Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
niedziela, 25 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 25 stycznia 2015

powołanie Piotra i Andrzeja

Początek apostolskiej działalności w Galilei
Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił" i "Nadchodzi już królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Powołanie pierwszych uczniów
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, zobaczył Szymona i Andrzeja, brata Szymona, jak zarzucali sieci w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludźmi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy uszedł nieco dalej, zobaczył Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Oni też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili w łodzi swego ojca, Zebedeusza, razem z najemnikami i poszli za Nim.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 34-20

"Natychmiast zostawili sieci i za Nim poszli" - a przecież Jezus dopiero rozpoczynał swoją działalność w Galilei. Co spowodowało, że tak posłusznie podporządkowali się Jego słowom? Czy ówcześni ludzie bardziej cenili sferę duchową niż my? Bądźmy szczerzy - współczesny człowiek miałby trudności z natychmiastowym "porzuceniem sieci" i pójściem za Bożym wezwaniem. Co z domem, szkołą, pracą, rachunkami do zapłacenia i wieloma innymi rzeczami, które przywiązują nas do codzienności. Również bliscy nam ludzie. Mało kto nie miałby z tym problemów. Ja również.
A może traktujemy to zbyt dosłownie? Przecież pójście za Jezusem wcale nie musi oznaczać dosłownego porzucenia całej naszej realnej codzienności i udanie się gdzieś na antypody. Czy nie powinniśmy głosić Ewangelii właśnie tu i teraz, w domu, pracy, na każdym kroku? W dodatku nie tylko słowem, ale także (przede wszystkim?) własnym dobrym przykładem? Wokół nas są też ludzie, wielu z nich też potrzebuje nawrócenia. Może ktoś patrząc na nas zobaczy piękno nauki Jezusa? I wpłynie to na jego życie?

 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

tabletka po

Unia Europejska uchwaliła, że tabletkę "po" można kupować bez recepty, trwają przygotowania do wprowadzenia tego rozwiązania także u nas. I już jest ostra awantura...
Nie jestem ani lekarzem ani farmaceutą, nie potrafię obiektywnie stwierdzić, na czym polega jej działanie, ale z tego, co wyczytałam w sieci nie jest to tabletka wczesnoporonna. Jej działanie ogranicza się do wstrzymania owulacji. Warto też zauważyć, że kolokwialne określenie "tabletka po" oznaczać może różne środki farmaceutyczne, każdy o innym składzie i działaniu. Ostatnio najwięcej mówi się o specyfiku pod nazwą ellaOne.

Na ten temat wypowiadali się także różni przedstawiciele Kościoła, przypominając o tym, że jej użycie stanowi grzech ciężki. Szczerze mówiąc - nieco mnie zdziwiło. Do tej pory zawsze słyszałam, że z punktu widzenia nauki Kościoła wszystkie farmakologiczne i mechaniczne środki antykoncepcyjne są zakazane. Dotyczy to nawet prezerwatyw, mimo, że ich użycie nie dopuszcza do zapłodnienia, więc nie można tu mówić o zabijaniu życia poczętego. Dodatkowo, prezerwatywa chroni przed zarażeniem chorobami wenerycznymi i AIDS, co w takiej chociażby Afryce może mieć kluczowe znaczenie. I tak naprawdę nie spotkałam jasnego wyjaśnienia tej sprawy. Mam wrażenie, że obowiązuje tu raczej zasada "nie bo nie".

A tabletka "dzień po"? Cóż, to kwestia sumienia każdej z kobiet. Każda katoliczka, znając konsekwencje - albo się podda zakazowi Kościoła, albo nie. Z własnego doświadczenia wiem, że nie są to łatwe decyzje. Ja sama nie zdecydowałabym się na użycie tego typu środków, bez względu na to, czy jest czy nie na receptę. Jednocześnie jednak uważam, że moja wybory są moje i nie mam prawa narzucać ich innym. Tym bardziej, że ani człowiek ani jego wiara nie sprowadza się tylko do tego, czy, jak, z kim uprawia seks i jak zabezpiecza się przed ciążą. 


niedziela, 18 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 18 stycznia 2015

powołanie apostołów

Świadectwo pierwszych uczniów Jezusa
Następnego dnia Jan stał tam ponownie, a wraz z nim dwóch jego uczniów. A gdy przyjrzał się przechodzącemu Jezusowi, rzekł: "Oto Baranek Boży!". Obaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Nim. Gdy Jezus odwrócił się i spostrzegł, ze idą za Nim, zapytał ich: "Czego szukacie?". Oni rzekli: "Rabbi - to znaczy nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, zobaczcie". Poszli więc i zobaczyli gdzie mieszkał. I w tym dniu pozostali u Niego. Działo się to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy usłyszeli słowa Jana i poszli za Jezusem, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Odszukał on najpierw swojego brata i oznajmił mu: "Znaleźliśmy Mesjasza", to znaczy: Chrystusa. Następnie przyprowadził go do Jezusa. Gdy Jezus mu się przyjrzał, rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana. Odtąd będziesz nosił imię Kefas, to znaczy Piotr.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 35-42

Dzisiejsza perykopa pokazuje, jak dwa tysiące lat temu ludzie widząc Jezusa, widząc w Nim Mesjasza, przyłączali się i zostawiając swoje wcześniejsze życie, szli za Nim. Jak to jest z nami? Bóg każdemu z nas też przecież powołuje, wskazuje nam drogę, którą powinniśmy pójść. Nie dotyczy to tylko powołań kapłańskich czy zakonnych, ale każdego z nas. Czy bez względu na to, co w życiu robimy, naszą rolą nie jest głoszenie Ewangelii?  I to głównie własnym przykładem? To nie chodzi o krasomóstwo, ciągłe opowiadania o Bogu i głoszenie na każdym kroku cytatów z Biblii. Tym bardziej nie oznacza ciągłego pouczania wszystkich wokół. Moim zdaniem na każdym kroku (także wtedy, gdy nikt nie widzi) powinniśmy pokazywać jak wygląda pójście za Jezusem tu i teraz, w drugim dziesięcioleciu XXI wieku. Oczywiście, nie jest to łatwe, wymaga rezygnacji z wielu przyjemności, czasami oznacza trud i wyrzeczenia. Jednak daje nam coś wspaniałego - poczucie więzi z Bogiem, radość z tego, że podążamy dobrą drogą. W dodatku mamy tu prawo do pełnego egocentryzmu - to my jesteśmy najważniejsi dla Boga. Jezus nie przyszedł zbawiać ludzkości, a każdego człowieka. I to jest piękne.

 


środa, 14 stycznia 2015

Szymona Hołownię lubię i cenię od dawna. Głównie dlatego, że jego spojrzenie na Boga i wiarę jest bardzo podobne do tego, co sama odczuwam. Cudowna jest jego radość z tego, że jest chrześcijaninem. Zero ponuractwa, napuszonej miny i dostojeństwa.

W mojej biblioteczce jest już kilka pozycji jego autorstw. Czyta się je bardzo ciekawie, ja dodatkowo zdobywam w ten sposób sporo wiedzy chociażby z dziejów Kościoła.
Ostatnia pozycja, którą zaczęłam czytać wczoraj to "Hollyfood". Jest naprawdę świetna. Autor pokazuje jak żyć na co dzień, tu i teraz, pełnią życia z Bogiem. Pisana lekkim, zwyczajnym językiem, w formie rad, a nie moralizatorstwa.
Jestem naprawdę zachwycona, polecam każdemu. Warto.

Hollyfood

 

A tu inne pozycje tego autora:



niedziela, 11 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 11 stycznia 2015

Chrzest Jezusa w Jordanie

 

Jan Chrzciciel głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie , a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".
Chrzest Jezusa w Jordanie
Wtedy przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. Zaraz po tym, kiedy wychodził z wody, ujrzał niebo otwarte i Ducha, który zstępował z Niego, jakby gołębica. I rozległ się głos z nieba: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie upodobałem sobie".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 6b-11

Czytając te perykopę, znowu zadaję sobie pytanie: na czym polegał Chrzest Jezusa? Na pewno miał zupełnie inne znaczenie niż nasz własny chrzest: zmywamy z siebie grzech pierworodny, stajemy się członkami wspólnoty chrześcijańskiej i członkami Kościoła Katolickiego.  Najczęściej zresztą nieświadomie - jako małe dzieci. Pamiętam, że kiedyś (przeszło 20 lat temu) usłyszałam z ust pewnego księdza, że chrzest jest sakramentem, który powinien być udzielany osobom dorosłym. Jeżeli jednak w rodzinie katolickiej urodziło się dziecko, rodzice żyją zgodnie z zasadami wiary, można zrobić wyjątek i udzielić chrztu już małemu dziecku. Nie wiem, na ile jest to zgodne z obecną wykładnią Kościoła, ale praktyka pokazuje, że jednak codziennością są chrzty małych dzieci.  Ja sama z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że dziecko powinno być ochrzczone jak najszybciej.

Chrzest Święty to sakrament - też nie wiem od kiedy i przez kogo ustanowiony. Nie da się go zmyć, odwołać czy też unieważnić. Nawet akt apostazji tego nie zmienia.

 


piątek, 09 stycznia 2015

Litania do Św.Franciszka

 

Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, - zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże,
Duchu Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże,
Św. Mario Niepokalanie poczęta, - módl się za nami.
Św. Franciszku Seraficki,
Kyrie elejson. Chryste elejson. Kyrie elejson.
Chryste, usłysz nas. Chryste wysłuchaj nas.
Ojcze z nieba, Boże, - zmiłuj się nad nami.
Synu, Odkupicielu świata, Boże,
Duchu Święty, Boże,
Święta Trójco, Jedyny Boże,
Św. Mario Niepokalanie poczęta, - módl się za nami.
Św. Franciszku Seraficki,
Św. Franciszku, kwiecie łaski Bożej,
Św. Franciszku, wielki naśladowco Chrystusa,
Św. Franciszku, pragnący śmierci męczeńskiej,
Św. Franciszku, piastunie ran Chrystusowych,
Św. Franciszku, znamionami Męki Jezusowej ozdobiony,
Św. Franciszku, mocą czynienia cudów obdarzony,
Św. Franciszku, gorejący miłością Bożą,
Św. Franciszku, miłością bliźniego przepełniony,
Św. Franciszku, miłośniku pokory,
Św. Franciszku, wzorze pokuty,
Św. Franciszku, przykładzie posłuszeństwa,
Św. Franciszku, miłośniku czystości,
Św. Franciszku, dobrami świata rządzący,
Św. Franciszku, patriarcho ubogich,
Św. Franciszku, żywy obrazie cnót ewangelicznych,
Św. Franciszku, założycielu trzech zakonów,
Św. Franciszku, bojowniku Chrystusowy,
Św. Franciszku, pogromco szatana,
Św. Franciszku, filarze Kościoła świętego,
Św. Franciszku, obrońco wiary katolickiej,
Św. Franciszku, tarczo wojujących za prawdę,
Św. Franciszku, zwycięzco złości świata,
Św. Franciszku, odnowicielu obyczajów chrześcijańskich,
Św. Franciszku, drogowskazie dla błądzących,
Św. Franciszku, lekarzu chorych na duszy,
Św. Franciszku, dzielny orędowniku u Boga,
Św. Franciszku, święty nasz Ojcze,
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, przepuść nam, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, wysłuchaj nas, Panie.
Baranku Boży, który gładzisz grzechy świata, zmiłuj się nad nami.

K. Módl się za nami, święty Ojcze Franciszku.
W. Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.



wtorek, 06 stycznia 2015

Trzej Królowie

Mędrcy świata, monarchowie,
gdzie śpiesznie dążycie?
Powiedzcież nam, Trzej Królowie,
chcecie widzieć Dziecię?

Ono w żłobie nie ma tronu
i berła nie dzierży,
a proroctwo Jego zgonu
już się w świecie szerzy.

Mędrcy świata, złość okrutna
Dziecię prześladuje,
wieść okropna, wieść to smutna,
Herod spisek knuje.

Nic monarchów nie odstrasza,
do Betlejem śpieszą,
gwiazda Zbawcę im ogłasza,
nadzieją się cieszą.

Przed Maryją stają społem,
niosą Panu dary,
przed Jezusem biją czołem,
składają ofiary.

Trzykroć szczęśliwi Królowie,
któż wam nie zazdrości?
Cóż my damy, kto nam powie,
pałając z miłości?

Święto Objawienia Pańskiego. Liturgiczna nazwa tego święta to Epifania, ale najbardziej znane jest jako Święto Trzech Króli. W hierarchii świąt katolickich - drugie po Wielkanocy, a więc ważniejsze od tradycyjnie ulubionego przez nas Bożego Narodzenia. I właściwie - jest to zrozumiałe: dzieci wówczas rodziło się wiele - Bóg na świat jako człowiek przyszedł tylko ten jeden jedyny raz. Odkrycie w małym dzieciątku z Betlejem Syna Boga - to więc z pewnością moment przełomowy.
W wielu kościołach rozdawana będzie dziś poświęcona kreda, czasem zioła do kadzidła. Po powrocie do domu - na drzwiach piszemy K+M+B lub C+M+B, decyduje tu głównie lokalna tradycja. Oznacza to:

  • pierwsze litery imion Mędrców: Kacpra, Melchiora, Baltazara;
  • Christus Mansionem Benedicat - Chrystus błogosławi to mieszkanie

Być może są też jeszcze inne znaczenia. Ja u siebie piszę zawsze K+M+B.
Warto też pamiętać o tym, ze pomiędzy literami nie stawiamy znaków plusa "+" lecz małe krzyżyki.

 


sobota, 03 stycznia 2015

Ewangelia na niedzielę 4 stycznia 2015

El Greco Narodzenie

 

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga -
i bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga.
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał on zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli.
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
którą jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
"To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie".
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział;
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On nam Go objawił.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 1-18

Na początku było Słowo, Słowo stało się ciałem - czy nie brzmi to jakoś nierealnie we współczesnym świecie? Słowa, słowa, słowa, wypowiadamy ich wiele, często bez zastanowienia i przywiązywania znaczenia d0 ich sensu. Kto pamięta frazę "u mnie słowo droższe od pieniędzy?" z filmu "Sami swoi"? To wręcz żart, prawda?
Kiedy i jak się to stało, że nie wierzymy sobie już w ogóle? Że słowa nic nie znaczą? Szukamy zabezpieczeń, dowodów?  I jak z takim podejściem podchodzimy do wiary? Wierzymy, że Bóg istnieje, ale dobrze byłoby mieć realny, materialny dowód. A Dekalog? To przecież też tylko słowa - proste, jednoznaczne, ale przecież zawsze można je interpretować w zależności od potrzeb.  I okazuje się, że na przykład wcale nie jest tak trudno być zwolennikiem kary śmierci w zgodzie z piątym przykazaniem. Nie pożądać żony bliźniego swego, ale co za problem unieważnić zawarte przed Bogiem małżeństwo? To tylko kwestia interpretacji...

 


niedziela, 28 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 28 grudnia 2014

Święta Rodzina

 

Ofiarowanie Jezusa w świątyni
Gdy zaś minęły dni ich oczyszczenia zgodnie z Prawie Mojżeszowym, zanieśli Go do Jerozolimy,aby ofiarować Panu. Tak bowiem napisano w Prawie Pańskim: Każdy pierworodny syn będzie poświęcony Panu. Mieli również złożyć ofiarę zgodnie z nakazem Prawa Pańskiego: parę synogarlic lub dwa młode gołębie.
Żył wtedy w Jeruzalem człowiek sprawiedliwy i pobożny, który miał na imię Symeon. Oczekiwał on pocieszenia Izraela, a Duch Święty był z nim. Duch Święty objawił mu, ze nie umrze, dopóki nie zobaczy Chrystusa Pańskiego. Kierowany przez Ducha przyszedł do świątyni, gdy rodzice wnosili małego Jezusa, aby wypełnić odnoszące się do Niego przepisy Prawa. On wziął Go na ręce i wielbił Boga:
"Teraz, o Władco, zgodnie z Twoim słowem
pozwalasz swemu słudze odejść w pokoju.
Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,
które przygotowałeś wszystkim narodom;
światło na oświecenie pogan
i chwalę ludu Twego, Izraela".
A Jego ojciec i matka dziwili się temu, co o Nim mówiono. I błogosławił ich Symeon, a do Jego matki Maryi powiedział: "On został dany, aby w Izraelu wielu upadło i wielu powstało, i aby był znakiem, któremu będą się sprzeciwiać. A Twoją duszę miecz przeszyje, aby zostały ujawnione przewrotne myśli wielu".
Przebywała tam również prorokini Anna, córka Fanuela, z pokolenia Asera, bardzo podeszła w latach. W małżeństwie przeżyła siedem lat i owdowiała. Miała już osiemdziesiąt cztery lata. Nie opuszczała świątyni i służyła Bogu, poszcząc i modląc się dniem i nocą. W tej właśnie chwili nadeszła, wielbiła Boga i opowiadała o Nim wszystkim, którzy oczekiwali wyzwolenia Jeruzalem.
Kiedy wypełnili wszystko zgodnie z Prawem pańskim, wrócili do Galilei, do swojego miasta - Nazaret. Chłopiec zaś rósł i nabierał sił, napełniając się mądrością,a łaska Boża była z Nim.

Ewangelia wg Św. Łukasza 2 , 22-40

Dziś, w ostatnią niedzielę obchodzimy Uroczystość Świętej Rodziny.
Myśląc  o rodzinie, w której dorastał mały Jezus - pewnie odruchowo widzimy jeden z niezliczonych "świętych" obrazków: Jezus, Maryja, Józef. Wszyscy z aureolami, wpatrzeni w Jezusa, szczęśliwi i rozmodleni.  Tak "polukrowany" obraz Świętej Rodziny skłania do tego, aby uklęknąć, odmówić modlitwę, ale raczej nie stanowi wzoru do naśladowania. Zbyt idealna, pozbawiona wszelkich skaz, a w życiu, wiadomo, różnie bywa.
Czy nie jest to jednak zafałszowany obraz, niewiele mający wspólnego z rzeczywistością? Ta nabożna cześć, którą oddajemy Świętej Rodzinie powoduje, że wydaje się ona nie z tego świata, bliższa Niebu niż Ziemi. Czy jednak Jezus nie urodził się w zwykłej, biednej rodzinie po to, aby stać się jednym z nas i w sferze cielesnej być zwykłym człowiekiem? A to oznacza, że wychowujący Jezusa Maryja i Józef borykali się z wszystkimi problemami współczesnego im życia. Maryja nie stawała przed stołem i nie mówiła "nakryj się" - musiała sama przygotować jedzenie. Święty Józef nie machał różdżką, tylko ciężko pracował na utrzymanie rodziny, a sam mały Jezus pomagał Mu nie cudami, a jak najbardziej realnie, jak wiele innych dzieci - i wówczas i dziś. Z pewnością mieli lepsze i gorsze dni, czuli radość, ale i smutek, bywali zmęczeni. Łączyła ich z pewnością wielka miłość i zawierzenie Bogu - to jednak może być dla nas wzorem do naśladowania. W naszym własnym życiu też bywają różne chwile, ale jeżeli zawsze pamiętamy o Bogu i staramy się wspólnie iść jego drogą, też na swój sposób ocieramy się o cząstkę świętości. I stajemy się przez to silniejsi.
Kilka dni temu przeżywaliśmy Boże Narodzenie. Z tej okazji z pewnością było wiele spotkań rodzinnych i przyglądaliśmy się własnym rodzinom.  Z pewnością dalekim od świętości, ale naszym własnym, z własnymi historiami, tradycjami i zwyczajami. Czy oprócz wspólnego siedzenia przy stole udało nam się poczuć więź z tą rodziną? To nasze korzenie, więc powinna być dla nas bardzo ważna. Tym bardziej, że zabiegani na co dzień, mamy mało czasu, aby powiedzieć naszym bliskim, jak bardzo są dla nas ważni. 

 


sobota, 20 grudnia 2014

Ewangelia na niedzielę 21 grudnia 2014

Zwiastowanie NMP

Zwiastowanie narodzenia Jezusa
W szóstym miesiącu Bóg posłał anioła Gabriela do miasta galilejskiego, zwanego Nazaret, do dziewicy poślubionej mężczyźnie imieniem Józef, z rodu Dawida. Dziewicy było na imię Maryja. Anioł przyszedł do Niej i powiedział: "Raduj się, łaski pełna, Pan z Tobą". Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co znaczy to pozdrowienie. Wtedy anioł powiedział do Niej: 'Nie bój się, Maryjo, bo Bóg Cię obdarzył łaską. Oto poczniesz i porodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca Dawida. Będzie królował nad domem Jakuba na wieki, a Jego królestwo nie będzie miało końca". Wtedy Maryja zapytała anioła: "Jak się to stanie, skoro nie znam pożycia małżeńskiego?". Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i osłoni Cię moc Najwyższego; dlatego Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. Oto Twoja krewna Elżbieta pomimo starości poczęła syna i jest już w szóstym miesiącu, chociaż uważa się ją za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego" A Maryja tak odpowiedziała: Jestem służebnicą Pańską, niech mi się stanie według twego słowa". Wtedy odszedł od Niej anioł.

Ewangelia wg Św. Łukasza 1 , 26-38

 

Myśląc o Maryji najczęściej wyobrażamy Ją sobie jako Matkę Boską, Królową - pełna majestatu i powagi. A przecież w chwili Zwiastowania była nastolatką - pobożną, posłuszną, ale jednak patrząc z współczesnej perspektywy - jeszcze dzieckiem. W dodatku pewnie przerażonym czekającym Ją zamążpójściem za starszego od Niej Józefa. Czy w ogóle znała swego przyszłego męża? Na pewno Jej wiara i pobożność była imponująca - w pełni zdała się na wolę Bożą.
Czy my też tak potrafimy? Uwierzyć Bogu, poddać się Jego woli? Nie jest to łatwe
A jak w ogóle reagujemy, gdy Bóg stawia przed nami zadania? Tak na co dzień, w mało spektakularny sposób? Gdy po prostu staje przed nami potrzebujący naszej pomocy człowiek? Odwracamy głowę, udając, że nic nie widzimy? Szukamy wymówki? A może udaje nam się poddać woli Boskiej i zrobić to, co powinniśmy?

 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 92
| < Styczeń 2015 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS