Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
środa, 24 października 2007

Wisława Szymborska

NIENAWIŚĆ

Spójrzcie, jaka wciąż sprawna, 
jak dobrze się trzyma 
w naszym stuleciu nienawiść 
Jak lekko bierze wysokie przeszkody, 
Jakie to łatwe dla niej - skoczyć, dopaść. 

Nie jest jak inne uczucia. 
Starsza i młodsza od nich równocześnie. 
Sama rodzi przyczyny, 
które ją budzą do życia. 
Jeśli zasypia, to nigdy snem wiecznym. 
Bezsenność nie odbiera jej sił, ale dodaje. 

Religia nie religia 
byle przyklęknąć na starcie. 
Ojczyzna nie ojczyzna - 
byle się zerwać do biegu. 
Niezła i sprawiedliwość na początek. 
Potem już pędzi sama. 
Nienawiść. Nienawiść. 
Twarz jej wykrzywia grymas 
ekstazy miłosnej. 

Ach, te inne uczucia - 
cherlawe i ślamazarne. 
Od kiedy to braterstwo 
może liczyć na tłumy? 
Współczucie czy kiedykolwiek 
pierwsze dobiło do mety? 
Zwątpienie ilu chętnych porywa za sobą? 
Porywa tylko ona, które swoje wie. 

Zdolna, pojętna, bardzo pracowita. 
Czy trzeba mówić ile ułożyla pieśni. 
Ile stronic historii ponumerowała. 
Ile dywanów z ludzi porozpościerała 
na ilu placach, stadionach. 

Nie okłamujmy się: 
potrafi tworzyć piękno. 
Wspaniałe są jej łuny czarną nocą. 
Świetne kłęby wybuchów o różanym świcie. 
Trudno odmówić patosu ruinom 
i rubasznego humoru 
krzepko sterczącej nad nimi kolumnie. 
Jest mistrzynią kontrastu 
miedzy łoskotem a ciszą, 
miedzy czerwoną krwią a białym śniegem. 
A nade wszystko nigdy jej nie nudzi 
motyw schludnego oprawcy 
nad splugawioną ofiarą. 

Do nowych zadań w każdej chwili gotowa. 
Jeżeli musi poczekać, poczeka. 
Mowią że ślepa. Ślepa? 
Ma bystre oczy snajpera 
i śmiało patrzy na przyszłość 
- ona jedna. 

Kilka dni temu były wybory. Poprzedzone krótką, brutalną kampanią. Czy uda się zapomnieć o wszystkich złych słowach jak padły podczas tej kampanii i wspólnie, razem pracować dla dobra Polski ? Brzmi to wprawdzie jak frazes, ale kryje się za tym jak najbardziej realna treść - praca naszego parlamentu. Wiele razy widywaliśmy ju ż tam kłótnie i awantury na poziomie rynsztoka, czy teraz są szanse, aby było inaczej ?
Martwi mnie to, że chwilami nie dorastamy do demokracji, nie rozumiemy jej zasad. Ja akurat głosowałam za PO, podobnie jak 2 lata temu. Rząd PiSu bardzo mi się nie podobał, przede wszystkim z powodu ciągłego skłócania wszystkich, polityki bardzo agresywnej, niszczącej, a nie budującej. Wielokrotnie krytykowałam polityków partii rządzącej - ślady tego są na moim blogu politycznym. Nie obrażałam się jednak i nie nienawidziłam ludzi inaczej myślących. Jest to sprzeczne zarówno z moją wiarą - jestem przecież katoliczką - jak i podejściem do innych ludzi w ogóle. Pewnie, nie kazdego lubię i cenię, ale wszelkie najmniejsze oznaki nienawiści - staram się tępić w zarodku. Może dlatego tak jestem wyczulona na nienawiść u innych ? I dlatego od kilku dni martwię się tym, ze PiS nie potrafiąc przegrywać - z agresją szuka winnych wszędzie ? Dlaczego premier w swoich ostatnich wypowiedziach jest tak agresywny ? Dlaczego stawia nas w jednym rzędzie z mordercą księdza Popiełuszki ? Swoją drogą - w sensie ziemskiej sprawiedliwości odsiedział swoją karę, a przed Bogiem sam będzie się rozliczał, bez ludzkich pośredników. A teraz gdzieś pracować musi, prawda ? Pomijając już poziom "Faktów i mitów" - nigdy tego nie miałam w rękach, ale czasami w oczy wpadała mi okładka - tytuły zdecydowanie odstręczały.  

Radio Zet prowadzi często akcję, w któej słuchacze mogą dzwonić na "zielony telefon" i nagrywać swoją wypowiedż na jakiś temat. Niektóre wypowiedzi są później puszczane na antenie. W poniedziałek, dzień po wyborach, wpadła mi w uszy jedna wypowiedź: "wy wszyscy, którzy głosowaliście za Platformą - przeklinam was w imię Boga!". A ja od dwóch dni zastanawiam się - jakiego Boga ? Jaki to Bóg każe tak nienawidzieć ? Boję się, że ten pan uważał się za katolika ....  

sobota, 20 października 2007

Ewangelia na niedzielę 21 października

Przypowieść o sędzi  i wdowie
Powiedział im tez przypowieść o tym, że zawsze powinni sie modlić i nie zniechęcać się: "Wpewnym mieście był sędzia,  który nie bał się Boga i nie szanował ludzi. W tym mieście mieszkała tez wdowa, któa stale przychodziła do niego z prośbą: 'Obroń mnie przed moim przeciwnikiem' .  Przez pewien czas nie chciał, ale potem pomyślał sobie: 'Chociaż Boga się nie boję anie nie szanuję ludzi, to uczynie zadośc sprawiedliwości, ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa. Niech w końcu przestanie przychodzić i mnie zadręczać'."
Pan powiedział : "Posłuchajcie, co mówi ten niesprawiedliwy sędzia!  Bóg natomiast, czy nie weźmie w obronę swoich wybrancyh, którzy wołają do Niego dniem i nocą ? Czyż będzie zwlekał w ich sprawie ? Mówię Wam,  że szybko czyni zadość sprawiedliwości. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdzy przyjdzie ?". 

Ewangelia wg Św. Łukasza 18 , 1-8

Najlepszym komentarzem tej przypowieści będzie motto blogu Ptaśka :

"Bóg przychodzi z pomocą zawsze o pięć minut za późno. I zawsze zdąża" . 

Paradoks ? Tylko wtedy, gdy przyjmiemy, że my wiemy lepiej co jest nam potrzebne. Jeżeli poddamy się woli Boga - to wszystko zacznie się zgadzać. Tym bardziej, że nasze prośby czasami bywają wcale nie takie dobre. Pamiętam kiedyś, jak słyszalam w czasie kazania kapłana opowiadajacego o matce, która przyszła z prośbą o odprawienie  mszy w intencji pomyślnego zakończenia operacji córki. Ponieważ parafia nieduża, kapłan znał rodzinę, zmartwiony z troską zaczął dopytywać się o szczegóły. W końcu przyciśnięta do muru parafianka wyznała, ze  chodzi o aborcję ....
Może warto więc uznać naszą słabość i małość i przyznać, że nie wszystko co chcielibyśmy sobie wymodlić jest na pewno dobre dla nas samych ? Poza tym przyjmijmy jednak, ze Pan Bóg to niekoniecznie złota rybka spełniająca wszystkie nasze życzenia. Pomijajac już nawet fakt, że nasze pragnienia mogą być akurat zupełnie sprzeczne z pragnieniami kogoś innego, kto też się modli. 

W dzisiejszym czytaniu znajduję jedną myśl, która do mnie nie przemawia, nie czuję jej. Odnoszę wrażenie, że jest to swoista pochwała namolności i marudzenia w naszych modlitwach. I to mi jakoś nie pasuje. Może to kwestia tłumaczenia ? Rozumiem, że również w modlitwie powinnam być pełan wiary i nadziei, że Pan Bóg wysłucha mojej prośby. Bardziej przemawia do mnie jednak wizja, że zrobi to dlatego, że mnie kocha i chce mojego dobra, a nei dlatego, że jestem natrętna i marudzę .....

modlitwa

Obrazek znaleziony na stronie: http://www.zamysleniakrc.republika.pl

środa, 17 października 2007

 różaniec

Październik to miesiąc Różańca Świętego. Modlitwy znanej od wielu wieków, skierowanej do Matki Boskiej. Nie chcę tu jednak pisać o tym ile jest części, jak się go odmawia. W sieci jest wiele stron, na któych zrobiono to o wiele lepiej niż opisałabym to ja.
Osobiście radze zajrzec tu: Różaniec i rozważania różańcowe.  
 

Jako dziecko pamiętam, że nie lubiłam nabozeństw różańcowych. Wydawały mi się bardzo długie i monotonne. Kojarzyły mi się zawsze z takim bezmyśłnym "klepaniem zdrowasiek".
Pierwszy raz poczułam zbawienną moc modlitwy różańcowej siedząc przy łóżku umierającego Ojca. Wiedzieliśmy, ze zbliża się koniec, siedzieliśmy na zmianę przez ostatnią dobę. Gdy nad ranem w pewnym momencie pogorszyło się, wpadłam w panikę. Siedząca obok mnie moja siostra również. I pamiętam nagłą wyraźną myśl: "odmawiaj różaniec".  Pomogło. Uspokoiłyśmy się momentalnie.
Mój Ojciec zmarł kilka godzin później.  Przez cały czas miałam przy sobie kilka tabletek jakieś środka uspokajającego, ale w momencie, gdy czułam, ze zaczynam się rozsypywać psychicznie - sięgałam po różaniec. I pomagało. Tabletki wyrzuciłam kilka tygodni później.

A codziennie rano idąc do pracy - w myśli odmawiam dziesiątkę różańca. I zawsze staram się, aby nie było to bezmyślne.

wtorek, 16 października 2007

Jan Paweł II

29 lat temu, 16 października 1978 roku przez całą Polskę przebiegła wieść : Polak został papieżem. 
Pamiętam tamten dzień. Biły wszystkie dzwony, ludzie przekazywali sobie wiadomośc z ust do ust. I pamiętam swój strach: papież Polak miał być jedną z oznak końca świata .....

I chyba właśnie od tamtego dnia zaczęliśmy czuć się inni - lepsi, mądrzejsi. I zapragnęliśmy wolności.  

sobota, 13 października 2007

Dzień Papieski

Niedziela 14 października, jako ostatnia niedziela przed 16 paździenika, już po raz siódmy z rzędu obchodzona jest w Polsce jako Dzień Papieski. W tym roku pod hasłem - Jan Paweł II Obrońca godności człowieka.
Dla zainteresowanych - list biskupów polskich na VII Dzień Papieski

A my wszyscy może powinniśmy sie zastanowić - co w nas zostało z idei i nauczania "naszego papieża" ? Gdzie się podziao pokolenie JPII ? I dlaczego ostatnio znowu tak moden stało się hasło : "nie płakałem po papieżu" ?

A wychodząc jutro do kościoła - może włóżmy do kieszeni dodatkowy pieniążek, któy wrzucimy do puszek wolontariuszy zbierajacych środki na "Dzieło Nowego Tysiąclecia" ? Akurat ta fundacja, zajmująca się stypendiami dla zdolnej młodzieży z ubogich rodzin - to najpięniejszy pomnik, jaki mozemy podarować Janowi Pawlowi II. Najpiękniejszy, gdyż żyjący w sercach ludzi dobrej woli. Żywy dowód, że coś w nas jednak zostało, że nie tylko ta ziemia została odmieniona, ale również nasze serca. I ta włąśnie przemianę przekazujemy następnemu pokoleniu.      

A samo hasło tegorocznego Dnia Papieskiego to przypomnienie, że każdy człowiek ma swoją godność - nawet morderca. Pokazał nam to właśnie błogosławiony Jan Paweł II.

Ewangelia na niedzielę 14 października

uzdrowienei trędowatych

Uzdrowienie dziesięciu trędowatych
W drodze do Jeruzalem przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei. Gdy wchodził do pewnej wsi, spotkało Go dziesięciu trędowatych mężczyzn. Stanęłi w oddali i wołai: "Jezusie, Mistrzu! Zmiłuj się nad nami!". A gdy ich zobaczył, powiedział: "Idźcie, pokażcie się kapłanom !". Gdy oni szli, zostali oczyszczeni. Wtedy jeden z nich, widząc, że został uzdrowiony, wrócił, głośno chwalac Boga.  Upadl na twarz do Jego stóp i dzięował Mu. Był to Samarytanin. Jezus zapytał: "Czy nie dziesieciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu ? I nie znalażl się nikt, kto by wrócił oddać chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec ? ". A jemu powiedział: "Wstań, idź! Twoja wiara cię uzdrowiła".

Ewangelia wg Św. Łukasza 17 , 11 -19

Wdzięczność. Piękna cecha, ale czy jest nam bliska ?
Opisywałam kiedyś na tym blogu historyjkę z czasów szkoły średniej. Moje koleżanki wplątały się w pewną sprawę, która mogła mieć dla nich poważne skutki. Ja sama wprawdzie nie uczestniczyłam w tym, ale kibicowałam im szukając wspólnie wyjścia z problemu. W odruchu beznadziei i rozpaczy, któraś z nich wpadła na pomysł - idziemy do kościoła się pomodlić. Byłyśmy. Kilka dni później spotkałyśmy się ponownie i jedna z moich koleżanek przyniosła wieść, że się udało i wszystko jest ok. Cieszyłyśmy się wszystkie. W pewnym momencie przyszła mi do głowy myśl - idziemy do kościoła, podziękować Bogu, że nam pomógł. W pierwszym momencie były zdziwoine i zszokowane (ja chyba też), ale poszłyśmy. Wydarzenie to zrobiło na mnie wielkie wrażenie i od tej pory wraca do mnie co jakiś czas. Zastanawiam sie dlaczego ? Gdybym sama była wplątana w tamtą sprawę - można by to tłumaczyć strachem przed konsekwencjami - ale ja byłam tylko kibicem. Owszem, mam duże zdolnosci empatyczne, ale to tez nie tłumaczy wszystkiego. Może była to jakaś interwencja Ducha Świetego ?  W każdym razie skuteczna. W swoim późniejszym życiu zdążyłam sobie wyrobić odruch wdzięczności. Gdy w swojej modlitwie proszę o coś - nigdy nie zapominam o podziękowaniu za otrzymane łaski. I nigdy nie targuję się z Panem Bogiem: "jak mi Boże pomożesz , to ja już nigdy ... " . I nawet w sytuacjach, gdy udaje mi się pokonac jakąś własną słabość czy uniknąć grzechu - dziękuję Bogu, że pomógł mi wytrwać w dobrym. 

      

czwartek, 11 października 2007

klasztor Betanek

Najważniejszym wydarzeniem medialnym wczorajszego dnia była eksmisja byłych Betanek z nielegalnie zajmowanego klasztoru w Kazimierzu Dolnym. Komornik, siły policyjne - to wszystko robiło wrażenie. Sama egzekucja komornicza odbyła się spokojnie, ale problem wcale nie zniknął.
Od dwóch lat w tym klasztorze działo się coś dziwnego. I to coś wcale się nie skończyło. Charyzmatyczne wpływy byłej matki przełożonej oraz byłego franciszkanina na pozostałe siostry były i nadal są niesamowicie silne. Dokładając do tego życie w całkowitym zamknięciu, stworzenie wizji własnego świata, można mieć obawy przed realnymi możliwościami ułożenia sobie życia w świecie. Tym bardziej, że dziś media donoszą o opuszczeniu przez byłe Betanki domów rekolekcyjnych. Gdzie się podziały - nie wiadomo. Wiadomo tylko, że są razem....

Zastanawiam się gdzie w takiej sytuacji kończy się wolność człowieka i możliwość decydowania o własnym losie ? Czy zaniepokojone rodziny mają prawo żądać powrotu krewnych ? Wyciągnięcia ich z zaklętego świata, w którym żyją ? Na jakiej podstawie ? Wiele z tych zakonnic to młode dziewczyny. Gdyby któraś z nich nie poszła do zakonu tylko zakochała się w jakimś chłopaku, czy można by siłą oderwać ją od niego? Nawet gdyby był wykorzystującym ją łajdakiem, który by ją omotał ? Pewnie nie. A jaka jest tu właściwie róznica ?

W dużej części można przyjąć, ze większość tych byłych Betanek pochodziło z domów katolickich. Pokochały Boga tak bardzo, że postanowiły poświęcić Mu całe swoje życie. I trafiły do zakonu. Z tego co czytałam wcześniej - była matka przełożona w tym klasztorze każdą z dziewcząt przyjmowała z wielką miłoscią, stwarzała atmosferę ciepła i bezpieczeństwa. Może więc nic dziwnego, że tak bardzo zwiazały się z nią emocjonalnie, że nie opuściły jej nawet po odwołaniu z funkcji ? Nie wiem. NIe wiem także, na czym polegały te objawienia i czego były wynikiem ? Będąc członkiem Kościoła - przyjmuję za dogmat, ze nie zostały uznane za rzeczywiste objawienia. Może to choroba psychiczna ? Raczej nie sądzę, żeby była to  świadoma, pełna premedytacji próba zawładnięcia umysłami sióstr, jak często zdarza się to w innych sektach. A wygląda na to, że była to po prostu sekta. Przynajmniej tak wygląda to na zewnątrz. Dwa lata odosobnienia, życie bez Sakramentów, bez mszy św. ....

Trzeba było to w końcu przerwać. Nie wiem z czego ostanio się utrzymywały, ale na dłuższą metę nie dałoby sie wyżywić tylu osób opierając się tylko na potajemnej pomocy datków dobrych ludzi. Duży piękny klasztor - trzeba go ogrzać, zapłacić za wodę, prąd itp. Kto regulował ostanie rachunki ? Podejrzewam, że Betanki. Czy można było to ciągnąć dalej ?  
Cieszę się, że Kościół mimo wszystko starał się pomóc. I wkroczenie komornika i przerwanie tego co się tam działo - też jest jakąs formą pomocy. Co będzie dalej ? Czy naprawdę wszystkie odeszły już tak daleko, że nie mają szans na powrót ? Gdzie się podzieją ? I jak daleko mamy prawo ingerować w czyjeś życie, nawet jeżeli wydaje się nam, że ktoś błądzi ? 
Może warto pomodlić się, aby Pan wskazał im właściwą drogę ? 


 

poniedziałek, 08 października 2007

Z "Przewodnika Katolickiego" z 2 listopada 1930 roku 

Czemu nie wolno katolikowi na wybory machnąć ręką ? 
  
Często spotykamy się z mniemaniem, że najlepiej nie łamać sobie głowy nad pytaniem, na którą listę zagłosować, lecz machnąć ręką na wszystko i wcale nie głosować....
   Ostatni raz oddałem dobrą kartkę - powiada jeden - i nic nie pomogło. Bieda coraz większa, podatki coraz cięższe, a pracy coraz mniej....
   Dodaje drugi: Obiecywano, że dostaniemy z zagranicy znaczne pożyczki, a tu brak gotówki taki, że do protestu idą weksle pięciuzłotowe...
   Trzeci przypomina: Dziatwie naszej miało być zapewnione w szkole wychowanie religijne, a czytam w gazetach, że Sejm i Senat głosował za zniesieniem praktyk religijnych w szkole, ogromna zaś część nauczycielstwa, złączona w Związku nauczycielstwa szkół powszechnych, w Krakowie zastanawiała się nad zniesieniem religii wogóle, tak, że Episkopat  Polski wystąpił przeciw temu w publicznym orędziu do calego kraju.
   Inni chcieli przytaczać jeszcze inne żale treści czysto politycznej. A że jako duszpasterz patrzę na wszystko nie ze stanowiska politycznego, lecz religijnego, przeto uprzedziłem ich wynurzenia następujacą uwagą:
   Wszystko prawda, co mówicie, ale to nie zwalnia nikogo od głosowania, przeciwnie, to jaskrawa pobudka, żeby nikt nie opuścił głosowania, żeby owszem drugich dopilnować, opieszałych sprowadzić do urny wyborczej, jak to za czasów niewoli sprowadzaliśmy opieszałych, a nawet ciężko chorych. Czemu ? Te wszystkie bolaczki mogą tylko wtedy ustąpić albo zmniejszyć się, jeżeli w Sejmie lub w Senacie zasiadą do narady conajtężsi rozumem i cnotą. Nie wystarczy, jeśli będzie garstka, nie, musi ich być większość. Dlatego właśnie, że takich tęgich posłów dotychczas zawsze za mało, nie mogli zdziałać dla kraju i naszego dobra tego, cośmy się po nich spodziewali. Cóż z tego, ze wy sami głosowaliście dobrze  !? Zamało oświecaliście drugich, którzy źle głosowali albo pozostali w domu, zamiast iść na wybory, akurat tak samo, jak Wy teraz chcecie ze swej strony zrobic! Ale tego zynić ni ewolno - pisze w swym apostolskim orędziu jeden z Biskupów polskich - kto się wstrzymuje od głosu, ten nie pomaga do wybrania dobrych posłów i nie przeszkadza w wybraniu złych i za to jest odpowiedzialny!
                                                                                                                               X.Bogumił

Tak zachęcano do głosowania kiedyś. Jak widać  jednak problemy z niską frekwencją wyborcza nie są symptomem naszych czasów.
I dziś biskupi równie zabierają głos w tej sprawie. W przyszłą niedzielę odczytywany będzie we wszytkich parafiach Słowo biskupów polskich przed wyborami parlamentarnymi 2007r
Ja polecam ciekawy artykuł w blogu Łukasza Kościół i polityka , gdzie jest to opisane w skróconej skondensowanej formie.   

Uczestnictwo w wyborach jest nie tylko naszym prawem - jest również obowiązkiem. Ja też przyłączam się do tego apelu. To nasz kraj i od nas zależy jak będzie rządzony.

sobota, 06 października 2007


wiara

Rysunek znaleziony na http://www.edycja.pl/ 

Ewangelia na niedzielę 7 października

Odpowiedzialność za siebie i innych
Apostołowie prosili Pana: "Wzmocnij nasza wiarę!" .  A Pan powiedział: "Gdybyście mieli wiarę jak
ziarno gorczycy i powiedzielibyście temu krzewowi morwy: 'Wyrwij się i przenieś do morza',
to by was posłuchał.

Koniecznośc pokory
Któż z was, majac sługę,  który orze lub pasie, powie do niego, gdy ten przyjdzie z pola" 'Chodź zaraz
i zasiądź do
stołu' ? Czy nie powie mu raczej: 'Przygotuj mi  posiłek, przepasz się i usługuj mi, 
aż się najem i napiję. Ty będziesz jadł i pił
potem' ? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał polecenie ?
Tak i wy, kiedy wykonancie wszystko, co wam polecono, mówcie:
'Jesteśmy nieużytecznymi sługami. Wykonaliśmy to, co było naszą powinnością'
. "

Ewangelia wg Św. Łukasza, 17 , 5-10   

Też chcialabym wzmocnienia mojej wiary.... Niekoniecznie w sensie jakiegos materialnego dowodu na istnienie Boga czy cudu - tego nie potrzebuję.  Aczkolwiek mam czasami poczucie samotności i braku odpowiedzi na modlitwę. Z drugiej jednak strony - wszystkie łaski otrzymywane od Boga traktuję jako coś naturalnego - tak powinno być. Odnosząc się do słów dzisiejszej Ewangelii - tak jakbym traktowała za normalne to, że gdy przyjdę zmęczona z pola - ktoś zacznie mi usługiwać przy stole.

Zawsze bałam się tego, ze moja wiara stanie się tylko nawykiem, przyzwyczajeniem, a moja modlitwa - bezmyślnym odklepywaniem pacierzy. Chcąc tego uniknąć - czytam Ewangelię, duzo rozmyślam, pisze tego bloga i czytam inne.

I ciągle zastanawiam się jak silna jest moja wiara. I jak ja zmierzyć ?
Kiedyś na tym blogu zamieściłam historyjkę, która chyba dobrze ilustruje te myśli:

Pewnego razu podczas spaceru uważający sie za ateistę człowiek potknął się i spadł ze skały .
Chwyciwszy się w ostatniej chwili rosnącego na zboczu drzewka, zwisał nad głęboką przepaścią i wzywał ratunku. Bez rezultatu. W ostatecznej desperacji zaczął wzywać Boga: "Panie Boże, wiem , że w Ciebie nie wierzyłem, ale jeśli mnie uratujesz - to się zmieni. Zacznę chodzić do kościoła i wszystkim ludziom będę głosić Twoją chwałę" . Wtem z nieba odezwał się głos: "Wszyscy tak mówią jak potrzebują pomocy". Poruszony człowiek zaczął krzyczeć jeszcze głośniej "Ależ Panie, przeciez usłyszałem Twój głos. Już w Ciebie wierzę . Wierzę, że tylko Ty możesz mnie uratować ".
W odpowiedzi usłyszał:"Skoro naprawdę wierzysz we mnie i moją moc - puść gałąź ... "

Czy ja potrafię już puścić gałąź ? ........

   

środa, 03 października 2007

Jest taka wiara, która nie pyta dlaczego
I jest ciągłe pytanie, czy uwierzyć w Niego
Jest taka wiara, bez słońca zachodów
I jest ciągłe szukanie na Boga dowodów

Jest taka nadzieja na pomyślne jutro
I jest bezsens kiedy w duszy smutno
Jest taka nadzieja, co przetrwać pomaga
I jest ciemność kiedy grzech zapada

Jest taka miłość co z cnót  jest największa
I jest tylko uczucie, które Ją pomniejsza
Jest taka miłość, która trwa do końca
I fałszywa skończona o zachodzie słońca

 

Wiersz znalazłam na stronie Misjonarz . Bardzo mi się podoba. 

Trzy cnoty Boskie: Wiara. Nadzieja. Miłość.
Katechizm Kościoła Katolickiego nazywa je teologalne i definiuje je jako odnoszące sie bezpośrednio do Boga uzdalnianie do życia w jedności z Trójcą Świętą.  Brzmi to bardzo poważnie, ale jakoś mało czytelnie. Wierzę w Boga. Widzę na tym świecie coś więcej niż to co da się dostrzec poprzez mędrca szkiełko i oko. W samej sobie czuję tez taką potrzebę wiary. Wierzę, że z chwilą, gdyby moje serce przestanie bić - to wcale nie jest koniec, że to po prostu tylko przejście.  Mam też nadzieję, że uda mi się zasłużyć na to, że będzie to szczęscie. Bóg jest miłosierny i kocha nas. Pozwala to też czerpać nadzieję na każdy kolejny dzień, często pełen trosk, ale i radości.

| < Marzec 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS