Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
sobota, 21 kwietnia 2007

Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach gwałtownie nasiliła się obecność Kościoła na arenie politycznej. I wcale mi się to nie podoba. Zawsze byłam przeciwnikiem nawracania na siłę, a to co sie dzieje teraz w polityce powoduje z jednej strony właśnie coś w rodzaju wypraw krzyżowych i wprowadzania "jedynych słusznych rozwiązań" , a z drugiej - walkę w obronie demokracji przeciwko wprowadzaniu "państwa wyznaniowego". I siłą rzeczy Kościół staje sie mimowolnym uczestnikiem różnych gier politycznych. Po co to komu ?  

Pamiętamy słynną sprawę niedoszłego ingresu Abpa Wielgusa. Każdy z polityków uważał za swój obowiązek wypowiedzenie się w tym temacie, co w praktyce oznaczało postawienie się "za" lub "przeciw". W efekcie w Katedrze rozegrały się sceny właściwe dla wiecu, a z pewnością nie pasujące do powagi miejsca i liturgii mszy św. Można to na siłę wytłumaczyć chęcią uczestnictwa w ważnych dla narodu i Kościoła wydarzeniach i nie czepiałabym się, gdyby sprawy nie zaszły dalej.
W ostatni wtorek ujawniono wysłany w styczniu tego roku list Rzecznika Praw Dziecka Ewy Sowńskiej do Benedykta XVI właśnie w obronie Abpa Wielgusa.  Pewnie, pani Sowińska będąć katoliczką, ma prawo zabierać głos w sprawach dla Kościoła ważnych (aczkolwiek tu zasady demokratyczne nie mają zastosowania) , problem w tym, że robiąc to na firmowym papierze Rzecznika praw Dziecka zrobiła to juz nie jako osoba prywatna, a jako przedstawiciel jednego z urzędów państwowych.  A to jest dla mni ewidentne mieszanie się  w wewnętrzne sprawy Kościoła.

No i oczywiście nieszczęsna sprawa zmiany Konstytucji, wszystko pod sztandarami ochrony życia. Tu juz politycy wyraźnie przegięli - wszyscy na siłe pokazują, kto jest bardziej "katolicki". A ja z uporem maniaka ponownie pytam : co faktycznie i  w realnym wymiarze da wpisanie zakazu aborcji i eutanazji do ustawuy zasadniczej ? Nawet jeżeli wpiszemy to dużą czcionką i pozłacanymi literkami ? Czy zlikwiduje to podziemie aborcyjne ? W jaki sposób skoro już przy obowiązującej ustawie nielegalne przerywanie ciąży jest przestępstwem, a wystarczy wziąć do ręki gazetę z ogłoszeniami, aby się przekonać, że proceder ma się zupełnie dobrze.  Oceniając sprawę na zimno - to byłoby niezłe działanie marketingowe mające na celu podniesienie cen. Czy o to chodzi Romanowi Giertychowi ?
Patrząc na wydarzenia ostatniego tygodnia - cele były jednak bardzo przyziemne i jak najbardziej polityczne. Nawet nowa partia powstała przy okazji.
A niezależnie od tego - takie majstrowanie przy Konstytucji może spowodować efekt zupełnie odwrotny. Wahadło wyborcze za chwilę może znowu przechylić się na lewo i kolejni politycy zaczną kombinować zmiany w Konstytucji, tym razem w drugą stronę.  
Cieszę się z jednego - hierarchowie Kościoła wypowiadali się naprawdę rozważnie. Oczywiste jest, że są za pełną ochroną życia - jak każdy katolik.  Ale odnosili się w większości do tego jak do sprawy o wymowie moralnej, a nie politycznej. Bo taka jest ona w istocie, mimo wpisania jej na sztandary partii politycznych.

Analizując temat powiązania Kościoła i poltyki nie da się nie wspomnieć o Ojcu Dyrektorze. Tu akurat jest na odwrót - Kościół miesza się do polityki. I to bardzo skutecznie, nieomal rozdając karty. Dochodzi nawet do ostrej rywalizacji partii politycznych zabiegających o poparcie Tadeusza Rydzyka. I to juz jest po prostu horror. Nie będę sie  rozpisywać o Jego działalności stricte politycznej - to fakty powszechnie znane. Ja czuję sie głęboko zrażona od czasu obejrzenia pewnej audycji w telewizji Trwam w październiku 2005. Skacząc sobie po kanałach mojej kablówki w pewnym momencie trafiłam na transmisję nabożeństwa z jakiegoś kościoła (szczegółów nie pamiętam). Z ambony przemawiał właśnie Ojciec Dyrektor - jak zwykle w swoim stylu, głónie na tematy polityczne. Była to juz końcówka kazania/wystąpienia.  Chwile później na ambonę wszedł inny kapłan (miejscowy) i powiedział coś w tym stylu: "Wiem, ze przyszliście tu na Różaniec, ale trochę się nam przeciągnęło i zrobiło się późno. W drodze powrotnej do domu odmówcie więc sobie dziesiątkę Różańca".   Ta scenka moim zdaniem doskonale obrazuje działalność toruńskiej rozgłośni : "Ewangelizujemy, ale jak nam starczy czasu. Polityka przede wszystkim" . I to bardzo, bardzo mi się nie podoba....

Reasumując: "oddajmy Bogu co Boskie, a cesarzowi - co cesarskie". Nie namawiam do schizofrenii i dwóch różnych postaw - jako katolik i jako obywatel, ale nie mieszajmy w ten sposób jednego z drugim. Rozdział Państwa i Kościoła nie jest wcale zły. Niech Kościół sam decyduje kto ma zostać biskupem, a jednocześnie - niech mowy polityczne nie zastepują nam modlitwy w kościele. 
W ramach współczenych wypraw krzyżóych nie wciskajmy więc na siłę Dekalogu do prawodawstwa - nic to nie da jeżeli podstawowe prawdy wiary nie będą tkwiły w naszych sercach.  Ewangelia jest przesłaniem na każdą chwilę naszego życia, nie na puste hasła na sztandarach. A najlepszą formą ewangelizacji jest dobry przykład. Robię coś, pomagam komuś dlatego, że jestem chrześcijanką. A to religia miłości, nie walki ....       

poniedziałek, 16 kwietnia 2007

W ostatnich dniach w mediach toczyła się dyskusja na temat lekcji religii w przedszkolach. Widziałam wzmianki w telewizji, czytałam w prasie. Problem ten jednak od piątku został przytłoczony innymi wydarzeniami z świata polityki, które całkowicie zdominowały wszystkie newsy. A myślę, że warto się nad tym zastanowić.

Chodzi o to, że przypomniano sobie o obowiązującym od ładnych juz kilku lat rozporządzeniu wprowadzającym obowiązek religii w przedszkolach. No i rozpętała się dyskusja, czy aby trzylatki na pewo są w stanie cos zrozumieć z "abstrakcyjnych prawd wiary" ?
Szczerze mówiąc - jestem zaskoczona problemem. Dziecko od urodzenia poznaje otaczający go świat i prawa nim rządzące. Oczywiste jest, że wielu rzeczy nie rozumie i dlatego ciągle zadaje pytania w stylu "a po co? a dlaczego ?" . Im bardziej chłonne i ciekawe świata dziecko - tym pytania te przechodzą w bardziej finezyjną formę typu "dlaczego woda jest mokra ?". I jest to normalne i oczywiste. Dlaczego wyłączać z tego zasady wiary ? Oczywista sprawą jest, że uzyskiwane odpowiedzi muszą być dostosowane do wieku dziecka, ale to samo dotyczy kluczowego pytania "skąd biorą się dzieci ?". Czy to naprawdę taki problem, żeby w formie nawet zabawy zacząć katechizację maluchów ?

Oczywiście może dotyczyć to tylko dzieci, których rodzice tego chcą, nic na siłę. Wychowywane w rodzinie katolickiej dziecko przecież i tak uczy się pacierza, dowiaduje się o "Bozi w niebie" itp. Dla mnie były to naprawde niezapomniane chwile, gdy wieczorem klękałam z moim małym wóczas synkiem i wolno, wspólnie odmawialiśmy modlitwę. Oczywiście wszystko dostosowane do jego wieku. Albo wspólne oglądanie "Biblii w obrazkach" - to coś naprawdę fantastycznego. A ponieważ chodził do przedszkola prowadzonego przez Siostry Elżbietanki - to przedszkolna katechizacja uzupełniała wychowanie domowe i moim zdaniem skutecznie ukształtowała postawę wobec Boga i wiary.
A skoro już przedszkolaki posyłamy na lekcje angielskiego - to czy religia jest naprawdę takim problemem ? Nie sądzę, ale trzeba chcieć i robić to mądrze, dostosowując naukę do wieku dziecka. Mój syn stracił pierwszego dziadka mając 4 lata, drugiego pół roku później. Dowiadywał się tylko, że "dziadek poszedł do nieba", nie był na pogrzebach. Moim zdaniem było to wystarczające, a sama ceremonia pogrzebu - zbyt drastyczna dla takiego malucha.
Nie szukajmy więc problemów tam gdzie ich nie ma i pozwólmy więc dzieciom od małego "nasiąkać" prawdami wiary ....

niedziela, 15 kwietnia 2007

 Jezu ufam Tobie

Jezu ufam Tobie

Dzisiejszy dzień to Święto Miłosierdzia Bożego. Ustanowione w 2000 roku przez Jana Pawła II i obchodzone w pierwszą niedzielę po Wielkanocy,
Znalazłam w sieci świetną strone poświęconą właśnie Miłosierdziu Bożemu - http://www.milosierdzieboze.pl/ .
Polecam, naprawdę warto.  

Kilka lat temu. spędzając urlop w Krakowie (moje ukochane miasto - ma w sobie coś takiego ... ) byłam w Łagiewnikach. I poczułam klimat tego miejsca ....
Dzisiejsze święto traktuję też bardzo osobiście. Rok temu, właśnie w Niedzielę Miłosierdzia Bożego, na mszy w Godzinie Miłosierdzia (czyli o 15.00) dostałam znak od Boga, że wysłuchał mojej modlitwy. Wychodząc z kościoła miałam pełne poczucie i pewność, że udało mi sie wymodlić Niebo dla kogoś bardzo mi bliskiego ...
Dziś też pójdę na mszę o godz.15.00.  

sobota, 14 kwietnia 2007

Ewangelia na niedzielę 15 kwietnia

Niewierny Tomasz

Gdy tego pierwszego dnia tygodnia zapadł wieczór, a tam, gdzi przebywali uczniowie, zamknięto drzwi z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął w środku i pozdrowił ich: " Pokój wam". A gdy to powiedział, pokazał im ręce oraz bok. Uczniowie uradowali się, że ujrzeli Pana. Jezus zaś odezwał sie do nich ponownie: "Pokój wam ! Jak Mnie posłał Ojciec, tak i Ja was posyłam" . Po tych słowach tchnął na nich i oznajmił: "Przyjmijcie Ducha Świętego. Tym, którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, któym zatrzymacie, są zatrzymane".
Tomasz, zwany Didymos, jeden z Dwunastu, nie był razem z nimi, kiedy przyszedl Jezus. Pozostali uczniowie móili więc do niego: "Zobaczyliśmy Pana". On jednak odparł: "Nie uwierzę, jeśli nie ujrzę na Jego rękach śladó po gwoździach, nie włożę swego palca w miejsce gwoździ i nie umieszczę ręki w Jego boku". Po ośmiu dniach uczniowie znów byli wewnątrz i Tomasz razem z nimi. Mimo zamkniętych drzwi, Jezus wszedł, stanął w środku i pozdrowił ich : "Pokój wam" . Następnie rzekł do Tomasza: "Uniś tutaj swó palec i zobacz moje ręce, podniś też swoją rekę i włóż w mój bok. I przestań byc niedowiarkiem, a bądź wierzącym". Tomasz wyznał Mu w odpowiedzi: "Pan mó i Bóg mój !". Jezus zaś rzekł do niego: "Wierzysz, ponieważ mnie ujrzałeś ? Szczęśliwi ci, którzy nie zobaczyli, a uwierzyli". 

Ewangelia wg Sw. Jana

Niewierny Tomasz i jego racjonalne myślenie - trochę tkwi w nas, prawda ?  Czy my sami też nie chcielibyśmy jakiegoś prostego, wyraźnego znaku od Boga, który upewniłby nas w tym, że Bóg naprawdę istnieje ?  Cud, który  pokazałby, że się nie mylimy ... Ale od zdobywania takich dowodów są nauki ścisłe, wiara polega na tym, że wierzymy mimo braku cudów. I to jest właśnie piękne.           

piątek, 13 kwietnia 2007

Dzis piątek, trzynastego. Feralny ? Myślę, że tak, ale tylko dla tych, którzy w to wierzą. Mając silne przekonanie, że wydarzy się dziś coś złego nie tylko podświadomie prowokujemy takie zdarzenia, ale dodatkowo wszystko będziemy interpretować pod kątem udowodnienia tej tezy. Przy takim nastawieniu - z pewnością się sprawdzi

Spróbujmy więc nastawić się na to, że dziś będzie dobry dzień. Trochę pozytywnego myślenia i się uda. A jako, że "strzeżonego Pan Bóg strzeże" - może na początek dnia : "Aniele Boży Stróżu mój ..." ?

czwartek, 12 kwietnia 2007

kapłaństwo

Kapłaństwo. Jeden z Sakramentów Św. Ogromna łaska, a jednocześnie wielki obowiązek. Poświęcenie całego życia Bogu ...

Gdy byłam dzieckiem każdy ksiądz wydawał mi się jakby miniaturką Pana Boga, istotą całkowicie duchową. Dopiero później uświadomiłam sobie, że kapłan to tez człowiek. Ma więc prawo do złych i dobrych dni, a przed wszystkim - ma tez normalne ludzkie wady i zalety. I może się zdarzyć, że nie chce czy nie potrafi sprostać stawianym mu wysokim wymaganiom.
Niedawno byłam świadkiem jak w kościele w trakcie mszy zasłabł starszy człowiek. Stojący najbliżej niego ludzie rzucili się oczywiście z pomocą tzn. zamiast wyciągnąć komórki z kieszeni i wezwać pogotowie - wyciągnęli z konfesjonału proboszcza. Na jego twarzy malowało się przerażenie, gdyż widac było, że sam nie wie co robić. Na szczęście wszystko dobrze się skończyło. Ale jak widać - na udzielaniu pierwszej pomocy ksiądz powinien się znać. Oczywiście przy okazji powinien być zaradnym i dobrym organizatorem, dobrym mówcą, psychologiem, prawnikiem, nauczycielem itd.

Niezależnie od tego wszystkiego - od każdego kapłana żąda się niezwykle wysokich walorów moralnych. Żadnych chwili słabości, a już na pewno - grzeszków na sumieniu.  Jestem więc w stanie zrozumieć, że nie wszyscy to wytrzymują. Stąd głośne ostatnio w mediach przypadki "porzucania sutanny". Można się tylko domyślać jak dramatyczne były to decyzje. I lepiej się nie wgłębiać w przyczyny, gdyż w każdym przypadku mogły to być zupełnie inne powody. A ponieważ ich efektem było nie tylko odrzucenie Sakramentu Kapłaństwa co w relacjach z Bogiem z pewnością skutkuje bardzo głębokim poczuciem winy, ale dodatkowo jeszcze wiąże się to z odrzuceniem przez ludzi - nie rażą nas rozwody, ale ksiądz nie ma prawa przestac być księdzem !  
A więc przede wszystkim - nie sądźmy, a nie będziemy sądzeni.

Ja , tak jak i każdy, w swoim życiu spotkałam wielu księży. Różnych.  Najbardziej w pamięci utkwili mi jednak ci, którzy byli mądrymi duszpasterzami. Najczęściej doceniałam to przy spowiedzi - kiedy to szczera rozmowa pogłębiała wymiar tego Sakramentu.  
I może dlatego nie cenię mojego obecnego proboszcza, który wprawdzie zdecydowanie przyspieszył dokończenie budowy mojego kościoła - naprawdĘ ma efekty i jest za to chwalony - ale w konfesjonale stosuje metodę "krótko, węzłowato, pokuta, rozgrzeszenie, następny proszę" .  I to nawet wtedy, gdy nie ma kolejki osób oczekujących na spowiedź . Niech więc dalej zajmuje się budową , a ja do spowiedzi wybieram innych kapłanów ....  

poniedziałek, 09 kwietnia 2007

Ewangelia na  Poniedziałek Wielkanocny

 

po Zmartwychwstaniu

Obrazek znaleziony na stronie :www.katolik.pl

A Jezus wyszedł im naprzecw i pozdrowił ich: "Witajcie !" . Wtedy one podeszły do Niego, objęły Go za nogi i oddały Mu hołd. Jezus zaś rzekł do nich: "Nie bójcie się ! Idźcie i powiedzcie swoim braciom, aby poszi do Galilei: tam Mnie zobaczą". 

Ewangelia wg Św.Mateusza 28 , 8-10

Wielkanocny poniedziałek. Czas spotkań z bliskimi, spacerów. Rano smigus-dyngus, wieczorem powroty do domów. Od nas samych zależy jak te święta przeżyjemy. Czy jutro obudzimy się z bólem głowy, skłócenie z innymi, czy  wprost przeciwnie - zadowoleni, wzbogaceni o radosne spotkanie z rodziną, przyjaciółmi, dla któych w natłoku codzienności trudno czasem znaleźć czas ? Oczywiście życzę wszystkim tego drugiego....
Nasza polska rzeczywistośc pokazuje jednak, że różnie to bywa. W "Szkle kontaktowym" usłyszałam, że "zaczyna się od chwalenia sukcesów Adama Małysza, a kończy awanturą o bitwę pod Grunwaldem". I niestety coś w tym jest. Szczególnie jeśli na stole stoi alkohol ...  Może warto więc spróbować inaczej ? Moze wspólny spacer i podziwianie budzącej się do życia przyrody ?
A przy powrotach do domu : "noga z gazu i gaz z głowy" - jak mawia "Ksiądz Dobrze Nastawiony" z Radia "Plus" .      

  

niedziela, 08 kwietnia 2007

Ewangelia wg. Św.Łukasza

Zmartwychwstanie Jezusa

W pierwszym dniu tygodnia, wczesnym rankiem, przyszły go grobu, niosąc wonności, które przygotowały. I zastały kamień odsunięty od grobu. Gdy tam weszły, nie znalazły ciała Pana Jezusa i poczuły się bezradne. Wtedy obok nich stanęłi dwaj mężczyźni w błyszczących szatach. Ogarnął je strach i schyliły głowy ku ziemi, a oni powiedzieli do nich: "Dlaczego szukacie żyjącego wśród umarłych ? Nie ma Go tu ! Zmartwychwstał ! Przypomnijecie sobie, co wam powieział, gdy był jeszcze w Galilei: Syn Człowieczy musi byc wydany w rece grzesznikó, ukrzyżowany, a trzeciego dnia zmartwychwstanie". Wtedy przypomniały sobie Jego słowa. Wróciły od grobu i oznajmiły to wszystko Jedenastu oraz pozostałym. Były to:Maria Magdalena, Joanna i Maria, matka Jakuba. Również inne razem nimi opowadały to apostołom. lecz te słowa wydawa ły się im tak niedorzeczne, że nie uwierzyli. Piotr jednak wstał i pobiegł do grobu. Nachylając się, zobaczył jedynie płótna. Zdumiony tym, co się stało, wrócił do siebie.      

Zmartwychwstanie
sobota, 07 kwietnia 2007

Wielka Sobota, a więc dzień, w którym kończąc przygotowania do świąt - zawsze chodzę do kościoła z święconką".
Ja sama, mając od zawsze przyzwyczajenie, że czegoś poświęconego nie można wyrzucać na śmietnik (jeśli już - to spalić" - koszyk mam niewielki i wkładam tam tylko symboliczne potrawy.

A więc w moim koszyku są :
- jajko (dzielimy się nim zawsze przed śniadaniem wielkanocnym) .
  Symbolizuje nowe zycie - może rónież nasze ? Przez pojednanie się z Bogiem w trakcie spowiedzi -
  zaczynamy przecież w pewien sposób od nowa.
- sól.
  Symbol ochrony przed zepsuciem
- baranek cukrowy
  Symbol ofiary paschalnej
- chleb
  Czyli to co niezbędne do życia
- kawałek kiełbasy, kawałek ciasta
  to już tak po prostu ... 
Całośc dekoruję gałązkami i barwinkiem.

W moim rodzinnym domu pielęgnowany był zwyczaj, że w Wielką Sobotę rano jeszcze pościmy. Post ten kończył się u nas dopiero, gdy wracało się ze święconką. Ja tez podtrzymuję ten zwyczaj. Pamiętam jak mój syn będąc w wieku przedszkolnym, zaraz po wyjściu z kościoła rzucał się na koszyk i zanim dochodziliśmy do domu znikała z niego szynka i ciasto.  

pisanki
     

       

środa, 04 kwietnia 2007

JPII

Dwa dni temu, jak Polska długa i szeroka ludzie znowu gromadzili się wokół miejsc związanych z "naszym papieżem", modląc się i wspominając Go. Wierzymy w to, ze już jest Świętym w niebie i właściwie to ziemskie formalności nie są nam potrzebne, ale jednocześnie chcielibyśmy, żeby ogłoszono to jak najszybciej.
A może lepiej jednak poczekać ? Ta rocznica śmierci, bardzo dla nas pamiętna znowu przykuła uwagę mediów. Wspomnienia, opowieści o cudach itp.itd. Wszystko to z bardzo głęboką wiarą w .... ? No właśnie, w kogo ? Słuchając tych wszystkich wypowiedzi , w kilku przypadkach zauważyłam, że potrafimy mówic dużo o cudach JP2 , w ogóle nie wspominając o Bogu. I zdarza się to ludziom wierzącym, katolikom. Nie sądzę, aby było to dobre i moim zdaniem - nie ucieszyłoby to naszego papieża. Pomyślmy o Nim raczej jako o Przewodniku wskazujacym nam drogę, ale nie traćmy z drogi celu tej drogi...  
Módlmy się do Boga, za wstawiennictwem Jana Pawła II.

| < Sierpień 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS