Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
poniedziałek, 08 stycznia 2007

Próbując jakos uporządkować swoje myśłi z dnia wczorajszego - odczekałam trochę i piszę dopiero dziś . Ocenę polityczną wydarzeń wpisałam wprawdzie wczoraj na gorąco w trochę innym miejscu (zapraszam) , ale sprawa ma znacznie głębszy wymiar i zmusza do pogłębionej refleksji .

A więc Katedra Warszawska i krążące od rana wieści ,że planowany na ten dzień ingres Arcybiskupa Wielgusa nie odbędzie się . I ludzie , którzy przyszli/przyjechali  ... No własnie , gdzie i w jakim celu ? Z flagami , transparentami i co tu duzo mówić - niesamowitą zaciekłością w sercu . Przeciez nie na ważną nie tylko dla diecezji warszawskiej uroczystość religijną  . Tym bardziej , że juz w kościele , w trakcie mszy św.  odbył się jakiś dziwny wiec . Nigdy dotąd nie widzialam czegoś takiego w kościele katolickim . Część zgromadzonych klaszcze , część głośno protestuje - tylko gwizdów brakowało ...

Kazanie kardynała Glempa też bardzo mi się nie podobało . Miał wspaniałą okazję ,żeby przemówić do wszystkich wiernych Kościoła Katolickiego w Polsce . Zdezorientowanych wydarzeniami poprzednich dni i szukających jakiegoś wyjaśnienia , odwołania do spraw naprawdę istotnych . I usłyszeliśmy to co usłyszeliśmy , a co wielu obserwatorów okreśłiło jaki wyraźne podważanie woli Ojca Św.
I gdy wieczorem w wiadomościach jednej ze stacji telewizyjnych zobaczylam fragment wydarzeń przed Pałacem Arcybiskupim , zobaczyłam zacietrzewionych ludzi śpiewających Rotę i usłyszałam słowa "nie będzie Niemiec pluł nam w twarz" - to juz naprawdę się wystraszyłam . Przeciez nie mam nic wspólnego z tymi ludźmi , myślę zupełnie inaczej , ale w przekonaniu do swoich racji nie wybieram się na żadna krucjatę , nie atakuję wszystkich dookoła tylko dlatego ,że myślą inaczej . Czy na pewno wierzymy w tego samego Boga  ? Czy niczego nie zrozumieliśmy z nauk tak przez nas ukochanego Jana Pawła II ? Czy rację mieli ci , którzy mówili , że kochamy naszego papieża , ale nie go słuchamy ? A przeciez pokazywał nam jak należy , mimo różnic , szukać pojednania z wszystkimi .

Nie wiem dlaczego tak się stało . Mam nadzieję ,że emocje opadną . Są pewne szanse ,ze wydarzenia wczorajszego dnia , stanowiąc pewien wstrząs , mogą mieć skutek mimo wszystko dobroczynny (co nie zabije - to wzmocni) . Byc może pierwsze jaskółki to dzisiejsze newsy : kolejny biskup oskarżony o współpracę z SB , odejście z Katedry Wawelskiej duchownego , o którym już dawno krążły "teczkowe"pogłoski . I nie chodzi mi tu w najmniejszym stopniu o lustrację - tu wierna jestem zasadzie "nie sądźcie , a nie będziecie sądzeni" Chodzi mi tylko o jakiś przebłysk chęci oczyszczenia się ? wyciągnięcia śmieci spod dywanu ? W każdym razie jakiejś cezury , od której można spróbować "wrócić do źródeł " i tego , co jest najważniejsze ...

A samą decyzję papieża w odniesieniu do Abpa Wielgusa najpiękniej spuentował kardynał Dziwisz :
'Ojciec Święty nie podjął tej decyzji sam . Na pewno była tam asystancja Ducha Świętego"

I o to sie wspólnie módlmy - o asystę Ducha Św. w wyborach dokonywanych i przez nas i przez naszych Duszpasterzy

Wikipedia

niedziela, 07 stycznia 2007

Wtedy Jezus przyszedł z Galilei do Jana nad Jordan ,aby przyjąc od niego chrzest . Lecz Jan wzbraniał się , mówiąc :To ja powinienen przyjąć od Ciebie , A Ty przychodzisz do mnie ?" 
                                                  Ewnagelia wg Św.Mateusza , najnowszy przekład z języków oryginalnych

Odszukałam sobie dziś ten fragment i teraz męczy mnie brak wiedzy o kontekście historycznym . Czy w religii żydowskiej jest coś takiego jak Chrzest  Św. ? Zawsze wydawało mi się ,że pojawił się dopiero wraz z chrześcijaństwem . Jak to więc możliwe ,że Sw.Jan chrzcił ludzi w Jordanie ?
Historia nigdy nie była moją mocna stronę . Moją domeną są nauki ścisłe . Jesli ktoś ma więc wiedzę na ten temat - proszę o wpis komentarza .

 

sobota, 06 stycznia 2007

Mędrcy świata , monarchowie
gdzie spiesznie dążycie ?
Powiedzcie nam trzej królowie
chcecie widziec dziecię ?

z Wikipedii

Dziś święto ! Ilekroć w Święto Objawienia Pańskiego idę do kościoła na mszę myślę o tym , jak fascunują mnie te postaci . Skąd wiedzieli ? Czy naprawdę wiodła ich gwiazda ? Muszę kiedys poszperać i poszukac więcej szczegółów na ten temat .

A niezależnie od tego - w ubiegłym roku na roratach słyszałam piękna historię o czwartym królu/mędrcu , który wyruszył razem z pozostałymi , ale napotykając ciągle w drodze na  przeszkody - szybko sie odłączył . Tymi przeszkodami byli ludzie potrzebujący jego pomocy . Zatrzymywał się , pomagał i ruszał w dalszą drogę . Na każdym kroku , nie wiedząc o tym - postępował zgodnie z naukami Chrystusa . W trakcie swej wieloletniej wedrówki sukcesywnie tracił wszystko co miał - cały majątek , służbę , a nawet swój dar dla Jezusa - piekny brylant . Ostatecznie dotarł jednak do swego celu : spotkał Jezusa - dźwigającego własnie krzyż w drodze na Golgotę ..
Spodobał mi się ta opowieść - adresowana w zasadzie do dzieci , ale każdy może z niej wyciągnąć wnioski dla siebie .  Z moich przemyśleń wynika to ,że każdy może iść inną drogą , w innym tempie - ważny jest cel , o którym nie możemy zapominać . A przede wszystkim - nasze dary materialne są ważne i potrzebne , ale pieniądze to nie wszystko . Mając np. kogoś cięzko chorego w swoim otoczeniu - możemy zapłacić pielęgniarce za opiekę , ale możemy również sami posiedzieć , wesprzeć duchowo , darując coś co trudno jest przeliczyć na złotówki - nasz czas , cierpliwośc , poświęcenie . Ta druga droga jest z pewnością trudniejsza , ale stać na nią każdego , niezależnie od statusu materialnego . Poza tym nikt z nas nie wie co czeka nas jeszcze w życiu . W ciężkiej chorobie lepiej byłoby mieć przy sobie kogoś bliskiego niż złotą kartę kredytową . A ponieważ w życiu wszystko do nas wraca - róbmy więc dużo dobrego .

Dawno temu , gdy byłam uczennicą 8 klasy SP uczestniczyłam w lekcji religii , którą zapamiętałam na całe życie . Nasz ksiądz był nieobecny , przyszedł inny na zastępstwo . Znałam go tylko z mszy św. i właściwie nie bardzo lubiłam - miałam wrażenie ,że za bardzo się popisuje . Od tamtej katechezy zmieniłam o nim jednak zdanie . Rozmawialiśmy o modlitwie . Myślą przewodnia było to ,ze można w swojej rozmowie z Bogiem posługiwać sie "standardowymi" modlitwami - "Ojcze Nasz" , "Zdrowaś Mario" itp. , ale są to jakby szablony . Znacznie bardziej wartościowa jest modlitwa "własnymi słowami" . Jako przykład podawał coś takiego , że wychodząc rano z domu np. mijam cmentarz i odmawiam króciutka modlitwę za zmarłych , kawałek dalej spotykając robotników na budowie i pozdrawiam ich krótkim "Szczęść Boże" itd. I taka modlitwa jest jakby bardziej wartościowa , gdyż wypływa z głębi serca , jest przemyślana i szczera . Ta lekcja religii zrobiła na mnie wrażenie . Faktycznie , od tamtej pory zawsze starałam się nie "klepać pacierza" błądząc myślami gdzie indziej , ale przeżywac wewnętrznie moją rozmowę z Bogiem . I obecnie słuchając w Radiu Plus porannych audycji Księdza Dobrze Nastawionego , słysząc "a teraz odmówmy 1 Zdrowaś Mario , ale powoli , uwaznie" - uśmiecham sie . Wyłączam radio i patrząc przez okno w dal - powli , z namysłem odmawiam modlitwę ...

Przy okazji przypomniał mi się inny epizod z lat młodości . Moje 3 koleżanki wplątały sie swego czasu w bardzo nieprzyjemną sprawę , której konsekwencje byłyby faktycznie przykre . Rozważały całkiem na poważnie ucieczki z domów . Ja sama na szczęście nie byłam w to wmieszana , ale przyjaźniłyśmy się , więc wspólnie dyskutowałyśmy - co zrobić ? Któraś z nich  w odruchu rozpaczy wpadłana pomysł "idziemy do kościoła" i pomodlimy sie ,żeby Pan Bóg nam pomógł . O dziwo udało im się , wszystko zakończyło sie dobrze . Przy kolejnym spotkaniu , już na luzie omawiałyśmy sprawę w stylu   "ale się bałam" . I pamiętam jak nagle wpadła mi do głowy myśl , która mnie sama wówczas zadziwiła , ale którą stosuje na co dzień do dziś : idziemy do kościoła PODZIĘKOWAĆ Panu Bogu za to , że się udało . Dziewczyny w pierwszej chwili też były zaskoczone , ale poszłyśmy . Dotarło do nas , że nie można stosować zasady "jak trwoga - to do Boga" , a potem dalej robimy swoje .
Ja w każdym razie staram sie zawsze pamiętać o tym ,żeby w swoich modlitwach dziękowac . I  to nie tylko w jakiś szczególnych okolicznościach , kokretnych sprawach . Po prostu za to - co mam ....

piątek, 05 stycznia 2007

Akurat tu nie chciałabym pisać o zmorach przeszłości tkwiących w archiwach IPN , ale sprawa Abp Wielgusa jakoś zmusza mnie do wyrażenia włanych obaw i niepokojów z tym związanych . Przykro mi (tak - właśnie przykro i smutno) ,że dopiero dziś wieczorem Abp Wielgus zdobył się na przyznanie się do winy i okazanie skruchy . Wiem , że nie było to łatwe , ale stając na czele Kościoła w Polsce - daje przykład innym . A swoimi kłamstwami z ostatnich dni nie zasłużył sobie na szacunek . Tym bardziej że zyjąc na tym świecie od 45 lat - pamiętam jeszcze czasy Kardynała Stefana Wyszyńskiego ... Mimo wszystko jednak - uważam ,że Papież wie co robi i nie mam zamiaru polemizowac z ta decyzją .

A tak w ogóle - to przeciez każdy ksiądz to żywy człowiek , mający wady i zalety . Trudno jest żądać od wszystkich księży świętości na każdym kroku , ale tak już jest , że chcielibyśmy wyższych standardów wywodzących się z powołania , prawda ? Grzeszności zachowujemy dla siebie :)

20:18:36

środa, 03 stycznia 2007

Teczki w IPN 

                  "Kto z Was jest bez winy - niech pierwszy rzuci kamieniem"

Nie wiem czy Abp Wielgus był TW "Grey" jak donoszą media czy nie . Jeżeli nawet tak - to nie wiem czy i jaką krzywde wyrządził swoja działalnością . Wiem natomiast - że Kościół ma swoją ocenę sytuacji i nie poddaje się naciskom medialnym .
Ale przede wszystkim - w Kościele jest wiele konfesjonałów , w których każdy , nawet największy grzesznik ma prawo do rozgrzeszenia . I to jest piękne , chociaż czasem mam lekkie poczucie niesprawiedliwości słysząc, że "w niebie bardziej się cieszą z jednego nawróconego grzesznika niż 10 sprawiedliwych ...."

W każdym razie - Watykan wie co robi , a ja będąc zwykłym szarym członkiem tej Wspólnoty , nie mając dostępu do pełnej informacji , nie znając motywów , szczegółó , skutków - wierzę , ze decyzje Papieża będą dobre . I jeżeli na czele Kościoła w Polsce ma stać Abp Wielgus - to się z tym zgadzam .

wtorek, 02 stycznia 2007

Mamy wiek XXI . Na pytanie "czy jestes wierzący/a ?" wielu z nas odpowiada , że tak , oczywiście . O czym to jednak świadczy ? Czy w naszej codzienności - szarej , tak bardzo ziemskiej i materialnej - potrafimy kierowac się zasadami wynikającymi z zasad wiary ? Czy z przesłania wynikającego z Ewangelii i Dekalogu wynosimy coś co ma wpływ na nasze  życie ?

Chciałabym , aby moja wiara nie była tylko rutynowym bywaniem na mszy w niedzielę i święta , klękaniem do pacierza , odkładania na bok kiełbasy w piątki , ale czyms więcej . Chcę czerpać siłę właśnie z tego , że myślę nad tym co robię , a moja modlitwa to naprawdę rozmowa z Bogiem .

Wierzę więc jestem .....

I o tym właśnie będzie ten blog - o moich wątpliwościach , przemyśleniach - o poszkiwaniu mojej drog do Domu Ojca .

1 ... 116
 
| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS