Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
sobota, 07 lipca 2007

Ewangelia na niedzielę 8 lipca

Misja siedemdziesięciu dwóch
Potem Pan wyznaczył innych siedemdziesięciu dwóch i wysłał ich po dwóch przed soba do każdego miasta i meisjcowości, dokąd sam zamierzał sie udać. Mowił do nich: "Żniwo jest wprawdzie wielkie, ale mało robotnikó. Proście więc Pana żniwa, aby wysłał robotników na swoje żniwo. Idźcie, posyłam was jak jagnięta miedzy wilki. Nie noście sakiewki ani torby podróżnej, ani sandałów i nikogo w drodze nie pozdrawiajcie. Kiedy wejdziecie do jakiegoś domu, najpierw mówcie: 'Pokój temu domowi' . Jeśli jest tam człowiek godny pokoju, spocznie na nim wasz pokój, a jeśli nie, wróci do was. W tym samy domu zostańcie, jedząc i pijąc, co mają. Bo kto pracuje, ma prawo do zapłaty. Nie przenoście sie z domu do domu. A gdy wejdziecie do jakiegos miasta i przyjmą was, jedzcie to co wam podadzą. Uzdrawiajcie tam chorych i mówcie im: 'Nadchodzi juz do was królestwo Boże'. Gdy wejdzieci edo jakiegos miasta i nie przyjma was, wychodząc na jego ulice, powiedzcie: 'Strząsamy wam nawet proch z waszego miasta, który nam przylgnął do nóg. Wiedzcie jednak, że nadchodiz juz królestwo Boże' . Mówię wam, że w owym dniu lżej będzie Sodomie niż temu miastu.

Ewangelia wg Św. Lukasza, 10 , 1- 12

droga

O tej misji 72 wysłanników chyba mało wiadomo - nie pojawia się u innych Ewangelistów. W każdym razie zostali wysłani, aby głosić słowo Boże. Obdarzeni wielką mocą uzdrawiania chorych, a mimo to skazani na odrzucenie w wielu wsiach i miastach ...

A jak należy odczytywać te słowa dziś ? Czy na nas też spoczywa obowiązek ewangelizacji ? Czy tez jesteśmy posłani ? Wydaje mi się , że tak. 
Najbardziej dosłownie odczytują te słowa Świadkowie Jehowi. Często można ich spotkać na ulicy,  chodza po domach. I pewnie w większości przypadków sa odrzucani. A jak powinni wypełniać tą misję katolicy ?  Jakoś nie widzę siebie zaczepiającą ludzi na ulicy, aby ich nawracać. Sama zresztą też nie lubię być tak zaczepiana. A poza tym - ciążą na mnie jakoś historyczne "błędy i wypaczenia" Kościoła. Czy można kogoś naprawdę nawrócić na religię miłości (!) stosując metodę miecza i ognia ? Dla mnie chrześcijaństwo to naprawdę religia miłości. Kocham Boga i staram się Go zobaczyć w drugim człowieku, nawet jeżeli jest on moim wrogiem. Dlatego też tak bardzo odrzuca mnie wpisywanie Boga na sztandary partii politycznych. Czy można być prawdziwym katolikiem głosząc jednocześnie hasła nienawiści do innych ? 

Zdecydowanie wolę metodę szukania tego co łączy, a nie tego co dzieli. A sama Ewangelizacja niech będzie symbolem niesienia pomocy innym. Czy właśnie tak nie działają misje ?  Szpital, szkoła i pomoc w jak najbardziej przyziemnych sprawach podparte właśnie Ewangelią - przyniosą o wiele więcej dobrych rezultatów. 
Każdy z nas może tak postępować na co dzień: w domu, w pracy, na ulicy.  Marzyłaby mi się taka zbitak językowa : On/ona jest dobrym człowiekiem - to oczywiste - przeciez to katolik/katoliczka ....
Długa droga przed nami, prawda ? 

"Może jeśli będę dobrym człowiekiem,
który chce lepszym być kazdego dnia,
Pana Boga ktoś  przeze mnie zobaczy,
bo chrześcijanin to właśnie ja"

A jezeli ktoś chciałby i mógłby - podaję numer konta jednej z misji pracujących w Kamerunie :

Biuro Misyjne Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Duszy Chrystusa Pana
BPH PBK S.A. 0/Kraków
90 1060 0076 0000 3200 0022 5871

A tu linki do artykułów na blogu znanego z TVN24 Jacka Pałasińskiego - można dowiedzieć się węcej na temat tego ośrodka misyjnego :

Podróże kształcą
Konto misyjne

 

       

sobota, 30 czerwca 2007

Ewangelia na niedzielę 1 lipca

Niegościnni Samarytanie
Nadchodził czas, kiedy miał być zabrany z tego świata. Wtedy nieodwołalnie postanowił pójść do Jeruzalem. Wysłał przed soba posłańców, a oni wybrali się w drogę i przyszli do pewnej samarytańskiej wioski, aby Mu przygotować miejsce. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ szedł do Jeruzalem. Widząc to uczniowie Jakub i Jan rzekli: "Panie. jeśli chcesz pwoeimy, aby ogień zstąpił z nieba i zniszczył ich". Lecz On odwrócił sie i skarcił ich. Poszli więc do innej wioski.

O naśladowaniu Jezusa
Gdy szli droga, powiedział ktos do Niego: 'Pójdę za Tobą, dokądkolwiek sie udasz". Jezus mu odpowiedział: "Lisy mają nory, a ptaki - gniazda, tylko Syn Człowieczy nie ma gdzie położyć głowy." Do innego rzekł: "Pójdź za mną". Lecz ten odpowiedział: "Panie, pozwól mi najpierw odejść i pogrzebać mojego ojca". Odrzekł mu: "Niech umarli grzebią swoich umarłych. Ty zaś idź i głoś królestwo Boże.". Jeszce inny powiedział: "Panie, pójde za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z tymi, którzy sa w moim domu". Jezus mu odpowiedział: "Ten, kto przyłożył rekę do pługa, a wstecz się ogląda, nie jest przydatny w królestwie Bożym". 

Ewangelia wg Św.Łukasza, 9, 51

Ten fragment Ewangelii pokazuje nam, czego Jezus od nas żąda: bezwzględnego oddania. Trudne to prawda. Jednocześnie uprzedza, że droga będzie trudna. 
Niegościnni Samarytanie. Cóż, w każdej epoce można spotkac ludzi, którzy z pwodu różnic kulturowych, etnicznych czy poglądów politycznych można określić mianem wrogów. Ludzkim odruchem jest chęć zniszczenia ich. Jezus decyduje jednak inaczej - idziemy dalej. Szkoda, że nasi politycy nie znają/rozumieją tego fragmentu Ewangelii - może byliby mniej agresywni w stosunku do siebie ?
Drugi fragment to juz wyraźne pokazanie, że pójście za Jezusem to droga pełna wyrzeczeń i trudów. I konieczność pełnego oddania się - nie ma sprawy ważniejszej. Nawet pogrzebanie własnego ojca. Kojarzy mi się to w pewien sposób z tragedia Antygony, która wybierając pomiędzy prawem boskim i ludzkim - w każdym przypadku skazana była na klęskę. Czy ludzie, któzy natknęłi sie na Jezusa w Jego wędrówce tez ponieśli klęskę ? Ewangelista nie mówi co ostatecznie wybrali.
A co to oznacza dziś ? Czego żąda Jezus od współczesnych ludzi ?  Czy mogę, czy pownnam zaniedbać np.obowiązki domowe, gdyż dzień spędziłam na modlitwie ? Jakoś nie wydaje mi się, że Bóg właśnie tego ode mnie oczekuje . A poza tym - czy dobra praca nie jest w pewnym sensie modlitwą ?  Myslę, że przesłaniem tego fragmentu Pisma Sw. jest raczej przypomnienie I Przykazania :"Nie będzisz miał bogów cudzych przede mną " .  

     

piątek, 29 czerwca 2007

Nieczystość to grzech chyba dość trudny do zdefiniowania. Teoretycznie niby wiadomo, ale jednak chyba nie do końca. Nieczystość w prosty sposób kojarzy się z seksem. Czy to jednak oznacza, że seks jest zły ? Tu absolutnie nie zgadzam się z posłanką Sobecką. Miłość fizyczna może i w wielu przypadkach jest pięknym uzupełnieniem miłości duchowej. Chciałoby sie powiedzieć małżeńskiej, ale realia są takie jakie są. Statystycznie - niewiele par, również wśród młodzieży katolickiej swój pierwszy raz zostawia na noc poślubną. Ale to już temat na osobną refleksję.
Moim zdaniem o nieczystości możemy mówic wtedy, gdy zmysły zaczynają odgrywać decydującą rolę w naszym życiu, gdy umysł przestaje panować i decydować o tym co dobre a co złe.

Wśród wielu cech naszej cielesności jest również nasza płciowość i popęd seksualny. Problem w tym jak go wykorzystujemy ? Nasz ręce, nogi czy rozum może służyć zarówno dobrym jak i złym sprawom. Podobnie nasza seksualność. Ale to my decydujemy - od nas zależy. Czasem Bóg wystawia nas na próbę, ale to my wybieramy.
W takim kontekście ciężkiej i trudnej próbie poddawani są np. homoseksualiści. Wielu z nich nie wytrzymuje tej próby, ulegając skłonnościom własnego ciała. Wielu z nich cierpi odczuwając brak Boga w swoim życiu. Czy jednak mamy prawo ich potępiać ? "Tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono ..." . Ja nie stanęłam przed taką próbą, nie będę więc udawać, że na pewno dokonałabym własciwego wyboru. A po za tym - "nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni ... " , prawda ?

Z grzechem nieczystości w prosty sposób kojarzy się także prostytucja. W tym przypadku walkę z tym procederem  należy prowadzic niwelujac przyczyny, a nie penalizując skutki.  Często mówi się o tej profesji, że to "łatwy chleb". Mam watpliwości, ale nie czuję się znawcą problemu. Mam jednak wrażenie, że mniej tu chodzi o zwykły chleb, a bardziej - o bułkę z masłem.
Warto jednak zwrócić uwagę, że na tym rynku prawa wolnego rynku występują niezależnie od ustroju. Popyt rodzi podaż. Dlaczego tak często zapomina się o panach korzystających z usług prostytutek ? Kilka lat temu czytałam o aresztowaniu pewnej pani za stręczycielstwo. Pani ta "zaopiekowałą sie" trzema narkomankami, które prostytucją zdobywały pieniadze na narkotyki. Były głodne, brudne, zarażone HIV-em i kilkoma innymi chorobami, dla których badanie WR wykazałoby wynik dodatni. Opiekunka dawała im jedzenie, narkotyki i kąt do spania, a w zamian kasowała zarobione przez nie pieniądze.  Po oferujących swoje wdzięki dziewczynach było widać, ze są naćpane i brudne. Kto korzystał z ich usług ? Jakiego typu faceci ? Czy się nie bali ?
Nie mogę tego zrozumieć ... 
W każdym razie - grzech nieczystości na pewno był ich udziałęm.

nieczystośc

sobota, 23 czerwca 2007

Ewangelia na niedzielę 24 czerwca

Narodzenie Jana Chrzciciela
Dla Elżbiety nadszedł czas rozwiązania i urodziła syna. Gdy sąsiedzi i krewni dowiedzieli się , że Pan okazał jej wielkie miłosierdzie, cieszyli sie razem z nią. Przyszli  ósmego dnia, aby obrzezać chłopca i nadac mu imie jego ojca Zachariasza. Lecz jego matka powiedziała : "Nic podobnego ! Bedzie miął na imie Jan" . Oni przekonywali ją: "Przeciez nie ma nikogo w twojej rodzinie, kto by miał takie imię." . Za pomocą znaków pytali więc jego ojca, jak chce go nazwać. A on poprosił o tabliczkę i napisał: "Na imię mu Jan" . Wtedy zdumieli się wszyscy.  I natychmiast otworzyły sie jego usta, odzyskał mowę i wielbil Boga. Lęk padł na wszystkich ich sąsiadów. Po całej górskiej krainie Judei opowiadano o tym wszystkim co się wydarzyło. A wszyscy, którzy o tym słyszeli, zastanawiali się i pytali: "Kimże będzie ten chłopiec ?" . Bo rzeczywiście ręka Pańska była z nim.

Narodziny Jana Chrzciciela    

Zdjęcie z poratlu : www.brewiarz.katolik.pl/ 

Święty Jan. Od początku widoczne było, że jest obdarzony jakąs niezwykłą łaską Boga. 
Postać Jana Chrzciciela czesto przewija się przez karty Ewangelii. Również w kontakcie z Jezusem. Ciekawe dlaczeg się nie zaprzyjaźnili jako chłopcy ? Byli przecież spokrewnieni, w tym samym wieku.
Scena chrztu nad Jordanem pokazuje, że Święty Jan Chrzcieciel miał świadomość Mesjańskiej misji Jezusa. Dlaczego za Nim nie poszedł ?

Dziś 23 czerwca - Dzień Ojca. Bardzo miły dzień, ważny - chociaż zdecydowanie mniej popularny niż Dzień Matki. A moim zdaniem niesłusznie. Ojciec w naszym życiu spełnia przecież bardzo ważną rolę. I to nie tylko w stosunku do chłopców - do dziewcząt również.

Złóżmy więc dziś życzenia naszym Tatusiom, pokażmy, że ich kochamy i pamiętamy.
A jeżeli już ich nie ma wśród nas - to pamietajmy o modlitwie w ich intencji ....

bukiet dla Ojca

środa, 20 czerwca 2007

Poprzednia moja notka oparta była o medialne doniesienia mediów o zatrważającym liscie jednej z byłych Betanek zamkniętych w Kazimierzu. Ja dzis przyznał "Fakt" - listu takiego nie ma ...  

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,4239166.html

To dobrze, że news zapowiadający tragedię okazał się fałszywy. Co to jednak zmienia w samej sprawie ? Przecież problem nie zniknął i wcześniej czy później trzeba będzie go rozwiązać.  W tej chwili został darowany dodatkowy czas na spokojne załatwienie sprawy. A działąjąc bez presji czasu - jest mniej nerwów, które mogłyby sprowokować jakąś gwałtowną, niepotrzebną reakcję.  
Ten dodatkwoy czas jednak to nie jest wieczność. W klasztorze jest odcięty gaz i prąd. Co jedzą zgromadzeni tam ludzie ? Czy mają pieniądze ? Teraz latem, mając ogródek warzywny pewnie da ise wytrzymać, ale za kilka miesięcy ? A jak przyjdzie zima ?

A jeżeli chodzi o "Fakt" - to nawet nie chce się komentować . Jak nisko trzeba upaść, aby w walce o zwiększenie sprzedaży posuwać się do takich metod ? Czy dla tego typu tabloidów istnieją w ogóle jakieś granice ? I jak to możliwe, że ktoś to kupuje i czyta ?  
  

poniedziałek, 18 czerwca 2007

O wydarzeniach w dawnym kalsztorze Betanek w Kaziemirzu Dolnym co jakis czas donoszą media. Wiadomo, że dzieje się tam bardzo źle. Z punktu widzenia Kościoła - nie są już zakonnicami katolickimi. Doszło tam do powstania jakiejś dziwnej sekty. Ostatnie dni przyniosły jednak wieści zatrważające: w listach do rodzin żegnają się z bliskimi, zapowiadają swoje przejście "z ciemności do światła" . Brzmi to bardzo złowieszczo. Zabarykadowane w domu, odcięte od prądu i gazu, praktycznie bez dostaw żywności. Nie wiadomo co dzieje się w środku, ile z nich naprawdę jest tam z własnej woli. Kto tym wszystkim steruje ? Dawna matka przełożona ? Ksiądz zamknięty z nimi ? Jak bardzo odeszły od Boga, któremu przecież chciały poświęcić życie ?  

Jak można im pomóc ? I kto to powinien zrobić ? Kościół ? Państwo ? Rodziny ?
Czy sama modlitwa wystarczy ? Może potrzeba jeszcze jakiegoś czynu ? I to teraz, zanim nie doszło do tragedii.

 klasztor Betanek    

sobota, 16 czerwca 2007

Ewangelia na niedzielę 17 czerwca

Przebaczenie grzesznej kobiecie
Którys z faryzeuszów zaprosil Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do jego domu i zajął miejsce przy sobie. Pewna kobieta, znana w mieście jako grzesznica, dowiedziała się, że Jezus przebywa w domu  faryzeusza.  Przyniosła olejek w alabastrowym flakoniku, stanęła za Nim i  płacząc u Jego stóp, zaczęła je obmywać łzami i wycierać włosami. Całowała Jego stopy i namaszczała olejkiem. A faryzeusz, który Go zaprosił, widząc to, pomyślał sobie: "Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, kto Go dotyka i jaka jest ta kobieta - ze jest grzesznicą". Wtedy Jezus rzekł do niego: "Szymonie, chcę ci coś opowiedzieć". A on odparł: "Mów, Nauczycielu !". "Było dwóch dłużników pewnego wierzyciela. Jeden był mu winien pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt.. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obu. Który więc z nich będzie go bardziej miłował ?" . Szymon odpowiedział: "Sądzę, ze ten, któremu więcej darował". A On mu odrzekł: "Słusznie osądziłeś". Wtedy obrócił się w stronę kobiety, a do Szymona powiedział: "Widzisz te kobietę ? Wszedłem do twojego domu, a nie podałeś Mi wody do obmycia nóg. A ona obmyła mi stopy łzami i wytarła włosami. Nie pocałowałeś mnie na powitanie, a ona, odkąd wszedłęm, ni eprzestaje całowąc moich stóp. Nie namaściłeś mi głowy oliwą, a ona olejkiem namaściła moje stopy. Dlatego mówię ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. Komu mało sie odpuszcza, ten mało miłuje". Do niej zaś powiedział: "Odpuszczone są twoje grzechy". Wtedy ci, którzy siedzieli przy stole, zaczęli mówić między sobą: "Kim On jest, że nawet grzechy odpuszcza ?". A do kobiety powiedział: "Twoja wiara cię ocaliła. Idź w pokoju !".

Kobiety idące za Jezusem
Potem wędrował przez miasta i wsie, nauczał i głosił Ewangelię o królestwie Bożym. Towarzyszyło Mu Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od chorób: Maria, zwana Magdaleną, z której wyszło siedem demonów, Joanna, zona Chuzy, zarządcy Heroda, Zuzanna oraz wiele innych, które im usługiwały, dzieląc się swoim majątkiem. 

wg Św. Łukasza 7 36, 8 1-3

Grzeszna kobieta, która tak bardzo żałuje za to co robiła, że zdobywa się na weielkie upokorzenie. Przynajmniej tak to wygląda z dzisiejszego punktu widzenia - ówczesne obyczaje były pewnie nieco inne.
A jak my jesteśmy wdzięczni za darowanie nam grzechów ?  Czy naprawdę szczerze żałujemy przy spowiedzi ? I czy przypadkiem nie jest tak, że licząc na Boże Miłosierdzie grzeszymy trochę na zapas - skoro dług i tak będzie darowany, to niech to będzie dużo, a nie mało ?

Jednym słowem - same pytania. Odpowiedzi każdy musi sam poszukać w swoim sercu.

A z kobiecego punktu widzenia - czuję jakąś zadrę: dlaczego rolą idących za Jezusem kobiet bylo usługiwanie mężczyznom ? I to po podzieleniu sie majątkiem ?
Czy to mój odruch feministyczny ?   

Moja chrześniaczka Kasia kończy dziś 16 lat. Ta notka i życzenia są więc dla Niej :

Kasiu, życzę Ci
marzeń, o które warto walczyć,
radości, którymi warto się dzielić,
przyjaciół, z którymi warto być,
nadziei, bez której nie da się żyć.
Łaski Bożej na co dzień
i poczucia, że najwięcej radości w życiu
daje nam rezultat naszych dobrych czynów. 

bukiet dla Kasi    

sobota, 09 czerwca 2007

Ewangelia na niedzielę 10 czerwca

Wskrzeszenie młodzieńca z Naim
Wkrótce potem udał się do pewnego miasta zwanego Naim. Wraz z Nim szli Jego uczniowie i wielki tłum. Gdy zbliżył sie do bramy miasta, właśnie wynoszono zmarłego: jedynego syna matki, która była wdową. Towarzyszył jej wielki tłum z miasta. Gdy Pan ją zobaczył, ulitował sie nad nią i powiedział "Nie płacz". Podszedł, dotknął pogrzebowych noszy, a niosący je zatrzymali się. I powiedział: "Młodzieńcze, mówię ci, wstań !". Wtedy zmarły usiadł i zaczął mówić. I oddał go jego matce. Wszystkich ogarnął lęk i wychwalali Boga mówiąc: "Wielki prorok pojawił się wśród nas. Bóg nawiedził swój lud". I rozeszła sie ta wieść o Nim po całęj Judei i po całej okolicy.

Dzisiejsza Ewangelia to opis cudu - bardzo namacalnego, widocznego i realnego. Dlaczego właśnie ta miejscowość ? Ten młodzieniec ? W swoich wędrówkach Jezus nieraz pewnie spotykał orszaki pogrzebowe, rzadko jednak korzystał ze Swojej niezwykłej mocy czynienia cudów ...  
Nasze obecne życie też niesie wiele bolesnych chwil kiedy tracimy kogos bliskiego. Czy ten fragment Ewangelii niesie nam nadzieję, że Bóg może uczynić cud ? Tak, może. Pamiętajmy jednak o tym, że sam wie o tym,  co dla nas jest najlepsze. Patrząc z perspektywy wieczności - to nasze ziemskie życie jest tylko chwilą. Jeżeli ktos bardzo bliski odchodzi do Domu Ojca - to czyż właściwie nie powinniśmy myśleć bardziej o tym ,że już nie cierpi, nie zmaga się z chorobą, cierpieniem i wszystkimi troskami dnia codziennego ? To bardzo trudne do zrozumienia, ale właściwie to na pogrzebie płaczemy nad samymi sobą - w obliczu pustki pozostawionej przez tego, który odszedł.
Ja sama w ostatnim roku pochowałam 2 bardzo bliskie osoby. W obydwu przypadkach śmierć przyszła nagle i niespodziewanie. Nie przyszło mi do głowy, aby modlić się o wskrzeszenie. Nie stanęłam tez przed wyborem, czy oddać jakieś organy do przeszczepu. Gdyby była taka możliwość - nie jestem wcale pewna jak bym się zachowała. A przecież taki czyn to też swoisty cud - można w ten sposób ofiarowac komuś życie. Myślę jednak, że potrzebna jest tu pomoc Ducha Świętego, który pozwoli nam zrozumieć, że możemy stać się narzędziem w ręku Jezusa i tak jak On w Naim, pomóc we wskrzeszeniu gasnącego u kogoś życia. 

A na co dzień - prosząc Boga o cuda mniejsze i większe - pamiętajmy, że "wierzyć to ufać mimo braku cudów" .  

| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS