Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
środa, 09 maja 2007

Ta grupa krwi jest bardzo rzadka, potrzeba jej pilnie i dużo . Sprawdź , czy możesz pomóc.

Szczegóły : http://jurajm1.blox.pl/html  
- poszukiwana krew AB Rh(-) - we Wrocławiu. Sprawa pilna !
Szczegóły : http://jurajm1.blox.pl/2007/05/marzanna-ratujmy.html
sobota, 05 maja 2007

Ewangelia na niedzielę 6 maja

Nowe przykazanie miłości
Po jego wyjściu Jezus powiedział" "Teraz Syn Człowieczy dostąpil chwały, ale i w Nim Bóg doznał chwały. Jeśli w Nim Bóg doznał chwały, to i Jego Bóg obdarzy w sobie chwałą - to zaraz obdarzy. Dzieci, krótko już będę przebywał z wami. Będziecie Mnie szukać, lecz teraz powatrzam wam to, co powiedziałem Żydom:Dokąd Ja odchodzę, wy nie możecie się udać. Daję wam nowe przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali. Podobnie jak Ja was umiłowałem, tak i wy macie miłowac jeden drugiego. Po tym wszystkim rozpoznają, że jesteście moimi uczniami, jeśli będziecie sie wzajemnie miłować.  

Przykazanie miłości - czyli kwintestencja chrześcijaństwa . Takie proste, a jednocześnie takie trudne w codziennym życiu.
Wokół mnie jest wielu ludzi, również takich, o których można powiedzieć "to dobry człowiek". Nie zdarzyło mi się jednak skojarzyć tego z tym, że z pewnością są chrześcijanami ... Smutne to, ale jakoś "dobroć dla innych" nie jest niestety znakiem firmowych chrześcijan. Dlaczego ? I co trzeba zrobić, aby tak się stało ?  

A jak kochać tych, któych tak naprawdę nienawidzimy ? Którzy wyrządzili nam krzywdę ? Ja mam swoją "czarną listę". Niestety, nie mogę uczciwie powiedzieć, że kocham te osoby. Co z tego, że tego nie okazuję i nie robię nic złego w stosunku do nich ? To chyba jednak za mało, prawda ?  Tym bardziej, że jeżeli komuś "z listy" pomogę, to w głębi serca wpadam w samozachwyt - "jaka to ja jestem dobra". Jednym słowem - zaprzeczam sama sobie.
Może jednak warto zacząć od małych kroczków ?  Zacząć od drobiazgów ? Zobaczyć w drugim człowieku Jezusa, któremu możemy pomóc ?
Bóg jest miłosierny. Kocha nas - nawet tych, którzy latami omijają  konfesjonał. Pamiętajmy o tym patrząc na co dzień na innych ludzi, nawet tych, któch uważamy za złych. Odpłacając dobrem za zło tylko pozornie tracimy ... A kto wie - może taki jest Boski plan i uda nam się kogoś "nawrócić" ?

czwartek, 03 maja 2007

NMP Królowa Polski

Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!
Ty za nami przemów słowo, Maryjo!
Ociemniałym podaj rękę,
Niewytrwałym skracaj mękę,
Twe Królestwo weź w porękę, Maryjo!

Gdyś pod krzyżem Syna stała, Maryjo!
Tyleś, Matko, wycierpiała, Maryjo!
Przez Twego Syna konanie
Uproś sercom zmartwychwstanie,
W ojców wierze daj wytrwanie, Maryjo!

Z dawna Polski Tyś Królową, Maryjo!
Ty za nami przemów słowo, Maryjo!
Miej w opiece naród cały,
Który żyje dla Twej chwały,
Niech rozwija się wspaniały, Maryjo!

Dziś Święto Najświętszej Maryji Panny, Krółowej Polski. Piękne święto. Tak bardzo polskie....  

 

 

sobota, 28 kwietnia 2007

Ewangelia na niedzielę 29 kwietnia

Postawa ludzi wobec Syna Bożego
Moje owce są Mi posłuszne. Ja je znam, a one podążają za Mną. Ja też daję im życie wieczne i nigdy nie zginą, ani nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Mój Ojciec, któy jest większy od wszystkich, dał Mi je i nikt nie może ich wyrwać z ręki Ojca. Ja i Ojciec jesteśmy jedno. 

Ewangelia wg Św.Jana 20 27-30 

Pasterz i Jego owce. Porównanie często występujace w Ewangelii. I jak dobrze, że nawet gdy się czasem jakaś owca zgubi, spłoszy - jest Pasterz, który ją odnajdzie i zatroszczy się  o nią.
Z nami tez w pewien sposób tak jest. Są w życiu chwile, gdy już sami nie potrafimy sobie z czyms poradzić, ogarnia nas bezradność. Pozostaje tylko modlitwa. I Bóg nas wysłuchuje, choć nie zawsze dosłownie spełnia nasze wszystkie prośby. Nie zostawia nas jednak samych, bez opieki. I to jest najważniejsze ...

 obrączki

Co Bóg złączył - tego człowiek niech nie rozłącza ....

Sakrament małżeństwa. Statystycznie rzecz biorąc - bardzo powszechny. Ale czy patrząc na wysokie statystyki rozwodów (również małżeństw sakramentalnych)  - na pewno zawsze traktowany jako Sakrament ? Nie wyszło nam, więc się rozwodzimy. A co ze składaną przed Bogiem przysięgą "i nie opuszczę cię aż do śierci" ?
W życiu różnie się układa. Są chwile złe i dobre, małżeństwa szczęśliwe i nie. Jeżeli jednak ślub będziemy traktować nie tylko jako usankcjonowanie związku w prawie kościelnym, ale rzeczywiście jako Sakrament Święty - dar otrzymany od Boga - ta wspólna wędrówka przez życie może nabrać zupełnie innego wymiaru.   

W ostatnich latach dużo się w Kościele zmieniło w stosunku do par żyjących z różnych powodów w związkach niesakramentalnych. Nie ma juz całkowitego odtrącania. Myślę, że to dobrze. Kościół odrzucając takich ludzi poza margines wspólnoty - powodował ich odejście od Boga. A przeciez nie o to chodzi, prawda ? Skreślić kogoś jest bardzo łatwo; pomóc, wesprzeć - już znacznie trudniej.

A planując śłub - warto odpowiedziec sobie na pytanie : kiedyś będę stary/stara, schrowany/a - czy wówczas będę chciał/a widzieć tą osobę przy swoim boku ? I czy na pewno moje uczucie jest na tyle silne, że sam/a będę chętnie się opiekować tym kimś w chorobie ? Wiem, że młodym zakochanym ludziom trudno jest odpowiadać na tak abstrakcyjne pytania. Ale pozwala to odróżnić, czy to tylko zakochanie (w rozumieniu zafascynowania) czy prawdziwa, głęboka miłość - taka na całe życie. I czy ta druga osoba jest na pewno moim najlepszym przyjacielem ? Takim , który "sprawdzi się w biedzie" ?

A jeżeli chodzi o sam Sakrament - to pamiętajmy,  że to nie kapłan udziela nam śłubu. Szafarzami tego Sakramentu jest Para Młoda - wzajemnie sobie go udzielająca. Kapłan jest tylko świadkiem,  potwierdzajacym także "urzędowo" ważność zawartego małżeństwa.

piątek, 27 kwietnia 2007

 obiad

Tym razem całkowicie codzienna rozterka. Jest piątek - a więc dzień postny. Od dziecka byłam wychowana w takiej tradycji, że mięsa ani wędliny w ten dzień po prostu się nie jada. A wiadomo - czym skorupka  za młodu nasiąknie  ....
Ciekawych i smacznych dań bezmięsnych jest całe mnóstwo, a więc to żaden problem. Na dzisiejszy obiad w domu zaplanowałam naleśniki. Tylko, ze akurat dziś, zupełnie niespodziewanie, w trakcie pracy musiałam pójśc na służbowy obiad (powiedzmy lunch). Trochę zreszta niefortunny, gdyż tylko dla mnie i mojego przełożongo, a menu zostało zamówione telefonicznie i nie miałam żadnego wpływu. W rezultacie jadłam żurek (nie cierpię) z duża ilością wędliny , a na drugie danie - frytki, coś w rodzaju zraza (ale z piersi kurczaka, nie wołowiny) i surówki. Zjadłam. A teraz mam dylemat.
W pracy staram się podchodzić do problemu mojej wiary raczej w neutralny sposób. Nie ukrywam tego, ze jestem praktykującą katoliczką, ale z drugiej strony nie obnoszę się z tym.  Można stosować pewne zasady w praktyce, niekoniecznie wpisując je od razu na transparent. A ponieważ w gronie najbliższych moich współpracowników nie ma radykałów ani z jednej ani z drugiej strony - problemu też nie ma.  Nie mam bladego pojęcia natomiast jak to wygląda w przypadku mojego obecnego przełożónego, tym bardziej, ze dzieli nas na co dzień odległość przeszło 300 km, a ciągłe reorganizacje powodują to, że znam go dopiero od pół roku i to słabo. W pracy mam często wojowniczą naturę i tu też mogłabym się postawić i nie jeść mięsa, ale nie zrobiłam tego (notabene w ogóle nie byłam głodna) . Wcale nie ze strachu czy chęci ukrycia religijnych motywów postu. Takie obawy mam już za sobą - czuję siłę własnej tożsamości. Problem w tym, że jestem przeciwna wojnom religijnym - stanowczo opowiadam się za nawracanie własnym przykładem. Nie podobają mi się ostatnie radykalne działania niektórych naszych polityków, gdyż uważam je za przynoszące więcej szkody niz pożytku. Boję sie utrwalenia stereotypu, że każdy katolik to z definicji oszołom i fanatyk. I dlatego dziś nie pościłam.

Naleśniki będą na kolację ....  

niedziela, 22 kwietnia 2007

Z "Przewodnika Katolickiego" 20 lipca 1930 roku

Pogadanka proboszczowska

O szkaplerzu
   - Szkaplerz, księże proboszczu, to nie na nasze czasy, to przeżytek dobry może dla staruszków, ale nie dla ludzi nowoczesnych. Ja przynajmniej szkaplerza nie noszę i nogdy na siebie nie wezmę.
   - A ja, mój panie, noszę szkaplerz od lat dziecięcych i nie złożę go aż do śmierci. Czemże jest szkaplerz ? To symbol, to znak nabożeństwa do Matki Boskiej, to Jej sukienka, której noszeniem chcemy pokazać, że jesteśmy jej dziećmi. Co w tem złego, że pan odrzeka się od szkaplerza, niby jakich czaró ? Widzę, że pan innemi znak nie gardzi. Nosi pan odznaki wojskowe, sportowe, zawodowe, czemu potępia pan jedynie odznaki religijne ? Czy pan jest wrogiem religii ? 
   - Broń Boże ! Ja tylko nie rozumiem, co szkaplerz ma pomóc do zbawienia ?
   - To juz inna rzecz. kto nosi szkaplerz, częściej przystępuje do sakramentów, mianowicie w święta Matki Boskiej serdeczniej do Niej się modli, stara się Jej przypodobać dobremi uczynkami i za to, przyzna pan, może spodziewać sie opieki i szczególniejszej pomocy Tej, którą nazywamy Panią nieba i ziemi. Zgoda ? Jest w tem co nierozsądnego ?
   - Przyznaję, że w ten sposób pojęty jest szkaplerz bardzo pięknym symbolem, ale czy wszyscy tak go pojmują ?
   - Pewnie, że nie, ale to nic nie ujmuje zacności i pożyteczności jego. Oby tylko ci, co go noszą pamiętali: samo noszenie szkaplerza nie wystarcza. Serdeczne i w dobrych uczynkach przejawiające się nabożeństwo do Matki Boskiej, to niezawodna ostoja naszego zbawienia. Dodam jeszcze, że szkaplerz raz przyjęty i poświęcony, gdy się zniszczy, nie potrzebuje być ponownie wkładany i wyświęcany. Wystarczy kupić sobie nowy i włożyc go na siebie. Obowiązkowych modłów szkaplerz nie nakłada , a mimo to zapewnia nam łąskę, ze umrzemy pojednani z Bogiem. Któżby tej łaski nie potrzebował ? 

Zaintrygował mnie ten artykuł. Co to jest szkaplerz ? Nie mając zielonego pojęcia - poszukałam w sieci i znalazłam obszerne materiały w Wikipedii. Dla zainteresowanych - szczegóły o szkaplerzu .  
W dzisiejszych czasach to już chyba jednak naprawdę archaik. Ale co z innymi symbolami religijnymi ? Czy nosimy np. medaliki lub krzyżyk ? Ja powiem szczerze - nie. I właściwie sama nie wiem, dlaczego ? Wcześniej wiele lat nosiłam. Chyba kiedyś zerwal mi się łańcuszek i od tej pory przestałam. Ale skoro do tej pory nie kupiłam nowego - to czy oznacza to, że nie przywiązuję do tego wagi ? Teoretycznie tak nie jest, ale w praktyce ? Tym bardziej, że przez ostatni rok dwukrotnie zdarzył mi się kupować łańcuszek i medalik jak prezent na 18- urodziny. Dlaczego nie pomyślałam o sobie ? Medalik mam. W najbliższych dniach postaram się to nadrobić. 

A tak w ogóle to jakie jest miejsce symboli religijnych w dzisiejszych czasach ? Czy potrafimy bez problemu nosić oznaki naszej wiary ? Takie fajne i trendy jest noszenie np. zielonych wstążeczek w obronie Rospudy, kolorowych bransoletek, naklejanie znaczków Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Chociaż zauważyłam, że po naszych ulicach jeździ coraz więcej samochodów z naklejonym symbolem ryby, może więc nie jest tak źle ? Jak to wygląda z medalikami i krzyżykami ? I jaki to ma wpływ na nas w codziennym życiu ? Myślę, że taki znak na naszej szyi ma szanse przypominać nam w odpowiednim momencie jaki jest prawdziwy cel, do którego dążymy. Oczywiście tylko wtedy, gdy noszenie takiej oznaki chrześcijanina nie jest tylko akcją propagandową, aby ludzie widzieli.    
    

   

 

sobota, 21 kwietnia 2007

Ewangelia na niedzielę 22 kwietnia

ryba

Spotkanie Zmartwychwstałego z uczniami w Galilei
Potem Jezus ponownie ukazał się uczniom nad Jeziorem Tyberiadzkim. Ukazał się zas w następujący sposób. Przebywalai tam wspólnie Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza i jeszcze dwóch innych Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: "Idę coś złowić" . Rzekli mu: "I my popłyniemy z tobą". Wyszli więc i wsiedli do łodzi, lecz tej nocy nic nie złowili. Gdy nastał poranek, Jezus stanął na brzegu jeziora, lecz uczniowie nie poznali, że to jest Jezus. Jezus zapytał ich: "Dzieci ! Nie macie nic do jedzenia? ". Odpowiedzieli mu: "Nie" . On zaś polecił im: "Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a złowicie". Zarzucili więc, ale nie mogli jej już wyciągnąc z powodu mnóstwa ryb. Wtedy uczeń, któego Jezus miłował, powiedział do Piotra: "To jest Pan". Skoro tylko Szymon Piotr usłyszał, że to Pan, nałożył ubranie, bo był rozebrany i rzucił się do jeziora. Pozostali uczniowie przypłynęli łodzią, ciągnąc sieć wypełniona rybami, poniewaz nie byli daleko od lądu, tylko około dwustu łokci.
Gdy wsyiedli na brzeg, zobaczyli rozniecone ognisko, położoną na nim rybę oraz chleb. Jezus poprosił ich: "Przynieście kilka ryb, które teraz złowiliście". Poszedł więc Szymon Piotr i wyciągnął na ląd sieć wypełnioną stu pięćdziesięciu trzema wielkimi rybami. A chociaż ryb było tak dużo, sieć się nie rozerwała. Jezus zaś im powiedział: "Chodźcie coś zjeść". Żaden z uczniów nie odważył się zapytać Go: "Kim jesteś ?", ponieważ wiedzieli, że to Pan. A Jezus podszedł, wziął chleb i podał im, podobnie uczynił z rybą.
To juz po raz trzeci Pan objawił się uczniom po swoim zmartwychwstaniu.   

Powierzenie Piotrowi zadań pasterskich
Gdy spożyli posiłek, Jezus zapytał Szymona Piotra: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie bardziej niż oni ?". Piotr odparł: "Tak, Panie ! Ty wiesz, że Cię kocham". Wtedy powiedział do niego: "Paś moje baranki". Zapytał go powtórnie: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie ?". Odrzekł Mu" "Tak, Panie! Ty wiesz, że Cie kocham". Powiedział mu: "Paś owce moje". I zapytał go po raz trzeci: "Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie ?". Wtedy Piotr sie zasmucił, że już trzeci raz go zapytał: "Czy kochasz Mnie ?". I odpowiedział Mu: "Panie, Ty wiesz wszystko o wszystkim. Ty wiesz, że Cie kocham".  Jezus rzekł do niego: "Paś moje owce. Uroczyście zapewniam cię: Kiedy byłeś młodszy, przepasywałeś się szedłeś, dokąd chciałeś. Kiedy jednak się zestarzejesz, wyciągniesz swoje ręce, a ktoś inny cie przepasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz". Powiedział to, aby wskazać, jaką śmiercią uwielbi Boga. Następnie rzekł do niego: "Pójdź za Mną !".  

Ewangelia wg Św. Jana 21, 1-19

Ten fragment Ewangelii jest jakby przypomnieniem kilku wcześniejszych wydarzeń z okresu nauczania Jezusa. Jakby nieoco symboliczny powrót do Galilei - tam gdzie wszystko się zaczęło.
Wzruszający jest moment, w którym Jezus trzykrotnie pyta Piotra "Czy kochasz Mnie ?" . Też ma to swoej odniesienie - do momentu trzykrotnego zaparcia się Piotra ...
A mi na myśł przychodzi w tym momencie końcowa scena "Quo Vadis" Henryka Sienkiewicza. Na przykładzie Piotra widac tak wyraźnie, cze człoweik jest słaby i upada. Ważne jednak, aby umieć sie podnieśc i iśc dalej we właściwym kierunku ....   

     

Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach gwałtownie nasiliła się obecność Kościoła na arenie politycznej. I wcale mi się to nie podoba. Zawsze byłam przeciwnikiem nawracania na siłę, a to co sie dzieje teraz w polityce powoduje z jednej strony właśnie coś w rodzaju wypraw krzyżowych i wprowadzania "jedynych słusznych rozwiązań" , a z drugiej - walkę w obronie demokracji przeciwko wprowadzaniu "państwa wyznaniowego". I siłą rzeczy Kościół staje sie mimowolnym uczestnikiem różnych gier politycznych. Po co to komu ?  

Pamiętamy słynną sprawę niedoszłego ingresu Abpa Wielgusa. Każdy z polityków uważał za swój obowiązek wypowiedzenie się w tym temacie, co w praktyce oznaczało postawienie się "za" lub "przeciw". W efekcie w Katedrze rozegrały się sceny właściwe dla wiecu, a z pewnością nie pasujące do powagi miejsca i liturgii mszy św. Można to na siłę wytłumaczyć chęcią uczestnictwa w ważnych dla narodu i Kościoła wydarzeniach i nie czepiałabym się, gdyby sprawy nie zaszły dalej.
W ostatni wtorek ujawniono wysłany w styczniu tego roku list Rzecznika Praw Dziecka Ewy Sowńskiej do Benedykta XVI właśnie w obronie Abpa Wielgusa.  Pewnie, pani Sowińska będąć katoliczką, ma prawo zabierać głos w sprawach dla Kościoła ważnych (aczkolwiek tu zasady demokratyczne nie mają zastosowania) , problem w tym, że robiąc to na firmowym papierze Rzecznika praw Dziecka zrobiła to juz nie jako osoba prywatna, a jako przedstawiciel jednego z urzędów państwowych.  A to jest dla mni ewidentne mieszanie się  w wewnętrzne sprawy Kościoła.

No i oczywiście nieszczęsna sprawa zmiany Konstytucji, wszystko pod sztandarami ochrony życia. Tu juz politycy wyraźnie przegięli - wszyscy na siłe pokazują, kto jest bardziej "katolicki". A ja z uporem maniaka ponownie pytam : co faktycznie i  w realnym wymiarze da wpisanie zakazu aborcji i eutanazji do ustawuy zasadniczej ? Nawet jeżeli wpiszemy to dużą czcionką i pozłacanymi literkami ? Czy zlikwiduje to podziemie aborcyjne ? W jaki sposób skoro już przy obowiązującej ustawie nielegalne przerywanie ciąży jest przestępstwem, a wystarczy wziąć do ręki gazetę z ogłoszeniami, aby się przekonać, że proceder ma się zupełnie dobrze.  Oceniając sprawę na zimno - to byłoby niezłe działanie marketingowe mające na celu podniesienie cen. Czy o to chodzi Romanowi Giertychowi ?
Patrząc na wydarzenia ostatniego tygodnia - cele były jednak bardzo przyziemne i jak najbardziej polityczne. Nawet nowa partia powstała przy okazji.
A niezależnie od tego - takie majstrowanie przy Konstytucji może spowodować efekt zupełnie odwrotny. Wahadło wyborcze za chwilę może znowu przechylić się na lewo i kolejni politycy zaczną kombinować zmiany w Konstytucji, tym razem w drugą stronę.  
Cieszę się z jednego - hierarchowie Kościoła wypowiadali się naprawdę rozważnie. Oczywiste jest, że są za pełną ochroną życia - jak każdy katolik.  Ale odnosili się w większości do tego jak do sprawy o wymowie moralnej, a nie politycznej. Bo taka jest ona w istocie, mimo wpisania jej na sztandary partii politycznych.

Analizując temat powiązania Kościoła i poltyki nie da się nie wspomnieć o Ojcu Dyrektorze. Tu akurat jest na odwrót - Kościół miesza się do polityki. I to bardzo skutecznie, nieomal rozdając karty. Dochodzi nawet do ostrej rywalizacji partii politycznych zabiegających o poparcie Tadeusza Rydzyka. I to juz jest po prostu horror. Nie będę sie  rozpisywać o Jego działalności stricte politycznej - to fakty powszechnie znane. Ja czuję sie głęboko zrażona od czasu obejrzenia pewnej audycji w telewizji Trwam w październiku 2005. Skacząc sobie po kanałach mojej kablówki w pewnym momencie trafiłam na transmisję nabożeństwa z jakiegoś kościoła (szczegółów nie pamiętam). Z ambony przemawiał właśnie Ojciec Dyrektor - jak zwykle w swoim stylu, głónie na tematy polityczne. Była to juz końcówka kazania/wystąpienia.  Chwile później na ambonę wszedł inny kapłan (miejscowy) i powiedział coś w tym stylu: "Wiem, ze przyszliście tu na Różaniec, ale trochę się nam przeciągnęło i zrobiło się późno. W drodze powrotnej do domu odmówcie więc sobie dziesiątkę Różańca".   Ta scenka moim zdaniem doskonale obrazuje działalność toruńskiej rozgłośni : "Ewangelizujemy, ale jak nam starczy czasu. Polityka przede wszystkim" . I to bardzo, bardzo mi się nie podoba....

Reasumując: "oddajmy Bogu co Boskie, a cesarzowi - co cesarskie". Nie namawiam do schizofrenii i dwóch różnych postaw - jako katolik i jako obywatel, ale nie mieszajmy w ten sposób jednego z drugim. Rozdział Państwa i Kościoła nie jest wcale zły. Niech Kościół sam decyduje kto ma zostać biskupem, a jednocześnie - niech mowy polityczne nie zastepują nam modlitwy w kościele. 
W ramach współczenych wypraw krzyżóych nie wciskajmy więc na siłę Dekalogu do prawodawstwa - nic to nie da jeżeli podstawowe prawdy wiary nie będą tkwiły w naszych sercach.  Ewangelia jest przesłaniem na każdą chwilę naszego życia, nie na puste hasła na sztandarach. A najlepszą formą ewangelizacji jest dobry przykład. Robię coś, pomagam komuś dlatego, że jestem chrześcijanką. A to religia miłości, nie walki ....       

| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS