Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
poniedziałek, 03 września 2007

25 sierpnia na Jasnej Górze odbyło się spotkanie polskich biskupów. Jednym z omawianych tematów był probelm Radia Maryja. Spodziewano się jakichś wyraźnych, zdecydowanych kroków. Ponieważ nic takiego nie zostało ogłoszone - pozostał niedosyt i rozczarowanie.

Są jednak szanse, że coś się w Kościele zmieni. Oto ujawniony przez media list kardynała Stanisława Dziwisza, odczytany własnie na tym spotkaniu :

Jasna Góra, 25 sierpnia 2007

Drodzy Księża Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi,

Jako pasterze i przewodnicy wiernych zbieramy się co pewien czas, aby zastanawiać się nad biegiem wydarzeń w naszym polskim Kościele. Podejmowanie odpowiedzialności za losy Kościoła jest naszym obowiązkiem. To jest już początek trzeciego roku mojego pobytu w kraju. Przez ten czas przyglądałem się i przyglądam dalej naszej kościelnej rzeczywistości z uwagą i pełnym skupieniem. Odbyłem wiele spotkań wsłuchując się w głos rozmówców. W imię odpowiedzialnej miłości pragnę podkreślić, że niczym nie są tak wypełnione serca naszych wiernych i duchownych jak pragnieniem jedności.

Chodzi o zachowanie jedności wewnątrz wspólnoty kościelnej. Jak mamy światu ukazywać jedność, skoro sami jesteśmy podzieleni? A przecież jedność jest naszą racją stanu. Jako biskupi powinniśmy mówić językiem Ewangelii, czyli językiem jednoczącym. Tylko wtedy świat nas pozna, gdy będziemy stanowili jedno w kluczowych sprawach Kościoła. Jako odpowiedzialni za Kościół mamy ukazywać całemu światu wartość społeczną jedności. Zostaliśmy powołani do budowania mostów i tworzenia atmosfery komunii. Wszyscy wiemy, że ta komunia Kościoła bardzo głęboko leżała na sercu Słudze Bożemu Janowi Pawłowi II. Jeśli nie będziemy stanowili jedno, przyszłość napisze dramatyczny scenariusz, a rzeczywistość przyjmie czarną postać.

Nadszedł czas, aby – w imię odpowiedzialności przed Ojcem świętym i Kościołem, a także przed tymi, którzy po nas przyjdą – zabrać ostateczny głos w sprawie zasadniczej, a sprowokowanej przez Radio Maryja. Nie chodzi tu tylko o samą osobę dyrektora, lecz o naszą odpowiedzialność za duszpasterstwo, które stopniowo wymyka się spod kontroli biskupów i przechodzi w inne ręce. Inaczej mówiąc: chodzi o odpowiedzialność za cały Kościół w Polsce! Nie możemy być obojętni na to, co się dzieje i bezkrytycznie czekać na rozwój wydarzeń. Sami powinniśmy ten problem rozwiązać i odpowiednio ukierunkować! Jesteśmy na progu niebezpieczeństwa kryzysu – ktoś inny przejmuje decydowanie o kierunku duszpasterstwa w Polsce. Tymczasem jest to nasza pasterska odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem. Chodzi o to, że coraz częściej Radio Maryja nie jest składnikiem jedności polskiego Kościoła, lecz staje się elementem przetargu oraz rozgrywek politycznych i społecznych.

Ciągle również słyszymy ciężkie oskarżenia ze strony ambasadorów i przedstawicieli dyplomatycznych różnych nacji o wywoływanie problemów narodowościowych oraz ich prośby, aby wnikliwie przyglądnąć się problematyce antysemityzmu pojawiającej się co pewien czas na falach katolickiego przecież radia. Zatem wydaje się, że należałoby zdecydowanie zażądać od ojców Redemptorystów, aby sprawa radia Maryja została ustawiona według myśli Kościoła i ku dobru i jedności naszych wiernych. Istnieje bowiem wielkie, a czasem nawet w tym gronie, nieuświadamiane zagrożenie, że Kościół w Polsce utożsamiany jest jedynie z pozycją Radia Maryja. Drodzy księża biskupi, ani Radio Maryja, ani Telewizja Trwam, ani ich dyrektor, nie mogą przejąć odpowiedzialności za Kościół w Polsce, którą nam powierzył sam Jezus Chrystus. Od tej odpowiedzialności nikt nie może nas zwolnić! Chcemy być bowiem promotorami jedności i pokoju, aby stać się godnymi na miarę oczekiwań Ojca świętego Benedykta XVI.

Jeszcze raz podkreślam, że nikt inny nie może przejąć odpowiedzialności za duszpasterstwo i Kościół w naszej Ojczyźnie ponieważ tylko Biskupi, zjednoczeni wokół Papieża, który jest zwornikiem jedności z woli naszego Pana Jezusa Chrystusa są do tego powołani! Dlatego, wydaje się bezwzględnie koniecznym ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, które będą służyły Kościołowi w Polsce pod kierownictwem biskupów zjednoczonych z Ojcem świętym Benedyktem XVI, spadkobiercą ducha Jana Pawła II.

Kard. Stanisław Dziwisz Metropolita Krakowski
Cieszę się, ze mamy w Polsce mądrych kapłanów. I mam nadzieję, że będą coraz głośniej słyszani. Tak, aby głoszenie nienawiści nie tłumiło przesłania miłości płynącego z  Ewangelii.  



 

szkoła

Rozpoczyna się nowy rok szkolny. Okres wytężonej pracy, która zaowocuje w przyszłości. Życzę więc wszystkim Bożego błogosławieństwa w codziennej nauce.
I oby do ferii ...

A tak zupełnie z nepotyzmu:
- Oli i Pawłowi - żeby przygotowania do matury skończyły się w maju sukcesem
- Asi - żeby egzamin gimnazjalny wypadł na 6
- Kasi - żeby nauka w nowej szkole przyniosła radość
- Karolince - żeby szło tak dalej
- Piotrusiowi  Pawełkowi - żeby "zerówka" była miejscem, gdzie zaspokoją choć trochę ciekawość świata

Szczęść Boże !

uczeń

niedziela, 02 września 2007

Dlaczego w naszym życiu tak często dominuje całkowita bezmyślność ? W małych, drobnych sprawach, których skutki mogą mieć jednak poważne znaczenie. Takie myśli naszły mnie wczoraj. Robiłam zakupy i już wracając utknęłąm na czerwonym świetle na wysepce dwuetapowego przejścia przez jezdnię. Stanęłam i spokojnie czekałam, mimo, że akurat żaden samochód nie jechał. Naprzeciwko mnie też czekało kilka ośób i w pewnym momencie na jezdnię ruszyła pewna pani z dwójką dzieci. Młodsze, mniej więcej 2-letnie trzymała za rękę, ale już mniej więcej czterolatek wbiegł na tą jezdnię sam. I biegl dalej przez wysepkę, a na jezdni za mna samochody pędziły. Rzuciłam siatki, żeby go złapać, ale ostry krzyk matki spowodował, ze sam stanął. Światła się zmieniły, ruszyłam dalej zastanawiając się własnie nad bezmyślnością tej matki. Sama pokazała mu, że na jezdnię można wchodzić "bo nic nie jedzie". A jeżeli kiedyś zapędzi się za daleko, nie stanie na czas ?  A będzie ślisko i samochód nie zdąży wyhamować ?  A może ja jestem przewrażliwiona, mam wybuja łą wyobraźnie ? Swojego własnego syna uczyłam zasad przechodzenia przez jezdnię jeszcze jak był mały. Wyszłam z założenia, że nie będę w stanie zawsze na każdym przejściu wziąć go za rękę i bezpiecznie przeprowadzić przez jezdnię, dla własnego spokoju więc lepiej będzie upenić się, ze sam potrafi zrobić to rozsądnie. 

A zanim z zakupami dotarłam do domu, myśl poszybowała mi właśnie w kierunku aspektów ludzkiej bezmyślności. Jak inaczej można nazwać zachowanie sąsiadów, któzy w środku nocy wyrzucają śmieci do zsypu ? Ostanio w tych śmieciach były chyba jakieś butelki czy słoiki - rumor na cała klatkę, pobudzili chyba wszystkich. Wprawdzie mieszkam w blokowisku, ale sąsiadów mam raczej spokojnych, teraz nie ma już zadnych balang czy wrzasków po nocy. Wynika to chyba raczej z bezmyślności ? Do głowy im nie przychodzi, ze ludzie śpią ?  A zsyp sąsiaduje przez ścianę właśnie z sypialniami w tym pionie ?

Albo z innej beczki. Co czujemy, gdy przychodząc na plażę czy do lasu natrafiamy na hałdę śmieci pozostawioną przez tych, którzy byli tam przed nami ? Oczywiście pomstujemy i narzekamy. A jak zostawiamy sami miejsce naszego wypoczynku ? Czy na pewno zbieramy po sobie śmieci ? Może warto pomyślęc o tych, którzy przyjda tu po nas ?

Takich drobnych przykładów można mnożyc mnóstwo. A sprowadza się to wszystko w zasadzie do apelu, zeby myśleć o tym, co się robi i jakie mogą być następstwa. I odrobina empatii w stosunku do ludzi wokół nas.
Może to być pierwszy krok w naszej drodze. Kolejne to pomaganie innym. I w końcu dojdziemy do pełnego przesłania przykazania miłości ....
Myślmy więc również o drobiazgach wokół nas :)

sobota, 01 września 2007

Ewangelia na niedzielę 2 września

Pierwszeństwo człowieka przed szabatem
Gdy w szabat wszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby spożyć posiłek, oni uważnie Go obserwowali. A oto stanął przed Nimi jakiś człowiek cierpiący na puchlinę wodną. Wtedy Jezus zapytał znawcó Prawa i faryzeuszów" "Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie ?". Lecz oni milczeli. Wtedy dotknął go, uzdrowił i odprawił. A do nich powiedział: "Jeśli któremuś z was wpadnie do studni w szabat syn albo wół, czy zaraz go nie wyciągnie ?". I nie mogli temu zaprzeczyć. 

Skromność i hojność
Widząc jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca, opowiedział tę przypowieść: "Kiedy ktos cię zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, bo może został zaproszony ktoś godniejszy od ciebie. Wtedy przyjdzie ten, kto zaprosił ciebie i jego i powie ci: 'Ustąp mu miejsca'. Wtedy ze wstydem będziesz musiał zając ostatnie meijsce. Gdy więc bedziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie ten, kto cię zaprosił i powie: 'Przyjacielu, zajmij lepsze miejsce'. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich siedzących przy stole. Każdy bowiem kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony." . A do tego, któy go zaprosił, powiedział: "Kiedy urządzasz obiad albo kolację, nie zapraszaj swoich przyjaciół ano braci, ani krewnych, ani bogatych sąsiadów, bo wtedy i oni zaproszą ciebie, żeby się odwdzięczyć. Ale gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, kulawych i niewidomych, a będziesz szczęśłiwy, bo oni nie mają się czym tobie odwdzięczyć. Będzie ci to więc odwzajemnione przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 14, 1-14

Dzisiejsze czytanie to bogactwo wątków i myśli. Na początek: co ważniejsze szabat czy człowiek. Na pozór spór archaiczny, a tak w ogóle - to dotyczy Żydów, a nie nas. Dosłownie odczytując - tak. Ale jakie jest przesłanie ? Co Jezus chciał przekazać ? Może troche ogólniejsze "Pamiętaj, abys dzień święty święcił" .  I tu już robi się temat bliższy życiu i to również naszemu współczesnemu. Oczywiste nam się wydaje, że jest wiele takich miejsc, w których bez przerwy ktoś czuwa - to znaczy przychodzi do pracy również w niedzielę, czy święta. I wiadomo, że jest to zrozumiałe i nie stanowi grzechu. Można dyskutować nad powracajacym co jakis czas tematem zasadności otwarcia wielkich centrów handlowych w niedzielę. Ja osobiście nie mam tu jednoznacznej opinii. Wprawdzie żadnych wielkich zakupów w niedzielę nie robię, ale wynika to raczej z mojego lenistwa i chęci na "nicnierobienie" w niedzielę.  Nie lubię jak wisi nade mną cos koniecznego do zrobienia, duże zakupy robię w sobotę, żeby mieć to już z głowy. Świętowanie dnia wolnego może jednak wiązać się z innymi pracami, które wcale nie są konieczne. Czy na pewno muszę kopać ziemie na działce akurat w niedzielę ? A moze zrobię to innego dnia, a w niedzielę tylko podleję kwiatki ? Na te pytania każdy musi sam sobie odpowiedzieć. W każdym razie z tego fragmentu Pisma Św. wynika jasno, ze Jezus, odnosząc się do Dekalogu, odrzuca fanatyczne dosłowne interpretacje ustanowionego prawa, zwraca nam uwagę na "ducha prawa". 

Osobny wątek to wywyższanie się w stosunku do innych. Ja na swój użytek określam to w ten sposób, że moja korona siedzi na głowie tak mocno, że nawet głebokie schylenie się nie zachwieje nią i nie spadnie mi z głowy. Cos w tym jednak jest. Niby nie ma żadnych sztywnych zasad sadowienia gości przy stole w zależności od tego, jak ważny jest ten gość, ale wiadomo - w życiu to różnie bywa.  O "ważnych" gości dba się bardziej i im nadskakuje.  Na co dzień widac to tez wśród np. polityków, którzy potrafią pomiatać ludźmi, a jednocześnie żądają szacunku dla samych siebie. A są też ludzie z taka klasą, że okazywany im szacunek otoczenia jest tak oczywisty, że nikt nie ma wątpliwości.  Ci ludzie z reguły siadają właśnie na ostatnich miejscach. I honor ich na tym tylko zyskuje ....

 

poniedziałek, 27 sierpnia 2007

Dziś w nocy żle spałam. Śniło mi się wyrywanie zęba. Zdrowego. Pozwoliłam sobie go wyrwać w ramach solidarności z synem, któremu równolegle też wyrywano ząb. Obudziłam się przerażona. Wiadomo, jak śnią się zęby - to zwiastuje jakąś chorobę czy nawet śmierć. Dokładnie nie wiem, gdyz nie czytam senników.
Oczywiście, od rana przez cały dzień sobie powtarzam: "sen - mara, Bóg - wiara".  Ale i tak w podświadomości czuję jakiś niepokój. Rozum - rozumem, wiara- wiarą , ale wolałabym, aby ten dzień juz się skończył. Tak na wszelki wypadek.

Jak sobie radzić z takim czymś ? Wiara w przesądy, horoskopy, wróżby to przeciez grzech. I normalnie nie mam z tym problemów. Nie wierzę i już. Podobnie jak w cudowne właściwości bioenergoterapeutów uzdrawiajacych ludzi poprzez przekaz telewizyjny. Chociaż wierzę, że są ludzie, którym to pomaga - na zasadzie silnej wiary w to, że ta moc mnie uleczy. A ja tak kompletnie w to nie wierzę, że moja psychika w ogóle nie spróbuje nawet współdziałać i nic z tego nie wyjdzie. Zawsze uważałam też, że np. piątek 13-go czy przebiegający drogę czarny kot może przynieść pecha - ale tylko tym, kórzy w to wierzą. Wówczas z normalnych wydarzeń wyławia się i eksponuje tylko te, które mogą poświadczyć tą tezę. W ten sposób się sprawdza.

A swoją drogą - jaka jest różnica pomiędzy przesądami, a np. przysłowiami ludowymi ? Czy "nie chwal dnia przed zachodem słońca" - to już zabobon czy jeszcze nie ?  "Chodzące parami nieszczęścia" chyba już tak ?
A tak w ogóle to dlaczego więcej jest "przepowiedni" zwiastujących nieszczęscia niż dobre niespodzianki ? Lubimy się straszyć ? Coś jak skłonność do oglądania horrorów ? 

Ja mam na to wszystko antidotum - modlitwę. Jakoś pomogło mi to przetrwać dzień, który akurat nie był najlepszy. I to problemy przyszły z raczej niespodziewanej strony, ale przy pewnym wysiłku - dam sobie z nimi radę. Zreszta muszę - opcji B nie ma.
Odreagowując niepokój wywołany dzisiejszym snem wieczorem też się pomodlę. I wcześniej niż zwykle położę się spać, kończąc ten dzień. Strzeżonego Pan Bóg strzeże ..... 

Spokojnej nocy.        

czterolistna koniczynka na szczęście

niedziela, 26 sierpnia 2007

Czarna Madonna 

Jest zakątek na tej ziemi
Gdzie powracać każdy chce
Gdzie króluje Jej oblicze
Na nim cięte rysy dwie
Wzrok ma smutny, zatroskany
Jakby chciała prosić cię,
Byś w Matczyną jej opiekę oddał się.

   Madonno, Czarna Madonno
   Jak dobrze Twym dzieckiem być,
   O pozwól, Czarna Madonno,
   W ramiona Twoje się skryć.

W Jej ramionach znajdziesz spokój
I uchronisz się, od zła,
Bo dla wszystkich swoich dzieci
Ona serce czułe ma
I opieką Cię otoczy, gdy Jej serce
           odasz swe,
Gdy powtórzysz Jej z radością
           słowa te...

   Madonno, Czarna Madonno
   Jak dobrze Twym dzieckiem być,
   O pozwól, Czarna Madonno,
   W ramiona Twoje się skryć.

Dziś, gdy wokół nas niepokój,
Gdzie się człowiek schronić ma,
Gdzie ma pójść jak nie do matki,
która ukojenie da,
Więc błagamy, o Madonno, skieruj
           wzrok na dzieci swe
I wysłuchaj jak śpiewamy prosząc Cię.

Madonno, Czarna Madonno
   Jak dobrze Twym dzieckiem być,
   O pozwól, Czarna Madonno,
   W ramiona Twoje się skryć.

Dziś uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej.  Obraz Czarnej Madonny tak bliski sercu, taki widoczny symbol polskości.  Jasna Góra ma w sobie jakis taki klimat podniosłości - jedyny w swoim rodzaju.  Modlitwa tam nabiera jakiegos szczególnego wydźwięku - przynajmniej ja tak to odebrałam.
Zastanawiam się jednak - jak to było w okresie międzywojennym ? Czy było to święto ? Próbowałam znaleźć coś na  temat tej uroczystości w moich "Pożółkłych kartkach" - na stronach rocznika 1930 "Przewodnika Katolickiego". Nic nie znalazłam - nie ma najmniejszej wzmianki. O Jasnej Górze mowa jest tylko w jednym z numerów majowych, poświęconych świętu Króleowej Polski.

sobota, 25 sierpnia 2007

Nie martw się

Nie martw się
że się Kościół przewróci
że znów grzesznik
wierci dziurę w niebie
magistrze, doktorze
nie martw sie o Boga
ale o siebie

Myślę, że ten piękny wiersz księdza Jana Twardowskiego będzie najlepszym mottem dzisiejszego spotkania Episkopatu na Jasnej Górze. Już wiadomo, że nie będzie żadnych decyzji w sprawie Dyrektora Radia Maryja.
Obrady Episkopatu
 Trudno. Panu Bogu na pewno to nie zaszkodzi. Kościołowi w Polsce - niestety, ale tak. Cóż, czytając Ewangelię - przed moimi oczami staje zupełnie inny obraz Kościoła niż to co płynie z imperium medialnego Ojca Dyrektora. Ale w końcu "Kościół toruński" to nie cały Kościół, prawda ? A do kościoła chodzimy nie dla księży tylko dla Pana Boga. 
Cieszmy się, że nie wszyscy członkowie Episkopatu lekceważą problem.  Są tacy, którzy uważają, że chrześcijaństwo to przede wszystkim religia miłości. A szerzenie nienawiści, nawet dla doraźnych efektów politycznych - to nie jest droga  dla katolika.....

Cud w Kanie Galilejskiej

Zdjęcie ze strony: http://www.wiadparafmosina.republika.pl/

Ewangelia na niedzielę 26 sierpnia

Uroczystość weselna w Kanie Galilejskiej
W trzecim dniu odbywało się w Kanie Galilejskiej wesele i była na nim Matka Jezusa. Na wesele zaproszono również Jezusa wraz z uczniami. Gdy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: "Nie mają wina". Jezus odpoiwedział: "Kobieto, czy to należy do mnie lub do ciebei ?. Jeszcze nie nadeszła moja godzina".  Wtedy Jego Matka zwróciła sie do służacych: "Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie". A znajdowało się tam sześć kamiennych naczyń na wodę, któe służyły do żydowskich obmyć rytualnych. Każde z nich mieściło po dwie lub trzy miary. Jezus polecił usługującym: "Napełnijcie naczynia wodą". I napełnili je aż po brzegi. Następnie powiedział: "Zaczerpnijcie teraz i zanieście przewodniczącemu uczty". I zanieśłi. Skoro gospodarz skosztował wody przemienionej w wino, a nie wiedział, skąd było - poprosił pana młodego. I rzekł mu: "Każdy podaje najpierw dobre wino, a gdy goście sobie podpiją, gorsze. Ty przechowałeś dobre wino aż dotąd". Taki początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej  i tak objawił swoja chwałę, a Jego uczniowie uwierzyli w Niego.   

Cud w Kanie Galilejskiej. Bardzo znany i często przytaczany fragment Ewangelii. I tak po ludzku - potrzebny nam. W pewien sposób stanowi dowód na to, że Jezus nie był zwykłym człowiekiem.  Czynił cuda, wielokrotnie wspominane na kartach Pisma Świętego, ale ogólnikowo. A tu mamy piękny konkretny opis.
Zamiana wody w wino dokonała się na skutek prośby Maryi. Na co liczyła ? Czy była  wtedy w pełni przekonana, że nie ma dla Niego rzeczy niemożłiwych ? Chyba tak, gdyż Jezus broniąc się przed wykorzystaniem swoich możliwości mówi, że jeszcze nie nadeszła Jego godzina.  Może zależało Mu na tym, aby ludzie poszli za Nim nie dlatego, że posiada boskie moce, ale ze względu na swoje nauczanie ? Na przesłanie wynikające z tego co głosił ? A nie dlatego, że potrafi uzdrawiać chorych i czynić cuda, gdyż nie to jest najważniejsze ? 
Jezus  właściwie odmawia  swojej Matce. A Ona mi to, każe sługom uczynić wszytko to co im powie. Była pewna, że jednak zadziała ? Wierzyła i ufała Mu ? I nie zawiodła się. Jezus uczynił cud.

W naszym codziennym życiu tez pewnie nieraz mamy takie sytuacje, chociaż raczej bez interwencji sił nadprzyrodzonych. Czy nie zdarza się nam w sytuacjach patowych zwracać do kogos bliskiego "wymyśl coś, zrób coś" ?  I jak często zdarza nam sie usłyszeć w odpowiedzi "ale co ja moge zrobić ?" . A mimo to, wierzymy i jakże często - nie zawodzimy się. Kochać to wierzyć, prawda ?

sobota, 18 sierpnia 2007

Ewangelia na niedzielę 19 sierpnia

Podziały z powodu Jezusa
Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i bardzo pragnę, aby już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakże jestem udręczony, aż się to wypełni. Czy sądzicie, że przyszedłem, aby dać ziemi pokój ?  Ależ nie - mówię wam - raczej rozłam. Odtąd bowiem w jednym domu pięciu poróżni się między sobą: trzech stanie przeciw dwóm, a dwóch przeciw trzem.
Poróżnią się:
ojciec z synem,
a syn z ojcem;
matka z córką,
a córka z matką;
Teściowa ze swoją synową,
a synowa  z teściową.

Ewangelia wg Św. Łukasza , 12 , 49-53

Ten fragment Ewangelii jakby zaprzecza słowom Jezusa "Pokój mój daję wam..." . Jak więc należy go odczytywać ?  Myślę, że przez pryzmat ludzkiej ułomności. Chrystusa przynosi nam posłannictwo, które jest pełne pokoju i miłości, ale doskonale zdaje sobie sprawę, że ludzie będą je odczytywać i interpretować po swojemu, każdy inaczej i w efekcie - dojdzie do rozłamów, kłótni i podziałów. Słowa te okazały się prorocze - wystarczy rozejrzeć się dookoła. Samo chrześciajństwo nie jest jednolite - tak wiele w nim wyznań. I każde uważa, ze ma rację i w sposób właściwy interpretuje naukę  Jezusa. Podziałów tych nie da się łatwo i szybko zlikwidować. Może jednak warto eksponować to co łączy, a nie to co dzieli ? Może tak właśnie powinien wyglądać współczesny ekumenizm ? Idziemy nieco innymi drogami, ale cel mamy wspólny ? I ważne jest to, czy dojdziemy ?  

środa, 15 sierpnia 2007

Z "Przewodnika Katolickiego" 10 sierpnia 1930 roku

Na Wniebowzięcie Najśw. Marji Panny 

   Nie wiemy gdzie i kiedy umarła, nie znamy też roku Jej śmierci; jedni twierdzą, że w 66, inni, że w 73 roku życia; jedni Jeruzalem wskazują jako miejsce skonu, inni Panagia Kapuli w pobliżu Efezu.
   Nie mamy też opisu Jej śmierci, pozostały tylko legendy, które sa dowodem prastarej tradycji Kościoła.
   "Już ewangelja była rozgłoszona w przeróżnych stronach świata, nagle tajemniczy powiew wionał po duszach apostołów, dreszcz przeszedł po nich i z rozmaitych krain ida do domu Janowego, gdzie dogasała Marja. Ustawila kadzielnice w pośrodku komnaty i z wonią kadzidła wznosiła się wonniejsza jeszcze modlitwa Jej. Anioł zleciał z nieba i podał Jej palmę. Wyciągnęła ręce dziewicze i błogosłąwiła sierotom Chrystusowym. Jan podał Jej Komunie św. i nastała cisza; nie widzieli, ale czuli, że przyszedł Pan i zabrał do Siebei Jej duszę. kiedy wschodznim zwyczajem niewiasty chciały myć ciało Najświętszej, tajemnicza objęła je światłość i dojrzeć Jjej nie mogły."
Tak snuje legenda, oparta na wierze wszystkich wieków chrześcijaństwa. Umarła, ale cialo Jej nie mogło podlegac skażeniu śmierci, czekać do dnia ostatecznego sądu. Wkrótce po pogrzebie połączyła się dusza z Jjej cialem i jest Wniebowziętą.
   Umarła, chociaż nie musiała umierać. Śmierć jest następstwem grzechu, a Ona była Niepokalaną. Była do tego Matką Bożą, a godność Jej nadprzyrodzona dawała prawo nieśmiertelności.
   Umarła, bo była Matką Chrystusa i we wszystkim chciala być podobna do Niego.
   Nie umierała z żadnej choroby. Boleści dosyć przy Męce Chrystusowej wycierpiała.
   "Umarła na miłość i z miłości. Śmierć jawiła sie przed Nią w postaci anioła, rozwiązującego Ją z kajdan miłości. Śmierć Jej - to ofiarny pożar, który wszczął sie już w Niepokalanem Poczęciu, rozpłomienił w tajemnicy Wcielenia, rozszalał pod krzyżem, aż ustał w cichym snie miłości, prawdziwie 'in osculo Domini' - w uścisku Pana" (Scheeben)
   Nie mogła czekać powszechnego zmartwychwstania, ale w najkrótszym czasie powstała z martwych.

Najlepszym komentarzem będzie dziś artykuł w Moich Pisankach. Jan Turnau napisał to lepiej niż zrobiłabym to ja.    

| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS