Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
niedziela, 18 lutego 2007
  1.  
    1.  
      1. Jest jeden Bóg.
      2. Bóg jest sędzią sprawiedliwym, który za dobre wynagradza, a za złe karze.
      3. Są trzy Osoby Boskie : Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty.
      4. Syn Boży stał się człowiekiem i umarł na krzyżu dla naszego zbwienia.
      5. Dusza ludzka jest nieśmiertelna.
      6. Łaska Boska jest do zbawienia konieczne potrzebna.  

Sprawy oczywiste dla każdego katolika, a w zasadzie - chrześcijanina. Wiadomo, że wierzymy w Boga w Trójcy Jedynego. Zrozumienie tajemnicy Trójcy Świętej to juz gorszy problem, ale tez jakoś do przebrnięcia. Ja często "podpieram się" spojrzeniem na samą siebie : jestem jednocześnie  matką , córką, siostrą, pracownikiem pewnej międzynarodowej korporacji, kobietą (pracującą !) , Polką, czlowiekiem itd. Wiem, ze w obliczu Trójcy Św. wszystkiego to nie wyjaśnia, ale może trochę pomaga ?
Wiemy także, że zostaniemy osądzeni za swoje uczynki - i te złe i te dobre. Aby było nam łatwiej w znalezieniu drogi jaką mamy iśc - mamy kierujące nas we właściwą stronę przykazania.
No i to co najważniejsze dla chrześcijaństwa - Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Gdyby nie to - byłby pewnie uznany jako jeden z proroków. W obliczu jednak śmierci na krzyżu i cudownej Tajemnicy Wielkiej Nocy - nawet samo Jego nauczanie nabiera zupełnie innego wymiaru - już nie ludzkiego,  a Boskiego . 
A nasza nieśmiertelna dusza ? Wiara w to, ze nasza ziemska śmierć to tylko przejście do innego wymiaru ? Wierzymy w to i z pewnością chcemy to w to wierzyć. Nasze życie nabiera przez to zupełnie innego sensu. Mysląc o tym co nas czeka "po tamtej stronie" - żyjemy tak (a przynajmniej staramy się), aby zasłużyć na nagrodę. Zdaje się, ze wyszłoto strasznie infantylnie ....   A chodzi mi o to z czym staniemy przed Bogiem, jakie było nasze życie, czy nie zmarnowaliśmy go, koncentrując się na przemijających błahostkach doczesności. 
A na koniec to co budzi we mnie może nie tyle wątpliwości, co pytania. Nie chciałabym żeby zabrzmiało bluźnierczo, ale sama sobie stawiając pytania, chciałabym znaleźć na nie odpowiedzi. Nie chcę, aby moja wiara była tylko bezmyślnym przyzwyczajeniem, rutyną i nawykiem. Codziennie chciałabym ją pogłębiać. Pewnie przez to tez powstał ten blog - czytając samą siebie (ale nie tylko) myślę o tym co piszę, wertuję  Pismo Św. , odwiedzam portale katolickie.
Do zbawienia niezbędna jest łaska Boska. Oczywiste. Powinniśmy tak żyć, żeby w każdej chwili być przygotowanym na spotkanie z Bogiem. Nie znamy dnia ani godziny (i tak jest lepiej) . Człowiek jest jednak ułomny - tak czesto upada, podnosi się , by znowu upaść. Czy jednak ktoś, kto całe życie żył przykładnie, zgrzeszył ciężko i nie zdążywszy odzyskac łaski w konfesjonale, zmarł  - na pewno będzie potępiony ?  Tak mnie uczono od dziecka i zastanawiam się , czy dobrze ? Nie tak dawno, podczas dyskusji na ten temat z koleżanką (absolwentką KUL-u) dowiedzialam się, ze w samym momencie śmierci mamy jeszcze możliwość żalu za grzechy i odzyskania łaski. Przychylam się do tej opinii, tym bardziej, że Bóg to Miłosierdzie, a nie twardy, despotyczny Sędzia ...  I dobrze, ze z tego miłosierdzia może każdy skorzystac - nawet największy zbrodniarz. Po ludzku z pewnością trudno zrozumieć, że byc może zbawiony będzie także np. Hitler czy Stalin.  Ale czy to nasza sprawa ? Przeciez ważne jest to jaki będzie bilans naszego własnego życia. Na Sądzie Ostatecznym nie będziemy się tłumaczyć "może nie zawsze postęowałam słusznie, ale mój sasiad był jeszcze gorszy". Każdy ma własne sumienie, nie szukajmy usprawiedliwienia w postawie "inni tez tak robią".
Kontynuując temat zbawienia - mam też wątpliwości odnośnie "wierzących inaczej".  Na świecie jest np. sporo muzułmanów. Dla nich wiara w Allacha to wiara przodków, jedyna słuszna i jedyna prawdziwa. Natomiast chrześcijaństwo to symbol znienawidzonego Zachodu i Ameryki, okupującego kraj i walczącego z muzułmanami. Czy można od nich oczekiwać, że nagle pokochają Chrystusa i zmienią wiarę ? Nie mają więc żadnych szans na zbawienie. A co by było gdyby Jan III Sobieski nie zwyciężył pod Wiedniem ? Może w chuście na głowie szłabym dziś nie do kościoła, a do meczetu ? Albo nigdzie bym nie szła tylko siedziałabym w haremie ? Na tak wiele rzeczy wpływa przypadek (choć pewnie zgodnie jakimś Boskim planem - starannie zaplanowany), ze trudno uwierzyć, aby tylko niektórzy dostali szansę na wieczne szczęście.

Tak więc - mając znikome szanse na racjonalne zrozumienie boskich zamiarów - w pewne rzeczy po prostu wierzę, bez przeprowadzania dowodu naukowego. Zreszta nawet matematyka ma swoje aksjomaty ...
A jako że niedziela jest piękna, słońce ślicznie świeci - sprawdzę, czy nie poszłam z psem na spacer. To tez będzie dobry uczunek, prawda ?   

"Lecz wam, którzy słuchacie, mówię : Miłujcie waszych nieprzyjaciół. Dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą. Błogosławcie tych, którzy was przeklinają i módlcie za tych, którzy was oczerniają . Temu, kto cię uderzy policzek, nadstaw i drugi, a temu, kto ci zabiera płaszcz, nie odmawiaj i tuniki. Dawaj każdemu, kto cie prosi, i nie dopominaj się zwrotu od tego, kto bierze twoją własność.  Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, tak wy im czyńcie. Jeżeli miłujecie tylko tych, którzy was miłują, jakiej wdzięczności możecie się spodziewać ? Przecież grzesznicy postępują tak samo. A jeżeli tylko tym pożyczacie, od których spodziewacie się zwrotu, jakiej wdzieczności możecie się spodziewac? I grzesznicy pożyczaja grzesznikom, aby tyle samo samo odzyskać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego w zamian sie ni espodziewając.  A  otzymacie wielką zapłatę i będziecie synami Najwyższego. On bowiem jest łaskawy dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak miłosierny jest wasz Ojciec.

Ewangelia wg Św.Łukasza

Fragment Pisma Świętego tak bardzo związany z Przykazaniem Miłości - będącym moim zdaniem kwintestencją postępowania chrześcijanina. To fakt, tak powinniśmy postępować, ale z jakim skutkiem ? Ja też staram się, ale w pelni nie zawsze mi sie udaje . Chyba jednak cały czas trzeba próbowac , prawda ?

Kilka lat temu na ekrany kin wszedł film pt."Podaj dalej" . Tak jakoś dziwnie się złożyło, że nigdy go nie widziałam. Na podstawie zwiastunów, reklam i recenzji poznałam jednak jego główne przesłanie, które bardzo mi się spodobało. Pewnie zreszta nie tylko mi, gdyż słyszałam, że w USA powstal nawet jakiś ruch oparty na tej przesłance (wczesniej niż film) .
A chodzi o prosta zasadę : ktoś coś mi podarował czy zrobił dla mnie coś dobrego, a ja mam to "podać dalej"  - czyli pomóc komuś zupełnie innemu, przypadkowemu. W filmie z każdego dobrego uczynku należy zrobić dwa ....
Podoba mi się ta idea i w pewien sposób koresponduje z dzisiejszym czytaniem. W ten sposób każde dobro ma szanse na pomnożenie. I myślę, że czasami wystarczy nawet mała, drobna rzecz, która w efekcie "podwójnego domina" może przynieść nam wiele dobra. A poza tym - i tu juz banał i truizm : czasy są cięzkie i lżej będzie się nam żyło, nawzajem sobie pomagając. 

Oczywiście pod warunkiem, gdy zasady tej nie zastosujemy do pierwszej części : gdy ktoś nam zabierze płaszcz - nie zabierajmy płaszczy dwóm innym ludziom :)
To trudne - nadstawic drugi policzek, gdy ten pierwszy jeszcze bardzo boli. Szczególnie, gdy widzimy, że napastnik jest coraz bardziej rozzuchwalony naszą biernością. Cóż, raju na ziemi się raczej nie doczekamy, ale w porównaniu z wiecznością - cóż ważna jest ta chwila ? Pomyśłmy o tym jakie priorytety dominują w naszym życiu. Problemów to może nie rozwiązać,  ale nabierając dystansu - może uda nam się lżej znosić wyrządzaną nam krzywdę ?  

Tak bardzo potrzebując Boskiego miłosierdzia - bądźmy więc miłosierni dla innych.          

 

sobota, 17 lutego 2007

Przwodnik Katolicki - 19 stycznia 1930 roku

W kosciele - bez czapek

   Niejeden już raz zapytywano nas, dlaczego to teraz tak często w kosciele na nabożeństwach mężczyźni zatrzymują na głowach czapki lub kapelusze. " Studenci przy sztandarach - pisano nam jeszcze w ostatnich prawie dniach - stoją nawet w czasie podniesienia z czapkami na głowach, tak samo chorążowie w czasie procesji, a mianowicie wojsko stanowiące wartę honorową przy trumnach lub tworzące szpaler w czasie wielkich procesyj. Wiemy, że księżom wolno nakrywać głowy w kościele biretem, ale to należy do obrządku. Ale i oni nie mają biretów na głowach stale, a nawet biskupi w odpowiednich momentach zdejmują z głowy piuskę. Skąd więc taka poufałość niektórych mężczyzn wobec Pana Jezusa w kościele ?"
   Trzeba przyznać, że wielu ludzi gorszyło się często takim widokiem, gdy nawet nasi harcerze wchodzili często z kapeluszami na głowach do Kościoła.
   Wprowadza obecnie ład w te sprawy rozporządzenie naszego Najprzewielebniejszego Arcypasterza, powtózone, jak się zdaje, przez innych także Biskupów w Polsce. Jest w tym rozporządzeniu taki ustęp :
   "Mężczyźni, nie wyłączając chorążych jakichkolwiek organizacyj, wchodza do kościoła i uczestniczą w nabożeństwie z odkrytą głową : jedynie wojsko w pełnym rynsztunku pełniące służbę może przebywać w kościele i uczestniczyć w nabożeństwie w hełmach na głowie."
   A zatem odtąd jasna będzie sprawa. Jedynie żołnierze w pełnym rynsztunku, którzy kierować się muszą swojemi wojskowemi przepisami, mogą brać udział w wszelkich nabożeństwach, mająć hełmy na głowach.
   Poza nimi jednak wszyscy mężczyźni w kościele - bez czapek !

Niesamowite, prawda ? Wydawało mi się, że obowiązek zdejmowania czapek w kościele funkcjonuje od zawsze. Wprawdzie jako przedstawicielki "słabej płci" problem mnie nie dotyczył , ale sprawa była dla mnie oczywista. Nie pomyślałam nawet, że moze być inaczej. A tymczasem - jak widac - 77 lat temu wcale nie było to oczywiste.  

piątek, 16 lutego 2007

Mam przed sobą zszywkę "Przewodnika Katolickiego" z 1930 roku (pamiątka rodzinna). Minęło 77 lat od tamtej pory. Może warto porównać co i jak się zmieniło?  Założyłam więc nowy katalog "Pożółkłe kartki" i szperam w poszukiwaniu ciekawostek :)
Pisownię zachowam oryginalną.


 

Jak donosił Przewodnik Katolicki 5 stycznia 1930 roku :

Ojciec św. po raz pierwszy opuścił granice Miasta Watykańskiego

   Na dzień 20 grudnia u.r. przypadała rocznica pierwszej mszy św. odpprawionej przed pięćdziesięciu laty X. Achillesa Ratti, dzisiejszego papieża, Piusa XI . Dzień ten obrał Ojciec św. na pamiętne w dziejach Kościoła wyjście poza granice Watykanu niedawnego "więźnia". Wyszedł poza mury, których od r. 1870 t.j. od czasu zajęcia Rzymu przez wojska włoskie, nie opuszczali papieże : Pius IX, Leon XIII, Pius X, Benedykt XV, i - aż do dnia 21 grudnia 1929 - Pius XI.
   Te pierwsze swoje kroki poza obręb dzisiejszego Maista Watykańskiego skierował Ojciec św. do dawnej siedziby papieży , do Lateranu. W bazylice św.Jana (Laterańskiego), pierwszej bazylice Rzymu, oczekiwał Ojca św. kardynał Pompili wraz z kapitułą. Po odprawieniu Mszy św. udał się Ojciec św. do pałacu Laterańskiego, gdzie w dn. 11 lutego podpisywano wielkie dzieło panowania Piusa XI - układy laterańskIe, wyzwalające papieży z niewoli watykańskiej i zabezpieczające niezależność Miasta Watykańskiego jako Państwa Kościelnego.
   Tegoż dnia w kościele św.Karola na Corso w Rzymie. gdzie Ojciec św. odprawił pierwszą swoją Mszę św., odbyło się odsłonięcie pamiątkowego ołtarza, wzniesionego ze składek wiernych. 

Ciekawe, prawda ? Papież jako więzień ... Czy "nasz" Jan Paweł II - Papież Pielgrzym by to wytrzymał ? Musiało być to jednak wielkie wydarzenie w życiu Kościoła.
A samo określenie : Miasto Watykańskie ? Pierwszy raz się z takim czymś spotkałam, od zawsze w głowie mam pojęcie Państwa Watykańskiego.  Chociaz o układach laterańskich coś kiedyś słyszalam  - może właśnie we Wloszech, od przewodnika podczas zwiedzania tej bazyliki ?   Historia niestety nigdy nie była moją mocną stroną ...

środa, 14 lutego 2007

 Swiety Walenty

Dziś Święto Św.Walentego - patrona zakochanych. Doszukałam sie o nim informacji, że zył w III wieku i był biskupem w podrzymskiej miejscowości Termi, nieobca była mu medycyna. Podobno miał moc uzdrawiania chorych - głównie z padaczki, podagry i chorób nerwowych. Często tak właśnie bywa przedstawiany.

Zasłynął jednak głównie z udzielania potajemnych ślubów młodym zakochanym, czesto w tajemnicy przed rodzicami. Były to czasy panowania cesarza Klaudiusza II , który chcąc podnieść waleczność swojej armii, ajko remedium na tęskonotę za domem i rodziną legionistów - zakazał dawania im śłubów . Miał więc Św. Walenty co robić i przysłużył się wielu zakochanym parom. Gdy wieści o jego działalności dotarły na dwór cesarza - został skazany na śmierć . Podobno wyrok wykonano właśnie 14 lutego - chociaż są sprzeczne donisienia o roku : 271 ? 273 ?
A że zginął śmiercią męczeńską - jego kult szybko sie rozwinął.  

W dzisiejszych czasach patronuje więc wszystkim zakochanym , a dzień 14 lutego to Walentynki czyli właśnie Święto Zakochanych. I mimo, że tak jak wiele innych tradycji - straszliwie się skomercjalizowało i obrosło otoczką różnych serduszek, amorków itp. - to jest to jednak piękny dzień. Miłości potrzebuje każdy człowiek i każda okazja jest dobra, żeby to powiedzieć i okazać bliskiej sercu osobie. Nie wstydźmy się więc tego i niezależnie od wieku - poczujmy jak piękny jest świat , gdy ma się przy sobie swoją drugą połówkę . 

Pamiętając jednocześnie, że prawdziwa miłość to nie patrzenie na siebie nawzajem, ale wspołne patrzenie w tym samym kierunku .....

Patron Zakochanych    

niedziela, 11 lutego 2007

 Światowy Dzień Chorych

Dziś , jak co roku 11 lutego , przypada ustanowiony 15 lat temu Światowy Dzień Chorych. W wielu kościołach z pewnością będzie o tym mowa, będą modlitwy do Matki Boskiej z Lourdes - miejsca gdzie dokonało się tyle cudownych uzdrowień.

My też pamiętajmy w naszej modlitwie o chorych. Może jednak zróbmy coś więcej ? Dziś niedziela , dzień kiedy zwalniamy tempo , mamy wiecej czasu. Pomyśłmy o chorych i cierpiących w naszym otoczeniu i odwiedźmy ich. Pomyślmy o tych, którzy cierpią wyczerpani ciężka chorobą , często całymi dniami leżąc w łóżku - jak wiele dobra możemy im darować poświęcając im cząstkę naszego czasu, zainteresowania, troski.  
Wiem, że pocieszanie ludzi nieuleczalnie chorych nie jest łatwe. Sam widok cierpienia też z pewnością nie jest przyjemny, ale nasi bliscy chorzy potrzebują naszej pomocy.

"Byłem chory - a odwiedziliście mnie"  -

Ani żadnej rzeczy, która jego jest

Często zazdrościmy innym tego co mają. W wielu przypadkach może byc to motywujące nas do działania - postaram się. zaoszczędzę, popracuję i też będę miał chyba nie ma w tym nic złego ? Gorzej jednak, gdy "to coś " jest poza naszym zasięgiem. Z takiego "pożądania" mogą się wówczas pojawić złe myśli typu "jak ja nie mam to i ty nie powinies mieć" . I cicha radość , gdy "to coś" się psuje ... W języku niemieckim jest na to ładne określenie "schadenfreude" - dołownie tłumacząc " radość szkody" . Czasem budzi się takie uczucie we mnie i wcale nie jestem z tego powodu zadowolna. Dlatego znalazłam sobie własny sposób na pokonanie takiej małostkowej zawiści : szukam w swoim życiu tego, co jest dobre, fajne i czego ktos inny mógłby mi zazdrościć. W chwilach chandry jest to trudniejsze, ale słońca też mam wcale nie tak mało i wówczas robiąc bilans samą siebie podnosze na duchu. Oczywiście zawsze łatwiej jest robić to oceniając nasz "dorobek" w porównaniu z innymi - zawsze znajdzie się ktoś biedniejszy, bardziej nieszczęśliwy, ale czasem udaje mi się takie podsumowanie "obiektywne".

Pamiętam jak kiedyś wracałam z pracy spiesząc się do szkoly, aby odebrać syna ze świetlicy. Tego dnia kiepsko się czułam, w pracy tez mi cos nie wyszło - jednym słowem   - byłam w dołku. W drodze pomyślałam sobie, że nie mam juz siły, jestem zmęczona i mam tego dosyć. W tym momencie - nie wiem skąd - ale przyszła mi do głowy refleksja, że przecież mogłoby byc jeszcze gorzej. Bardzo sugestywnie wyobrazilam sobie, ze biegnę do szkoły, gdyż dostałam telefon, że mój syn spadł z drabinki na w-f , ma coś z kręgosłupem, zaraz przyjedzie pogotowie. A ja biegnę w rozpaczy. Nagle na mojej drodze staje Anioł Stróż, którego proszę o pomoc i cofnięcie tego wydarzenia .I moja prośba zostaje wysłuchana - żadnego wypadku nie było, a ja jak co dzień - idę odebrać syna z świetlicy. Wtedy pomogło - wrócil mi lepszy humor

Wiem, że ta refleksja jest nieco infantylna, ale ... Warto doceniać i cieszyć się z tego co mamy. I to nie tylko dlatego, że może byc jeszcze gorzej, ale szkoda tracić życie na wieczne smutki i niezadowolenie - moze tak nam już zostac i niczym nie będziemy potrafili sie cieszyć. A że inni mają więcej i lepiej ? No cóż - każdy z nas tak samo stanie w obliczu Boga mając w rękach tylko swoje złe i dobre uczynki. I każdy z nas będzie oceniany obiektywnie, a nie w kontekście "inni popełnili więcej grzechów" ...      

sobota, 10 lutego 2007

Nie pożądaj żony bliźniego swego

Jako że mamy równouprawnienie - to również "nie pożądaj  męża bliźniej swojej". I tak naprawde nie wiem, czy kobiety nie są tu gorsze. Mam wrażenie, że w wielu wypadkach to jednak kobieta jest inspiratorką rozbijania cudzych małżeństw. Oczywiście bardzo często robi to tak, że "pozwala sie uwieść". A może działa tu sterotyp? "To wina tej zołzy, a głupi facet dał się złapać" lub coś w tym stylu. 

W każdym razie- przykazanie dziewiąte prowadzi prosta drogą do szóstego . 

Kiedys byłam świadkiem scenki na ulicy, gdy jeden z moich znajomych obejrzał się za atrakcyjną młoda dzieczyną przechodzącą obok niego. Ponieważ jest typem człowieka, który "w tych sprawach" zawsze wydawał mi się wręcz aseksualny (a znam go wiele lat) - chociaż wszystko z nim w porządku , ma żonę i dzieci - zdizwiłam się i jakoś to skomentowałam.  W odpowiedzi usłyszałam 'to że oglądam menu - nie znaczy, że musze coś zamówić". Oczywiście miał rację . I chyba jednak nie przekroczył granic tego przykazania ?

A co w przypadkach zafascynowania aktorką czy aktorem ? Czy to już grzech czy nie ? Najprościej byłoby ocenić chyba w ten sposób, że nawet zakochanie , ale czysto platoniczne,  nie jest jeszcze czynem "karalnym".
Z drugiej jednak strony - "w myśli , w mowie , w uczynkach". 

Sama nie wiem ....  

Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu

No cóż, w kraju opętanym teczkami SB przykazanie to codziennie powinno być drukowane na pierwszych stronach gazet. Tak łatwo jest u nas rzucić jakims oskarżeniem, a udowodnienie, że nie jest się wielbłądem - znacznie trudniejsze. Cóż , takie czasy.
A jeżeli donosiciel mówił o kimś prawdę (np. że ktoś drukował ulotki , knuł i spiskował przeciwko władzy) to jest w porządku ? Jakoś mam wątpliwości. Wydaje mi się, że słowo "fałszywe" należy interpretować jednak trochę głębiej. Pamiętam, że w stanie wojennym były apele władzy o donoszenie, że ktos pędzi bimber. Wyznaczona była nawet za to jakaś nagroda pieniężna. Czy taki donosiciel łamał to przykazanie ?

A jak ma się to do sytuacji, gdy opowiadam o kimś w stylu "jest głupi, nie zna się i nie nadaje sie na to stanowisko" ? Nawet mając konkrety na poparcie tej tezy ?

Muszę poważnie przemyślec ten temat ...

I tak na wszelki wypadek -  nigdy nie współpracowałam z służbami specjalnymi, donosów tez nie składałam.  

piątek, 09 lutego 2007

Nie kradnij

Oczywiscie, nikt z nas nie jest złodziejem. Ale czy myśląc o kradzieży nie mamy na mysli tylko takich zdarzeń jak wyrwanie komuś torebki, włamanie do mieszkania czy dzałalnośc kieszonkowców w tramwaju ?
Przegrywanie ściągniętych z netu filmów , muzyki , korzystanie z pirackiego oprogramowania to już niby nie kradzież ? Oszustwa podatkowe oczywiście tez nie mają nic wspólnego z tym przykazaniem ?
Jakiekolwiek byśmy znjadowali usprawiedliwienia - to i tak fakt jest faktem - tez kradniemy.  I moim zdaniem - nie ma tu znaczenia - kogo okradamy. Podobno okraść złodzieja to nie grzech - a ja się z tym nie zgadzam. Moja kradzież to problem mojego sumienia i nic mi tu nie pomoże stwierdzenie w stylu "inni kradną więcej" . Ci "inni" będa rozliczeni niezależnie ode mnie.

Chyba muszę zrobić porządny rachunek sumienia ....  

| < Listopad 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS