Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
środa, 07 marca 2007

Z "Przewodnika Katolickiego" 9 marca 1930 roku

Kto je ponownie odkrył

   Katakumby! Z pewnością każdy z was słyszał o tych olbrzymich podziemnych cmentarzach, które okalają Rzym dzisiejszy. Kto będzie miał szczęście jako pilegrzym zawitac do wiecznego miasta, koniecznie powinien zobaczyć naocznie te miejsca święte. Były one poprzez średniowiecze az do najnowszych czasów niemal zapomniane i nieznane. Dopiero około połowy zeszłego wieku znakomity uczony włoski de Rossi przypadkiem odkrył przy starożytnej via Appia podziemną krptę papieża św. Korneljusza. Niebawem roszerzono wykopaliska i ukazały się w całości słynne katakumby św.Kaliksta.
   Odtąd rozpoczęła sie gorączkowa praca nad odkryciem innych katakumb. Odkopanych, jakkolwiek mało zbadanych, jest około 50 katakumb. Długośc krużganków katakumbowych obliczają uczeni na kilkaset kilometrów.  

Jakim celom służyły katakumby. 

   Ze wszystkich katakumb najwięcej znane i najliczniej odwiedzane sa katakumby świetego Kaliksta. Pius  IX oddał straż nad temi katakumbami Ojcom Trapistom, którzy opodal maja swój klasztor. Pod wodza tych zakonników zwiedzaja pielgrzymi świete podziemia. Ileż to wspomnień z zamierzchłych czasów ciśnie się do duszy i serca, gdy po raz pierwszy schodzi się do tych ciemnic tajemniczych. Tu znaleźli miejsce spoczynku pierwsi chrześcijanie. Tu zbierali się na wspólne modły. Tu nieraz chronili się przed srogimi przesladowcami. Groby wyżlobione są w piasku wulkanicznym po obu stronach krużganku. Czasem krużganki te rozszeszają się i tworzą kaplice, w których były złożone niegdyś ciała męczenników.  Katakumby św.Kaliksta pochodza z II wieku po Chrystusie.
   Krypta papieży w katakumabach św. Kaliksta mieściła niegdyś groby 13 papieży z III. wieku po Chrystusie. Zachowały się jeszcze częściowo napisy grobowe. W głębi krypty jest ołtarz, na którym była odprawiana msza św.  Od tej kaplicy mały korytarz prowadzi do krypty świętej Cecylii. Tutaj spoczywały zwłoki tej wielkiej Świętej, zanim je papież Paschalis I w roku 818 przeniósł do kościoła św. Cecylii na Zatybrzu.

Jak przemawiali pierwsi chrześcijanie do swoich drogich zmarłych:
napisy na nagrobkach . 

   W pobliżu krypty papieży znajdują się mniejsze kaplice, ozdobione malowidłami z Pisma św. : Noe wita z radością gołebia, któy trzyma w dziobie gałązke oliwną; Mojzesz uderza w skałę, zktórej wytryska źródło; trzej młodzieńcy w piecu gorejącym. Łazarz powstaje z grobu, Jonasz wydobywa się z paszczy wieloryba. Takiemi obrazami pocieszali się pierwsi chrześcijanie cierpiący i prześladowani, gdy na modlitwę schodzili sie do katakumb. Inne wyobrażenia, jak uczta z chlebem i rybą (symbolem Chrystusa), cud rozmnożenia chleba i ryb, mają łącznośc z Najśw. Eucharystią. Stąd też kaplice te nosza nazwę Najśw. Sakramentu.
   Po krużgankach widzimy duzo napisów, wyrytych na płytach marmurowych, zawieszonych na ścianach; służyły one dawniej na pokrycie grobu. Napisy te pięknie i wyniośle wyrażaja myśł chrześcijańską: "Pokój  Tobie w Panu ! Pokój Tobie z aniołami ! Żyj zawsze w Bogu !". Czesto napisy te zdobią różne znaki, jak gałązka palmowa - symbol zwycięstwa; gałązka oliwna oznacza poój wieczny.

W katakumbach dzisiaj już przeważnie niema relikwii. 

   Niema w katakumbach relikwii świętych męczenników. Poprzenoszono je przeważnmie do kościołów. Jednakże miejsca te nie straciły nic dla nas ze swej świętości i dostojności, żyje w nich potęga i moc gorącej wiary pierwszych chrześcijan, żyje duch onych bohaterów, co z pogarda w sercu, z męstwem i odwaga poświęcali swe życie za Chrystusa i Jego Kościół św.

X. Dr. Stanisław Janicki

Wzruszające wspomnienia. Taka wycieczka do samych źródeł chrześcijaństwa. A ponieważ jestem wychowana na Sienkiewiczu (pokolenie mojego syna niestety już nie - dla nich to nudy) - wprost widzę tam przechadzających sie bohaterów "Quo Vadis". Ale oczywiście nie tych z ostatniej naszej ekranizacji, ale tych z ksiązki... Film widziałam, moim zdaniem jest luźno związany z jednym z wątków powieści. Czytając natomaist książkę - wprost czułam korzenie mojej wiary....
Będąc kilka lat temu na wycieczce we Włoszech - spedziłam w Rzymie 3 dni. Niestety, w katakumbach nie byłam. Szkoda. Może jednak kiedys mi się uda ? W tej chwili z pewnością juz są bardziej przystosowane do masowego ruchu turystów. Może jednak nie zatraciły sowjego specyficznego klimatu ?
Kto był - może skonfontowac sowje wspomnienia z tymi przed 77 lat.    

katakumby
       

poniedziałek, 05 marca 2007

Dziś trochę niecodziennie, ale okazja ku temu ważna. 
Moja siostrzenica, Oleńka wkracza jutro - 6 marca,  w dorosłość.


A więc już dziś , w wigilię osiemnastych urodzin życzę Ci,  Oleńko :

Jeszcze wielu wspaniałych osiemnastek,

zawsze wśród kochających Cię ludzi, 

zawsze z Bogiem w sercu

i nadzieją,,

że to co - co najpiękniejsze 

jeszcze w życiu zdarzyć sie może ....

Bukiet dla Oli

 

I nie zapominaj o muminkach :)

muninki

 

A wszystkich odwiedzających mój blog - proszę o przyłączenie się do moich życzeń. :)

   

 

  

niedziela, 04 marca 2007

Święty Kazimierz Królewicz

Patronem dzisiejszego dnia jest Święty Kazimierz Królewicz. Główny patron Litwy i młodzieży litewskiej. Bardzo pobożny. W ikonografii często ukazywano Go klęczącego przed drzwiami kościoła - czekajacego na jego otwarcie. Zmarł w wieku 26 lat, na grużlicę. Proces beatyfikacyjny rozpoczeto wkrótce po Jego śmierci, ale na skutek różnych perypetii i zaginęcia dokumentów - ostatecznie został został uznany świętym w roku 1602 - 118 lat po swoej śmierci. Z tej okazji otwarto grób i okazało się, że Jego ciało w ogóle nie jest naruszone. Ciało ni ebyło balsamowane, a sam grób raczej wilgotny. W trumnie znaleziono również pergamin z hymnem ku czci Maryji "Omnii die dic Marie" - aż do śmierci sław Maryję. 

A zgodnie ze starym zwyczajem - dziś Kaziuki. Na jarmarkach odpustowych dominują precle, obwarzanki - wszystko rodem z wileńszczyzny ...         

No i swoje imieniny obchodzi dizs BP Kazimierz Nycz - wczoraj ogłoszony nowym metropolitą warszawskim. Życzmy Mu wszyscy pomyślności w kierowaniu Kościołem polskim . Szczęść Boże !

Ewangelia na niedzielę 4 marca  

Przemienie wg Rafaela 

 Gdy upłynęło około ośmiu dni od tych nauk, wziął ze sobą Piotra, Jana i Jakuba  i wyszedł na górę, aby sie modlić.Podczas modlitwy zmienił sie wygląd Jego twarzy, a Jego ubranie stało sie lśniąco białe. Rozmawiało z Nim dwóch mężczyzn. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się w chwale i mówili o Jego odejściu, kte miało się wypełnić w Jeruzalem. Tymczasem Piotra i jego towarzyszy zmógł sen. Gdy się obudzili, zobaczyli Jego chwałę o obydwu mężczyzn stojących przy Nim . Gdy tamci odchodzili od Niego, Piotr nie wiedząc, co mówi odezwał sie do Jezusa: "Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, drugi dla Mojżesza, a trzeci dla Eliasza". Gdy jeszcze to mówił, pojawił sie obłok i osłonił ich. Kiedy wchodzili w oblok, ogarnął ich lęk. A z obłoku rozległ sie głos: "On jest moim Synem wybranym, Jego słuchajcie". po tym, jak odezwał się ten głos, Jezus został sam. Oni zas zachowali milczenie i w tamtych czasach nikomu nic nie mówili o tym, co widzieli.

Ewangelia wg Św.Łukasza

Przemienie Jezusa. Towarzyszący Mu apostołowie otrzymali jasny przekaz świadczący o Boskości Jezusa. Nie dziwię się, że ogarnął ich lęk - każdy by sie wystraszył. Św. Łukasz pisze, że nikomu nic nie mówili. Ale czy rozmawaili o tym czego byli świadkami między sobą ? Komentowali ?  

Do Przemienia Jezusa doszło w trakcie Jego modlitwy. Z pewnością był w niej cały pogrążony. Czy nam się udaje też tak szczerze, całkowicie zatopić w modlitwie ?  Czy bezmyślnie klepiemy pacierz, a nasza myśl ucieka w zupełnie inna stronę ? A przecież modlitwa to nasza rozmowa z Bogiem ....
Codziennie rano słucham "Radia Plus" . Około godz.7.40 jest audycja "księdza dobrze nastawionego" - ks.Jerzego Kownackiego. I na zakończenie każdej pogadanki zawsze prosi o odmówienie jakiejś modlitwy - "ale wolno, z namysłem" - ja wyłączam wówczas radio i wygladając przez okno - staram się naprawdę skupić na tej modlitwie. Przecież to tylko kilka minut, a jak bardzo moze nas wzmocnić na kolejny dobry dzień ....      

        

sobota, 03 marca 2007

Wieści z mojej porannej notki się potwierdziły : nowym metropolitą warszawskim zostaje ordynariusz diecezji koszalińsko-kołobrzeskiej Bp Kazimierz Nycz. Świetnie skomentował to Bp Tadeusz Pieronek : Kraków się cieszy,  Koszalin smuci , a Warszawa na pewno zyska.

Ja też się cieszę. Z moich dzisiejszych poszukiwań, aby dowiedzieć sie o Nim czegoś więcej tchnie optymizmem. Przed wszystkim dlatego, że Bp Nycz :

  • jest dynamiczny , otwarty i przyjazny do mediów
  • ma wiele pomysłów i inicjatyw
  • nie podważa woli papieża w Kościele
  • jest uznawany za jednego z kapłanów niezłomnych - nie poszedł na żadną współracę z SB
  • uważa, ze jedyną drogą do oczyszczenia jest prawda, choćby trudna i bolesna
  • wejście Polski do Unii jest dla Niego ważnym momentem w dziejach narodu - zmusił proboszcza katedry wawelskiej od uczczenia tej chwili dżwiękiem dzwonu Zygmunta
  • niesie sobą wizję nadziei wynikającą ze Zmartwychwstania Chrystusa, a nie oblężonej twierdzy atakowanej przez wszystkich dookoła

Mam tylko nadzieję, że już nikt nie będzie mącił. Kościól w Polsce potrzebuje dobrego Przewodnika.   

Nie tak dawno temu pisałam notkę "Odłączcie mi respirator" opisującej historię Janusza Świtaja walczącego o prawo do odłączenia go od respiratora. Zycie przynosi kolejne wieści. Zdesperowany Janusz Świtaj zaczął obecnie akcję zbierania podpisów pod wnioskiem o referendum w sprawie eutanazji. Pisze o tym na swojej stronie, móią o tym media. Odwołując się również do dekalogu - wyraźnie rozgranicza zabijanie od uporczywej terapii... I tu właściwie można się zastanawiać, czy na pewno nie ma racji ?  W każdym razie problem został nagłośniony. Wprawdzie moim zdaniem na takie referendum nie ma szans, ale już sama dyskusja na ten temat jest znaczącym wydarzeniem i zmierzeniem się z problemem, którego wraz z ciągłym postępem medycyny - nie da się już omijac szerokim łukiem. 

Przy czym - ja nadal uważam, że w słowach Janusza Świtaja jest więcej wołania o pomoc niż prawdziwej chęci śmierci. Moim zdaniem - on nadal chce żyć, boi się tylko tego życia w chwili, gdy rodzice nie będą już w stanie zapewnić mu opieki. I krzyczy o tym juz teraz, kiedy jeszcze nie doszło do najgorszego.

Zreszta kto chce - niech oceni to sam. Link do strony pod zdjęciem :

Janusz Switaj      

Jak donoszą media- dziś zostanie ogłoszona nominacja biskupa Kazimierza Nycza na stanowisko metropolity warszawskiego. Mam nadzieję , ze tym razem wszystko zakończy się dobrze i Kościół w Polsce zyska nowego przywódcę. Na stronach Wikipedii wyczytałam, że dewizą bpa Nycza jest


"ex Hominibus, pro Hominibus - z ludu dla ludu"...

Bp Kazimierz Nycz


Bądźmy więc dobrej myśli. Tym bardziej, że polski Kościół potrzebuje jakiegoś pozytywnego znaku pozwalającego mu wyjść z impasu. Ostatnie miesiące to w ogóle okres, w którym każdy dzień przynosi jakieś nowe wydarzenie medialne właśnie z kręgów Kościelnych. Niedoszły ingres abpa Wielgusa, problem klasztoru Betanek w Kazimierzu, przypadki molestowania, stosunek księży do celibatu czy współpraca duchownych z służbami specjalnymi PRL-u - to wszystko problemy, z którymi Kościół musi się zmierzyć . A najlepszym wyjściem jest prawda.
Kościól, w tym i duchowni - to ludzie. Każdy człowiek popełnia błędy, mniejsze lub większe. Trzeba unieć tylko się podnieść i iść dalej. A czasy mamy takie, że błędów duchowieństwa nie uda się już ukryć i "zamieść pod dywan" - wszystkie takie próby moga spowodować efekt zupełnie przeciwny. Dla dobra wszystkich katolików w Polsce - lepiej samemu je rozwiązać.
Tylko prawda nas wyzwoli . Co oczywiście wcale nie oznacza, że każde wydarzenie medialne związane z ludźmi Kościoła musi od razu - wzorem polityków - skutkowac konferencja prasową ....

czwartek, 01 marca 2007

  

Ja ciebie chrzczę w Imię Ojca , Syna i Ducha Świętego. Amen .

Własnego chrztu na ogół nie pamiętamy - większość z nas przyjęła ten sakrament jako maleńkie dziecko. A był to bardzo ważny moment - od tej chwili pozbyliśmy się piętna grzechu pierworodnego i  stając się dziećmi Bożymi - weszliśmy do Wspólnoty Kościoła. Na starcie więc otrzymaliśmy dar, którego wykorzystanie zależy już tylko od nas.

Od pewnego czasu próbuję znaleźć informację, od kiedy sam chrzest ma taką właśnie wymowę ? Na razie nie udał mi się, ale nie tracę nadziei, że kiedyś ktoś się odezwie.  

Byłam wychowana w przekonaniu (a właściwie raczej przesądzie), że z nieochrzczonym jeszcze dzieckiem nie wychodzi się na spacery. Myslę , że kiedyś miało to swoje uzasadnienie wynikające z większej smiertelności niemowląt. Teraz juz raczej nie, ale i tak chyba lepiej zrobić to jak najszybciej. Strzeżonego Pan Bóg strzeże.

Pamiętam jak kilkanaście lat temu uczestniczyłam w nauce dla rodziców chrzestnych. W trakcie tej nauki byłam świadkiem kłótni jednej z rodzin z proboszczem tej parafii. Problemem było to, ze ksiądz nie chciał ochrzcić dziecka.  Agumentował to brakiem ślubu kościelnego jego rodziców. Tłumaczenie to właściwie miało swoje uzasadnienie : chrzest jest sakramentem dla ludzi dorosłych, wybierających świadomie drogę życia z Chrystusem. Jeżeli są spełnione pewne warunki - można to zrobic wcześniej, pozwalając na podjęcie decyzji przez rodziców, którzy jakby poręczają za własne dziecko. A w tym przypadku - rodzice nie tworząc rodziny katolickiej - nie mogą zapewnić dziecku wychowania w wierze - i dziecko ochrzczone nie zostało.
Zapamiętałam to zdarzenie, gdyż mam wątpliwości, czy dobrze sie stało. Teoretycznie miał niby rację , ale ... Przeciez do pomocy w wychowaniu w wierze dziecka są rodzice chrzestni - a tu już trzeba spełnić pewne warunki stawiane przez Kościół (lub wybrać kogoś innego) .  Poza tym "odcinając" takie dziecko od Boga - zabieramy mu także możliwość uczestnictwa od początku w życiu Kościoła i nauki podstaw wiary. Skoro zakładamy, ze rodzice tego nie zrobią - to znaczy, że nie pozna ono Chrystusa. A w dorosłym życiu - różnie to bywa ... Myślę, że mimo wszystko lepiej było przyjąć je do Wspólnoty . Czym skorupka za młodu nasiąknie ...

A skoro już o rodzicach chrzestnych mowa - to ja mam wspaniałego ojca chrzestnego. W tej chwili jest już cięzko schorowany, ale mimo kalectwa, cierpienia i choroby - ciągle ma w sobie "to coś" za co ceniłam go przez całe życie.

A  ja sama jaką jestem matką chrzestną ? Raczej nieszczególną . Moje "chrześniaki" to :

  • Michał - widziałam go ostatnio prawie 20 lat temu. Wprawdzie mieszka za granicą, ale jakoś nie czuję sie usprawiedliwiona
  • Rafał - z nim mam większy kontakt, ale też raczej taki bardzo oficjalny
  • Kasia - moja ukochana siostrzenica. Jedyna chrześniaczka mojego nieżyjącego męża - taki był z tego dumny. Wprawdzie na odległość, ale byla jego oczkiem w głowie.
  • Joasia - to z kolei moja bratanica. Różne życiowe okoliczności spowodowały, że też już dawno jej nie widziałam. Szkoda.

W każdym razie - dziś wieczorem pomodlę sie za was , bąbelki :)

 

wtorek, 27 lutego 2007

Święty Krzysztof

O Panie, daj mi pewną rękę, dobre oko, doskonałą uwagę,
bym nie pozostawił za sobą płaczącego człowieka.

       Ty jesteś Dawcą Życia - proszę Cię przeto, spraw
bym nie stał się przyczyną śmierci tych, którym Ty dałeś życie.

       Zachowaj, o Panie, wszystkich
którzy będą mi towarzyszyć od jakichkolwiek nieszczęść i wypadków.

       Naucz mnie, bym kierował pojazdem dla dobra drugich
i umiał opanować pokusę przekraczania granicy bezpieczeństwa szybkości.

       Spraw, aby piękno tego świata, który stworzyłeś,
wraz z radością Twej łaski, mogły mi towarzyszyć na wszystkich drogach moich.

       Amen.

Święty Krzysztof to opiekun kierowców. Chociaż - podobno tylko do prędkości 120 km/h. Później peicze przejmuje już Święty Piotr :)

Byłam dziś służbowo w innej miejscowości , 160 km od mojego miasta czyli licząc tam i spowrotem - 320 km horroru. Służbowy bus, 5 osób +1 kierowca . Kierowca zawodowy, około 50-tki.
Prawo jazdy mam, jeździć umiem. Jakim cudem dojechaliśmy żywi - to nie mam pojęcia. Widać to jeszcze nie był nasz czas i mimo kilkakrotnego wyprzedzania tira na podwójnej ciągłej, pod górę - udało się.  Nawet nie chodzi tylko o prędkośc , ale o same manewry wykonywane na jezdni, wyprzedzanie w momentach, gdy mało który kierowca zdecydowałby się na to .Wszechwładne CB i informacje o radarach i patrolach.   

Próbowaliśmy go jakoś powstrzymywać i przywoływać do porządku, pomagało na kilka kilometrów.
Dobry kierowca - jeszcze nigdy nie miał wypadku. Ale czy w każdej chwili nie spowoduje tego pierwszego, któego skutki mogą byc tragiczne i to nie tylko dla niego ?  

Dzięki Ci Panie, że jestem już w domu i mogę pisać te słowa .....

sobota, 24 lutego 2007

Ewangelia na niedziele 25 lutego'07

Jezus, pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i Duch prowadził Go po pustyni przez czterdzieści dni. Był tam kuszony przez diabła. W tych dniach nic nie jadł i po ich upływie był głodny. Wtedy powiedział do Niego diabeł" Jeśli jesteś Synem Bożym, rozkaż temu kamieniowi, aby stał się chlebem". Jezus mu odpowiedział" "Napisano: Nie samym chlebem żyje człowiek". Następnie wyprowdził Go wysoko i w jednej chwili pokazał Mu wszystkie królestwa. Powiedział do Niego diabeł: "Dam Ci tę całą władzę i jej przepych, poniewaz mnie ona została powierzona i mogę ją dać komu chcę. Jeśli więc oddasz mi hołd, wszystko będzie Twoje". Na to Jezus mu odpowiedział: ""Napisano: Panu Bogu twemu będziesz oddawal hołd i tylko Jego będziesz czcił". Wtedy zaprowadził Go do Jeruzalem i postawił na szczycie świątyni. Powiedział do Niego: 'jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się w dół. Przecież napisano: Swoim aniołom wyda polecenie o Tobie, żeby Cię strzegli, oraz" na rękach będą Cię nosić, abyś nie uraził o kamień swej nogi". Jezus mu odparł: "Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbe Pana, twego Boga". Gdy diabeł skończył go kusić, odstąpił od Niego aż do czasu.

Ewangelia wg Św.Łukasza

Każdy raz, gdy czytam lub słyszę jakiś fragment Ewangelii - staram się odbierać go jakby był skierowany tu, teraz i do mnie. I czytając ten fragment Pisma Św. - widzę jakby przesłanie na rozpoczęty 3 dni temu Wielki Post. Będę w tym czasie kuszona, wystawiana na próbę. I jak się zachowam ? ....
Pamiętając o słowach orędzia Benedykta XVI na tegoroczny Wielki Post :"Będą patrzeć na tego, któego przebili" - myślę o tym, że w sposób symboliczny swoimi złymi uczynkami, uleganiu pokusom - zbieram gwoździe potrzebne w Wielki Piątek. Ile ich będzie ? I co zrobić, aby bylo ich jak najmniej ? 

To nie gwoździe Cię przebiły, lecz mój grzech!
To nie ludzie Cię skrzywdzili, lecz mój grzech!
To nie gwoździe Cię trzymały, lecz mój grzech!
Choć tak dawno to się stało, widziałeś mnie!

gwozdzie
   
        

| < Luty 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS