Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
sobota, 03 marca 2007

Nie tak dawno temu pisałam notkę "Odłączcie mi respirator" opisującej historię Janusza Świtaja walczącego o prawo do odłączenia go od respiratora. Zycie przynosi kolejne wieści. Zdesperowany Janusz Świtaj zaczął obecnie akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie eutanazji. Pisze o tym na swojej stronie, móią o tym media. Odwołując się również do dekalogu - wyraźnie rozgranicza zabijanie od uporczywej terapii... I tu właściwie można się zastanawiać, czy na pewno nie ma racji ?  W każdym razie problem został nagłośniony. Wprawdzie moim zdaniem na takie referendum nie ma szans, ale już sama dyskusja na ten temat jest znaczącym wydarzeniem i zmierzeniem się z problemem, którego wraz z ciągłym postępem medycyny - nie da się już omijac szerokim łukiem. 

Przy czym - ja nadal uważam, że w słowach Janusza Świtaja jest więcej wołania o pomoc niż prawdziwej chęci śmierci. Moim zdaniem - on nadal chce żyć, boi się tylko tego życia w chwili, gdy rodzice nie będą już w stanie zapewnić mu opieki. I krzyczy o tym juz teraz, kiedy jeszcze nie doszło do najgorszego.

Zreszta kto chce - niech oceni to sam. Link do strony pod zdjęciem :

Janusz Switaj      

Jak donoszą media- dziś zostanie ogłoszona nominacja biskupa Kazimierza Nycza na stanowisko metropolity warszawskiego. Mam nadzieję , ze tym razem wszystko zakończy się dobrze i Kościół w Polsce zyska nowego przywódcę. Na stronach Wikipedii wyczytałam, że dewizą bpa Nycza jest


"ex Hominibus, pro Hominibus - z ludu dla ludu"...

Bp Kazimierz Nycz


Bądźmy więc dobrej myśli. Tym bardziej, że polski Kościół potrzebuje jakiegoś pozytywnego znaku pozwalającego mu wyjść z impasu. Ostatnie miesiące to w ogóle okres, w którym każdy dzień przynosi jakieś nowe wydarzenie medialne właśnie z kręgów Kościelnych. Niedoszły ingres abpa Wielgusa, problem klasztoru Betanek w Kazimierzu, przypadki molestowania, stosunek księży do celibatu czy współpraca duchownych z służbami specjalnymi PRL-u - to wszystko problemy, z którymi Kościół musi się zmierzyć . A najlepszym wyjściem jest prawda.
Kościól, w tym i duchowni - to ludzie. Każdy człowiek popełnia błędy, mniejsze lub większe. Trzeba unieć tylko się podnieść i iść dalej. A czasy mamy takie, że błędów duchowieństwa nie uda się już ukryć i "zamieść pod dywan" - wszystkie takie próby moga spowodować efekt zupełnie przeciwny. Dla dobra wszystkich katolików w Polsce - lepiej samemu je rozwiązać.
Tylko prawda nas wyzwoli . Co oczywiście wcale nie oznacza, że każde wydarzenie medialne związane z ludźmi Kościoła musi od razu - wzorem polityków - skutkowac konferencja prasową ....

czwartek, 01 marca 2007

  

Ja ciebie chrzczę w Imię Ojca , Syna i Ducha Świętego. Amen .

Własnego chrztu na ogół nie pamiętamy - większość z nas przyjęła ten sakrament jako maleńkie dziecko. A był to bardzo ważny moment - od tej chwili pozbyliśmy się piętna grzechu pierworodnego i  stając się dziećmi Bożymi - weszliśmy do Wspólnoty Kościoła. Na starcie więc otrzymaliśmy dar, którego wykorzystanie zależy już tylko od nas.

Od pewnego czasu próbuję znaleźć informację, od kiedy sam chrzest ma taką właśnie wymowę ? Na razie nie udał mi się, ale nie tracę nadziei, że kiedyś ktoś się odezwie.  

Byłam wychowana w przekonaniu (a właściwie raczej przesądzie), że z nieochrzczonym jeszcze dzieckiem nie wychodzi się na spacery. Myslę , że kiedyś miało to swoje uzasadnienie wynikające z większej smiertelności niemowląt. Teraz juz raczej nie, ale i tak chyba lepiej zrobić to jak najszybciej. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Pamiętam jak kilkanaście lat temu uczestniczyłam w nauce dla rodziców chrzestnych. W trakcie tej nauki byłam świadkiem kłótni jednej z rodzin z proboszczem tej parafii. Problemem było to, ze ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka.  Agumentował to brakiem ślubu kościelnego jego rodziców. Tłumaczenie to właściwie miało swoje uzasadnienie : chrzest jest sakramentem dla ludzi dorosłych, wybierających świadomie drogę życia z Chrystusem. Jeżeli są spełnione pewne warunki - można to zrobic wcześniej, pozwalając na podjęcie decyzji przez rodziców, którzy jakby poręczają za własne dziecko. A w tym przypadku - rodzice nie tworząc rodziny katolickiej - nie mogą zapewnić dziecku wychowania w wierze - i dziecko ochrzczone nie zostało.
Zapamiętałam to zdarzenie, gdyż mam wątpliwości, czy dobrze sie stało. Teoretycznie miał niby rację , ale ... Przeciez do pomocy w wychowaniu w wierze dziecka są rodzice chrzestni - a tu już trzeba spełnić pewne warunki stawiane przez Kościół (lub wybrać kogoś innego) .  Poza tym "odcinając" takie dziecko od Boga - zabieramy mu także możliwość uczestnictwa od początku w życiu Kościoła i nauki podstaw wiary. Skoro zakładamy, ze rodzice tego nie zrobią - to znaczy, że nie pozna ono Chrystusa. A w dorosłym życiu - różnie to bywa ... Myślę, że mimo wszystko lepiej było przyjąć je do Wspólnoty . Czym skorupka za młodu nasiąknie ...

A skoro już o rodzicach chrzestnych mowa - to ja mam wspaniałego ojca chrzestnego. W tej chwili jest już cięzko schorowany, ale mimo kalectwa, cierpienia i choroby - ciągle ma w sobie "to coś" za co ceniłam go przez całe życie.

A  ja sama jaką jestem matką chrzestną ? Raczej nieszczególną . Moje "chrześniaki" to :

  • Michał - widziałam go ostatnio prawie 20 lat temu. Wprawdzie mieszka za granicą, ale jakoś nie czuję sie usprawiedliwiona
  • Rafał - z nim mam większy kontakt, ale też raczej taki bardzo oficjalny
  • Kasia - moja ukochana siostrzenica. Jedyna chrześniaczka mojego nieżyjącego męża - taki był z tego dumny. Wprawdzie na odległość, ale byla jego oczkiem w głowie.
  • Joasia - to z kolei moja bratanica. Różne życiowe okoliczności spowodowały, że też już dawno jej nie widziałam. Szkoda.

W każdym razie - dziś wieczorem pomodlę sie za was , bąbelki :)

 

wtorek, 27 lutego 2007

Święty Krzysztof

O Panie, daj mi pewną rękę, dobre oko, doskonałą uwagę,
bym nie pozostawił za sobą płaczącego człowieka.

       Ty jesteś Dawcą Życia - proszę Cię przeto, spraw
bym nie stał się przyczyną śmierci tych, którym Ty dałeś życie.

       Zachowaj, o Panie, wszystkich
którzy będą mi towarzyszyć od jakichkolwiek nieszczęść i wypadków.

       Naucz mnie, bym kierował pojazdem dla dobra drugich
i umiał opanować pokusę przekraczania granicy bezpieczeństwa szybkości.

       Spraw, aby piękno tego świata, który stworzyłeś,
wraz z radością Twej łaski, mogły mi towarzyszyć na wszystkich drogach moich.

       Amen.

Święty Krzysztof to opiekun kierowców. Chociaż - podobno tylko do prędkości 120 km/h. Później peicze przejmuje już Święty Piotr :)

Byłam dziś służbowo w innej miejscowości , 160 km od mojego miasta czyli licząc tam i spowrotem - 320 km horroru. Służbowy bus, 5 osób +1 kierowca . Kierowca zawodowy, około 50-tki.
Prawo jazdy mam, jeździć umiem. Jakim cudem dojechaliśmy żywi - to nie mam pojęcia. Widać to jeszcze nie był nasz czas i mimo kilkakrotnego wyprzedzania tira na podwójnej ciągłej, pod górę - udało się.  Nawet nie chodzi tylko o prędkośc , ale o same manewry wykonywane na jezdni, wyprzedzanie w momentach, gdy mało który kierowca zdecydowałby się na to .Wszechwładne CB i informacje o radarach i patrolach.   

Próbowaliśmy go jakoś powstrzymywać i przywoływać do porządku, pomagało na kilka kilometrów.
Dobry kierowca - jeszcze nigdy nie miał wypadku. Ale czy w każdej chwili nie spowoduje tego pierwszego, któego skutki mogą byc tragiczne i to nie tylko dla niego ?  

Dzięki Ci Panie, że jestem już w domu i mogę pisać te słowa .....

sobota, 24 lutego 2007

Ewangelia na niedziele 25 lutego'07

Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i Duch prowadził Go po pustyni przez czterdzieści dni. Był tam kuszony przez diabła. W tych dniach nic nie jadł i po ich upływie był głodny. Wtedy powiedział do Niego diabeł" Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż temu kamieniowi, aby stał się chlebem". Jezus mu odpowiedział" "Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek". Następnie wyprowdził Go wysoko i w jednej chwili pokazał Mu wszystkie królestwa. Powiedział do Niego diabeł: "Dam Ci tę całą władzę i jej przepych, poniewaz mnie ona została powierzona i mogę ją dać komu chcę. Jeśli więc oddasz mi hołd, wszystko będzie Twoje". Na to Jezus mu odpowiedział: ""Napisano: Panu Bogu twemu będziesz oddawal hołd i tylko Jego będziesz czcił". Wtedy zaprowadził Go do Jeruzalem i postawił na szczycie świątyni. Powiedział do Niego: 'jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Przecież napisano: Swoim aniołom wyda polecenie o Tobie, żeby Cię strzegli, oraz" na rękach będą Cię nosić, abyś nie uraził o kamień swej nogi". Jezus mu odparł: "Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbe Pana, twego Boga". Gdy diabeł skończył go kusić, odstąpił od Niego aż do czasu.

Ewangelia wg Św.Łukasza

Każdy raz, gdy czytam lub słyszę jakiś fragment Ewangelii - staram się odbierać go jakby był skierowany tu, teraz i do mnie. I czytając ten fragment Pisma Św. - widzę jakby przesłanie na rozpoczęty 3 dni temu Wielki Post. Będę w tym czasie kuszona, wystawiana na próbę. I jak się zachowam ? ....
Pamiętając o słowach orędzia Benedykta XVI na tegoroczny Wielki Post :"Będą patrzeć na tego, któego przebili" - myślę o tym, że w sposób symboliczny swoimi złymi uczynkami, uleganiu pokusom - zbieram gwoździe potrzebne w Wielki Piątek. Ile ich będzie ? I co zrobić, aby bylo ich jak najmniej ? 

To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech!
To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech!
To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech!
Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie!

gwozdzie
   
        

"Przewodnik Katolicki" - 23 lutego 1930r.

Przygotowania do soboru powszechnego

   Ojciec św., jak donoszą, ma wydać polecenie podjęcia na nowo prac soboru powszechnego, przerwanych zajęceim rzymu w r.1870.

Historia to nie moja domena, nie czuję sie tu mocna. Wydaje mi się jednak, że do tego soboru nie doszło ? Może wojna przeszkodziła ? Wojna, której wtedy jeszcze nie przewidywano. Na róznych stronach Przewodnika wspomina się wojnę, ale mimo wzmianek o Niemcach - głównie w kontekście Pomorza i Śląska - nie czuło się jeszcze żadnego zagrożenia .   

 

Wczoraj obchodziliśmy Dzień Walki z Depresją.  Sporo było na ten temat w mediach. Nie znam się na medycynie, nie chcę więc się wymądrzać na temat metod leczenia, chće po prostu dorzucić swoje 3 grosze .

Wiem, że depresja jest bardzo poważną chorobą. Też często miewam załamania i dołki psychiczne. Kiedyś, przechodząc taki kryzys mówiłam ,że mam depresję. Przestałam , gdy zetknęłam się z osobą w zaawansowanym stadium depresji. Widząc spowodowane kilkakrotnymi próbami samobójczymi blizny na rękach, obserwując lęk w oczach członków rodziny na każdy telefon czy rzucanie przez nich wszystkiego i szaleńczy bieg do domu - przestałam. Teraz mówię co najwyżej, że mam chandrę.

Depresja jest w moim odczuciu jakby chorobą duszy, chociaż objawy może mieć bardzo somatyczne. Ja sama często zdenerwowanie odchorowuję dolegliwościami żołądkowymi. Podobno najgorsze co można powiedzieć człowiekowi w głebokiej depresji to "weź się w garść". Faktycznie, gdyby to było takie proste - to każdy sam bez problemu móglby na to wpaść, prawda ? Tym bardziej jednak nie sądze, aby sprawę załatwiła tabletka. Pewnie to przypadek, ale od kilku tygodni często natykam sie w telewizji na reklamę właśnie tabletek na depresję. Marketingowo bardzo sprawna - czarno-biały obraz kobiety, pogrążonej w smutku i apatii,. A już na następnym ujęciu - po rozpoczęciu terapii reklamowanym środkiem - kolorowo i radośnie. Super, prawda ? Biorę tabletkę i wszystkie problemy znikają . Podobne działanie ma alkohol, tylko potem głowa boli ...
Irytuje mnie ta reklama straszliwie, przed wszystkim ze wzgledu na skutki. Tu przecież nie chodzi o lekarstwo na katar, który zniknie w wyniku działania jakiegoś cudownego lekarstwa na przeziębienie.

Powtarzam raz jeszcze - na medycynie się nie znam. Ale terapia sterowana reklamą telewizyjną - to też nie jest żaden autorytet. Tym bardziej, ze w przypadku depresji - same środki farmakologiczne nie załatwią sprawy. Myślę, ze potrzebna jest jeszcze głębsza terapia wnikająca w psychikę człowieka i próbująca sięgnąć do przyczyn, a nie tylko łagodząca skutki.  

Dla mnie najlepszą "tabletką" - w chwilach zagrożenia, lęku, zdenerwowania jest odmawianie różańca...

I jako puenta - przepiękny wiersz Wisławy Szymborskiej - będącej dla mnie "od zawsze" najwspanialszą poetka na świecie. Często używam określenia, że przy jej wierszach mnie "zatyka" . Nie potrafię ich komentować, gdyż w kilku linijkach jej poezji jest już wszystko powiedziane i nie da się nic dodać .

"Prospekt"

Jestem pastylką na uspokojenie. 
Działam w mieszkaniu, 
skutkuję w urzędzie, 
siadam do egzaminów, 
staję na rozprawie, 
starannie sklejam rozbite garnuszki - 
tylko mnie zażyj, 
rozpuść pod jezykiem, 
tylko mnie połknij, 
tylko popij wodą. 

Wiem, co robić z nieszcześciem, 
jak znieść złą nowinę, 
zmniejszyć niesprawiedliwość, 
rozjaśnić brak Boga, 
dobrać do twarzy kapelusz żałobny. 
Na co czekasz - 
zaufaj chemicznej litości. 

Jesteś jeszcze młody (młoda), 
powinieneś (powinnaś) urządzić się jakoś. 
Kto powiedział, 
że życie ma byc odważnie przeżyte? 

Oddaj mi swoją przepaść - 
wymoszczę ją snem, 
będziesz mi wdzięczny (wdzięczna) 
za cztery łapy do spadania. 

Sprzedaj mi swoją duszę. 
Inny kupiec się nie trafi. 

Innego diabła już nie ma. 

czwartek, 22 lutego 2007

Od wczoraj media pokazują przypadek 32-latka z Jastrzebia, który wystąpił do sądu o zgodę na eutanazję. Widziałam relację w "Faktach" TVN , pogrzebałam trochę w sieci. Temat bardzo trudny, ale myślę, że warto mu się przyjrzeć. Problem istnieje i będzi narastał wraz z postępem medycyny - nie ma więc sensu uciekać przed nim.
Oczywiście, jestem przeciwna eutanazji. Ale czy i jaka jest różnica pomiędzy eutanazja a uporczywą terapią podtrzymującą życie ?

Janusz Świtaj w wieku 18 lat miał wypadek motocyklowy. Nie wiem jakie odniósł obrażenia, ale w ich efekcie od 14 lat żyje podłączony do respiratora, ma bezwłądne nogi i ręce. Opiekują się nim rodzice - cały czas czuwający nad pracą respiratora, do którego jest podłączony, pilnujący odsysania itd.  Robili to nawet podczas pobytu syna w szpitalu, gdyż pielęgniarki po prostu nie nadążały z opieką nad wszystkimi pacjentami. Dwa razy w tygodniu przychodzi pielęgniarka, ale jest to za mało, aby można było poczuć jakąś ulgę i odciążenie. Rodzice są coraz starsi, zaczyna brakować im sił. Janusz Świtaj boi się tego momentu, kiedy jedno z rodziców umrze - drugie nie będzie w stanie udźwignąć tego ciężaru. Precyzyjnie wylicza jak długo będzie żyć w szpitalu , a jak długo w hospicjum. I umrze w straszliwych męczarniach - a tego nie chce. Dlatego , będąc w pełni świadomy, wystąpił do sądu z wnioskiem, aby po śmierci jednego z rodziców odłączono go od respiratora.... 
Wydaje mi się, że jest człowiekiem wierzącym - podczas reportażu telewizyjnego, na ścianie obok jego łózka widziałam święte obrazki.  Ze światem zewnętrznym komunikuje się za pomocą internetu - trzymanym w ustach ołókiem naciska klawisze klawiatury. Ma świetną stronę internetową - zresztą z nagrodami. Na tej stronie zamieścił też swój apel. 
Zobaczcie zreszta sami :

http://www.switaj.eu/news.php?readmore=46

Po przeczytaniu tego apelu - nabrałam wątpliwości. I nie są to wątpliwości związane ze stosunkiem do eutanazji jako takiej. Zastanawiam się nad tym - jak można mu pomóc. Wydaje mi się, że właśnie rozpaczliwie szuka pomocy. Po złożeniu pozwu w sądzie - od razu zainteresowały sie nim media i sprawa zrobila się głośna. Może właśnie o to chodziło ? Jest bezsilny, widzi jak z sił opadają jego rodzice i mimo wszystko - szuka tej pomocy do dalszego życia , a nie do śmierci. Jak sam o sobie pisze - prawidłowo funkcjonuje tylko jego mózg, a oglądając jego stronę internetową - widać że mimo cierpienia i kalectwa - ma coś do powiedzenia i chce mówić - głównie o motocyklach... Wniosek w sądzie jest uzasadniony tym, że państwo nie jest w stanie zapewnić mu właściwej opieki, a on sam nie chce teraz umierać - jeszcze ma kochających rodziców. Powracając więc do głównego pytania - jak można mu pomóc ?   Sponsor opłacający pielegniarkę ? Wolontariusze ?

A drążąc temat dalej, ale już w szerszym aspekcie. Eutanazja to w dosłownym tłumaczeniu - dobra śmierć. Pisałam tez o tym w mojej notce Dekalog V .  I zastanawiam się nad tym, co byłoby gdyby w tym wypadku dodatkowo doszło jeszcze do niedotlenienia mózgu ? I gdyby na tym łózku leżał nie sprawny umysłowo mężczyzna, ale roślinka (przepraszam za to określenie, ale chcąc specjalnie wyostrzyć problem - nie znajduje lepszego słowa) - odbierająca tylko podstawowe bodźce - ból, głód, ciepło ? I pamiętajmy cały czas o tym, że nie może funkcjonować bez respiratora !  Każda przerwa w dostawie prądu wymaga ręcznego napędzania całej maszynerii . Czyli maszyna jest w zasadzie częścią ciała, niezbędną do życia.   

Jaka jest więc granica między życiem i śmiercią ? Kiedy opuszcza nas nasza dusza nieśmiertelna i stajemy przed Panem, mimo, ze na ziemi uważają jeszcze, że to tylko śpiączka i sztucznie podtrzymują podstawowe funkcje naszego ciała ?  Jak poradzić sobie z tym problemem stojącym przy łóżku kogoś bliskiego ? Kiedy powiedzieć - dość, odłączamy . I czy przynosimy ulgę w cierpieniu czy zabijamy ?       

Kiedyś takich dylematów było mniej. Teraz medycyna stawia nas przed coraz trudniejszymi etycznie wyzwaniami, z którymi człowiek chyba nie potrafi się uporać. Ja nie potrafię. Na szczęście do tej pory życie oszczedziło mi takich problemów i modlę się, aby Pan Bóg nie stawiał przede mną takich wyzwań.

I dziękuję za to co mam. Przytłoczona codziennymi troskami i problemami - jak widac nie jestem najbiedniejsza na świecie. Nie koncentrujmy sie więc na sobie - rozejrzyjmy się wokół i sprawdźmy, czy przypadkiem ktos niedaleko nie woła o pomoc ....             

środa, 21 lutego 2007

Popielec

zdjęcie ze strony :http://liturgia.wiara.pl/?grupa=6&art=1046779700&dzi=1115658648

Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz

Rozpoczynamy Wielki Post. Wprawdzie nie ma dziś święta, ale idziemy do kościoła i pochylamy głowy przed kapłanem posypującym nam głowy popiołem. Przez najbliższych 40 dni będziemy pościć i mysleć nad tym co naprawdę w życiu jest istotne.
W praktyce to pewnie różnie wypadnie, ale ciągła zabawa, radość i uciecha - w końcu prowadzi do przesytu. A nic tak nie zaostrza apetytu jak wcześniejsze przegłodzenie się , prawda ?  Spróbujmy wię odmówić sobie (lub chociaż ograniczyć) trochę przyjemności. Może zamiast kawy i czegoś słodkiego do pogryzania podczas buszowania po internecie - szklanka wody mineralnej i czytanie Pisma Św. ? I trochę wyciszenia wewnętrznego ? Może warto wrócić do źródeł naszej wiary i zaczynając od konfesjonału - zrobić rachunek sumienia i pomyśleć nad tym, z czym mamy największy problem ?

A tu orędzie papieża Bendykta XVI na Wielki Post 2007

http://info.wiara.pl/index.php?grupa=4&art=1171359675

A więc  :

Nawracajmy się i wierzmy w Ewangelię

niedziela, 18 lutego 2007
  1.  
    1.  
      1. Jest jeden Bóg.
      2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
      3. Są trzy Osoby Boskie : Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
      4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbwienia.
      5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
      6. Łaska Boska jest do zbawienia konieczne potrzebna.  

Sprawy oczywiste dla każdego katolika, a w zasadzie - chrześcijanina. Wiadomo, że wierzymy w Boga w Trójcy Jedynego. Zrozumienie tajemnicy Trójcy Świętej to juz gorszy problem, ale tez jakoś do przebrnięcia. Ja często "podpieram się" spojrzeniem na samą siebie : jestem jednocześnie  matką , córką, siostrą, pracownikiem pewnej międzynarodowej korporacji, kobietą (pracującą !) , Polką, czlowiekiem itd. Wiem, ze w obliczu Trójcy Św. wszystkiego to nie wyjaśnia, ale może trochę pomaga ?
Wiemy także, że zostaniemy osądzeni za swoje uczynki - i te złe i te dobre. Aby było nam łatwiej w znalezieniu drogi jaką mamy iśc - mamy kierujące nas we właściwą stronę przykazania.
No i to co najważniejsze dla chrześcijaństwa - Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Gdyby nie to - byłby pewnie uznany jako jeden z proroków. W obliczu jednak śmierci na krzyżu i cudownej Tajemnicy Wielkiej Nocy - nawet samo Jego nauczanie nabiera zupełnie innego wymiaru - już nie ludzkiego,  a Boskiego . 
A nasza nieśmiertelna dusza ? Wiara w to, ze nasza ziemska śmierć to tylko przejście do innego wymiaru ? Wierzymy w to i z pewnością chcemy to w to wierzyć. Nasze życie nabiera przez to zupełnie innego sensu. Mysląc o tym co nas czeka "po tamtej stronie" - żyjemy tak (a przynajmniej staramy się), aby zasłużyć na nagrodę. Zdaje się, ze wyszłoto strasznie infantylnie ....   A chodzi mi o to z czym staniemy przed Bogiem, jakie było nasze życie, czy nie zmarnowaliśmy go, koncentrując się na przemijających błahostkach doczesności. 
A na koniec to co budzi we mnie może nie tyle wątpliwości, co pytania. Nie chciałabym żeby zabrzmiało bluźnierczo, ale sama sobie stawiając pytania, chciałabym znaleźć na nie odpowiedzi. Nie chcę, aby moja wiara była tylko bezmyślnym przyzwyczajeniem, rutyną i nawykiem. Codziennie chciałabym ją pogłębiać. Pewnie przez to tez powstał ten blog - czytając samą siebie (ale nie tylko) myślę o tym co piszę, wertuję  Pismo Św. , odwiedzam portale katolickie.
Do zbawienia niezbędna jest łaska Boska. Oczywiste. Powinniśmy tak żyć, żeby w każdej chwili być przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Nie znamy dnia ani godziny (i tak jest lepiej) . Człowiek jest jednak ułomny - tak czesto upada, podnosi się , by znowu upaść. Czy jednak ktoś, kto całe życie żył przykładnie, zgrzeszył ciężko i nie zdążywszy odzyskac łaski w konfesjonale, zmarł  - na pewno będzie potępiony ?  Tak mnie uczono od dziecka i zastanawiam się , czy dobrze ? Nie tak dawno, podczas dyskusji na ten temat z koleżanką (absolwentką KUL-u) dowiedzialam się, ze w samym momencie śmierci mamy jeszcze możliwość żalu za grzechy i odzyskania łaski. Przychylam się do tej opinii, tym bardziej, że Bóg to Miłosierdzie, a nie twardy, despotyczny Sędzia ...  I dobrze, ze z tego miłosierdzia może każdy skorzystac - nawet największy zbrodniarz. Po ludzku z pewnością trudno zrozumieć, że byc może zbawiony będzie także np. Hitler czy Stalin.  Ale czy to nasza sprawa ? Przeciez ważne jest to jaki będzie bilans naszego własnego życia. Na Sądzie Ostatecznym nie będziemy się tłumaczyć "może nie zawsze postęowałam słusznie, ale mój sasiad był jeszcze gorszy". Każdy ma własne sumienie, nie szukajmy usprawiedliwienia w postawie "inni tez tak robią".
Kontynuując temat zbawienia - mam też wątpliwości odnośnie "wierzących inaczej".  Na świecie jest np. sporo muzułmanów. Dla nich wiara w Allacha to wiara przodków, jedyna słuszna i jedyna prawdziwa. Natomiast chrześcijaństwo to symbol znienawidzonego Zachodu i Ameryki, okupującego kraj i walczącego z muzułmanami. Czy można od nich oczekiwać, że nagle pokochają Chrystusa i zmienią wiarę ? Nie mają więc żadnych szans na zbawienie. A co by było gdyby Jan III Sobieski nie zwyciężył pod Wiedniem ? Może w chuście na głowie szłabym dziś nie do kościoła, a do meczetu ? Albo nigdzie bym nie szła tylko siedziałabym w haremie ? Na tak wiele rzeczy wpływa przypadek (choć pewnie zgodnie jakimś Boskim planem - starannie zaplanowany), ze trudno uwierzyć, aby tylko niektórzy dostali szansę na wieczne szczęście.

Tak więc - mając znikome szanse na racjonalne zrozumienie boskich zamiarów - w pewne rzeczy po prostu wierzę, bez przeprowadzania dowodu naukowego. Zreszta nawet matematyka ma swoje aksjomaty ...
A jako że niedziela jest piękna, słońce ślicznie świeci - sprawdzę, czy nie poszłam z psem na spacer. To tez będzie dobry uczunek, prawda ?   

| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS