Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
sobota, 24 marca 2007

Ewangelia na niedzielę 25 marca

Jezus natomiast udał się na Górę Oliwną. Rankiem jednak przybył ponownie do świątyni. A gdy cały lud przyszedł do Niego, usiadł i nauczał ich. Wtedy nauczyciele Pisma i faryzeusze przyprowadzili do Niego kobietę przyłapaną na cudzołóstwie. Postawili ją na środku i powiedzieli do Niego: "Nauczycielu, te kobietę dopiero co przylapano na na cudzołóstwie. Mojzesz polecił nam w prawie, aby takie kobiety kamieniować.   A jakie jest Twoje zdanie  ? Mówili to, wystawiając Go na próbę, aby móc Go oskarżyć. Jezus tymczasem pochylił się i pisał palcem na ziemi. A gdy oni nie przestawali sie dopytywać, wstał i rzekł" "Ten z was, który jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci w nią kamieniem" . I znowu się pochylił i pisał na ziemi. Gdy to usłyszeli, zaczęli po kolei rozchodzić się, poczynając od starszych ludu, tak że w końcu został tylko On i stojąca pośrodku kobieta. Gdy Jezus wstał, zapytał ją: "Kobieto, gdzie oni są ? Nikt Cię nie potępił ?" Ona zaś odparła: "Nikt, Panie". Wtedy jej oświadczyl : "Ja też cię nie potępiam. Idź, lecz odtąd juz nie grzesz". 

To moja ulubiona przypowieść ewangeliczna. Przypomina nam o tym,  że nikt nam nie dał prawa do potępiania innych, chociaż to takie łatwe i przyjemne. Potrafimy pokazywać jakie grzechy mają na sumieniu inni, zapominając o naszych własnych.  Spróbujmy jednak wyobrazić sobie, że obok nas stoi Jezus i pisze na piasku nasze winy. Może to pozwoli na większą empatię wobec słabości innych ? Słowa te warto dedykować szczególnie ludziom bardzo radykalnym w poglądach (szczególnie politykom) .
Ja sama zawsze staram się pamiętać o tym, że w ostatecznym momencie stanę sama wobec Boga. I ocenie podlegać będzie moje  życie i to w wartościach bezwględnych, a nie  w porównaniu z innymi ...

SPOWIEDŹ ŚW.

"Weźmijcie Ducha Świętego!
Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone,
a którym zatrzymacie - są im zatrzymane"

Sakrament Pokuty. Tak ważny w naszym życiu. Pozwala rozpocząć wszystko od początku, zmienić nasze życie na lepsze. Dający nadzieję ....

  • Rachunek sumienia
    czyli bilans tego co złe w naszym życiu.  W niektórych sprawach chętnie znajdujemy usprawiedliwienie dla własnych słabości, ale czy przypadkiem nie okłamujemy samych siebie ? Czy nie "omijamy" pewnych przykazań ?
  • Wyznanie grzechów
    w konfesjonale siedzi kapłan. Słyszy to co mówimy, rozmawia z nami. Ale przecież nasze grzechy wyznajemy Bogu. Bogu, który wie co chcemy i co powinnismy powiedzieć. Szczere wyznanie grzechów to nie szukanie ładnych słów, które zneutralizują wymowę naszych czynów. Po co ?  Tylko pełna całkowita szczerość pozwoli nam naprawdę odczuć moc tego Sakramentu. A i nam samym tez pomoże... Zrzucając z siebie cały balast zła - uwalniamy się od niego. 
    I może głupio to zabrzmi w tym miejscu, ale z punktu widzenia psychologicznego takie oczyszczenie ma też bardzo ożywcze działanie. Możemy wyrzucić z siebie to, o czym najczęściej chcielibyśmy zapomnieć .  
  • Żal za grzechy
    teoretycznie to oczywiste. Ale czy na pewno ? Niektóre z grzechów są bardzo przyjemne, prawda ? I jak tu za nie szczerze żałować ? Może najlepszą metodą będzie zapamiętanie, że właśnie przez ten grzech odepchnęliśmy od siebie Jezusa ? I straciliśmy zbawczą moc łaski uświęcającej ?
  • Postanowienie poprawy
    No właśnie. "Idź i nie grzesz więcej". W tym momencie nawyraźniej odzwierciedla się szczerośc naszego żalu za grzechy. Człowiek jest słaby, wiadomo, że upada, ale czy można odejść od konfesjonału z myślą, ze np. idą święta, pójdę 3 razy do Komunii, a za tydzień znowu .... 

 W sprawch Spowiedzi Św. jestem straszliwie rygorytyczna dla samej siebie. Wszystkie nękające mnie wątpliwości tłumaczę na swoją niekorzyść - traktując to, że moje własne sumienie podpowiada mi, że coś jest nie tak. I rzeczywiście zawsze bardzo poważnie podchodziłam do tego Sakramentu. Nigdy nie potrafiłam pójśc do Spowiedzi "z biegu" - zawsze potrzebuję przygotowania. Ma to swoje i złe i dobre strony. W każdym razie po uzyskaniu rozgrzeszenia - naprawdę czuję wewnętrzną ulgę i radość. 

Pamiętam jak byłam dzieckiem - w moim domu rodzinnym był zwyczaj, że przed pójściem do Spowiedzi - przepraszało się pozostałych. Taki swoiste pojednanie z ludżmi przed pojednaniem z Bogiem. Patrząc na to teraz - wydaje mi się, że był to piękny zwyczaj. Załuję, że nie przeniosłam tego zwyczaju do własnego domu. Moze dlatego, że zwyczaj ten obowiązywał tylko dzieci, dorosłych juz nie ?

Znowu się pewnie powtórzę, ale każdy ksiądz to tez człowiek. Ma też swoje dni lepsze i gorsze. A siedzący w konfesjonale kapłan może mieć duży wpływ na nasze pojednanie z Bogiem. A każdy pewnie trafił w swoim życiu na różne przypadki, prawda ? Ja też. Spotkałam wielu wspaniałych spowiedników, rozmowa z którymi była naprawdę wspaniałą katechezą. Zdarzały mi się tez przypadki typowo szablonowe, w stylu : powiedz grzechy, za pokutę odmów... , stuk-puk, następny proszę. No cóż, formalność została spełniona, ale niedosyt pozostał.
Ale zawsze pozostaje modlitwa, która moze uzupełnić nasze pojednanie z Bogiem....  

    

piątek, 23 marca 2007
Kilka dni temu w hiszpańskiej prasie ukazał się artykuł poświęcony Polsce - "Polska budzi grozę". Autorka opisuje tam Polskę jako kompletny ciemnogród, ale mniejsza o to. Główną tezą artykułu jest polski antysemityzm i to odwieczny. Wprost pisze o tym, że obozy zagłady powstały właśnie w Polsce dlatego, że panujący klimat sprzyjał holokaustowi. A sami Polacy odpowiadają za 2/3 wymordowanych ofiar. Hiszpańskiego nie znam, treść artykułu poznałam dzięki przekazom medialnym i rozważałam napisanie notki na ten temat, ale nie tu,tylko na moim blogu poświęconym polityce. Zdanie zmieniłam wczoraj.
W telewizji TVN24 była świadkiem wywiadu na żywo z autorką artykułu Pilar Rahola. I usłyszałam coś,co mnie kompletnie zszokowało. Hiszpańska dziennikarka wyjaśniając co miała na myśli - sprecyzowała niektóre tezy swojego artykułu. Pomijając pozostałe sprawy - uszczegółowiła odpowiedzialność za wymordowanie Żydów. Chodziło jej nie tyle o Polaków, co o Kościół Katolicki. Litościwie dodała, że nie tylko polski - równiez hiszpański .... Swoim nauczaniem od wielu lat szerzący antysemityzm.
Jakim cudem prowadzący wywiad Piotr Marciniak nie zaniemówił - nie mam pojęcia. Wprawdzie sytuację utrudniało bezpośrednie, tłumaczenie na żywo, ale mimo wszystko .

Polski antysemityzm to temat na zupełnie oddzielną dyskusję i nie o tym chciałabym pisać. Zachowania ludzi podczas wojny były różne i to nie tylko w Polsce. Wśród tych ludzi - zarówno wydających ukrywających się Żydów jak i wśród ratujacych ich przed zagładą z pewnością byli i księża. I co z tego ? Byli pewnie też piekarze czy murarze, o cyklistach nie wspominając . Ale czy da się z tego wyciągnąć tak daleko idące wnioski ? Przyjmując taki tok rozumowania można udowodnić dowolną tezę z dowolnych faktów. Ale co ma to wspólnego z logiką, nie wspominając już o prawdzie ?

Nie wiem co dokładnie chciała udowodnić autorka swoim artykułem. Raczej nie była to obrona narodu żydowskiego. Bardziej już pasuje mi, szczególnie w kontekście wczorajszych wypowiedzi - atak na Kościół Katolicki. Ciekawe, co o artykule myślą Hiszpanie ? Zawsze wydawało mi się, że Hiszpania to kraj katolicki....
Trudno też w sposób merytoryczny polemizować z takim stanowiskiem. Przypomina mi to w pewien sposób burzę nad wyreżyserowaną przez Mela Gibsona "Pasją". Jak można było pokazać, że Żydzi doprowadzili do ukrzyżowania Chrystusa ? To tez było antysemickie, prawda ?
I kto wie, czy za chwilę jakiś wyznający islam dziennikarz nie oskarży Kościoła o szerzenie poglądów sprzecznych z muzułmańskim widzeniem świata ? I będzie miał rację .....

niedziela, 18 marca 2007

Dziś Uroczystość Świętego Józefa. A ponieważ znalazłam materiał w moich starociach - więc będzie na pożółkłych kartkach. Z wyjątkiem zdjęcia - w oryginale jest czarno-biały obraz konajacego Św. Józefa, a prz Jego łożu - Jezus i Matka Boska. Padł mi jednak skaner - więc poszukałam w sieci i na stronie  szczytniak.republika.pl/krzyz.html znalazłam to :

  

Święty Józef 

Z "Przewodnika Katolickiego" z 16 marca 1930 roku

NA UROCZYSTOŚC ŚWIĘTEGO JÓZEFA
19 MARCA

W ramionach Jezusa i Marji 

Gdy wielkopostne biją dzwony,
Gdy Gorzkich żalów nuta płynie,
Posłuchaj głosów z tamtej strony,
O tej, co przyjdzie, myśł godzinie!
Na Józefowe spójrz konanie
 ramionach Boga, Bożej Matki: -
Niech troje tych przy tobie stanie.
Gdy przyjdzie wydac tchu ostatki.

 

ŚWIĘTY JÓZEF
Oblubieniec Najświętszej marji Panny

   Społeczność katolicka szczególną cześć oddaje Józefowi św. Papież Pius IX ogłosił go w roku 1871 głównym patronem Kościoła. Czcimy go również jako patrona rodzin chrześcijańskich i patrona dobrej śmierci. 
   Niektórzy pisarze dowodzą, ze św. Józef już w młodych latach złożył ślub czystośći, tak samo, jak uczyniła to Najświętsza Panna, od dzieciństwa swego poświęciła się na służbe Bożą w świątyni w Jerozolimie. W ten sposób, gdy Marja Panna z woli Boga zawarła związek małżeński ze św. Józefem, według wyrażenia jednego z wielkich pisarzy kościelnych - "dziewictwo jednego połączone zostało z dziewictwem drugiego" i związek ten był jakby związkiem dwojga aniołów.
   Opiekuńczą rolę św.Józefa nad święta Rodziną uwydatnia Ewangelia zaróno podczas ucieczki do Egiptu, jak i podczas pobytu w Nazarecie, gdzie Jóżef św. z pracy rąk utrzymywał Jezusa i Marję.
   Żaden święty nie dostąpił tego zaszczytu i tego szczęścia, które było udziałem św.Józefa.  Codziennie oglądał swojego Boga i odkupiciela, był świadkiem Jego dziecięcych, niewinnych igraszek, był Jego opiekunem i żywicielem, świadkiem pierwszego wystąpienia w świątyni jerozolimskiej, gdzie jako dwunastoletnie pacholę zadziwił Jezus Swą mądrością doktorów uczonych w piśmie. A kiedy liczący okolo siedemdziesiąt i pięc lat świątobliwego życia św. Józef odejśc miał do nieba po nagrodę wieczną, zasnął narękach Marji i Jezusa - na rękach Tego, któremu sam był Piastunem. 

Komentarz taki nieco infantylny, prawda ? Przynajmniej z dzisiejszej perspektywy. Niemniej jednak - św. Józef jest patronem rodzin i dobrej śmierci do dzisiejszych czasów. I stanowi wzór do naśladowana dla wszystkich ojców ...    

 

 

Ewangelia na niedzielę 18 marca

Syn marnotrawny

Przypowieść o zaginionej owcy
Schodzili się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: "On przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy tę przypowieść : "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z  nch, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie szuka tej zaginionej, aż ją znajdzie? A kiedy ją znajdzie, bierze ją z radości ana ramiona. Po powrocie do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłęm moją zaginiona owcę" . Mówię wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika. który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Przypowieść o zagubionej drachmie
Albo gdy jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czy nie zapala lampy, nie zamiata domu i nie szuka starannie aż ją znajdzie ? A kiedy ją znajdzie, zwołuje przyjaciólki i sąsiadki i mówi: Cieszcie sie ze mną, bo znalazłam drachmę, która zgubiłam. Mówię wam: Taka sama jest radość wśród aniołó Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.

Przypowieść o miłosiernym ojcu
Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która mi przypada. Wtedy on rozdzielił między nich majątek .   Niedługo potem młodzy syn zabrał wszystko i wyjechał do dalekiego kraju. Tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.  Kiedy wszystko wydał, nastał w tym kraku wielki głód i również i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i zatrudnił się u jednego z mieszkańców tego kraju, a on  posłał go na swoje pola, żeby pasl świnie. Pragnął najeść się strąkami, którymi karmiły się świnie,  ale i tego nikt mu nie dawał. Zastanowił sie nad sobą i stwierdził: Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. Wstał więc i poszzedł do swojego ojca. A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się.  Pobiegł, rzucił mu sie na szyję i ucałował go. Syn mu powiedział: Ojcze zgrzesyłem wobec ciebie. Już nie jestem godny nazywaś się twoim synem. Wtedy ojciec powiedział do swoich sług: Szybko przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i bawić  się, bo ten syn mój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.
Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był już blisko domu, usłyszał muzyke i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał,  co sie wydarzyło.  On mu powiedział : Twój brat wrócił i ojciec zabil tłuste cielę, bo odzyskał go zdrowego.. Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Wyszedł więc ojciec i zachęcał go do wejścia . Lecz on powiedział do ojca: Tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego polecenia, ale ty nigdy nie dałeś mi nawet koźlęcia, abym mógł sie zabawić z przyjaciółmi. A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę.   On mu odpowiedział: Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie. Przecież trzeba sie bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się. 

         Ewangelia wg Św. Łukasza, 15 , 1- 32

Dzisiejsza przypowieść o ojcu miłosiernym wydaje się na perwszy rzut oka bardzo niesprawiedliwe. Odruchowo utożsamiamy się z starszym bratem, który trwając wiernie przy ojcu - nie otrzymuje żadnej nagrody. Uhonorowany zostaje natomiast syn-utracjusz . Niesprawiedliwe, prawda ?
Myślę jednak, że tylko na pierwszy rzut oka. Przy głębszej refleksji wygląda już to nieco inaczej. Przede wszystkim - przypowieść ta znana jest powszechnie jako przypowieśc o synu manotrawnym. A tymczasem - przynajmniej w moim wydaniu Pisma Św. - jest mowa o miłosiernym ojcu. I to powoduje już decydująca różnicę. Pokazuje nam wielką miłość Boga, który zawsze na nas czeka z otwartymi ramionami, gotów nas przyjąć z radością. Nie ma zatrzaśniętych drzwi - zawsze możemy powrócić. Nawet najgorszy zbrodniarz ma tą szansę - Boskie Miłosierdzie nie ma granic. 
I czy ta Ewangelia nie jest piękna ?  Pewnie niewiele jest osób, które mogą o sobie powiedzieć, że nigdy nie zboczyły z drogi, stając się w pewien sposób owym synem marnotrawnym.  Czyż  więc nie niesie to dla nas przesłania nadziei, że nie wszystko jest stracone, nawet - jeśli odeszliśmy daleko i na długo ?
A niezależnie od tego - postawa starszego brata też niekoniecznie jest godna naśladowania. Owszem , trwał zawsze przy ojcu, ale odczytując to bardzo literalnie - czy to wszystko ? Czy wystarczy jeżeli z bojaźni nie bedę zabijać, kraść, chodzić w niedzielę do kościoła ? Czy Jezus nie oczekuje czegoś więcej ? I wcale nie ze strachu przed Bożą karą, ale z miłości do Boga ?
Czy nie powinniśmy też się cieszyć z każdego nawrócoengo grzesznika ?  A może powinniśmy stać się "starszym bratem", który odszukuje brata marnotrawnego, podaje mu rękę i przyprowadza go do domu ojca ? ... Jakaż to by byla radość !

piątek, 16 marca 2007

Ostatnio w mediach często można spotkac różne informacje poświęcone Kościołowi, a ściślej biorąc - patologiom się w nim pojawiającym . Co chwila można się natknąć na związane z księżmi doniesienia o przypadkach pedofilii, molestowania, porzucania stanu duchownego czy afer finansowych. Współpraca niektórych kapłanów z służbami specjalnymi to juz w ogóle prawie osobna dziedzina historii. No i oczywiście Ojciec Tadeusz Rydzyk, ale ze względu na jego działalność stricte polityczną - nie zaliczam tego przypadku do tytułowej nagonki na Kościól.
Jestem i zawsze byłam zwolenniczką szeroko pojętej wolności. Brak cenzury uważam za jedną z ważniejszych zdobyczy demokracji. W Kościele polskim nagromadziło sie sporo problemów, które latami przemilczane i ukrywane - teraz ze zdwojoną siła wychodzą na światło dzienne. I dobrze, że tak się dzieje - najlepszym sposobem na rozwiązanie problemów jest szczere zmierzenie sie z nimi. Niemniej jednak mam wrażenie, że ostatnio modne stało się pokazywanie takich przypadków. Taki trend ?

Przez różne stacje telewizyjne przetoczył się korowód księży, któzy porzucili kapłaństwo. Powody w każdym z tych przypadków z pewnością były różne. W żadnym jednak z tych przypadków nie odpowiedziano właściwie - dlaczego tak się stało. Chociaż to akurat jest dla mnie zrozumiałe - niezależnie od przyczyn i motywacji jakimi kierowali się ci duchowni - z pewnością jest to dla nich wielki dramat. Dramat, który trudno przedstawić w kilkuminutowej rozmowie w studio. Podobna sytuacja występuje również w odniesieniu do oskarżeń o współpracę ze służbami specjalnymi PRL-u.  Co chwilę dowiadujemy się o rewelacjach z teczek kolejnych księży. Książka ks. Isakowicza-Zaleskiego stała sie wielkim wydarzeniem politycznym. Oczywiście, księża w czasach PRL-u byli grupą znajdującą się w kręgu szczególnego zainteresowania SB. Większość z nich wyszła zwycięsko z tego starcIa, aczkolwiek byli tacy, którzy ulegli. I to właśnie jest news ! Im bardziej znane nazwisko - tym lepszy. A jeżeli uda się połączyć kilka spraw naraz - to już w ogóle super. Niechlubny bohater molestowania kleryków Abp Paetz - jak się okazało - też był uwikłany w wspólpracę z bezpieką. Niedoszły metropolita warszawski - Abp Wielgus - nie tylko, że fatalnie zapisał się w pamięci w ostatnim okresie - to jeszcze ciągnie się za nim "zamiatanie pod dywan" afer seksualnych i finansowych na terenie diecezji płockiej.
Do tego wszystkiego  warto dołożyć zainteresowanie mrocznymi tajemnicami kryjącymi się za murami klasztoru Betanek w Kazimierzu. Z tego co czytałam  - powstała tam jakaś sekta, na czele któej stoi ksiądz franciszkanin, a łączy ich wspólnota nie tylko duchowa, ale równiez jak najbardziej cielesna.  W ostatnim czasie czytałam także wywiady z byłymi księżmi i ich żonami. A w tym tygodniu - artykuł o ciężkiej doli niekatolików w Polsce -  w aspekcie zmuszania dzieci do nauki religii.  
A naprawdę - nie biore do ręki żdnych tabloidów, "Nie" Urbana czy "Faktów i mitów" itp.

Jeszcze raz powtarzam - o wszystkich tych sprawach należy mówić głośno i otwarcie. Zaczynam się jednak niepokoić wzrastające nasilenie tego typu tematów. Daleka jestem od spiskowej teorii dziejów. Przyczyna tego moim zdaniem jest bardziej prozaiczna. W ostatnim czasie niektóre partie polityczne, w tym z koalicji rządowej, usilnie wciągają Kościół i jego autorytet do polityki. Przeciwnicy polityczni robią więc to samo I odreagowuj tą sytuację właśnie wzmożonym obnażaniem wszystkich jego grzechów.   Koło się zamyka.
Walka z tą nagonką może zaskutkować jedynie zwiększeniem fali krytyki. Może jednak warto się zastanowić, czy nie warto byłoby odciąć się od tych pierwszych ? Tym bardziej, że jakoś nie potrafię uwierzyć, że chodzi im o dobro Kościoła, a nie o doraźne cele polityczne. "Boże chroń mnie od przyjaciół, z wrogami poradzę sobie sam" ...

Niezależnie jednak od tego - pamiętajmy o tym, że Kościól to ludzie (z wszystkimi wadami i zaletami, dobrzy i źli, mądrzy i głupi). Ludzie zjednoczeni w wspólnocie wierzących w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi ...  I to jest najważniejsze ...

poniedziałek, 12 marca 2007

OSTATNIA WIECZERZA

"To czyńcie na moją pamiątkę ..."

Eucharystia to Sakrament upamiętniający Ostatnią Wieczerzę. Widoczny podczas każdej mszy św. podczas przemiany chleba i wina w Ciało i Krew Chrsytusa. 
I jednocześnie tak bliski poprzez Komunię Swiętą....

Ja sama wielokrotnie odczułam zbawczą moc tego Sakramentu. Przystępując do Komunii św. naprawdę umacniam się i to nie tylko w wierze, ale nabieram sił do zwykłych codziennych spraw, zmartwień i kłopotów. Takie dziwne uczucie jednocześnie lekkości i obecności Boga we mnie ...  

Każdy z nas pewnie dobrze pamięta swoją Pierwszą Komunię Świętą. Pierwszy raz w pełni mogliśmy uczestniczyć w mszy św. A dokładając do tego całą otoczkę związaną z uroczystością rodzinną i otrzymywanymi prezentami - dla każdego dziecka jest to z pewnością wielkie wydarzenie.


Dla mnie też było, chociaż w trochę inny sposób. Nie wiem, czy obecnie też to funkcjonuje (raczej nie słyszałam), ale w latach 60-tych w mojej parafii było coś takiego jak wczesna Komunia Święta. Już jako mały szkrab uczestniczyłam w lekcjach religii dla przedszkolaków. Katechezy prowadziła cudowna siostra Monika - wspominam Ją naprawdę ciepło.  Jako że całe życie uczyłam się dużo i chętnie - szybko poznałam wszystkie podstawowe modlitwy, przykazania itd. W rezultacie - wraz z grupą innych wyróżniających sie dzieci, mając 6 lat - przystąpiłam do Spowiedzi i do Komuni Św. Ceremonia była identyczna jak tradycyjna I Komunia, miałam białą sukienkę, wianek z mirtu (u nas mówiło się na mirt - merta). nawet gości miałam i jakieś prezenty dostałam . Na religię oczywiście chodziłam nadal i rok później, przy selekcji dzieci gotowych do przyjęcia - okazało się, że jest ich za mało.  Żeby grupa była większa - zostałam ponownie "dokoptowana" i znowu przyjęłam wczesną Komunię Św. . Oczywiście przez cały rok normalnie chodziłam i do spowiedzi i do Komunii . A gdy w kolejnym roku sytuacja się powtórzyła - byłam juz chyba lekko zirytowana. Na szczęście w następnym roku byłam już w trzeciej klasie i z cała  klasą  miałam normalną I komunie Świętą . I w  końcu dostałam upragniony zegarek (standardowy prezent pierwszokomunijny w tamtych czasach) .
Teraz po latach oceniam to, że pewnie mój proboszcz trochę naciągał statystyki takimi manewrami.  Ale jakoś to przebolałam, szczególnie, że obecnie w pracy też często jestem zmuszana do "malowania trawy na zielono". Chociaż teraz często się stawiam ...     

sobota, 10 marca 2007

Ewangelia na niedzielę 11 marca

Pismo św.

   W tym czasie przyszli jacyś ludzie, którzy opowiedzieli Mu o Galilejczykach, których Piłat zabił, gdy składali ofiiary. On im tak powiedział: "Uważacie, że ci Galilejczycy, którzy to uciepieli, byli większymi grzesznikami od wszystkich innych Galilejczyków ? Otóż nie ! Ale mówię wam, że jeśli sie nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Czy uważacie, że tamtych osiemnastu, na których zawaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż wszyscy mieszkańcy Jeruzalem ? Otóz nie ! Ale mówię wam, że jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie" . 

Ewangelia wg św. Łukasza, 13, 1-5 

Dzisiejsza Ewangelia rozwiewa złudzenia - nie wystarczy nie grzeszyć, aby zapewnić sobie spokojne życie na ziemi. Nic z tego, chociaż to takie ludzkie, prawda ? Chcielibyśmy dostać nagrodę już teraz, tak samo jak chcielibyśmy widzieć jak kara spotyka tych, którzy nas skrzywdzili. Ale Jezus wyraźnie mówi - to nie tak. Ci, których spotkało nieszczęście - wcale nie byli największymi grzesznikami. I napomina nas - nawracajcie się, gdyz też tak zginiecie. 
Nie oczekujmy więc od Boga, że będzie wykonawcą naszej ludzkiej, doczesnej sprawiedliwości. Boskie wyroki są zupełnie inne - trudno je nam zrozumieć, czasem trudno się z nimi pogodzić. Czy zdarza się Wam zadawać retoryczne pytanie "za co mnie Boże tak karzesz ?" . Dzisiejsza Ewangelia mówi nam wyraźnie - spotykające nas nieszczęścia nie sa karą za nasze czyny. Na to przyjdzie pora. Nie oczekujmy jednak także ziemskiej nagrody za to co w nas dobre. Wśród moich znajomych nawet używa się często stwierdzenia, że każdy dobry uczynek musi zostać ukarany - oczywiście podchodzimy do tego z przymrużeniem oka, ale faktycznie - czasem się sprawdza . Może jednak większa będzie nasza nagroda po śmierci ? Cóż więc nam po tej chwili wobec wieczności ?   
Podobno - im bardziej Bóg kogoś sobie upodobał - tym cięższe brzemię na niego zsyła .....

Bierzmowanie

Boże wszechmogący,
Ojcze naszego Pana, Jezusa Chrystusa,
który odrodziłeś te sługi swoje
przez wodę i Ducha Świętego
i uwolniłeś ich od grzechu,
ześlij na nich Ducha Świętego Pocieszyciela,
daj im ducha mądrości i rozumu,
ducha rady i męstwa,
ducha umiejętności i pobożności,
napełnij ich duchem bojaźni Twojej.
Przez Chrystusa, Pana naszego.

Bierzmowanie to drugi z Świętych Sakramentów. Stanowi jakby pasowanie na dojrzałego wiarą chrześcijanina. A przede wszystkim - obdarzenie darami Ducha Świętego i zaświadczenie samym sobą - tak, jestem Katolikiem i okazują to myślą, mową i uczynkiem. 
Bierzmowanie jest sakramentem udzielanym przez biskupa. Podczas ceremonii nastepuje namaszczenie olejem świętym, nałożenie ręki na głowę i wymówienie słów "Przyjmij znamię daru Ducha Świętego".  

Wspominając swoje własne bierzmowanie - czuję się trochę pokrzywdzona. Nie wiem dlaczego, ale nie bylo to żadne wydarzenie w życiu mojej rodziny. Owszem, pamiętam swoje przygotowania, ale związane były tylko z nauką i koniecznością zdawania poszczególnych partii materiału. A ponieważ z nauka zawsze radziłam sobie sama - nikt tego wraz ze mną nie przeżywał. Samo pójście do kościoła - a byłam tylko ja i będąca moim świadkiem ciocia , było takim wyjściem trochę pomiędzy zrobieniem zakupów i wypiciem kawy.  Nawet wybór patronki był kompletnie nieprzemyślany. Kim była Św.Teresa ? Nie mam bladego pojęcia - a więc mam zadanie: poszukac i dowiedziec się. O wynikach z pewnościa napiszę na blogu. 

Z czasów lat nastu zapamiętałam też, że Bierzmowanie jest konieczne do otrzymania kolejnych Sakramentów - Małżeństwa czy Nnamaszczenia Chorych. Czy tak jest nadal ? A moze źle zapamiętałam ? Kto wie - niech się odezwie.  

W ostatnim czasie media sporo czasu poświęcają naszemu duchowieństwu. Lustracja kapłanów - kto współpracował, a kto nie, skandale obyczajowe, a także porzucanie kapłaństwa. Nie wiem, dlaczego zrobił się to tak modny temat ? Podejrzewam, że podobne problemy w Kościele polskim występowały też dużo wcześniej, ale po prostu nie mówiono o tym. A ostatnie dni to ciągłe doniesienia o tym, ze kolejny ksiądz "zrzucił sutannę". Nie wiem, czy statystyki mówiące o 20% takich porzuceń są prawdziwe. Problem pewnie jest i powinno się o nim mówić, chociaż złe wrażenie robi na mnie taka swoista atmosfera sensacji.
Moim zdanie każdy kapłan to człowiek, który kiedyś wybrał taka a nie inną drogę życiową. Kapłani porzucający stan duchowny z pewnością przeżywają osobisty dramat. Może to kryzys wiary ? Może kiedys źle odczytali swoje powołanie? Problemy z zachowaniem celibatu ? Nie można generalizować i wrzucać wszystkich do jednego worka. Myślę, że nie można też na siłę zmuszać nikogo do otwierania się przed szeeroka opinie publiczną, żeby opowiedział , wytłumaczył się. To sprawa sumienia - czyli bardzo osobista i szukające sensacji media powinny wiedzieć, kiedy należy sie zatrzymać. 

A z mojego punktu widzenia - myślę, że czas sobie uświadomić, że Polska niekoniecznie jest najbardziej katolickim krajem na świecie i wysokie dotąd statystytyki powołań nie przeradzają się automatycznie w równie wysoką jakość tych powołań. Módlmy się za naszych kapłanów, ale pamiętajmy, że są tylko ludźmi ....      

    

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS