Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
sobota, 24 września 2016

piekło

Ewangelia na niedzielę 25 września 2016

Bogacz i Łazarz
19
Był pewien bogaty człowiek. Ubierał się w purpurę i bisior i każdego dnia wystawnie ucztował. 20Przed bramą jego domu leżał pokryty wrzodami pewien żebrak imieniem Łazarz, 21który pragnął nasycić się resztkami ze stołu bogacza. Lecz tylko psy przychodziły i lizały mu wrzody. 22Gdy żebrak umarł, został zaniesiony przez aniołów na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pochowany. 23Cierpiąc męki w piekle, podniósł oczy i ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. 24Zawołał: "Ojcze Abrahamie, zmiłuj się nade mną! Poślij Łazarza, aby umoczył w wodzie koniec swego palca i zwilżył mój język, gdyż bardzo cierpię w tym płomieniu". 25Lecz Abraham odparł: "Dziecko, przypomnij sobie, że ty za życia otrzymałeś swe dobra, podczas gdy Łazarz doświadczył zła. Teraz on tu doznaje pociechy, a ty cierpisz męki. 26Poza tym pomiędzy nami i wami istnieje ogromna przepaść, aby ci którzy chcieli przejść stąd do was, albo stamtąd do nas, nie mogli tego dokonać". 27Tamten powiedział: "Ojcze, proszę cię, poślij go więc do mojego rodzinnego domu. 28Mam bowiem pięciu braci. Niech ich przestrzeże, aby i oni nie dostali się do tego miejsca męki". 29Lecz Abraham odparł: "Mają Mojżesza i Proroków! Niech im będą posłuszni" . 30Lecz on odpowiedział: "Nie, ojcze Abrahamie! Ale gdyby ktoś z umarłych udał się do nich, nawrócą się". 31Wtedy powiedział mu: "Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to nawet gdyby ktoś powstał z martwych, także nie dadzą się przekonać".

Ewangelia wg Św. Łukasza 16 , 19 -31

O czym mówi dzisiejsza Ewangelia ? Odczytując na wprost - do nieba idzie ten kto cierpiał za życia, a do piekła ten, komu ziemski żywot upływał lekko i radośnie. Chyba jednak tak naprawdę to nie o to chodzi. Wydaje mi się, że wyznacznikiem nie jest tu też bogactwo czy nędza, gdyż wcale nie determinuje to jakim ktoś jest człowiekiem. A przypowieść nie mówi nic o tym, czy bogacz i Łazarz przestrzegali przykazań. Jakie więc jest przesłanie tej perykopy ? Moim zdaniem chodzi tu głównie o ostrzeżenie przed tym co może nas czekać po śmierci. O tym, że nasza ziemska egzystencja jest tylko pewnym etapem, od którego zależy nasze przyszłe szczęście lub cierpienie.
Czy dialog bogacza z Abrahamem miałby dziś inny sens? Nie sądzę. Wyobraźmy sobie, ze odwiedza nas ktoś bliski zmarły i ostrzega nas przed wynikającym z naszego złego życia wiecznym cierpieniem w piekle. Z pewnością szukalibyśmy jak najbardziej racjonalnego wytłumaczenia, że takie spotkanie to fałszerstwo lub halucynacja. A nawet gdybyśmy uwierzyli, to próby podzielenia się tą wieścią z innymi spotkałyby się co najwyżej z troską o nasze życie psychiczne. Nie ma co się oszukiwać.
Współcześni Jezusowi mieli za sobą przesłanie wynikające tylko z Starego Testamentu. My mamy dodatkowo - a właściwie to przede wszystkim - Nowy Testament. Czy jesteśmy mądrzejsi? Wprost przeciwnie. Mamy inne wyobrażenie piekła - raczej rzadko poważnie mówi się o kotłach i diabłach wokół. Faktycznie, nasz ciało zostanie pogrzebane, a dusza podlega jednak innym prawom. Czy jednak oznacza to, że nie może cierpieć ?
A niezależnie od wszystkiego - mnie samą przeraża pojęcie wieczności i nieśmiertelności. Tym bardziej, że to, jakie one będą - zależą od tego jak postępujemy tu i teraz. A to oznacza, że każda chwila naszego życia może być ta kluczową i przeważającą. Czujecie tą odpowiedzialność?

 

niedziela, 18 września 2016

Ewangelia na niedzielę 18 września 2016

mamona


Przypowieść o nieuczciwym zarządcy
1Mówił tez do uczniów: "Był pewien bogaty człowiek. Miał on zarządcę, którego oskarżono, że trwoni jego majątek. 2Wezwał go więc i oświadczył mu: 'Cóż to słyszę o tobie ? Rozlicz się ze swojego zarządzania, bo już nie będziesz mógł zarządzać'. 3Wtedy pomyślał sobie zarządca: 'Co zrobię, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. 4Wiem, co zrobię, żeby ludzie przyjęli mnie do swoich domów, gdy zostanę usunięty z zarządu'. 5Przywołał dłużników swego pana, każdego z osobna i zapytał pierwszego: 'Ile jesteś winien mojemu panu?' 6Ten odpowiedział : 'Sto beczek oliwy'. Wtedy powiedział mu: 'Weź swoje zobowiązanie, usiądź i napisz szybko" pięćdziesiąt'. 7Potem zapytał drugiego: 'A ty ile jesteś winien ?' . Ten odpowiedział: 'Sto miar zboża'. Polecił mu: 'Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt'. 8Pan pochwalił nieuczciwego zarządce za jego rozsądek. Bo synowie tego świata są wśród podobnych sobie bardziej rozsądni niż synowie światłości.

Mądre korzystanie z dóbr ziemskich
3Mówię wam: Używajcie nieuczciwej mamony do zjednywania sobie przyjaciół, aby przyjęto was do wiecznych mieszkań, gdy się już ona skończy. 10Kto jest wierny w małej rzeczy, jest wierny i w wielkiej, a kto w małej rzeczy jest nieuczciwy, jest nieuczciwy i w wielkiej. 11Jeśli więc nie jesteście wierni w zarządzaniu nieuczciwą mamoną, kto wam powierzy prawdziwe dobro. 12I jeśli w cudzych sprawach nie jesteście wierni, kto wam powierzy wasze? 13Żaden sługa nie może służyć dwóm panom, gdyż albo jednego będzie nienawidził, a drugiego miłował, albo jednemu będzie oddany, a drugiego zlekceważy. Nie możecie służyć Bogu i mamonie.

Ewangelia wg Św.Łukasza, 16, 1-13


Jak to jest z tą mamoną? Czy  bogactwo, majątek koniecznie muszą być nieuczciwe, a nie być efektem ciężkiej pracy? Wprawdzie ja sama nie zgromadziłam żadnych ziemskich bogactw i nie mam takich dylematów osobistych, ale uważam, że człowiek bogaty, zaradny i pracowity wcale nie musi być hochsztaplerem. I wcale nie musi być chciwy. Zdobyte uczciwie bogactwo może służyć dobru, być wykorzystane w słusznej sprawie. I wcale nie musi to być proste rozdawnictwo ubogim - może nawet lepszym wyjściem jest stworzenie miejsc pracy, które zapewnią utrzymanie innym? Moim zdaniem takie działanie pozwoli pomóc większej liczbie osób i to przez dłuższy czas. Środki rozdawane szybko się skończą, mądrze inwestowane zostaną pomnożone. 
Dobrym przykładem może tu być także upamiętniająca pontyfikat JPII Fundacja Nowego Tysiąclecia - zamiast budować kolejne pomniki, funduje stypendia zdolnym dzieciom z ubogich rodzin. Czy to nie jest dobry sposób wykorzystania "mamony"? .

Dzisiejsze czasy są zdominowane przez pieniądz - nie ma nic za darmo, za wszystko trzeba zapłacić. Łatwo się zgubić dążąc do tego, aby mieć ich więcej i więcej. Potrzeb oczywiście jest wiele, ale czy na pewno wszystkie są niezbędne do zaspokojenia? Głód można zaspokoić suchym chlebem jak i chlebem grubo posmarowanym masłem, obłożonym plastrem drogiej szynki. Oczywiście też lubię szynkę, nie cierpię margaryny, ale chleb z szynką nie może być celem samym w sobie. No i warto uważać, aby nie przesadzać. Wielkość tej przesady łatwo zauważyć w koszu na śmieci - tam widać, co i ile za dużo kupiliśmy i zostało to zmarnowane.


 

poniedziałek, 12 września 2016

Znak pokoju

Przekażcie sobie znak pokoju - te słowa doskonale znane są każdemu uczestniczącemu we mszy św. Reagujemy na nie skinieniem głowy lub (zdecydowanie rzadziej) podaniem ręki. Na ile jest to automatyczny gest? Czy zastanawiamy się nad nim? Jakie niesie przesłanie?

Zdarzyło mi się kiedyś na niedzielnej mszy być świadkiem sytuacji, gdy w sąsiedniej ławce usiadł człowiek wyglądający na bezdomnego. Brudny, strasznie cuchnący - nie było czuć alkoholu, roznoszący się wokół smród był raczej odorem moczu. Wyraźnie też był zawszony?zapchlony? - co chwilę się drapał. Przez całą mszę zachowywał się poprawnie - stawał, klękał - jak każdy. I nagle, tuż przed Komunią Św. , na wezwanie do przekazania znaku pokoju wyraźnie się ożywił i z jakąś rozpaczliwą determinacją zaczął wyciągać do każdego rękę. Nie wiem jaka byłaby jego reakcja, gdyby ktoś nie podał nie podał mu swojej ręki. Nie miałam szansy się o tym przekonać, gdyż każdy do kogo się zwrócił, wymieniał z nim uścisk dłoni. Może nie jest z nami tak źle? I nawet w budzącym fizyczną odrazę człowieku potrafimy zobaczyć naszego bliźniego?

Dlaczego w takim razie akcja "Przekażmy sobie znak pokoju" wywołuje tak wiele ataków? Również ze strony niektórych hierarchów? Czy naprawdę mamy problem z podaniem ręki komuś o innej orientacji seksualnej? Przecież to jakiś chory absurd i to nie tylko dlatego, że z reguły niewiele wiemy o tym, kto siedzi obok nas w ławce. Może być to tzw. przykładny katolik, gej, człowiek żyjący w związku niesakramentalnym itp. itd. Jakie to ma znaczenie? I na jakiej podstawie chcemy oceniać innych?

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w tej akcji nie chodzi o dosłowne podanie dłoni w trakcie mszy św., sprawa ma znacznie silniejszy wymiar symboliczny. Jednak także w tej warstwie różnica jest niewielka. Każdy człowiek, niezależnie od pochodzenia, wykształcenia, statusu materialnego czy orientacji seksualnej jest naszym bliźnim. Owszem, czyny homoseksualne są grzechem - podobnie jak współżycie w związkach niesakramentalnych. Czy to oznacza jednak, że mamy odrzucać innych ludzi? Sami na pewno jesteśmy lepsi i bezgrzeszni i mamy prawo dyktować, przed kim należy zamknąć drzwi kościoła?

Patronem medialnym kampanii jest m.in. "Tygodnik Powszechny".
Tu ciekawy artykuł na ten temat:

Kampania "Przekażmy sobie znak pokoju"

 

sobota, 10 września 2016

Ewangelia na niedzielę 11 września 2016

przypowieść o zaginionej drachmie

1Przypowieść o zaginionej owcy
Schodzili się do Niego wszyscy celnicy i grzesznicy, aby go słuchać. 2Faryzeusze jednak i nauczyciele Pisma szemrali: "On przyjmuje grzeszników i jada z nimi". 3Opowiedział im wtedy tę przypowieść: 4"Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie szuka tej zaginionej, aż ją znajdzie? 5A kiedy ją znajdzie, bierze ją z radości na ramiona. 6Po powrocie do domu, zwołuje przyjaciół i sąsiadów i mówi im: "Cieszcie się ze mną, bo znalazłem moją zaginioną owcę" . 7Mówię wam: Większa będzie radość w niebie z jednego grzesznika. który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.
Przypowieść o zagubionej drachmie

8Albo gdy jakaś kobieta, mając dziesięć drachm, zgubi jedną drachmę, czy nie zapala lampy, nie zamiata domu i nie szuka starannie aż ją znajdzie ? 9A kiedy ją znajdzie, zwołuje przyjaciółki i sąsiadki i mówi: Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam. 10Mówię wam: Taka sama jest radość wśród aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.
Przypowieść o miłosiernym ojcu
11Powiedział też: Pewien człowiek miał dwóch synów. 12Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która mi przypada. Wtedy on rozdzielił między nich majątek . 13Niedługo potem młodszy syn zabrał wszystko i wyjechał do dalekiego kraju. Tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. 14Kiedy wszystko wydał, nastał w tym kraju wielki głód i również i on zaczął cierpieć niedostatek. 15Poszedł więc i zatrudnił się u jednego z mieszkańców tego kraju, a on posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. 16Pragnął najeść się strąkami, którymi karmiły się świnie, ale i tego nikt mu nie dawał. 17Zastanowił się nad sobą i stwierdził: Tylu najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja ginę tu z głodu. 18Wstanę i pójdę do mojego ojca i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciwko niebu i względem ciebie. 19Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. Uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników. 20Wstał więc i poszedł do swojego ojca. A kiedy jeszcze był daleko, zobaczył go ojciec i ulitował się. Pobiegł, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 21Syn mu powiedział: Ojcze zgrzeszyłem wobec ciebie. Już nie jestem godny nazywać się twoim synem. 22Wtedy ojciec powiedział do swoich sług: Szybko przynieście najlepszą szatę i ubierzcie go. Włóżcie mu pierścień na rękę i sandały na nogi. 23Przyprowadźcie tłuste cielę i zabijcie je. Będziemy jeść i bawić się, 24bo ten syn mój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się. I zaczęli się bawić.
25Tymczasem jego starszy syn był na polu. Gdy wracał i był już blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. 26Przywołał jednego ze sług i pytał, co się wydarzyło. 27On mu powiedział: Twój brat wrócił i ojciec zabił tłuste cielę, bo odzyskał go zdrowego. 28Wtedy rozgniewał się i nie chciał wejść. Wyszedł więc ojciec i zachęcał go do wejścia . 29Lecz on powiedział do ojca: Tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twego polecenia, ale ty nigdy nie dałeś mi nawet koźlęcia, abym mógł się zabawić z przyjaciółmi. 30A gdy wrócił ten twój syn, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, zabiłeś dla niego tłuste cielę. 31On mu odpowiedział: Dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, należy do ciebie. 32Przecież trzeba się bawić i radować, bo ten twój brat był umarły, a ożył, zaginął, a odnalazł się.

Ewangelia wg Św. Łukasza, 15 , 1- 32

Liturgia na dziś to trzy (w ramach krótszej perykopy - dwie) znane przypowieści. Wszystkie mają jedno wspólne przesłanie i to w dodatku takie, które z ludzkiego punktu widzenia wydaje się bardzo niesprawiedliwe. Jak to możliwe - żyjemy zgodnie z naukami Jezusa, staramy się, przestrzegamy przykazań, ktoś inny grzeszy całe życie, nawracając się czasem dopiero w ostatniej chwili i okazuje się, że to właśnie przez tego kogoś - większa jest w niebie radość? Jak to możliwe? W dodatku Jezus oczekuje, że my też będziemy się z tego cieszyć.
Wydaje się to trudne - na co dzień jesteśmy przyzwyczajeni do rywalizacji, oczekujemy nagrody za swoją dobrą, uczciwą pracę i widząc, gdy ktoś inny dostaje nagrodę, której sobie wcale nie wypracował - czujemy się niedocenieni i rozczarowani. A z dzisiejszej perykopy dowiadujemy się, że po tamtej stronie będzie tak samo. Czy można wyobrazić sobie, że zbawiony zostanie także jakiś najgorszy zbrodniarz, który w ostatniej chwili zdążył się nawrócić? I to jest powód do radości?
Też mam z tym problem, ale staram się spojrzeć na to z nieco innej perspektywy. Niezależnie od tego jacy są inni ludzie - spoglądam na siebie samą i na to z czym ja stanę przed Bogiem. Takie spojrzenie w wewnętrzne lustro wcale nie pokazuje mi doskonałego obrazu, niestety. Co z tego, że inni być może są gorsi? To nie jest żadne usprawiedliwienie. Boże miłosierdzie też jest mi bardzo potrzebne. Czy wierząc w nie i licząc na nie mogę zabraniać tego innym? W tym kontekście patrząc - chyba jakoś łatwiej jest już próbować cieszyć się, że nawet ci najgorsi przeszli "na jasną stronę mocy"....
Znalezienie zagubionej drachmy czy odłączonej od stada owcy może być powodem do radości. Gdy jeszcze do tego dojdzie powrót do domu syna marnotrawnego - radość jest już naprawdę wielka.

 

niedziela, 04 września 2016

Ewangelia na niedzielę 4 września 2016

dźwiganie krzyża

Wymagania stawiane uczniom
Szły z Nim wielkie tłumy. Jezus zwrócił się do nich i powiedział: "Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, lecz bardziej miłuje swego ojca i matkę, żonę i dzieci, braci i siostry, a także swoje życie, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża i nie idzie za Mną, nie może być Moim uczniem. Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, najpierw nie usiądzie, aby obliczyć koszty, czy ma na wykończenie? Bo gdyby położył fundament, a nie zdołał dokończyć budowy, wszyscy, którzy by to widzieli, drwiliby z niego: 'Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał zakończyć'. Albo król, gdy wyrusza na wojnę przeciwko innemu królowi, nie siądzie najpierw i nie rozważy, czy może z dziesięcioma tysiącami zmierzyć się z tym, który idzie przeciwko niemu z dwudziestoma tysiącami ? Jeśli nie może, to wysyła poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko i prosi o warunki pokoju. Tak więc żaden z was nie może być moim uczniem, jeśli nie wyrzeka się wszystkiego co posiada".

Ewangelia wg Św. Łukasza 14, 25-33

Wymagania stawiane w dzisiejszej perykopie są bardzo trudne. Wyrzec się wszystkiego i pójść za Jezusem? Ani wtedy, ani dziś nie było to łatwe. Jak to w ogóle zrozumieć? Można nie zakładając własnej rodziny poświęcić swe życie jakiejś idei, ale wyrzec się matki czy ojca? Wydaje mi się, ze chodzi tu jednak nie tyle o dosłowne wyrzekanie się, a bardziej o listę priorytetów, ustalenia tego w życiu jest najważniejsze. I w takim rozumieniu - najważniejszy jest jednak Bóg. I chyba przez taki pryzmat należy też odczytywać słowa o planowaniu kosztów. Chcę iść za Jezusem jako uczeń, ale czy na pewno stać mnie na to ? Czy mam w sobie tyle siły, aby poświęcić wszystko ? Czy wytrzymam, nie upadając, dźwigając swój krzyż ?
I co z tego wynika dla nas, dziś ? Może jest to dla przemyślenia dla ludzi czujących powołanie do życia sakralnego ? Czy na pewno potrafią poświęcić się w pełni, tylko i wyłącznie Bogu ? Czy nie odezwą się w pewnym momencie tęsknoty za życiem "świeckim" ? Które przecież wcale nie musi być dalekie od Boga. Wystarczy, że Boga widzimy w drugim człowieku - i tym bliskim i tym zupełnie obcym, spotkanym przypadkowo na ulicy.

Dźwigajmy więc swój krzyż, zgodnie z naszym powołaniem. Jako księża, zakonnice, matki, mężowie ...

 

>

sobota, 27 sierpnia 2016

Ewangelia na niedzielę 28 sierpnia 2016

uczta u faryzeusza

1Gdy w szabat wszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów,aby spożyć posiłek, oni uważnie Go obserwowali.
Skromność i hojność
7
Widząc, jak zaproszeni wybierali sobie pierwsze miejsca, opowiedział tę przypowieść: 8"Kiedy ktoś cie zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, bo może być zaproszony ktoś godniejszy od ciebie. 9Wtedy przyjdzie ten, który zaprosił ciebie i jego i powie ci: 'Ustąp mu miejsca'. Wtedy ze wstydem będziesz musiał zająć ostatnie miejsce. 10Gdy będziesz więc zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie ten, który cię zaprosił i powie: 'Przyjacielu, zajmij lepsze miejsce'. I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich siedzących przy stole. 11Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony". 12A do tego, który Go zaprosił, powiedział: "Kiedy urządzasz obiad albo kolację, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani bogatych sąsiadów, bo wtedy i oni zaproszą ciebie, żeby się odwdzięczyć. 13Ale gdy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, kulawych i niewidomych, 14a będziesz szczęśliwy, bo oni nie mają się czym odwdzięczyć. Będzie ci więc to odwzajemnione przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych'".

Ewangelia wg Św.Łukasza, 14, 1,7-14

Ten fragment Ewangelii wydaje się mało pasować do wymagań współczesności. Teraz modna jest autopromocja, wiara w własną wielką wartość i dodawanie sobie splendoru. Choć wcale nie chroni to przed utarciem nosa i koniecznością przejścia z pierwszego na ostatnie miejsce. Może więc rzeczywiście lepiej więc siadać na ostatnim miejscu? Nawet jeżeli gospodarz nas nie poprosi na honorowe miejsce - to może się okazać, że inni będą chcieli siedzieć blisko nas i to nasze ostatnie miejsce stanie się najbardziej cenione.
Warto też pamiętać o tym, że jeżeli ktoś jest naprawdę wielki, to jego korona na głowie trzyma się mocno i nie spadnie nawet wtedy, gdy się głęboko pochyli. Trzęsą się o nią tylko ci, którym i tak słabo siedzi na głowie. I tym, którzy muszą się dowartościowywać  różnego rodzaju tytułami - nie tylko naukowymi, ale również funkcyjnymi. Są środowiska, w których tytułomania ma tak wielkie znaczenie, że chwilami wydaje się to aż śmieszne. I na pewno nie sprzyja wzmocnieniu autorytetu.
Uczmy się pokory na co dzień. Tym bardziej, że nigdy nie wiemy, kiedy dopadnie nas życie. I sprowadzi nas do parteru. Taki upadek może być bolesny, a próby sztucznego dodawania sobie znaczenia tylko pogarszają sprawę.


piątek, 26 sierpnia 2016

Czarna Madonna

Jest zakątek na tej ziemi
Gdzie powracać każdy chce
Gdzie króluje Jej oblicze
Na nim cięte rysy dwie
Wzrok ma smutny, zatroskany
Jakby chciała prosić cię,
Byś w Matczyną jej opiekę oddał się.

Madonno, Czarna Madonno
Jak dobrze Twym dzieckiem być,
O pozwól, Czarna Madonno,
W ramiona Twoje się skryć.

W Jej ramionach znajdziesz spokój
I uchronisz się, od zła,
Bo dla wszystkich swoich dzieci
Ona serce czułe ma
I opieką Cię otoczy, gdy Jej serce
oddasz swe,
Gdy powtórzysz Jej z radością
słowa te...

Madonno, Czarna Madonno
Jak dobrze Twym dzieckiem być,
O pozwól, Czarna Madonno,
W ramiona Twoje się skryć.

Dziś, gdy wokół nas niepokój,
Gdzie się człowiek schronić ma,
Gdzie ma pójść jak nie do matki,
która ukojenie da,
Więc błagamy, o Madonno, skieruj
wzrok na dzieci swe
I wysłuchaj jak śpiewamy prosząc Cię.

Madonno, Czarna Madonno
Jak dobrze Twym dzieckiem być,
O pozwól, Czarna Madonno,
W ramiona Twoje się skryć.

Dziś, 26 sierpnia to uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej. Obraz Czarnej Madonny tak bliski sercu, taki widoczny symbol polskości. Jasna Góra ma w sobie jakiś taki klimat podniosłości - jedyny w swoim rodzaju. Modlitwa tam nabiera szczególnego wydźwięku - przynajmniej ja tak to odebrałam. No, ale fakt, że już jako dziecko czytałam Trylogię Sienkiewicza, co też ma znaczenie.
I wprawdzie dziś piątek, ale "bezpostny" - uroczystość jest w tym przypadku ważniejsza.


niedziela, 21 sierpnia 2016

Ewangelia na niedzielę 21 sierpnia 2016

ciasna brama

Ciasna brama
22
W drodze do Jerozolimy Jezus przechodził przez miasta i wsie i nauczał. 23Ktoś zapytał Go: "Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni? " On im odpowiedział: 24"Starajcie się wejść przed ciasną bramę, bo mówię wam, że wielu będzie chciało wejść, ale nie zdołają. 25Kiedy gospodarz wstanie i zamknie bramę, wy zostaniecie na zewnątrz i będziecie kołatać do bramy, wołając: 'Panie, otwórz nam'. On wam odpowie: 'Nie znam was! Skąd jesteście?' 26Wtedy zaczniecie mówić: 'Jedliśmy i piliśmy z tobą, a ty nauczałeś na naszych ulicach'. 27Odpowie wam: 'Odejdźcie ode mnie wszyscy, którzy dopuszczacie się niesprawiedliwości'. 28Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy zobaczycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie wyrzuconych na zewnątrz. 29Przyjdą ze wschodu i z zachodu, z północy i z południa i zasiądą przy stole w królestwie Bożym. 30Tak oto ostatni będą pierwszymi, a pierwsi będą ostatnimi.

Ewangelia wg Św.Łukasza, 13, 22-30

Jezus został posłany do ludu wybranego czyli Żydów. Nie wszyscy Go jednak przyjęli, zobaczyli w Nim Mesjasza. Paradoksalnie, może właśnie dzięki temu nauka Jezusa dotarła do wielu innych narodów? Chrześcijaństwo jest współcześnie największą religią na świecie, przynajmniej formalnie. W praktyce często wygląda to inaczej. Wystarczy rozejrzeć się wokół - dużo słów, pozorów, rytualnych gestów i udawanej pobożności, a tak mało miłości bliźniego...
Dzisiejsza perykopa chyba właśnie o tym mówi: Jezus wymaga od nas, abyśmy swoim życiem świadczyli o tym, czego nas nauczył. Przez ciasną bramę nie przejdą ci, którzy tylko powołując się na to, że są chrześcijanami, nie chcą/nie potrafią pokazać tego w swoich czynach.

Jak patrzymy na przybywających do Europy uchodźców? Czy widzimy w nich potrzebujących naszej pomocy ludzi? A może bliźni to dla nas tylko Polak, katolik, biały i heteroseksualny? Najlepiej popierający tę sama partię polityczną, co my? Owszem, możemy się wzruszyć na widok zdjęcia małego chłopca z Aleppo, ale czy i co wynika z tego naszego wzruszenia? Jak przekłada się to na konkretne czyny? Czy potrafimy chociaż wesprzeć finansowo niosące pomoc organizacje humanitarne? Na przykład PAH?

Działania PAH w Syrii

Także Caritas Polska objęło pomocą 150 rodzin w Aleppo:

Caritas z pomocą Aleppo

Owszem, modlitwa jest potrzebna, ale przecież z pewnością każdy z nas może zrobić coś jeszcze. Wprawdzie pieniądze to bardzo banalny sposób realizacji "dobrych uczynków", ale biorąc pod uwagę, że po drodze do Syrii zmienią się wodę, chleb, lekarstwa - ma to sens.


wtorek, 16 sierpnia 2016

Jacek Międlar

Ks.Jacek Międlar jest często nazywany kapelanem polskiej prawicy - tej skrajnej, ultranacjonalistycznej. Znany jest z bardzo ostrego ostrych wystąpień i kazań, nie kryje swoich poglądów politycznych. Ma do tego prawo? Owszem, póki co mamy jeszcze wolność słowa, choć akurat w jego wykonaniu są to słowa pełne nienawiści i całkowitego braku szacunku dla innych poglądów. Niestety,nie jest wyjątkiem - jest wielu polityków mających podobne podejście do przeciwników politycznych, a język naszej debaty publicznej jest bardzo brutalny i pełen nienawiści i pogardy dla innych.

W przypadku ks.Międlara jest jednak inny problem - jest kapłanem. Wydawać by się mogło, że niejako "z urzędu" powinien przynajmniej próbować stosować podstawowe zasady i prawdy chrześcijaństwa. Niestety, w mojej ocenie jest ich zaprzeczeniem. Czy w kontekście przykazania miłości można nawoływać do "stosowania brzytwy" w stosunku do jednej z posłanek? Stosować mowę nienawiści w stosunku do innych? Czy na tym polega głoszenie Ewangelii?

Nie wiem, jakie obecnie miejsce w Kościele zajmuje ks.Międlar. Wcześniej docierały doniesienia, że był przenoszony z parafii do parafii, dostał zakaz wypowiedzi publicznych, ale wszystko to zdaje się bez efektu. Nadal jest bardzo aktywny w mediach społecznościowych, nie zmienił swojego języka i głosi po prostu nienawiść. Kładzie się to cieniem na całym Kościele i jest (powinno być?) problemem do rozwiązania dla hierarchów. Jakoś chyba jednak niewiele się w tym temacie dzieje, czy naprawdę nikomu z Episkopatu to nie przeszkadza? Biorąc pod uwagę, jak skuteczne były działania wobec ks.Adama Bonieckiego czy ks.Wojciecha Lemańskiego - bezradność w przypadku ks.Międlara wydaje się być co najmniej zastanawiająca.
I to mnie martwi - to także mój Kościół, jestem członkiem tej Wspólnoty. Jeszcze nie do końca wybrzmiały słowa papieża Franciszka na ŚDM, a my pokazujemy kapłana, który zaprzecza temu wszystkiemu. I milczących biskupów...


niedziela, 14 sierpnia 2016

Z "Przewodnika Katolickiego" 10 sierpnia 1930 roku

Na Wniebowzięcie Najśw. Marji Panny

Nie wiemy gdzie i kiedy umarła, nie znamy też roku Jej śmierci; jedni twierdzą, że w 66, inni, że w 73 roku życia; jedni Jeruzalem wskazują jako miejsce skonu, inni Panagia Kapuli w pobliżu Efezu.
Nie mamy też opisu Jej śmierci, pozostały tylko legendy, które sa dowodem prastarej tradycji Kościoła.
"Już ewangelja była rozgłoszona w przeróżnych stronach świata, nagle tajemniczy powiew wionął po duszach apostołów, dreszcz przeszedł po nich i z rozmaitych krain idą do domu Janowego, gdzie dogasała Marja. Ustawiła kadzielnice w pośrodku komnaty i z wonią kadzidła wznosiła się wonniejsza jeszcze modlitwa Jej. Anioł zleciał z nieba i podał Jej palmę. Wyciągnęła ręce dziewicze i błogosławiła sierotom Chrystusowym. Jan podał Jej Komunie św. i nastała cisza; nie widzieli, ale czuli, że przyszedł Pan i zabrał do Siebie Jej duszę. kiedy wschodnim zwyczajem niewiasty chciały myć ciało Najświętszej, tajemnicza objęła je światłość i dojrzeć Jej nie mogły."
Tak snuje legenda, oparta na wierze wszystkich wieków chrześcijaństwa. Umarła, ale ciało Jej nie mogło podlegać skażeniu śmierci, czekać do dnia ostatecznego sądu. Wkrótce po pogrzebie połączyła się dusza z Jej ciałem i jest Wniebowziętą.
Umarła, chociaż nie musiała umierać. Śmierć jest następstwem grzechu, a Ona była Niepokalaną. Była do tego Matką Bożą, a godność Jej nadprzyrodzona dawała prawo nieśmiertelności.
Umarła, bo była Matką Chrystusa i we wszystkim chciała być podobna do Niego.
Nie umierała z żadnej choroby. Boleści dosyć przy Męce Chrystusowej wycierpiała.
"Umarła na miłość i z miłości. Śmierć jawiła sie przed Nią w postaci anioła, rozwiązującego Ją z kajdan miłości. Śmierć Jej - to ofiarny pożar, który wszczął się już w Niepokalanem Poczęciu, rozpłomienił w tajemnicy Wcielenia, rozszalał pod krzyżem, aż ustał w cichym śnie miłości, prawdziwie 'in osculo Domini' - w uścisku Pana" (Scheeben)
Nie mogła czekać powszechnego zmartwychwstania, ale w najkrótszym czasie powstała z martwych.

15 sierpnia to Święto Wniebowzięcia, zwane także Świętem Matki Boskiej Zielnej.
Święcimy dziś kwiaty i zioła. Święto nakazane - udział we mszy św. obowiązkowy. 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 110
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS