Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
środa, 24 stycznia 2007

Kilka ostatnich dni mam nieszczególnych . Problemów dnia codziennego przybywa i starając się nie upadać na duchu - chwilami czuję ,że już nie daję rady. Jednym słowem - mam chandrę . Terminu depresja nie używam od czasu gdy widziałam zaawansowany jej przypadek - ze mną aż tak źle nie  jest .

Dzisiaj wszystkie media wspominają zmarłego wczoraj Ryszarda Kapuścińskiego . W trakcie jednej z takich dyskusji usłyszałam pytanie dziennikarza "czy był przygotowany na śmierć ?" . Ten fragment rozmowy rozkleił mnie zupełnie . Czy ja jestem przygotowana na śmierć ?  9 miesięcy temu widziałam jak niespodziewanie i szybko moze się to stać . I po prostu boję się . I myślę od razu o tych wszystkich ważnych sprawach , które jeszcze trzeba pozałatwiać . I o tym co chciałabym , a co naprawdę po mnie pozostanie . Pomijając najbliższych - pewnie będzie kilka osób , które wieść o mojej śmierci trochę by zasmuciła . Może ktoś by się ucieszył ? W pracy - no cóż , smutne , ale w globalu wielkiej firmy - jeden etat mniej do zoptymalizowania (tak się u nas nazywa redukcję etetów - optymalizacja zasobów ludzkich) .

Z czym jednak stanę przed Panem Bogiem ? Dostałam trochę "talentów" ? Zakopałam je czy pomnożyłam ? Jak wiele jest czynów i słów, które chciałabym cofnąć ?
Doskonały temat do wieczornych rozmyślań , ale nastroju to mi nie poprawi .....

poniedziałek, 22 stycznia 2007

 Boże , daj mi siłę abym mogła zmienić to co da się zmienić ,
cierpliwość , abym pogodziła sie z tym czego zmienić nie można
i mądrośc abym umiała odróżńić jedno od drugiego .

Słowa stare , pewnie wszystkim znane , ale pasują do uzupełnienia mojej wczorajszej notki "Wiara i zaufanie - jak głębokie ?" . Czytając ją dziś doszłam do wniosku ,że jednak niezupełnie mi o to chodziło . Przecież Bóg dając mi wolną wolę nie chce na każdym kroku za mnie decydować . Nie mogę więc co chwile "puszczać gałęzi" z okrzykiem "Panie Boże , Ty najlepiej wiesz jak mnie uratować" . Są chwile , kiedy trzeba samemu próbować sobie pomóc . Dlatego motto tej notki pogłębia wczorajsze rozważania ....

A niezależnie od tego - wielokrotnie już w swoim życiu przekonalam się , że Pan Bóg pomaga nam w wielu sprawach stawiając na naszej drodze ludzi , którzy chcą i potrafią nam pomóc . Czasem cudem jest ktoś , kto poda nam rękę w odpowiednim momencie . Już dawno temu postanowiłam sobie,że będę się starać na miare własnej niedoskonałości pomagać ludziom w małych drobnych sprawach .Czasem tak niewiele trzeba ,żeby kogoś wesprzeć . I może kiedyś przyjdzie moment , ze ktoś we mnie zobaczy Bożego posłańca , który zjawil sie po to , aby mu pomóć ? Ja często tak odbieram gesty innych ludzi .

Kiedyś usłyszałam słowa , że Pan Bóg daje nam znaki , ale my nie umiemy ich odczytywać . W moim życiu zdarzył się raz cud - wyraźnie ujrzałam ten znak i nie sposób bylo go nie zrozumieć . Wiąże się on jednak z tak istotnym wydarzeniem , ze trudno mi o tym pisać . Może kiedyś do tego dojrzeję ?

A póki co :

"Może jeśli będę dobrm człowiekiem ,
który chce lepszym być każdeg dnia ,
Pana Boga ktoś przeze mnie zobaczy ,
bo chrześcijanin to przecież ja ..."

niedziela, 21 stycznia 2007

Pewnego razu podczas spaceru uważający sie za ateistę człowiek potknął się i spadł ze skały . Chwyciwszy się w ostatniej chwili rosnącego na zboczu drzewka , zwisał nad głęboką przepaścią i wzywał ratunku . Bez rezultatu . W ostatecznej desperacji zaczął wzywac Boga : "Panie Boże , wiem , że w Ciebie nie wierzyłem , ale jeśli mnie uratujesz - to się zmieni . Zacznę chodzic do kościoła i wszystkim ludziom będe głosić Twoją chwałę" . Wtem z nieba odezwał się głos : "Wszyscy tak mówią jak potrzebują pomocy" . Poruszony człowiek zaczął krzyczeć jeszcze głośniej "Ależ Panie , przeciez usłyszałem Twój głos . Już w Ciebie wierzę . Wierzę ,że tylko Ty możesz mnie uratować " .
W odpowiedzi usłyszał :"Skoro naprawde wierzysz we mnie i moją moc - puść gałąź ... "

Ten tekst to opowiedziana własnymi słowami historia przeczytana kiedyś tam w ;Modlitwie żaby" Anthony'ego de Mello . Zmusza do myślenia , prawda ? Czy moja wiara na pewno jest tak głęboka ,że bez zastanowienia puściłabym gałąź ? Czy nie próbowałabym się upewnić ,że Bóg na pewno mnie uratuje ? I jak chce to zrobić ? A najlepiej samej podsunąć pomysł jak ma to zrobić ...
Byłoby to bardzo ludzkie . I szczerze zastanawiając się chociażby nad tym o co prosimy Pana Boga w naszych modlitwach - tak właśnie robimy . Prosimy o konkretne rzeczy , podsuwając gotowe rozwiązania . A czy nie powinniśmy "puścić gałęzi" wierząc w to ,że dobry Bóg wybierze to co dla nas jest najlepsze ?
Trudne to i wiele jeszcze pracy przede mną . Ale staram się .....

Dziś czeka mnie kolęda czyli duszpasterska wizyta w moim domu . Jak co roku - standard . I tak tez do tego podchodzę . Wszystko według z góry ustalonego porządku : krótka modlitwa , sprawdzenie zeszytu od religii syna , kilka standardowych pytań i już . Urozmiacenie miałam w ubiegłym roku kiedy w trakcie śpiewania kolędy zaczął wyć mój  pies .

Nie wiem z czego się to bierze , ale czuję jakiś niedosyt , chciałabym czegoś innego . Tylko ,że właściwie sama nie wiem czego . Przez ostanie 2 lata akurat byli na kolędzie księża , którzy znali dość dobrze mojego syna , rozmowa wykroczyła więc poza zwykły standard i było nawet sympatycznie . Dziś szanse mam mniejsze - w parafii pozostał tylko jeden "zaprzyjaźniony" , pozostałych znam tylko z mszy . Mieszkam w blkowisku , parafia jest duża i rozumiem ,że czas takiej wizyty jest określony do kliku czy kilkunastu minut i nie da się porozmawiać za dlugo . Mimo wszystko jednak czegoś mi zal i czuję jakiś brak .

Jak mogłoby być inaczej ? Pewnie nie ma tu uniwersalnych rozwiązań . Ale juz wiem dlaczego zaczęłam pisać ten blog - widac muszę czasem wyrzucić z siebie to co myślę i czuję ....

sobota, 20 stycznia 2007

portal Katolik

W dniach 18-25 stycznia obchodzimy Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan . Idea ta była tak bardzo ważna dla papieża Jana Pawła II oraz  dla obecnego - Benedykta XVI . Czy udaje nam się cos wynieść z Ich nauk ? Czy jesteśmy w stanie zrozumieć , ze inny to nie zawsze znaczy gorszy ? Wierząc w tego samego Boga co chrześcijanie innych wyznań - szukajmy tego co nas łączy a nie co dzieli . I może wtedy okaże się , ze tak naprawde to tych różnic nie ma wcale tak dużo i wcale nie są takie istotne .

Link do materiałów na portalu Katolik.pl : 
http://www.katolik.pl/index1.php?st=rozne&id=609&rodzaj=rekolekcje&r=no 

Przed nami 2 piękne święta (chociaż tylko zwyczajowe) : Dzień Babci i Dzień Dziadka . Kochających i rozpieszczających nas na każdym kroku . Zawsze mających dla nas czas i zrozumienie .
A czy my mamy czas ,żeby ich odwiedzić ? Lub chociaż zadzwonić ? Życie w zawrotnym tempie , mnóstwo zajęć - zawsze można znaleźć przekonującą wymówkę . Pod warunkiem ,że chcemy przekonac kogoś . Z samymi sobą mozemy miec już problem ...

A więc - odwiedźmy Babcie i Dziadków . Obowiązkowo w dniu Ich Święta , ale nie zapominajmy o nich także później .
A tych , których juz utraciliśmy - wspomnijmy w naszej modlitwie ....

niedziela, 14 stycznia 2007

Sprawa lustracji w Kościele nabiera tempa . I jest to jednak jedyna słuszna droga - wyjaśnić wszystko raz do końca . Wprawdzie dla mnie nie ma to znaczenia - czy ktoś kiedyś dał się złamać czy nie . Ja sama takiej próby nie przeszłam , nie mam więc prawa oceniać innych . Problem w tym , że albo Kościół sam spojrzy odważnie prawdzie w oczy , albo co jakiś czas będziemy dowiadywać się o kolejnych rewelacjach z mediów . a ta alternatywa jednak jest o wiele gorsza .

"Tylko prawda nas wyzwoli" .....
Zgadzam się z tymi słowami . Mam naprawdę dosyć kolejnych żenujących oświadczeń Abpa Wielgusa , nawoływań Radia Maryja czy polityków . Sprawa lustracji stałą się jadem , który zatruwa nasze życie i czas z tym skończyć . A w obecnej sytuacji - nie da się tego zrobić inaczej niż mówiąc prosto , wyraźnie i nazywając zło złem , a dobro dobrem . I to na każdym szczeblu - nie miejmy złudzeń . Po zlustrowaniu biskupów - łowcy sensacji zaczną szukac dalej ...


I dlatego wolę się nie zastanawiać dlaczego , tak od wczoraj nagłaśniany list KEP w tej sprawie w mojej parafii nie został odczytany . Tym bardziej ,że w moim biskupem jest Abp Tadeusz Gocłowski , którego nie posądzam w tej sprawie o nałożenie jakiejś blokady informacyjnej .

 

 

piątek, 12 stycznia 2007

Tym razem , dla odmiany - piękny wiersz Juliana Tuwima . Poezja czasem lepiej wyraża to czujemy . Do tych słów ktoś  kiedyś ułożył muzykę i powstała naprawdę piękna pieśń .

"Chrystusie ... "                                                 

Jeszcze się kiedys rozsmucę ,
Jeszcze do Ciebie powrócę ,
Chrystusie ....

Jeszcze tak strasznie zapłaczę ,
Ze przez łzy Ciebię zobaczę ,
Chrystusie ....

I taką wielką ząłobą
Będę się żalił przed Tobą ,
Chrystusie ,

Że duch mój przed Tobą klęknie
I wtedy - serce mi pęknie ,
Chrystusie ...

Lubię uczestniczyć w mszach świętych adresowanych dla młodzieży . Panuje tam jakaś taka zupełnie inna atmosfera , jakiś taki ożywczy duch . Szczegolnie , gdy liturgię prowadzi kapłan czujący tego ducha .
Przed dwoma laty , w okresie Adwentu , w każda niedziele bywałam właśnie na takich mszach . Sympatyczny ksiądz Jarek (szkoda ,że już nie ma Go w mojej parafii) w ramach przygotowań do Bożego Narodzenia , co niedziela wymyślał cos innego ,żeby zmusić wszystkich do refleksji . Odwoływał się przy tym jakby do źródel chrześcijaństwa . Na początek było więc to przestawienie ołtarza bliżej ławek . Symbolicznie ukazywał w ten sposób , ze pierwsi chrześcijanie gromadzili się wokół ołtarza i wspólnie , razem sie modlili . Msza św. to nie coś w rodzaju przedstawienia teatralnego z kapłanem w roli głównej i siedzącymi w ławkach widzami , ale każdy będący w kościele - uczestniczy w liturgii i nie moze pozostac biernym .  Innym razem przez cała mszę ministranci w ogóle nie używali żadnych dzwonków - nawet w czasie Ofiarowania . I wszystko odbywało się prawidłowo - ludzie wiedzieli kiedy wstac , kiedy klękać . Już po mszy ksiądz Jarek zwrócił na to uwagę pytając retorycznie kto zauważył ten brak dzwonków . Nie chcę mówić za innych , ale ja rzeczywiscie - nie zauważyłam . Pewne zachowania faktycznie są oczywiste , wyuczone od lat - działa automat , który wyłącza myślenie nad sensem tego co robimy . Można było to najbardziej odczuć w tą niedzielę , gdy na rozpoczęcie mszy ksiądz Jarek przywitał wszystkich stwierdzeniem :"dlaczego klękaliście po wejściu do kościoła ? Tabernakulum jest puste , wieczna lampka sie nie świeci ..." Faktycznie , klękali wszyscy , też z przyzwyczajenia . To takie oczywiste - wchodzę do kościoła i klękam , prawda . Ale dlaczego ? Co w ten sposób wyrażam ?

Morał z tych wspomnień jest oczywisty : jakże często nasza wiara to wynik w dużej mierze przyzwyczajenia , rutyny , ustalonego rytmu . Wytrącenie nas tego rytmu powoduje dezorientację . Wszak przyzwyczajenie to druga natura człowieka . Problem w tym ,ze miłość wymaga stałej ciągłej pielęgnacji , pogłębiania i rozwoju , gdyz inaczej usycha . Zaniedbana - może zniknąć zupełnie .
I dotyczy to także miłości do Boga .

czwartek, 11 stycznia 2007

"(..) Nad moją kolebką matka się schylała
i mówić pacierza szybko nauczała .
Ojcze nasz i Zdrowaś i Skład Apostolski ,
bym do samej śmierci kochał naród polski (...)"

Ten fragment piosenki "Płynie Wisła , płynie .." , przyszedł mi dziś do głowy po przeczytaniu notki
w "Moich pisankach" , których autorem  jest Jan Turnau . Nie pamiętam kto mnie samą "nauczał pacierza" : Mama ? Babcia ? W każym razie musiało to byc bardzo wcześnie .
Pamiętam natomiast perypetie podczas nauki modlitwy mojego własnego syna . Niezależnie od standardowego "Aniele Boży" , starałam się mu wpajać potrzebę dodania kilku słów "od siebe" . Przedszkole , do którego chodził prowadziły siostry Elżbietanki , którego tez zadbały o jego edukację w tym zakresie i problemu nie zauważyłam do momentu przygotowań do I Komunii Św.  Kiedy ćwiczyliśmy zadany na dany miesiąc zestaw pieśni , przykazań i modlitw - z przerażeniem zauważyłam ,że moje dziecko w wielu wypadkach właściwie nie rozumie tego co recytuje . Zaczynając nadrabiać to co chyba kiedys przeoczyłam i zaniedbałam stwierdziłam ,ze wcale nie jest to takie proste . Jak wytłumaczyć 8-latkowi słowa np. "umęczon pod Ponckim Piłatem" ? Po moim obszernym tłumaczeniu , kiedy dotarło do niego o czym mowa - to dla odmiany zaczął zastępowac ten fragmenty własnymi słowami . Mieliśmy jeszcze kilka podobnych zwrotów , ale cytowany przykład zapamiętałam jako najbardziej spektakularny .

A niedawno - w prezencie na 18-te urodziny dostał Pismo Święte w najnowszy przekładzie z języków oryginalnych - wyd. Święty Paweł . Zaglądamy do niego oboje , porównując przekłady i starając się na nowo odkryć sens tak znanych słów .

A oto Modlitwa Pańska z tego wydania :

Mateusz 6.4-24

"Dlatego wy tak się módlcie :
Ojcze nasz , któryś jest w niebie ,
niech będzie uświęcone Twoje imię .
Niech przyjdzie Twoje królestwo ,
niech sie spełnia Twoja wola ,
jak w niebie , tak i na ziemi .
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj.
I daruj nam nasze długi ,
jak i my darowaliśmy naszym dłużnikom .
I nie dopuszczaj do nas pokusy ,
ale nas wybaw od złego .

"

| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS