Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
środa, 26 września 2007

brzeg morza

We śnie szedłem brzegiem morza z Panem,
oglądając na ekranie nieba
Całą przeszłość mego życia.
Po każdym z minionych dni
Zostawały na piasku dwa ślady-
mój i Pana.
Czasem widziałem tylko jeden ślad
odciśnięty w najcięższych dniach mego życia.
J rzekłem:
– Panie, postanowiłem zawsze iść z Tobą,
przyrzekałeś być zawsze ze mną;
czemu zatem zostawiasz mnie samego
wtedy, gdy mi tak ciężko?
Odrzekł Pan:
– Wiesz, synu, że cię kocham
i nigdy cię nie opuściłem
W te dni, gdy widziałeś jeden tylko ślad,
ja niosłem ciebie na moich ramionach.

Z dedykacją dla tych, którzy cierpią, czując się opuszczeni.  Są chwile, gdy nasz własny krzyż staje się zbyt ciężki i wydaje nam się, że już nie mamy sił. Bóg nam pomoże.
I jak trzeba - poniesie na Swoich ramionach.

 A gdy znowu nabierzemy sił i wstanie nowy dzień - sprawdźmy czy w pobliżu ktoś nie potrzebuje pomocy ....  

 

poniedziałek, 24 września 2007

Lenistwo jest bardzo brzydką wadą. Do lenistwa się nie przyznajemy, a jeżeli już- to tylko w takim kontekście,że : przekopałam działkę, umyłam okna w całym domu, zrobiłam duże pranie i wieczorem siadłam na kanapie icałe 15 minut leniuchowałam.
A jak to jest naprawdę ? Ile czasu marnujemy w zupełnie bezmyśłny sposób. Przecież siedząc na kanapie przed telewizorem, skacząc z kanału na kanał, wcale nie odpoczywamy. Wstajemy zmęczeni, rozleniwieni i z poczuciem winy straconego czasu. A przeciez podobno największym zadowleniem człowieka jest rezultat dobrych czynów.  

Jeden z księży w mojej parafii na początku mszy św.  zawsze mówi : "przeprośmy Boga za nasze grzechy oraz zaniechane dobro". Słowa te działają na mnie. Nie wystarczy nie robić źle, powinniśmy starać się na każdym kroku robić dobro. W różny sposób - codzienne życie przynosi nam okazje na każdym kroku. Pod warunkiem, że chcemy i czujemy taką potrzebę, nie ulegając lenistwu.

lenistwo

    

sobota, 22 września 2007

Ewangelia na niedzielę 23 września 

nieuczciwy zarządca

Grafika znaleziona na Wikipedii

Przypowieść o nieuczciwym zarządcy
Mówił tez do uczniów: "Był pewien bogaty człowiek. Miał on zarządcę, którego oskarżono, że trwoni jego majątek. Wezwał go więc i oświadczył mu: 'Cóż to słyszę o tobie ? Rozlicz się ze swojego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać'. Wtedy pomysłał sobie zarządca: 'Co zrobię, skoro mó pan pozbawia mnie zarządu ? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co zrobię, żeby ludzie przyjęli mnie do swoich domów, gdy zostanę usunięty z zarządu'.  Przywołał dłużników swego pana, każdego z osobna i zapytał pierwszego: 'Ile jesteś winien mojemu panu ?' Ten  odpowiedział : 'Sto beczek oliwy'.  Wtedy powiedział mu: 'Weź swoje zobowiązanie, usiądź i napisz szybko" pięćdziesiąt'. Potem zapytał drugiego: 'A ty ile jesteś winien ?'  . Ten odpowiedział: 'Sto miar zboża'. Polecił mu: 'Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt'. Pan pochwalił nieuczciwego zarządce za jego rozsądek. Bo synowie tego świata są wśród podobnych sobie bardziej rozsądni niż synowie światłości. 

Mądre korzystanie z dóbr ziemskich
Mówię wam: Używajcie nieuczciwej mamony do zjednywania sobie przyjaciół, aby przyjęto was do wiecznych mieszkań, gdy się już ona skończy. Kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej, a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej. Jeśli więc nie jesteście wierni w zarządzaniu nieuczciwą mamoną, kto wam powierzy prawdziwe dobro. I jeśli w cudzych sprawach nie jesteście wierni, kto wam powierzy wasze ? Żaden sługa nie może służyć dwóm panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo jednemu bedzie oddany, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyc Bogu i mamonie.    

Ewangelia wg Św.Łukasza, 16, 1-13

Analizując dzisiejsze czytanie, doszłam do wniosku, ze go nie rozumiem. Owszem, druga część jest oczywista i prosta, ale pierwsza ?
Nieuczciwy zarządca myśląc o swej przyszłości - dba o zaskarbienie sobie ludzkiej wdzięczności. Inwestuje w przyszłość kosztem swojego pana. Przecież zmniejszając należności - okrada go. Dlaczego więc pan go za pochwalił ? Zarządca jest nieuczciwy, myśląc o tym co będzie potem - oszukuje. Jakoś mało przekonujący jest to wzór do naśladowania, prawda ? Czy taką drogą powinniśmy pójść myśląc o chwili, gdy zakończy się nasz ziemski zarząd ?   
Druga część też ma fragment nieco kontrowersyjny. Dlaczego mamona musi być koniecznie nieuczciwa ? Czy zgromadzone bogactwa nie może być wynikiem ciężkiej pracy ? Uczciwego trudu ? Wprawdzie ja sama nie zgromadziłam żadnych ziemskich bogactw i nie mam takich dylematów osobistych, ale uważam, że człowiek bogaty, zaradny i pracowity wcale nie musi być hochsztaplerem. I wcale nie musi być chciwy. Oczywiście, że można służyć Bogu i mamonie jednocześnie, ale można otrzymane od Boga talenty pomnażać i wydawać na zjednywanie sobie przyjaciół.   

Tym razem więc same pytania, odpowiedzi brak. Może zainspiruje mnie niedzielna homilia w moim kościele ? A może ktoś mi pomoże swoim komentarzem ?     

wtorek, 18 września 2007

 kara smierci

Wiem, że się powtarzam po raz kolejny nawołując do poparcia idei Europejskiego Dnia Przeciwko Karze Śmierci. Mimo to jednak warto.
Powstała już strona poświęcona właśnie tej inicjatywie. Zapraszam :

http://www.przeciw-karze-smierci.pl/

A moze ktoś pójdzie w moje śłady i zlinkuje ją również u siebie ?

 

 

poniedziałek, 17 września 2007

Ostatnio w sieci modna stała się Internetowa Lista Ateistów i Agnostyków. Jest to lista, na którą każdy może się dopisać deklarując własne poglądy na sprawę wiary, a właściwie - niewiary. Na listę wpisało się już kilka tysięcy osób i staje sie coraz popularniejsza.
Stojąc jakby po przeciwnej stronie - właściwie powinnam w ogóle się tym nie interesować, ale zawsze uważałam, że należy być otwartym na poglądy innych. Szukając tolerancji, porozumienia i poszanowania - dobrze jest wiedzieć, o czym się mówi. Weszłam więc na stronę i poczytałam trochę o motywacji jej powstania.
Moja własna wiary uszczerbku żadnego nie poniosła. Z niektórymi tezami całkowicie się nie zgadzam, pewne argumenty uważam za typową manipulację,ale nad niektórymi warto się zastanowić.

Główną intencją projektu jest głośny protest przeciwko dominacji wiary katolickiej w naszym życiu społecznym. Podstawowe argumenty to patronat Kościoła nad państwem, przejawiający się m.in. zmuszaniem żołnierzy, policjantów, strażaków czy urzędników do udziału we mszach i  uroczystościach religijnych. W znacznej mierze jestem w stanie zgodzić się tu z autorami. Wiem, że w przeważajacej większości nasze społeczeństwo jest katolickie. Nie jest to jednak monolit, wśród nas żyją ludzie niewierzący, a takze innej wiary. I myślę, ze może to być dla nich problem. Problem tym głębszy, im głębszy jest triumfalizm obserwowany przez niektórych kapłanów czy hierarchów. Faktycznie, chyba jednak tak jest, że każda uroczystość państwowa jest zawsze związana z udziałem księży. W zasadzie trudno jest miec o to pretensje - dla wierzącej większości może być to ważne i potrzebne. Czemu jednak ma słuzyć odgórne, urzędowe powoływanie kapelanów w urzędach celnych ?  Tu akurat inicjatywy oddolne to same sprzeciwy. Czy na pewno kapelan dobrze będzie mógł spełniać swoją misję w środowisku, któemu został narzucony ? Czy nie lepsza byłaby informacja o możliwości powołania kapelana i poczekaniu na wyrażoną w poszczególnych placówkach cheć i potrzebę ?
Zupełnie osobną sprawą jest z kolei udział władz państwowych w uroczystościach kościelnych. Kilka miesięcy temu pisałam o tym w kontekście procesji Bożego Ciała, które w niektórych parafiach jakby zastąpiły pochody pierwszomajowe z czasów PRL I obecność też jest obowiązkowa. Obawiam się jednak, że w sumie działa to akurat na niekorzyść Kościoła w Polsce.

Sama od siebie dolożyłabym jeszcze kwestię religii w szkole. Ja chodząc do szkoły w nieco innych czasach - lekcje religii miałam w salkach przy kościele. Problemów z frekwencją nie było. Może dlatego, że inne czasy ? A może dlatego, że nie było przymusu ? Chociaz rodzice nas pilnowali. Religia w szkole z pewnoscią jest dobrym wyjściem, zarówno dla rodziców jak i dla dzieci. Pozwala lepiej zaplanować dzień,odpada konieczność dojścia do kościoła po lekcjach. Warto byłoby jednak pomyśleć o tych, którzy z różnych powodów na religię nie chodzą. Nie przekonuje mnie argument, że takich dzieci jest niewiele - nie mogą czuć się odrzucone, wysłane na siłę do świetlicy. Z dużą szansą na uraz dokońca życia.
Mieszane uczucia mam w stosunku do wliczania stopnia z religii do średniej z ocen. W zasadzie nie ma tu wyraźnego własnego zdania. Może dlatego,że właściwie nie wiadomo co podlega ocenie ? Wiedza czy praktyki religijne ? Wiem jedno - ostra reakcja niektóych hierarchów publicznych na wyrażoną przez nowego ministra edukacji wątpliwość - zdecydowanie upolityczniła problem. Po co ? Czy w naszych szkołach naprawdę jest za mało problemów ?

I proszę mnie nie przekonywać, że Kościól nie może byc obojętny wobec problemów zycia społecznego. Fakt, nie może - wiara i to głównie wiara katolicka stanowi ważny element naszego życia i nie można jej pomijać, ale czy koniecznie trzeba robić to z pozycji siły ? Czy na pewno Katolicki Głos w naszych domach musi układać listy wyborcze ?  Dyktować, która partia jest dobra, a którą należy zatopić ?

Chrześcijaństwo to dla mnie religia miłości. A prawdziwej miłości nie można narzucić. Można być jednak dobrym przykładem i swoją własną postawą nawracać innych. Chrystus oddał swe życie za nas, ale również za tych, którzy w Niego nie wierzą czy z Nim walczą. Pamiętajmy tez o tym, że "Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika. który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia". Prawdziwe nawrócenie to jednak nie są oficjalne statystyki - to "coś" trzeba czuć w własnym sercu i tu nie da się oszukiwać ...

 

krzyż

sobota, 15 września 2007

Ewangelia na niedzielę 16 września 

zaginiona owca

 

Przypowieść o zaginionej owcy
Schodzili się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: "On przyjmuje grzeszników i jada z nimi". Opowiedział im wtedy tę przypowieść : "Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z  nch, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie szuka tej zaginionej, aż ją znajdzie? A kiedy ją znajdzie, bierze ją z radości ana ramiona. Po powrocie do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłęm moją zaginiona owcę" . Mówię wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika. który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Przypowieść o zagubionej drachmie
Albo gdy jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czy nie zapala lampy, nie zamiata domu i nie szuka starannie aż ją znajdzie ? A kiedy ją znajdzie, zwołuje przyjaciólki i sąsiadki i mówi: Cieszcie sie ze mną, bo znalazłam drachmę, która zgubiłam. Mówię wam: Taka sama jest radość wśród aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.

Przypowieść o miłosiernym ojcu
Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która mi przypada. Wtedy on rozdzielił między nich majątek .   Niedługo potem młodzy syn zabrał wszystko i wyjechał do dalekiego kraju. Tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.  Kiedy wszystko wydał, nastał w tym kraku wielki głód i również i on zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł więc i zatrudnił się u jednego z mieszkańców tego kraju, a on  posłał go na swoje pola, żeby pasl świnie. Pragnął najeść się strąkami, którymi karmiły się świnie,  ale i tego nikt mu nie dawał. Zastanowił sie nad sobą i stwierdził: Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. Wstał więc i poszzedł do swojego ojca. A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się.  Pobiegł, rzucił mu sie na szyję i ucałował go. Syn mu powiedział: Ojcze zgrzesyłem wobec ciebie. Już nie jestem godny nazywaś się twoim synem. Wtedy ojciec powiedział do swoich sług: Szybko przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i bawić  się, bo ten syn mój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.
Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był już blisko domu, usłyszał muzyke i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał,  co sie wydarzyło.  On mu powiedział : Twój brat wrócił i ojciec zabil tłuste cielę, bo odzyskał go zdrowego.. Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Wyszedł więc ojciec i zachęcał go do wejścia . Lecz on powiedział do ojca: Tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego polecenia, ale ty nigdy nie dałeś mi nawet koźlęcia, abym mógł sie zabawić z przyjaciółmi. A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę.   On mu odpowiedział: Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie. Przecież trzeba sie bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się. 

         Ewangelia wg Św. Łukasza, 15 , 1- 32

Dzisiejsza Ewangelia juz raz pojawiła się na moim blogu, w marcu tego roku jako notka Syn marnotrwany. Może więc dziś skupię się na pierwszej części - o zaginionej owcy ? Tym bardziej, że z racjonalnego punktu widzenia jest bardzo kontrowersyjna. Owszem, żal jest każdej zaginionej owcy, ale czy zostawiając 99 na pustyni i udając się na poszukiwanie jednej zaginionej na pewno czynię rozsądnie ? Czy nie narażam tym samym całego stada na niebezpieczeństwo ? Wrócę z tą odnalezioną, a stada juz nie będzie ?
Zastanawiam się co Jezus chciał przekazać ta przypowieścią ?  Oczywiście, patrząc na pozostałe perykopy - sprawa jest jasna. Ale już wybiórczo - to mam wątpliwości. I chyba muszę zadowolić się wyjaśnieniem, że nie znam zwyczajów pasterskich. Może baca udając się na poszukiwanie zaginionej owcy zostawia pozostałe pod opieką juhasów ? I będą bezpieczne ?

W każdym razie najistotniejsze w tym przesłaniu jest to, że Bóg nikogo nie spisuje na straty. Nie chce zostawić nikogo z dala od stada - szuka, martwi się, a gdy uda się odnaleźć - cieszy się z odnalezionej zguby. Nie zawsze to się udaje, ale każdy ma szansę. Bóg czeka na każdego, nawet największego grzesznika. Pamietajmy jednak o tym, że nie wiedząc ile czasu mamy - możemy nie zdążyć. A z dala od stada łatwo mozemy paść łupem wilka....

Pamiętając o tym, że w niebie ciesza się z każdego nawrócoengo grzesznika - nie pozbawiajmy innych tej szansy. Może Bóg zrobi z nas swoich posłańców ?
Na początek zachęcam każdego do podpisania apelu przecwiko karze śmierci - na blogu p.Haliny Bortnowskiej.

poniedziałek, 10 września 2007

Gniew. Jedno z uczuć tak częstych, powszechnych, a jednocześnie - tak raniących i sprawiających przykrość. Trudny do opanowania. Ja sama z natury jestem typem choleryczki. Potrafię się szybko wściec, ale równie szybko mi mija. Nie umiem długo się gniewać, czy "stroić fochów".  I nawet gdy ktoś mocno mnie zrani i żal trzyma mnie dłużej, to w momencie gdy mogłabym się odegrać - nie robię tego. Wolę sama sobą się pozachwycać,  jaka jestem wspaniała i potrafię się nie mścić....  

Gniew to emocje. Ale emocje złe, niszczące. Jak jednak sobie z nimi poradzić ? Nie jest to wcale takie proste. Każdy mu znaleźć swój własny sposób "policzenia do 10" i uspokojenia wzbierającej w nas złości. Ja będąc nastolatką - wyżywałam się rąbiąc drewno. Teraz nie mam takich możliwości i czasem mi brakuje takiego odreagowania.

W znajomości naszych błędów tkwi jednak nasza siła. Wiedząc, ze złość rodzi destrukcyjną w skutkach agresję - musimy nad nią panować już w zarodku. Ideałem jest nadstawienie drugiego policzka. Realnie jednak patrząc - niewielu ludzi to potrafi. Nie oznacza to jednak, że nie mozemy i nie powinniśmy próbować. Już każdy maleńki nawet kroczek to krok w dobrym kierunku. Starając się być idealni, nie zrażajmy się niepowodzeniami. Bóg nie zna gniewu ...
I jest miłosierny

gniew

 

sobota, 08 września 2007

Ewangelia na niedzielę 9 września

dźwiganie krzyża

Wymagania stawiane uczniom
Szły z Nim wielkie tłumy. Jezus zwrócił się do nich i powiedział: "Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, lecz bardziej miłuje  swego ojca i matke, żone i dzieci, braci i siostry, a takze swoje życie, nie moze być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża i nie idzie za Mną, nie moze być Moim uczniem. Któz bowiem z was, chcąc zbudowac wieżę, najpierw nie usiądzie, aby obliczyć koszty, czy ma na wykończenie ? Bo gdyby położył fundament, a nie zdołał dokończyć budowy, wszyscy, którzy by to widzieli, drwiliby z niego: 'Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał zakończyć'. Albo król, gdy wyrusza na wojnę przeciwko innemu królowi, nie siądzie najpierw i nie rozważy, czy może z  dziesięcioma tysiącami zmierzyć się z tym, który idzie przeciwko niemu z dwudziestoma tysiacami ? Jeśli nie może, to wysyła poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko i prosi o warunki pokoju. Tak więc żaden z was nie może być moim uczniem, jesli nie wyrzeka się wszystkiego co posiada". 

Ewangelia wg Św. Łukasza 14, 25-33

Wymagania stawiane w dzisiejszej Ewangelii są bardzo trudne.  Wyrzec się wszystkiego i pójść za Jezusem ? Ani wtedy, ani dzis nie było łatwo. Jak to w ogóle zrozumieć ? Można nie zakładajac własnej rodziny poświęcic swe życie jakiejś idei, ale wyrzec się matki czy ojca ? Wydaje mi się, ze chodzi tu jednak nie tyle o  dosłowne wyrzekanie się, a bardziej o listę priorytetów, ustalenia tego w życiu jest najważniejsze. I w takim rozumieniu - najważniejszy jest jednak Bóg. I chyba przez taki pryzmat należy też odczytywac słowa o planowaniu kosztów. Chcę iść za Jezusem jako uczeń, ale czy na pewno stać mnie na to ? Czy mam w sobie tyle siły, aby poświęcić wszystko ? Czy wytrzymam, nie upadając dźwigając swój krzyż ?
I co z tego wynika dla nas, dziś ? Może jest to dla przemyślenia dla ludzi czujących powołanie do życia sakralnego ? Czy na pewno potrafią poświęcić się w pełni, tylko i wyłącznie Bogu ? Czy nie odezwą się w pewnym momencie tęsknoty za życiem "świeckim" ? Które przeciez wcale nie musi być dalekie od Boga. Wystarczy, że Boga widzimy w drugim człowieku - i tym bliskim i tym zupełnie obcym, spotkanym przypadkowo na ulicy.

Dźwigajmy więc swój krzyż, zgodnie z naszym powołaniem. Jako księża, zakonnice, matki, mężowie ... 

czwartek, 06 września 2007

Tak naprawdę, to sprawa ma wymiar polityczny i swoje zdanie na ten temat wyraziłam w moim "politycznym" blogu, w notce : Dzień sprzeciwu przeciw karze śmierci .

Myślę jednak, że warto powtórzyć ją także tu. W końcu sprzeciw wobec kary śmierci ma wymiar uniwersalny, wypływający wprost z piątego przykazania.  I warto przypominać zawsze i przy każdej okazji, że prawo  nie moze sankcjonować odbierania życia drugiego człowiekowi. Nawet najgorszemu zwyrodnialcowi, nawet za najgorszą zbrodnię. Odwet nie cofnie wyrządzonej krzywdy, a ulegając żądzy zemsty i pomszczenia krzywd, nie poczujemy się wcale lepiej, a wprost przeciwnie - zatracimy część własnego człowieczeństwa ... 

Kto uważa podobnie - proszę - niech zajrzy na blog p. Haliny Bortnowskiej i zostawi komentarz z wyrazami poparcia.
P.Bortnowska stara się nagłośnić tą sprawę : 

Polaczy przeciwko karze śmierci     

poniedziałek, 03 września 2007

25 sierpnia na Jasnej Górze odbyło się spotkanie polskich biskupów. Jednym z omawianych tematów był probelm Radia Maryja. Spodziewano się jakichś wyraźnych, zdecydowanych kroków. Ponieważ nic takiego nie zostało ogłoszone - pozostał niedosyt i rozczarowanie.

Są jednak szanse, że coś się w Kościele zmieni. Oto ujawniony przez media list kardynała Stanisława Dziwisza, odczytany własnie na tym spotkaniu :

Jasna Góra, 25 sierpnia 2007

Drodzy Księża Kardynałowie, Arcybiskupi i Biskupi,

Jako pasterze i przewodnicy wiernych zbieramy się co pewien czas, aby zastanawiać się nad biegiem wydarzeń w naszym polskim Kościele. Podejmowanie odpowiedzialności za losy Kościoła jest naszym obowiązkiem. To jest już początek trzeciego roku mojego pobytu w kraju. Przez ten czas przyglądałem się i przyglądam dalej naszej kościelnej rzeczywistości z uwagą i pełnym skupieniem. Odbyłem wiele spotkań wsłuchując się w głos rozmówców. W imię odpowiedzialnej miłości pragnę podkreślić, że niczym nie są tak wypełnione serca naszych wiernych i duchownych jak pragnieniem jedności.

Chodzi o zachowanie jedności wewnątrz wspólnoty kościelnej. Jak mamy światu ukazywać jedność, skoro sami jesteśmy podzieleni? A przecież jedność jest naszą racją stanu. Jako biskupi powinniśmy mówić językiem Ewangelii, czyli językiem jednoczącym. Tylko wtedy świat nas pozna, gdy będziemy stanowili jedno w kluczowych sprawach Kościoła. Jako odpowiedzialni za Kościół mamy ukazywać całemu światu wartość społeczną jedności. Zostaliśmy powołani do budowania mostów i tworzenia atmosfery komunii. Wszyscy wiemy, że ta komunia Kościoła bardzo głęboko leżała na sercu Słudze Bożemu Janowi Pawłowi II. Jeśli nie będziemy stanowili jedno, przyszłość napisze dramatyczny scenariusz, a rzeczywistość przyjmie czarną postać.

Nadszedł czas, aby – w imię odpowiedzialności przed Ojcem świętym i Kościołem, a także przed tymi, którzy po nas przyjdą – zabrać ostateczny głos w sprawie zasadniczej, a sprowokowanej przez Radio Maryja. Nie chodzi tu tylko o samą osobę dyrektora, lecz o naszą odpowiedzialność za duszpasterstwo, które stopniowo wymyka się spod kontroli biskupów i przechodzi w inne ręce. Inaczej mówiąc: chodzi o odpowiedzialność za cały Kościół w Polsce! Nie możemy być obojętni na to, co się dzieje i bezkrytycznie czekać na rozwój wydarzeń. Sami powinniśmy ten problem rozwiązać i odpowiednio ukierunkować! Jesteśmy na progu niebezpieczeństwa kryzysu – ktoś inny przejmuje decydowanie o kierunku duszpasterstwa w Polsce. Tymczasem jest to nasza pasterska odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem. Chodzi o to, że coraz częściej Radio Maryja nie jest składnikiem jedności polskiego Kościoła, lecz staje się elementem przetargu oraz rozgrywek politycznych i społecznych.

Ciągle również słyszymy ciężkie oskarżenia ze strony ambasadorów i przedstawicieli dyplomatycznych różnych nacji o wywoływanie problemów narodowościowych oraz ich prośby, aby wnikliwie przyglądnąć się problematyce antysemityzmu pojawiającej się co pewien czas na falach katolickiego przecież radia. Zatem wydaje się, że należałoby zdecydowanie zażądać od ojców Redemptorystów, aby sprawa radia Maryja została ustawiona według myśli Kościoła i ku dobru i jedności naszych wiernych. Istnieje bowiem wielkie, a czasem nawet w tym gronie, nieuświadamiane zagrożenie, że Kościół w Polsce utożsamiany jest jedynie z pozycją Radia Maryja. Drodzy księża biskupi, ani Radio Maryja, ani Telewizja Trwam, ani ich dyrektor, nie mogą przejąć odpowiedzialności za Kościół w Polsce, którą nam powierzył sam Jezus Chrystus. Od tej odpowiedzialności nikt nie może nas zwolnić! Chcemy być bowiem promotorami jedności i pokoju, aby stać się godnymi na miarę oczekiwań Ojca świętego Benedykta XVI.

Jeszcze raz podkreślam, że nikt inny nie może przejąć odpowiedzialności za duszpasterstwo i Kościół w naszej Ojczyźnie ponieważ tylko Biskupi, zjednoczeni wokół Papieża, który jest zwornikiem jedności z woli naszego Pana Jezusa Chrystusa są do tego powołani! Dlatego, wydaje się bezwzględnie koniecznym ustanowienie nowego zarządu Radia Maryja i Telewizji Trwam, które będą służyły Kościołowi w Polsce pod kierownictwem biskupów zjednoczonych z Ojcem świętym Benedyktem XVI, spadkobiercą ducha Jana Pawła II.

Kard. Stanisław Dziwisz Metropolita Krakowski
Cieszę się, ze mamy w Polsce mądrych kapłanów. I mam nadzieję, że będą coraz głośniej słyszani. Tak, aby głoszenie nienawiści nie tłumiło przesłania miłości płynącego z  Ewangelii.  



 

| < Grudzień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS