodze, inni obcinali gałązki z drzew i ścielili na drodze. A tłumy, które Go poprzedzały i które szły za Nim, wołały głośno:
„Hosanna Synowi Dawida.
Błogosławiony, który przychodzi w imię Pańskie.
Hosanna na wysokościach”.
Gdy wjechał do Jerozolimy, poruszyło się całe miasto, i pytano: „Kto to jest?” A tłumy odpowiadały: „To jest prorok Jezus z Nazaretu w Galilei”.

 Ewangelia wg Św. Mateusza, 21 , 1-10



Dziś Niedziela Palmowa. Dzień wielkiego kontrastu. Idziemy do kościoła z palemkami, upamiętniającymi triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy. Radość i chwała.
A zaraz potem - odczytywana jest:

Męka Pana naszego Jezusa Chrystusa według Świętego Mateusza

Ten sam tłum, który krzyczał Hosanna, niedługo potem krzyczy "na krzyż z Nim"....
Takie to typowe i znane nam również dziś. Nam jest nawet łatwiej mamy tabloidy, globalne media - nasze sądy możemy wydawać łatwiej i szybciej. I też jesteśmy przekonani o naszej racji i słuszności osądów, nawet jeżeli szybko je zmieniamy, przechodząc z jednych skrajności do drugich.

Jak współcześnie wyglądałby taki proces? Z pewnością np. TVN24 relacjonowałby na żywo, tabloidy krzyczałyby już w nagłówkach.
Czy znaleźliby się tacy, którzy nie poddając się presji tłumu, odważyliby się na własną ocenę tego, czego Jezus nauczał i co robił?
Kilka lat temu, w ramach inscenizacji wydarzeń Męki Pańskiej, planowano również sondę SMS-ową decydującą o tym, co zrobić z Jezusem? Wskutek licznych protestów - zrezygnowano z tych planów. A ja zastanawiam się, czy słusznie. I mam wątpliwości, jaki byłby wynik tej sondy. Technologia i sposób wyrażania swojego zdania znacznie się zmieniły przez ostatnie 2000 lat, ludzie znacznie mniej. Tak jak wtedy - tak i teraz łatwo można manipulować tłumem i podburzać go.

 


 

 

niedziela, 06 kwietnia 2014

Ewangelia na niedzielę 6 kwietnia 2014

Wskrzeszenie Łazarza

Śmierć Łazarza
Pewien człowiek z Betanii, miejscowości Marii i jej siostry Marty, był chory. Miał on na imię Łazarz. Maria zaś była tą kobietą, która namaściła Pana wonnym olejkiem i swymi włosami wytarła Jego stopy. Właśnie jej brat chorował. Siostry przekazały więc Jezusowi wiadomość: "Panie, ten, którego kochasz, jest chory". Gdy Jezus to usłyszał, rzekł: "Ta choroba nie zmierza ku śmierci, lecz ku chwale Bożej. Dzięki niej Syn Boży dozna chwały". A Jezus miłował Martę, jej siostrę oraz Łazarza. Gdy jednak usłyszał, że choruje, pozostał w tamtym miejscu jeszcze dwa dni. Dopiero po ich upływie zwrócił się do uczniów: "Wróćmy znowu do Judei". Uczniowie Mu odpowiedzieli: 'Rabbi, Żydzi dopiero co usiłowali Cię ukamieniować, a Ty chcesz tam ponownie wrócić ?". Jezus im odparł: "Czy dzień nie ma dwunastu godzin? Kto chodzi za dnia, nie potyka się, gdyż widzi światło tego świata. Kto natomiast chodzi nocą, potyka się, ponieważ nie ma w nim światła". A gdy to powiedział, dodał: "Nasz przyjaciel Łazarz zasnął, lecz pójdę, aby go wyrwać ze snu". Uczniowie odrzekli: "Panie, jeśli usnął, to będzie zdrowy". Jezus jednak powiedział tak o jego śmierci, uczniowie natomiast uważali, że mówił o zapadnięciu w sen. Oświadczył im więc otwarcie: 'Łazarz umarł. Ale raduję się ze względu na was, abyście uwierzyli. Z tego właśnie powodu nie było Mnie tam, lecz teraz chodźmy do niego". Tomasz, zwany Didymos, zawołał wtedy do współuczniów: "Chodźmy i my, aby razem z Nim umrzeć!".
Jezus zmartwychwstaniem i życiem
Gdy Jezus tam dotarł, zastał go już od czterech dni leżącego w grobie. Betania zaś leżała w pobliżu Jerozolimy, w odległości około piętnastu stadiów. Wielu Żydów przybyło więc do Marty i Marii, aby je pocieszyć po śmierci brata. Kiedy Marta usłyszała, że Jezus nadchodzi, wybiegła Mu naprzeciw, Maria natomiast pozostała w domu. Marta zwróciła się do Jezusa: "Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł. Lecz nawet teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o co tylko Go poprosisz". Jezus jej rzekł: "Twój brat powstanie z martwych". Marta odpowiedziała: 'Wiem, że zmartwychwstanie podczas zmartwychwstania w dniu ostatecznym". Jezus oświadczył jej: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto wierzy we Mnie, nawet jeśliby umarł, nie umrze na wieki. Czy wierzysz w to?". Marta odrzekła: "Tak, Panie! Wierzę, że Ty jesteś Chrystusem, Synem Bożym, który przyszedł na świat". A gdy to powiedziała, odeszła i zawołała swoją siostrę Marię, mówiąc jej po kryjomu: "Nauczyciel jest tutaj i prosi cię". Ona zaś, gdy to usłyszała, szybko wstała i pobiegła do Niego. A Jezus nie wszedł jeszcze do miejscowości, lecz pozostał tam, gdzie spotkała Go Marta. Również Żydzi, którzy przebywali w jej domu i pocieszali ją, poszli jej śladem, widząc, że zerwała się i wybiegła. Sądzili bowiem, ze udała się do grobu, aby tam płakać. Tymczasem Maria dotarła od miejsca, gdzie zatrzymał się Jezus. Kiedy Go zobaczyła, upadła Mu do nóg i rzekła: "Panie, gdybyś był tutaj, mój brat by nie umarł". Gdy więc Jezus zobaczył, że ona płacze, a także płaczą Żydzi, którzy idą z nią, rozgniewał się i wzburzył, Następnie zapytał: "Gdzie złożyliście go do grobu ?". Odparli: 'Panie, chodź zobaczyć". Jezus zapłakał. Wtedy Żydzi powiedzieli: "Zobaczcie, jak go kochał". Niektórzy zaś mówili: "Czy Ten, który przywrócił wzrok niewidomemu, nie mógł sprawić, aby on nie umarł?".
Wskrzeszenie Łazarza
Jezus, ponownie wzburzony, podszedł do grobu, A była to grota zastawiona kamieniem. Polecił więc: 'Odsuńcie kamień!". Wtedy odezwała się Marta, siostra zmarłego: "Panie, już cuchnie. Nie żyje bowiem od czterech dni". Jezus powiedział jej: "Czy nie zapewniłem cię, że zobaczysz chwałę Boża, jeśli tylko uwierzysz?". I odsunięto kamień. Wówczas Jezus wzniósł oczy w górę i zaczął się modlić: "Dziękuję Ci, Ojcze, że Mnie wysłuchałeś. Ja wiedziałem, że zawsze wysłuchujesz. Powiedziałem to jednak ze względu na otaczających Mnie ludzi, aby uwierzyli, że Ty mnie posłałeś?". Po tych słowach zawołał z mocą: "Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!". Wtedy zmarły wyszedł, mając nogi i ręce owinięte opaskami, twarz zaś przysłonięta chustą. Jezu polecił im: "Uwolnijcie go z tego i pozwólcie mu chodzić!".
Wielu spośród Żydów, którzy przybyli do Marii i zobaczyli, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

Ewangelia wg Św. Jana, 11 , 1-45

Nic nie dzieje się bez powodu. Łazarz musiał umrzeć, aby Jezus mógł go wskrzesić. Takie wydarzenie musiało odbić się szerokim echem, było to coś zdecydowanie większego niż "zwykłe" uzdrowienia. Ewangelia wspomina, że wielu ludzi widząc wskrzeszenie Łazarza, uwierzyło w Jezusa.
Siostry Łazarza, Maria i Marta z pewnością czuły się zawiedzione. Wierzyły w Jezusa, były pewne, że mógł pomóc Łazarzowi. Płacząc nad zmarłym bratem pewnie w jakiejś mierze płakały też nad własnymi zawiedzionymi nadziejami. A jednak okazało się, że wtedy, gdy już wszystko stracone - Łazarz od kliku dni był pogrzebany - moc Jezusa góruje nawet ponad śmiercią.

Czy po utracie kogoś bliskiego można stracić wiarę? Słyszy się często o takich przypadkach. Dotykające nas nieszczęście zawsze wywołuje pytanie: dlaczego? Szczególnie, gdy przychodzi nagle i niespodziewanie. W skrajnej rozpaczy może wywołać to bunt przeciwko Bogu - w końcu to Bóg zsyła na nas nieszczęście, jak wierzyć w to, że jest miłosierny i nas kocha?
A przecież śmierć jest wpisana w każde życie. Dla człowieka wierzącego doczesność jest tylko pewnym etapem, a nie końcem ostatecznym. Ktoś, kto odszedł już nie cierpi, jest wolny od wszelkich problemów. Płacząc nad grobem - płaczemy nad samymi sobą i pustką w naszym życiu. To najgorszy moment na odwrócenie się od Boga. Samemu będzie nam znacznie trudniej pogodzić się ze stratą, modlitwa jest jednak wielkim ukojeniem. A tak zupełnie po ludzku - gdy myślimy o tym, kto odszedł - lżej jest spojrzeć w górę i pomyśleć o tym, że może teraz jest blisko Boga i wyprasza nam potrzebne łaski?

 


sobota, 29 marca 2014

Ewangelia na niedzielę 30 marca 2014

Uzdrowienie niewidomego

Uleczenie niewidomego od urodzenia
Gdy Jezus szedł, spostrzegł człowieka niewidomego od urodzenia. Uczniowie zapytali Go: "Rabbi, kto popełnił grzech, ze człowiek ten urodził się niewidomy: on sam czy jego rodzice ?". Jezus im odpowiedział: "Ani on nie zgrzeszył, ani jego rodzice, lecz stało się tak, aby w nim ukazały się dzieła Boże. Dopóki trwa dzień, konieczne jest, abyśmy spełniali dzieła Tego, który Mnie posłał. Nadchodzi bowiem noc i wtedy nikt nie bedzie mógł działać. Jak długo pozostaję na świecie, jestem światłościa świata". Po tych słowach Jezus splunął na ziemię, z tego zrobił trochę błota, nałożył je na oczy niewidomego i polecił mu: "Idź i obmyj się w sadzawce Siloe" - co znaczy Posłany. On więc poszedł, obmył i wrócił, widząc. Jego sąsiedzi i ci, którzy widywali go wcześniej jako żebraka, dopytywali się: "Czy to nie on siedział i błagał o wsparcie?". Gdy jedni twierdzili: "Tak, to jest on", inni przeczyli: "Ależ nie! Jest tylko do niego podobny.". On sam zaś przekonywał: "To ja jestem". Zapytali go więc: "Jak to się stało, że widzisz? ". On odparł: "Człowiek, którego nazywają Jezusem, zrobił błoto, nałożył na moje oczy i powiedział mi: 'Idź do sadzawki Siloe i obmyj się'. Poszedłem więc, a gdy się obmyłem, zacząłem widzieć". Wtedy go zapytano: "Gdzie On jest?", odpowiedział: "Nie wiem".
Dochodzenie prowadzone przez faryzeuszów
Tego, który do niedawna był niewidomy, zaprowadzono do faryzeuszów. A w dniu, w którym Jezus uczynił błoto i przywrócił mu wzrok, przypadał szabat. Faryzeusze pytali go ponownie, w jaki sposób został uzdrowiony. on zaś odpowiedział: "Nałożył błoto na moje oczy, obmyłem się i widzę". Niektórzy z faryzeuszów orzekli: "Ten człowiek nie pochodzi od Boga, ponieważ nie przestrzega szabatu". Inni jednak pytali: "Jak człowiek, który jest grzesznikiem, może dokonywac takich znaków ?". I doszło wśród nich do podziału. Zwrócili się więc powtórnie do niewidomego: "Co ty o Nim sądzisz ? Przeciez uzdrowił twoje oczy.". A ten odparł: "On jest prorokiem". Żydzi jednak nie wierzyli, że był niewidomy i odzyskał wzrok, dopóki nie wezwano rodziców uzdrowionego. Zapytano ich: "Czy to jest wasz syn? Czy urodził się, jak mówicie, niewidomy? Jak więc może teraz widzieć?". Jego rodzice odpowiedzieli: "Wiemy, że jest to nasz syn i ze urodził sie niewidomy. Nie wiemy jednak, w jaki sposób może teraz widzieć ani też kto uzdrowił jego oczy. Zapytajcie jego samego. Jest pełnoletni, niech mówi sam za siebie". Rodzice jego dali taką odpowiedź z obawy przed Żydami. Żydzi bowiem uzgodnili już wcześniej między sobą, że wykluczą ze wspólnoty synogalnej każdego, kto wyzna, że Jezus jest Chrystusem". Z tego właśnie powodu rzekli rodzice uzdrowionego: "Jest pełnoletni, jego samego zapytajcie". Po raz drugi wezwano więc tego, który przedtem był niewidomy i zażądano: "Oddaj chwałę Bogu! My wiemy, że ten człowiek jest grzesznikiem". On zas oświadczył: "Czy jest grzesznikiem, tego nie wiem. Wiem natomiast jedno, ze byłem niewidomy, a teraz widzę". Zapytali go więc: "Co ci uczynił ? Jak ci przywrócił wzrok?". On im odparł: "Przecież już wam powiedziałem, ale wy nie słuchaliście. Dlaczego chcecie o tym powtórnie słyszeć? Może i wy chcecie zostać Jego uczniami?" Wtedy zaczęłi mu wymyślać: "Ty możesz być Jego zwolennikiem, my zaś jesteśmy uczniami Mojżesza. O Nim zaś nawet nie wiadomo, skad pochodzi". Na co odpowiedział im ów człowiek: "Dziwne to, iż nie wiecie, skąd pochodzi, a przeciez przywrócił mi wzrok. Wiemy zaś, ze Bóg nie wysłuchuje ludzi grzesznych, natomiast wysłuchuje każdego, kto jest pobożny i pełni Jego wolę. Dotychczas nie słyszano, aby ktoś przywrócił wzrok niewidomemu od urodzenia. Gdyby więc On nie pochodzil od Boga, nie mógłby niczego dokonać". Wtedy dali mu taką odpowiedź: 'Urodziłeś się pogrążony w grzechach i ty chcesz nas pouczać?". Po czym wyrzucono go precz.
Duchowa ślepota
Jezus dowiedział sie, że go wyrzucono. Gdy więc go spotkał, zapytał: "Czy wierzysz w Syna Człowieczego?". On zas powiedział: "A kto to jest, Panie, abym w Niego uwierzył?". Wówczas Jezus oświadczył: "To jest Ten, którego zobaczyłeś i który z tobą rozmawia". Na co on odrzekł: "Wierzę, Panie", po czym oddał Mu głęboki pokłon. A Jezus powiedział: "Przyszedłem na ten świat, aby sądzić: Ci, którzy nie widzą, odzyskują wzrok, ci zaś, którzy widzą, staną się ślepcami". Kiedy usłyszeli to niektórzy faryzeusze obecni przy Nim, zapytali: "Czy my też jesteśmy ślepi?". Jezus im odpowiedział: "Gdybyście byli niewidomi, nie mielibyście grzechu; ponieważ jednak teraz stwierdzacie: 'Widzimy' , pozostajecie w grzechu.

Ewangelia wg Św. Jana, 9 , 1-41

Ewangelia na dziś mówi o kolejnym cudzie uczynionym przez Jezusa. Podkreślony jest fakt, że był to niewidomy od urodzenia - co podnosiło rangę cudu. Inne uzdrowienia były jakby prostsze i łatwiejsze.
To, co wydaje się normalne na kartach Pisma Świętego wydaje się jednak nieracjonalne we współczesnosci. Cudowne uzdrowienia? W XXI wieku? Jakoś nie pasuje. Niby wiemy, że dla Boga nie ma nic niemożliwego, ale jakoś nie pasuje to do dzisiejszych czasów. Moze dlatego, że tak wielu jest różnej maści znachorów, uzdrawiaczy itp. wykorzystujących po prostu ludzką naiwność. Podchodzę do tego tak bardzo sceptycznie, że żaden bioenergoterapeuta nie miałby u mnie żadnych szans. Może się mylę, ale patrząc na człowieka jako całość psychosomatyczną - to głęboka wiara w to, że coś/ktoś nam pomoże w chorobie może spowodować niespodziewane rezultaty.
Czy tak samo jest obecnie z cudownymi uleczeniami dokonywanymi przez Boga? Podejrzewam, że w wielu przypadkach może tak być. Pozostaje jednak kwestia uleczeń, gdy zdrowie wymodlił nam ktoś inny. Tu nie da się racjonalnie wytłumaczyć zwycięstwa ducha nad ciałem.
W szpitalach i hospicjach codziennie umiera wiele osób. Na pewno w intencji ich zdrowia modli się wielu bliskich. Gdy sytuacja jest już po ludzku beznadziejna - czasami zdarzają się cuda. Dlaczego Bóg niektórych takich próśb wysłuchuje, a niektórych nie? Tego nie wiemy i nie mamy na to wpływu. Pozostaje nam tylko wiara w to, że Bóg chce dla nas jak najlepiej, choć często nasze własne pojęcie co jest tym dobrem wygląda zupełnie inaczej.
W mojej pamięci utkwiło wspomnienie z wieku lat nastu. Planowaliśmy wyjazd na biwak, na którym oprócz grona moich znajomych miało być kilka osób cieszących się delikatnie mówiąc kiepską opinią. Cóż, nastolatki mają różne głupie pomysły, a to co zakazane - wydaje się być najbardziej atrakcyjne. Na kilka dni przed wyjazdem nagle dostałam ostrego zapalenia pęcherza, z bólu nieomal gryzłam ściany. O wyjeździe nie było mowy, moje koleżanki w rezultacie też zrezygnowały. Na szczęście. Do dziś odbieram to jako dowód na to, ze Bóg troszcząc się o mnie - zesłał na mnie chorobę.

 


niedziela, 16 marca 2014

Ewangelia na niedzielę 16 marca 2014

Przemienienie Jezusa

Przemienienie Pańskie
Po sześciu dniach Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jakuba i jego brata Jana i wyprowadził ich z dala od ludzi na wysoką górę. Tam przemienił się w ich obecności, a Jego twarz zajaśniała jak słońce. Jego ubranie stało się białe jak światło. Wtedy ukazali się im Mojżesz i Eliasz, którzy z Nim rozmawiali. Piotr powiedział do Jezusa: "Panie, dobrze, ze tu jesteśmy. Jeśli chcesz, postawię tutaj trzy namioty: jeden dla Ciebie, drugi dla Mojżesza, a trzeci dla Eliasza". A gdy jeszcze to mówił, zasłonił ich świetlisty obłok. Z obłoku rozległ się głos: "On jest moim Synem umiłowanym, którego sobie upodobałem. Jego słuchajcie!". Gdy uczniowie to usłyszeli, upadli na twarz bardzo przerażeni. A Jezus podszedł, dotknął ich i powiedział: "Wstańcie! Nie bójcie się!". Gdy podnieśli oczy, nikogo już nie widzieli, tylko samego Jezusa. Kiedy schodzili z góry, Jezus przykazał im: "Nie mówcie nikomu o tym widzeniu, dopóki Syn Człowieczy nie zostanie wskrzeszony z martwych".

Ewangelia wg Św. Mateusza, 17 , 1-9

Przemienienie Pańskie na górze Tabor. Musiało to być ważne wydarzenie dla Apostołów, zostało opisane także w innych Ewangeliach. Czy czuli, że są świadkami cudu? Opisane w tej perykopie Przemienienie z pewnością mogło być tak odebrane, uczniowie byli przerażeni tym, co zobaczyli i usłyszeli. Dzisiaj raczej nie zrobiłoby większego wrażenia. Jaśniejące ubranie, dochodzący  obłoku głos - współczesna technika pozwala na zdecydowanie bardziej spektakularny show i to nieomal na co dzień. Gdyby Jezus przyszedł na ziemię teraz - jak musiałoby wyglądać Przemienienie, aby można było je uznać za głos Boga?

Moim zdaniem - Bóg do nas przemawia, odpowiada na nasze modlitwy, tylko czy na pewno potrafimy Go usłyszeć?  Nie oczekiwałabym żadnego spektakularnego zjawiska nadprzyrodzonego, to chyba jednak nie w tym rzecz. Siła i moc Boga nie jest liczona w newtonach, watach czy decybelach. Zresztą nawet w tych kategoriach bardzo często człowiek przegrywa chociażby z przyrodą - trzęsienie ziemi, tsunami, silna wichura czy choćby wiosenna powódź i okazuje się, że człowiek jest zupełnie bezradny.
Może to dobry pomysł na wielkopostne ćwiczenie - wsłuchać się w głos przemawiającego do nas Boga? Wyciszając się wewnętrznie - mamy szansę Go usłyszeć. W moim kościele parafialnym zasadniczą częścią dekoracji związanej z Wielkim Postem jest prosty napis:
Znajdź dla mnie czas - czy to nie odzwierciedla wszystkiego? Ile spraw jest ważniejszych, pilniejszych niż pójście na niedzielną mszę, codzienną modlitwę czy też pójście do spowiedzi? 

 



 

sobota, 08 marca 2014

Ewangelia na niedzielę 9 marca 2014

kuszenie Jezusa

Kuszenie Jezusa
Potem Duch wyprowadził Jezusa na pustynię, aby tam kusił Go diabeł. Po czterdziestu dniach i nocach postu odczuwał głód. Wtedy zbliżył się do Niego kusiciel i powiedział: "Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż, żeby te kamienie stały się chlebem". Lecz On mu odpowiedział: "Napisano
: Nie samym chlebem żyje człowiek, ale tym wszystkim, co pochodzi z ust Boga".
Wtedy zabrał Go diabeł do Świętego Miasta, postawił na szczycie świątyni i powiedział: "Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Napisano bowiem:
Swoim aniołom wyda polecenie o Tobie.
Na rękach będą Cię nosić,
abyś nie uraził o kamień swojej nogi".
Jezus mu odpowiedział: "Napisano także
: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, twego Boga".
Następnie wyprowadził go diabeł na bardzo wysoką górę, pokazał Mu wszystkie królestwa świata z całym ich przepychem i powiedział: "Dam Ci to wszystko, jeśli upadniesz na kolana i oddasz mi hołd". Lecz Jezus mu odpowiedział: "Idź precz, szatanie! Bo napisano:
Panu, twemu Bogu, będziesz oddawał hołd
i tylko Jego będziesz czcił".
Wtedy opuścił Go diabeł, a zbliżyli się do Niego aniołowie i służyli Mu.

Ewangelia wg Św. Mateusza, 4 , 1-11

Rozpoczął się Wielki Post - okres wyciszenia, nawrócenia, przygotowania na największą tajemnicę chrześcijaństwa. Chyba każdemu potrzebny jest taki czas, aby trochę odpocząć od codzienności i wsłuchać się w samego siebie. Wielki Post może i chyba powinien skłonić nas także do przemyśleń - co oznacza dla nas wiara i jaki ma wpływ na nasze życie. Także na codzienne zabieganie, zapracowanie i radzenie sobie z wszystkimi problemami dnia powszedniego. Czy udaje się nam to pogodzić? Czy ta  bieżączka nie przesłania nam przypadkiem prawdziwego sensu życia?

Kiedy byłam dzieckiem - sprawa wydawała się prosta. Wystarczyło nie jeść (a przynajmniej ograniczyć) słodycze, nie słuchać głośno muzyki, chodzić na nabożeństwa Drogi Krzyżowej.  A teraz?  Starając się, aby moja wiara nie ograniczała się do gestów i wyćwiczonych rytuałów, próbuję  nadać temu głębszy sens. Post? Owszem, ma sens. W ten sposób z pewnością pełniej możemy odczuć Zmartwychwstanie Jezusa.
A dzisiejsza perykopa? Cóż, moim zdaniem warto się zastanowić, jak często sami próbujemy "kusić" Boga.
Panie Boże, jeżeli istniejesz, to spraw, aby....
- czy nie brzmi to znajomo? A gdyby tak odwrócić sytuację - czy  my zawsze zwycięsko wychodzimy z prób, na które wystawia nas Bóg? Czy nasze życie na pewno świadczy o tym, że jesteśmy chrześcijanami?

 

aaaa

niedziela, 02 marca 2014

Ewangelia na niedzielę 2 marca 2014

chleb

Bóg albo bogactwo
Nikt nie może służyć dwóm panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo jednemu będzie oddany, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.
Zaufać Bogu
Dlatego mówię wam: Nie martwcie się o swoje życie - o to, co będziecie jeść i pić; ani o swoje ciało - o to, w co będziecie się ubierać. Czyż życie nie jest ważniejsze od pokarmu, a ciało od odzieży ? Przyjrzyjcie się ptakom: nie sieją ani nie zbierają plonów i nie gromadzą ich w spichlerzach, a wasz Ojciec Niebieski je karmi. Czyż wy nie jesteście od nich ważniejsi ? Czy ktoś z was zamartwiając się może przedłużyć swoje życie choćby o chwilę? Dlaczego martwicie się o odzież ? Popatrzcie na polne kwiaty, jak rosną - nie pracują ani nie przędą. A mówię wam, ze nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany jak jeden z nich. Jeśli więc polną trawę, która dzisiaj jest, a jutro zostanie spalona, Bóg tak ubiera, to czy nie tym bardziej was, ludzie słabej wiary. Nie martwcie się więc i nie mówcie: 'Co będziemy jedli ?' Albo 'Co będziemy pili ?' Albo 'W co się ubierzemy ?' O to wszystko zabiegają poganie. Przecież wasz Ojciec Niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Szukajcie najpierw królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie wam dodane.Nie martwcie się o jutro, bo dzień jutrzejszy zatroszczy się o siebie. Każdy dzień ma dosyć swoich kłopotów.

Ewangelia wg Św.Mateusza, 6, 24-34

Jak tu nie martwic się o jutro, skoro trzeba nakarmić rodzinę, zapłacić rachunki - cała codzienna bieżączka ma swoje prawa, których w praktyce nie da się zignorować. Wydaje mi się też, że Jezus nie zachęca nas do tego, żebyśmy siedzieli modląc się i czekając na mannę z nieba. Chyba raczej chodzi tu o to, abyśmy nie zapominali o tym, co jest najważniejsze. Owszem, jeść trzeba, w podartym płaszczu i dziurawych butach też raczej trudno się chodzi, ale nie to powinno stanowić sensu życia.
We współczesnym świecie trudno żyć bez pieniędzy, są potrzebne. Jeśli jednak przesłaniają nam życie i zaczynają dominować - tracimy coś znacznie ważniejszego i to nie tylko w wymiarze wieczności, ale także w życiu jak najbardziej doczesnym. Ciężko pracujący rodzice, biorący również nadgodziny, aby zarobić więcej i zapewnić dzieciom lepszy byt, po przyjściu z pracy - nie mają już ani czasu ani sił na to, aby być po prostu razem. Porozmawiać, pójść na spacer, wspólnie upiec ciasto czy wyczyścić rower po zimie. Sięgając pamięcią do dzieciństwa - gdzieś w cieniu pozostały zabawki, prezenty czy ciuchy. Za to ciepło robi mi się w sercu wspominając wiele wspólnie przeżytych chwil, rodzinnej atmosfery, domu, w którym standardem był chleb z dżemem lub pasztetową, a nie szynka, ale wspólnie jedzone, w gronie całej rodziny - miały smak domu.
Warto czasem po prostu zatrzymać się i zastanowić - po co i dokąd biegamy codziennie w takim pośpiechu, przeoczając to, co mijamy po drodze.

 


niedziela, 23 lutego 2014

Ewangelia na niedzielę 23 lutego 2014

zaciśnięta pięść

Prawo odwetu
Słyszeliście, że powiedziano: Oko za oko, ząb za ząb. A Ja wam mówię: Nie zwalczajcie zła złem, lecz jeśli ktoś cie uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. A temu, kto chce się z tobą procesować o tunikę, oddaj także płaszcz. Jeśli cię ktoś zmusza, żebyś szedł z nim tysiąc kroków, idź z nim dwa tysiące. Daj temu, kto cię prosi i nie odmawiaj temu, kto chce od ciebie pożyczyć.
Miłość nieprzyjaciół
Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciół będziesz nienawidził. A Ja wam mówię: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za waszych prześladowców, abyście byli synami waszego Ojca, który jest w niebie. On sprawia, że słońce wschodzi dla złych i dobrych i zsyła deszcz dla sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakiej zapłaty możecie się spodziewać? Czy i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swoich bliskich, to cóż szczególnego czynicie? Czy i poganie tak nie postępują? Bądźcie więc tak doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec Niebieski.

Ewangelia wg Św.Mateusza, 5, 38-48

Dawno temu, jako dziewięcioletnie dziecko byłam na wycieczce w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau. Dziś wiem, że byłam na to za mała, przeżyłam straszliwą traumę. Pamiętam doskonale, że wychodząc z terenu obozu, uważałam, że jedyną sprawiedliwą karą byłoby wsadzenie oprawców do takiego obozu i stosowanie wobec nich takich samych metod, jakimi znęcali się nad więźniami w obozie. Na szczęście znalazła się przy mnie wychowawczyni (byłam na koloniach letnich), która wytłumaczyła mi, że nie mogę tak myśleć. Nie, nie odwoływała się do Boga i Przykazania Miłości - kazała mi się tylko zastanowić - czym różnilibyśmy się od tych, którzy są symbolem zła i okrucieństwa? Przecież  bylibyśmy tak samo źli, a zemsta i odwet nie są żadnym usprawiedliwieniem. Trafiło to do mnie, zapamiętałam i wzięłam sobie do serca.
Czy o tym samym nie mówi nam Jezus? W przeznaczonej na dziś perykopie wyraźnie pokazuje, że prawdziwy chrześcijanin musi odróżniać się właśnie tym, że zamiast zemsty - nadstawia drugi policzek, a w odpowiedzi na nienawiść - oferuje miłość.
Jest to z pewnością bardzo trudne, przynajmniej dla mnie. Jednak musimy się starać, tym bardziej, że nienawiść jest bardzo destrukcyjna również dla tego, kto nienawidzi. Nie daje ani spokoju ani zadowolenia i wcale nie łagodzi cierpienia spowodowanego doznaną krzywdą. Warto o tym pamiętać także w dyskusji nad karą śmierci. I wtedy, gdy odmawiając słowa modlitwy "i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom" - jakie ma to dla nas znaczenie i jak je realizujemy. Czy zamiast stawiać w oknie zapaloną świeczkę w solidarności z ofiarami na Ukrainie - rozpamiętujemy Wołyń?

 


niedziela, 16 lutego 2014

Ewangelia na niedzielę 16 lutego 2014

Pismo Święte

Wypełnienie prawa w Jezusie
Nie sądzcie, że przyszedłem znieść Prawo. Przyszedłem nie po to, aby znieść Prawo albo Proroków. Przyszedłem nie po to, aby je znieść, ale wypełnić. Zapewniam was: dopóki niebo i ziemia będą istnieć, nie zmieni się w Prawie ani jedna litera, ani jedna kreska, aż się wszystko spełni. Kto zniesie choćby jedno z najmniejszych przykazań i tak będzie nauczał ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. Kto je natomiast wypełni i nauczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim. Dlatego mówię wam: jeśli nie będziecie sprawiedliwsi niż nauczyciele Pisma i faryzeusze, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Gniew i pojednanie
Słyszeliście, że kiedyś powiedziano: Nie dopuścisz się morderstwa, a kto by dopuścił się morderstwa, stanie przed sądem. A Ja wam mówię, że każdy, kto się gniewa na swego brata, będziecie osądzony. A kto powie bratu: głupcze, stanie przed Wysoką Radą. A jeśli mu powie: bezbożniku, skazany zostanie na ogień potępienia. Jeżeli więc przyniesiesz swoja ofiarę na ołtarz i przypomnisz sobie, że twój brat ma coś przeciwko tobie, zostaw przed ołtarzem ofiarę i najpierw idź pojednać się z bratem. Potem wróć i złóż ofiarę. Pogódź sie ze swoim przeciwnikiem szybko, póki jeszcze jesteś z nim w drodze. Bo przeciwnik może wydać cię sędziemu, a sędzia strażnikowi i zostaniesz zamknięty w wiezieniu. Zapewniam cię: Nie wyjdziesz stamtąd, dopóki nie oddasz ostatniego grosza.
Cudzołóstwo i rozwód
Słyszeliscie, że powiedziano: Nie popełnisz zdrady małżeńskiej. A Ja wam mówię: Każdy, kto pożądliwie patrzy na kobietę, już w swoim sercu popełnił cudzołóstwo. Jeśli twoje prawo oko prowadzi cię do upadku, wyłup je i odrzuć od siebie. Lepiej jest dla ciebie, gdy stracisz część twego ciała, niż gdyby całe ciało miało być wyrzucone na potępienie. Jeśli twoja prawa ręka prowadzi cię do upadku, odetnij ją i odrzuć. Lepiej jest dla ciebie, gdy stracisz część swego ciała, niż gdyby całe ciało miało pójść na potępienie.
Powiedziano też: Kto oddala swoją żonę, niech jej da dokument rozwodu. A Ja wam mówię: Każdy, kto porzuca swoją żonę - poza przypadkiem nierządu - naraża ją na cudzołóśtwo, i każdy, kto ożeniłby się z rozwiedzioną, cudzołoży.
O przysiędze
Słyszeliście, że kiedyś powiedziano: Nie przysięgaj fałszywie, ale bądź wierny przysiegom złożonym Panu. A Ja wam mówię: Wcale nie przysięgajcie. Ani na naiebo, ponieważ jest tronem Boga; ani na ziemię, ponieważ jest podnóżkiem Jego stóp; ani na Jerozolimę, gdyz jest miastem wielkiego Króla. Nie przysiegaj też na swoją głowę, bo nawet jednego włosa nie możesz uczynić białym lub czarnym. Niech wasza mowa będzie: tak - tak, nie - nie, a wszystko ponad to - pochodzi od Złego.

Ewangelia wg Św.Mateusza, 5, 17-37

Ewangelia na dziś jest trochę nietypowa - żadnych przypowieści, same konkrety. Każde słowo odnosi się do zwyczajnego życia, nie ma tu zbyt wiele pola do rozważań i interpretacji w stylu " co Jezus miał na myśli". Warto za to zastanowić się nad tym, czy potrafimy je zastosować je w naszym życiu.
Czy "pożądliwe spoglądanie na kobietę" nie odnosi się do pornografii? A kwestia "oddalania żony"? Rozwody są obecnie codziennością, konkubinaty również. Niepokojące jest także coraz powszechniejsze zjawisko unieważniania ślubów kościelnych. Dla mnie akurat jest to zupełnie niezozumiałe. Kogo chcemy oszukać występując o "koscielny rozwód"? Czy wyszukując często naciągane powody, można mieć czyste sumienie? Stanąć potem po raz kolejny przed ołtarzem, przysięgać wobec Boga?
O kwestii pojednania - nie ma nawet sensu mówić. Znamy to wszyscy - zarówno z własnego życia jak i obserwacji naszego życia politycznego. Czy codziennie wypowiadane słowa "i odpuść nam nasze winy, jak i my odpuszczamy naszym winowajcom" to tylko pusty frazes?

niedziela, 09 lutego 2014

Ewangelia na niedzielę 9 lutego 2014

światło ziemi

Zadania uczniów
Wy jesteście solą ziemi. Lecz jeśli sól straci swoja właściwość, czym się ją posoli? Nie nadaje się do niczego, chyba tylko na wyrzucenie i podeptani przez ludzi. Wy jesteście światłem dla świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też lampy po to, aby ją schować pod garncem, lecz stawia się ją na świeczniku, żeby świeciła wszystkim, którzy są w domu. Tak też niech świeci wasze światło dla ludzi aby widzieli wasze dobre czyny i chwalili waszego Ojca, który jest w niebie.

Ewangelia wg Św.Mateusza, 5, 13-16

A jak to jest z naszą wiarą? Czy jest w nas ta sól, która nadaje sens naszemu życiu, czy nasza wiara jest bardziej mdła, całkowicie pozbawiona smaku? Oparta tylko na przyzwyczajeniu?
Bardzo nie chciałabym wpaść w taką rutynę, kiedy wiara sprowadza się pustych, bezrefleksyjnych obrzędów. Codzienna modlitwa, niedzielna msza święta - to wszystko może stać się tylko rytuałem, przyzwyczajeniem i rutyną. Wydaje mi się, że Bóg jednak oczekuje od nas znacznie więcej. Co można zrobić, aby nasza wiara nie była mdła? Co może być solą i światłem naszego chrześcijaństwa? Dzisiejsza Ewangelia mówi o tym wprost: nasze dobre czyny.

Nie jest sztuką mówić, znacznie trudniej jest robić i swoim własnym życiem pokazywać, że jesteśmy chrześcijanami, żyć na co dzień Ewangelią. Współczesny świat łatwo demaskuje hipokryzję - widać to na przykład w często pojawiających się doniesieniach medialnych o różnych ekscesach osób znanych. Tym bardziej, że jeżeli dobre czyny są światłem lampy, to na wszystkie złe - skierowane są silne reflektory. Dobro rzadko przebija się na medialne czołówki, ale wystarczy narozrabiać po pijaku, skorzystać z usług prostytutki, zrobić przekręt finansowy czy też wystąpić o rozwód, aby trafić na czołówki tabloidów. Jeżeli przydarza się to osobie publicznie deklarującej się jako katolik - powstaje dysonans, rzucający cień. Przykłady tych, którzy swoim życiem naprawdę świadczą o tym, w co wierzą są zdecydowanie mniej medialne, a szkoda. Może gdyby było więcej pozytywnych newsów - świat miałby więcej wzorców do naśladowania? I może w końcu pojawiłoby się skojarzenie: to taki dobry człowiek, pewnie chrześcijanin...

 


niedziela, 02 lutego 2014

Ewangelia na niedzielę 2 lutego 2014

Ofiarowanie Pańskie

 

Ofiarowanie Jezusa w świątyni
Gdy zaś minęły dni ich oczyszczenia zgodnie z Prawie Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy,aby ofiarować Panu. Tak bowiem napisano w Prawie Pańskim: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z nakazem Prawa Pańskiego: parę synogarlic lub dwa młode gołębie.
Żył wtedy w Jeruzalem człowiek sprawiedliwy i pobożny, który miał na imię Symeon. Oczekiwał on pocieszenia Izraela, a Duch Święty był z nim. Duch Święty objawił mu, ze nie umrze, dopóki nie zobaczy Chrystusa Pańskiego. Kierowany przez Ducha przyszedł do świątyni, gdy rodzice wnosili małego Jezusa, aby wypełnić odnoszące się do Niego przepisy Prawa. On wziął Go na ręce i wielbił Boga:
"Teraz, o Władco, zgodnie z Twoim słowem
pozwalasz swemu słudze odejść w pokoju.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wszystkim narodom;
światło na oświecenie pogan
i chwalę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. I błogosławił ich Symeon, a do Jego matki Maryi powiedział: "On został dany, aby w Izraelu wielu upadło i wielu powstało, i aby był znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. A Twoją duszę miecz przeszyje, aby zostały ujawnione przewrotne myśli wielu".
Przebywała tam również prorokini Anna, córka Fanuela, z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. W małżeństwie przeżyła siedem lat i owdowiała. Miała już osiemdziesiąt cztery lata. Nie opuszczała świątyni i służyła Bogu, poszcząc i modląc się dniem i nocą. W tej właśnie chwili nadeszła, wielbiła Boga i opowiadała o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
Kiedy wypełnili wszystko zgodnie z Prawem pańskim, wrócili do Galilei, do swojego miasta - Nazaret. Chłopiec zaś rósł i nabierał sił, napełniając się mądrością,a łaska Boża była z Nim.

Ewangelia wg Św. Łukasza 2 , 22-40

Symeon i prorokini Anna - dwoje starych, pobożnych ludzi. Jak wszyscy Żydzi - oczekiwali przyjścia Mesjasza. I doczekali się - w małym Jezusie zobaczyli Syna Bożego, uwierzyli, że właśnie spełnia się proroctwo. Kierował nimi Duch Święty, dzięki temu dostrzegli w małym chłopcu Boga. Jak odebrali to inni? Czy wystarczyły ich słowa? Oboje byli znani ze swojej pobożności, cieszyli się autorytetem, więc teoretycznie odzew powinien być, a jednak chyba tak się nie stało. Maryja i Józef wrócili do domu, a mały Jezus rósł i nabierał sił. I wygląda na to, że nikt się Nim nie interesował. Wprawdzie wówczas nie było mediów, paparazzi itp., ale czy mimo wszystko dziwne, że nikt się nie interesował, co dzieje się z Mesjaszem? Tak upragnionym i wyczekiwanym? 
A Maryja i Józef? Wprawdzie żyli przeszło 2000 lat temu, ale byli normalnymi ludźmi. Owszem, obdarzeni nadzwyczajną łaską Bożą, ale żyli jak zwykli ludzie. Bóg raczej nie zsyłał Im na co dzień manny z nieba, sami ciężko pracowali. Świętego Józefa przy pracy można jeszcze sobie wyobrazić, są nawet takie obrazki. Czy jednak myśl o Matce Boskiej gotującej obiad czy przy praniu nie wydaje się nieomal bluźnierstwem? A przecież łaska Boża nie polegała na tym, że "stoliczek sam się nakrywał", a  Anioły zamiatały podłogę.
Czy taki sielankowo wyidealizowany obraz nazaretańskiej codzienności nie jest jednak zafałszowany? I w efekcie - jakoś mało się z nim identyfikujemy - przecież nasza realna rzeczywistość wygląda zupełnie inaczej. A przecież sami też doświadczamy Bożej łaski, także w tej zwykłej, banalnej codzienności. Tylko czy potrafimy ja dostrzec?

 


 


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21
| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30        






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie


Skopiuj CSS