Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
poniedziałek, 22 stycznia 2007

 Boże , daj mi siłę abym mogła zmienić to co da się zmienić ,
cierpliwość , abym pogodziła sie z tym czego zmienić nie można
i mądrośc abym umiała odróżńić jedno od drugiego .

Słowa stare , pewnie wszystkim znane , ale pasują do uzupełnienia mojej wczorajszej notki "Wiara i zaufanie - jak głębokie ?" . Czytając ją dziś doszłam do wniosku ,że jednak niezupełnie mi o to chodziło . Przecież Bóg dając mi wolną wolę nie chce na każdym kroku za mnie decydować . Nie mogę więc co chwile "puszczać gałęzi" z okrzykiem "Panie Boże , Ty najlepiej wiesz jak mnie uratować" . Są chwile , kiedy trzeba samemu próbować sobie pomóc . Dlatego motto tej notki pogłębia wczorajsze rozważania ....

A niezależnie od tego - wielokrotnie już w swoim życiu przekonalam się , że Pan Bóg pomaga nam w wielu sprawach stawiając na naszej drodze ludzi , którzy chcą i potrafią nam pomóc . Czasem cudem jest ktoś , kto poda nam rękę w odpowiednim momencie . Już dawno temu postanowiłam sobie,że będę się starać na miare własnej niedoskonałości pomagać ludziom w małych drobnych sprawach .Czasem tak niewiele trzeba ,żeby kogoś wesprzeć . I może kiedyś przyjdzie moment , ze ktoś we mnie zobaczy Bożego posłańca , który zjawil sie po to , aby mu pomóć ? Ja często tak odbieram gesty innych ludzi .

Kiedyś usłyszałam słowa , że Pan Bóg daje nam znaki , ale my nie umiemy ich odczytywać . W moim życiu zdarzył się raz cud - wyraźnie ujrzałam ten znak i nie sposób bylo go nie zrozumieć . Wiąże się on jednak z tak istotnym wydarzeniem , ze trudno mi o tym pisać . Może kiedyś do tego dojrzeję ?

A póki co :

"Może jeśli będę dobrm człowiekiem ,
który chce lepszym być każdeg dnia ,
Pana Boga ktoś przeze mnie zobaczy ,
bo chrześcijanin to przecież ja ..."

niedziela, 21 stycznia 2007

Pewnego razu podczas spaceru uważający sie za ateistę człowiek potknął się i spadł ze skały . Chwyciwszy się w ostatniej chwili rosnącego na zboczu drzewka , zwisał nad głęboką przepaścią i wzywał ratunku . Bez rezultatu . W ostatecznej desperacji zaczął wzywac Boga : "Panie Boże , wiem , że w Ciebie nie wierzyłem , ale jeśli mnie uratujesz - to się zmieni . Zacznę chodzic do kościoła i wszystkim ludziom będe głosić Twoją chwałę" . Wtem z nieba odezwał się głos : "Wszyscy tak mówią jak potrzebują pomocy" . Poruszony człowiek zaczął krzyczeć jeszcze głośniej "Ależ Panie , przeciez usłyszałem Twój głos . Już w Ciebie wierzę . Wierzę ,że tylko Ty możesz mnie uratować " .
W odpowiedzi usłyszał :"Skoro naprawde wierzysz we mnie i moją moc - puść gałąź ... "

Ten tekst to opowiedziana własnymi słowami historia przeczytana kiedyś tam w ;Modlitwie żaby" Anthony'ego de Mello . Zmusza do myślenia , prawda ? Czy moja wiara na pewno jest tak głęboka ,że bez zastanowienia puściłabym gałąź ? Czy nie próbowałabym się upewnić ,że Bóg na pewno mnie uratuje ? I jak chce to zrobić ? A najlepiej samej podsunąć pomysł jak ma to zrobić ...
Byłoby to bardzo ludzkie . I szczerze zastanawiając się chociażby nad tym o co prosimy Pana Boga w naszych modlitwach - tak właśnie robimy . Prosimy o konkretne rzeczy , podsuwając gotowe rozwiązania . A czy nie powinniśmy "puścić gałęzi" wierząc w to ,że dobry Bóg wybierze to co dla nas jest najlepsze ?
Trudne to i wiele jeszcze pracy przede mną . Ale staram się .....

Dziś czeka mnie kolęda czyli duszpasterska wizyta w moim domu . Jak co roku - standard . I tak tez do tego podchodzę . Wszystko według z góry ustalonego porządku : krótka modlitwa , sprawdzenie zeszytu od religii syna , kilka standardowych pytań i już . Urozmiacenie miałam w ubiegłym roku kiedy w trakcie śpiewania kolędy zaczął wyć mój  pies .

Nie wiem z czego się to bierze , ale czuję jakiś niedosyt , chciałabym czegoś innego . Tylko ,że właściwie sama nie wiem czego . Przez ostanie 2 lata akurat byli na kolędzie księża , którzy znali dość dobrze mojego syna , rozmowa wykroczyła więc poza zwykły standard i było nawet sympatycznie . Dziś szanse mam mniejsze - w parafii pozostał tylko jeden "zaprzyjaźniony" , pozostałych znam tylko z mszy . Mieszkam w blkowisku , parafia jest duża i rozumiem ,że czas takiej wizyty jest określony do kliku czy kilkunastu minut i nie da się porozmawiać za dlugo . Mimo wszystko jednak czegoś mi zal i czuję jakiś brak .

Jak mogłoby być inaczej ? Pewnie nie ma tu uniwersalnych rozwiązań . Ale juz wiem dlaczego zaczęłam pisać ten blog - widac muszę czasem wyrzucić z siebie to co myślę i czuję ....

sobota, 20 stycznia 2007

portal Katolik

W dniach 18-25 stycznia obchodzimy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan . Idea ta była tak bardzo ważna dla papieża Jana Pawła II oraz  dla obecnego - Benedykta XVI . Czy udaje nam się cos wynieść z Ich nauk ? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć , ze inny to nie zawsze znaczy gorszy ? Wierząc w tego samego Boga co chrześcijanie innych wyznań - szukajmy tego co nas łączy a nie co dzieli . I może wtedy okaże się , ze tak naprawde to tych różnic nie ma wcale tak dużo i wcale nie są takie istotne .

Link do materiałów na portalu Katolik.pl : 
http://www.katolik.pl/index1.php?st=rozne&id=609&rodzaj=rekolekcje&r=no 

Przed nami 2 piękne święta (chociaż tylko zwyczajowe) : Dzień Babci i Dzień Dziadka . Kochających i rozpieszczających nas na każdym kroku . Zawsze mających dla nas czas i zrozumienie .
A czy my mamy czas ,żeby ich odwiedzić ? Lub chociaż zadzwonić ? Życie w zawrotnym tempie , mnóstwo zajęć - zawsze można znaleźć przekonującą wymówkę . Pod warunkiem ,że chcemy przekonac kogoś . Z samymi sobą mozemy miec już problem ...

A więc - odwiedźmy Babcie i Dziadków . Obowiązkowo w dniu Ich Święta , ale nie zapominajmy o nich także później .
A tych , których juz utraciliśmy - wspomnijmy w naszej modlitwie ....

niedziela, 14 stycznia 2007

Sprawa lustracji w Kościele nabiera tempa . I jest to jednak jedyna słuszna droga - wyjaśnić wszystko raz do końca . Wprawdzie dla mnie nie ma to znaczenia - czy ktoś kiedyś dał się złamać czy nie . Ja sama takiej próby nie przeszłam , nie mam więc prawa oceniać innych . Problem w tym , że albo Kościół sam spojrzy odważnie prawdzie w oczy , albo co jakiś czas będziemy dowiadywać się o kolejnych rewelacjach z mediów . a ta alternatywa jednak jest o wiele gorsza .

"Tylko prawda nas wyzwoli" .....
Zgadzam się z tymi słowami . Mam naprawdę dosyć kolejnych żenujących oświadczeń Abpa Wielgusa , nawoływań Radia Maryja czy polityków . Sprawa lustracji stałą się jadem , który zatruwa nasze życie i czas z tym skończyć . A w obecnej sytuacji - nie da się tego zrobić inaczej niż mówiąc prosto , wyraźnie i nazywając zło złem , a dobro dobrem . I to na każdym szczeblu - nie miejmy złudzeń . Po zlustrowaniu biskupów - łowcy sensacji zaczną szukac dalej ...


I dlatego wolę się nie zastanawiać dlaczego , tak od wczoraj nagłaśniany list KEP w tej sprawie w mojej parafii nie został odczytany . Tym bardziej ,że w moim biskupem jest Abp Tadeusz Gocłowski , którego nie posądzam w tej sprawie o nałożenie jakiejś blokady informacyjnej .

 

 

piątek, 12 stycznia 2007

Tym razem , dla odmiany - piękny wiersz Juliana Tuwima . Poezja czasem lepiej wyraża to czujemy . Do tych słów ktoś  kiedyś ułożył muzykę i powstała naprawdę piękna pieśń .

"Chrystusie ... "                                                 

Jeszcze się kiedys rozsmucę ,
Jeszcze do Ciebie powrócę ,
Chrystusie ....

Jeszcze tak strasznie zapłaczę ,
Ze przez łzy Ciebię zobaczę ,
Chrystusie ....

I taką wielką ząłobą
Będę się żalił przed Tobą ,
Chrystusie ,

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy - serce mi pęknie ,
Chrystusie ...

Lubię uczestniczyć w mszach świętych adresowanych dla młodzieży . Panuje tam jakaś taka zupełnie inna atmosfera , jakiś taki ożywczy duch . Szczegolnie , gdy liturgię prowadzi kapłan czujący tego ducha .
Przed dwoma laty , w okresie Adwentu , w każda niedziele bywałam właśnie na takich mszach . Sympatyczny ksiądz Jarek (szkoda ,że już nie ma Go w mojej parafii) w ramach przygotowań do Bożego Narodzenia , co niedziela wymyślał cos innego ,żeby zmusić wszystkich do refleksji . Odwoływał się przy tym jakby do źródel chrześcijaństwa . Na początek było więc to przestawienie ołtarza bliżej ławek . Symbolicznie ukazywał w ten sposób , ze pierwsi chrześcijanie gromadzili się wokół ołtarza i wspólnie , razem sie modlili . Msza św. to nie coś w rodzaju przedstawienia teatralnego z kapłanem w roli głównej i siedzącymi w ławkach widzami , ale każdy będący w kościele - uczestniczy w liturgii i nie moze pozostac biernym .  Innym razem przez cała mszę ministranci w ogóle nie używali żadnych dzwonków - nawet w czasie Ofiarowania . I wszystko odbywało się prawidłowo - ludzie wiedzieli kiedy wstac , kiedy klękać . Już po mszy ksiądz Jarek zwrócił na to uwagę pytając retorycznie kto zauważył ten brak dzwonków . Nie chcę mówić za innych , ale ja rzeczywiscie - nie zauważyłam . Pewne zachowania faktycznie są oczywiste , wyuczone od lat - działa automat , który wyłącza myślenie nad sensem tego co robimy . Można było to najbardziej odczuć w tą niedzielę , gdy na rozpoczęcie mszy ksiądz Jarek przywitał wszystkich stwierdzeniem :"dlaczego klękaliście po wejściu do kościoła ? Tabernakulum jest puste , wieczna lampka sie nie świeci ..." Faktycznie , klękali wszyscy , też z przyzwyczajenia . To takie oczywiste - wchodzę do kościoła i klękam , prawda . Ale dlaczego ? Co w ten sposób wyrażam ?

Morał z tych wspomnień jest oczywisty : jakże często nasza wiara to wynik w dużej mierze przyzwyczajenia , rutyny , ustalonego rytmu . Wytrącenie nas tego rytmu powoduje dezorientację . Wszak przyzwyczajenie to druga natura człowieka . Problem w tym ,ze miłość wymaga stałej ciągłej pielęgnacji , pogłębiania i rozwoju , gdyz inaczej usycha . Zaniedbana - może zniknąć zupełnie .
I dotyczy to także miłości do Boga .

czwartek, 11 stycznia 2007

"(..) Nad moją kolebką matka się schylała
i mówić pacierza szybko nauczała .
Ojcze nasz i Zdrowaś i Skład Apostolski ,
bym do samej śmierci kochał naród polski (...)"

Ten fragment piosenki "Płynie Wisła , płynie .." , przyszedł mi dziś do głowy po przeczytaniu notki
w "Moich pisankach" , których autorem  jest Jan Turnau . Nie pamiętam kto mnie samą "nauczał pacierza" : Mama ? Babcia ? W każym razie musiało to byc bardzo wcześnie .
Pamiętam natomiast perypetie podczas nauki modlitwy mojego własnego syna . Niezależnie od standardowego "Aniele Boży" , starałam się mu wpajać potrzebę dodania kilku słów "od siebe" . Przedszkole , do którego chodził prowadziły siostry Elżbietanki , którego tez zadbały o jego edukację w tym zakresie i problemu nie zauważyłam do momentu przygotowań do I Komunii Św.  Kiedy ćwiczyliśmy zadany na dany miesiąc zestaw pieśni , przykazań i modlitw - z przerażeniem zauważyłam ,że moje dziecko w wielu wypadkach właściwie nie rozumie tego co recytuje . Zaczynając nadrabiać to co chyba kiedys przeoczyłam i zaniedbałam stwierdziłam ,ze wcale nie jest to takie proste . Jak wytłumaczyć 8-latkowi słowa np. "umęczon pod Ponckim Piłatem" ? Po moim obszernym tłumaczeniu , kiedy dotarło do niego o czym mowa - to dla odmiany zaczął zastępowac ten fragmenty własnymi słowami . Mieliśmy jeszcze kilka podobnych zwrotów , ale cytowany przykład zapamiętałam jako najbardziej spektakularny .

A niedawno - w prezencie na 18-te urodziny dostał Pismo Święte w najnowszy przekładzie z języków oryginalnych - wyd. Święty Paweł . Zaglądamy do niego oboje , porównując przekłady i starając się na nowo odkryć sens tak znanych słów .

A oto Modlitwa Pańska z tego wydania :

Mateusz 6.4-24

"Dlatego wy tak się módlcie :
Ojcze nasz , któryś jest w niebie ,
niech będzie uświęcone Twoje imię .
Niech przyjdzie Twoje królestwo ,
niech sie spełnia Twoja wola ,
jak w niebie , tak i na ziemi .
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I daruj nam nasze długi ,
jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom .
I nie dopuszczaj do nas pokusy ,
ale nas wybaw od złego .

"

poniedziałek, 08 stycznia 2007

Próbując jakos uporządkować swoje myśłi z dnia wczorajszego - odczekałam trochę i piszę dopiero dziś . Ocenę polityczną wydarzeń wpisałam wprawdzie wczoraj na gorąco w trochę innym miejscu (zapraszam) , ale sprawa ma znacznie głębszy wymiar i zmusza do pogłębionej refleksji .

A więc Katedra Warszawska i krążące od rana wieści ,że planowany na ten dzień ingres Arcybiskupa Wielgusa nie odbędzie się . I ludzie , którzy przyszli/przyjechali  ... No własnie , gdzie i w jakim celu ? Z flagami , transparentami i co tu duzo mówić - niesamowitą zaciekłością w sercu . Przeciez nie na ważną nie tylko dla diecezji warszawskiej uroczystość religijną  . Tym bardziej , że juz w kościele , w trakcie mszy św.  odbył się jakiś dziwny wiec . Nigdy dotąd nie widzialam czegoś takiego w kościele katolickim . Część zgromadzonych klaszcze , część głośno protestuje - tylko gwizdów brakowało ...

Kazanie kardynała Glempa też bardzo mi się nie podobało . Miał wspaniałą okazję ,żeby przemówić do wszystkich wiernych Kościoła Katolickiego w Polsce . Zdezorientowanych wydarzeniami poprzednich dni i szukających jakiegoś wyjaśnienia , odwołania do spraw naprawdę istotnych . I usłyszeliśmy to co usłyszeliśmy , a co wielu obserwatorów okreśłiło jaki wyraźne podważanie woli Ojca Św.
I gdy wieczorem w wiadomościach jednej ze stacji telewizyjnych zobaczylam fragment wydarzeń przed Pałacem Arcybiskupim , zobaczyłam zacietrzewionych ludzi śpiewających Rotę i usłyszałam słowa "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz" - to juz naprawdę się wystraszyłam . Przeciez nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi , myślę zupełnie inaczej , ale w przekonaniu do swoich racji nie wybieram się na żadna krucjatę , nie atakuję wszystkich dookoła tylko dlatego ,że myślą inaczej . Czy na pewno wierzymy w tego samego Boga  ? Czy niczego nie zrozumieliśmy z nauk tak przez nas ukochanego Jana Pawła II ? Czy rację mieli ci , którzy mówili , że kochamy naszego papieża , ale nie go słuchamy ? A przeciez pokazywał nam jak należy , mimo różnic , szukać pojednania z wszystkimi .

Nie wiem dlaczego tak się stało . Mam nadzieję ,że emocje opadną . Są pewne szanse ,ze wydarzenia wczorajszego dnia , stanowiąc pewien wstrząs , mogą mieć skutek mimo wszystko dobroczynny (co nie zabije - to wzmocni) . Byc może pierwsze jaskółki to dzisiejsze newsy : kolejny biskup oskarżony o współpracę z SB , odejście z Katedry Wawelskiej duchownego , o którym już dawno krążły "teczkowe"pogłoski . I nie chodzi mi tu w najmniejszym stopniu o lustrację - tu wierna jestem zasadzie "nie sądźcie , a nie będziecie sądzeni" Chodzi mi tylko o jakiś przebłysk chęci oczyszczenia się ? wyciągnięcia śmieci spod dywanu ? W każdym razie jakiejś cezury , od której można spróbować "wrócić do źródeł " i tego , co jest najważniejsze ...

A samą decyzję papieża w odniesieniu do Abpa Wielgusa najpiękniej spuentował kardynał Dziwisz :
'Ojciec Święty nie podjął tej decyzji sam . Na pewno była tam asystancja Ducha Świętego"

I o to sie wspólnie módlmy - o asystę Ducha Św. w wyborach dokonywanych i przez nas i przez naszych Duszpasterzy

Wikipedia

| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS