Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
wtorek, 24 stycznia 2012

 Zdążyć z pomocą - Adaś Wereda

kliknij, aby powiększyć

Na początu każdego roku, kiedy zaczynamy zbierać wszystkie dokumenty potrzebne do rocznego rozliczenia podatków, takich apeli jest sporo. O nasz 1% podatku stara się wiele organizacji. Czytając je chcialoby się pomóc każdemu, ale do dyspozycji mamy tylko jeden PIT...
Nie da się ukryć, że zawsze najbardziej wzruszające są prośby o wsparcie dla chorych dzieci. Bez naszej pomocy sobie nie poradzą.

O zamieszczenie tego apelu poprosiła mnie moja dobra koleżanka, która znajoma zbiera środki na rehabilitację synka. Urodzony z porażeniem mózgowym Adaś Wereda potrzebuje bardzo kosztownej rehabilitacji. Jest podopiecznym fundacji "Zdążyć z pomocą", będącej na liście organizacji pożytku publicznego. Czy można odmówić takiej prośbie?

Wystarczy wpisać w formularzu podatkowym darowiznę 1% podatku na rzecz:
Fundacja "Zdązyć z pomocą".
Numer KRS 37904, w polu na informacje dodatkowe dopisek 13706  - Adam Wereda.

 

niedziela, 22 stycznia 2012

Ewangelia na niedzielę 22 stycznia 2012

powołanie Piotra i Andrzeja

Początek apostolskiej działalności w Galilei
Kiedy Jan został uwięziony, Jezus przybył do Galilei, głosząc Ewangelię Bożą. Mówił: "Czas się wypełnił" i "Nadchodzi już królestwo Boże! Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię".
Powołanie pierwszych uczniów
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, zobaczył Szymona i Andrzeja, brata Szymona, jak zarzucali sieci w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus powiedział do nich: "Pójdźcie za Mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludźmi". Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy uszedł nieco dalej, zobaczył Jakuba, syna Zebedeusza, i jego brata Jana. Oni też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili w łodzi swego ojca, Zebedeusza, razem z najemnikami i poszli za Nim.

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 14-20

"Natychmiast zostawili sieci i za Nim poszli" - można tylko podziwiać taką wiarę. Przecież pierwsi uczniowie też mieli swoje rodziny, domy, pracę, a potrafili to zostawić i pójść za Jezusem. Biorąc pod uwagę, że był to początek działalności Jezusa - z ludzkiego punktu widzenia było to bardzo odważne.
My znamy już całość Ewangelii, teoretycznie więc powinno być nam łatwiej. A chyba wcale tak nie jest. Te wszystkie codzienne doczesności trzymają nas silnie. Gdyby Jezus stanął przed nami mało kto byłby gotowy do natychmiastowego pójścia za Nim. Wykaz spraw pilnych i niezbędnych do załatwienia jest tak długi, że najczęściej spotykana odpowiedzią byłoby "Panie, nie teraz, może trochę później, wpierw muszę..."
Czy w pewien sposób nie odwlekamy jednak tego, co powinno być w życiu najważniejsze? Kiedyś każdy z nas stanie przed Bogiem, także ci, którzy w Boga nie wierzą czy nie znajdują dla Niego czasu. Z pewnością nie da się żyć myśląc tylko o śmierci, czy jednak da się żyć nie myśląc o niej w ogóle? Zasada "hulaj dusza, piekła nie ma" jest dobra tylko na krótką metę.

 

niedziela, 15 stycznia 2012

Ewangelia na niedzielę 15 stycznia 2012

powołanie apostołów

Świadectwo pierwszych uczniów Jezusa
Następnego dnia Jan stał tam ponownie, a wraz z nim dwóch jego uczniów. A gdy przyjrzał się przechodzącemu Jezusowi, rzekł: "Oto Baranek Boży!". Obaj uczniowie usłyszeli, jak mówił, i poszli za Nim. Gdy Jezus odwrócił sie i spostrzegł, ze idą za Nim, zapytał ich: "Czego szukacie?". Oni rzekli: "Rabbi - to znaczy nauczycielu - gdzie mieszkasz?" Odpowiedział im: "Chodźcie, zobaczcie". Poszli więc i zobaczyli gdzie mieszkał. I w tym dniu pozostali u Niego. Działo sie to około godziny dziesiątej. Jednym z dwóch, którzy usłyszeli słowa Jana i poszli za Jezusem, był Andrzej, brat Szymona Piotra. Odszukał on najpierw swojego brata i oznajmił mu: "Znaleźliśmy Mesjasza", to znaczy: Chrystusa. Następnie przyprowadził go do Jezusa. Gdy Jezus mu się przyjrzał, rzekł: "Ty jesteś Szymon, syn Jana. Odtąd bedziesz nosił imię Kefas, to znaczy Piotr.

Ewangelia wg Św. Jana 1 , 35-42

Pierwsi uczniowie Jezusa zostali powołani w bardzo prosty sposób. Urzekł ich Jezus, zobaczyli w Nim Mesjasza i po prostu za Nim poszli.
A  jak takie powołanie wygląda współcześnie?  Z głoszącą naukę Jezusa Ewangelią najczęściej mamy kontakt już od dzieciństwa. Niektórych urzeka, niektórych nie.  Nie wiadomo na dobrą sprawę, co może być tego przyczyną. Zawsze byłam zwolenniczką tezy, że najlepszym świadectwem wiary jest własny przykład i życie zgodnie z Dekalogiem i Ewangelią, ale znam przykłady, że to również nie zawsze się sprawdza.  Wiara rodziców wcale nie jest gwarancją, że dzieci również będą naprawdę wierzące.

O powołaniach często myślimy  w kontekście powołań kapłańskich i zakonnych. Chyba jednak jest to jakieś uproszczenie. Przecież Bóg może nas powołać do zupełnie innej roli. Ktoś może być bardzo dobrym rodzicem, ktoś czuje się powołany do tego, aby być lekarzem czy nauczcielem. Jak odkryć to w sobie? Usłyszeć ten głos powołania? Czasem jest tak, że "od zawsze" wiemy kim chcemy być. I czasem to wychodzi i udaje się, czasami nie. Ja sama od wczesnego dzieciństwa byłam pewna, że zostanę nauczycielką matematyki. W zasadzie przypadek sprawił , że tak się nie  stało. Czy oznacza to, że sprzeciwiłam się swojemu powołaniu?  Mimo wszystko chyba nie, po prostu w pewnym momencie moja droga życiowa została nieco skorygowana. A może to ja początkowo źle rozumiałam swoje powołanie?  Tylko jak je prawidłowo odczytać?

 

sobota, 07 stycznia 2012

Ewangelia na niedzielę 8 stycznia 2012

Chrzest Jezusa w Jordanie

 

Jan Chrzciciel głosił: "Idzie za mną potężniejszy ode mnie, a ja nie jestem godny, aby schylić się i rozwiązać rzemyk u Jego sandałów. Ja ochrzciłem was wodą, a On będzie was chrzcił Duchem Świętym".
Chrzest Jezusa w Jordanie
Wtedy przyszedł Jezus z Nazaretu w Galilei i został ochrzczony przez Jana w Jordanie. Zaraz po tym, kiedy wychodził z wody, ujrzał niebo otwarte i Ducha, który zstępował z Niego, jakby gołębica. I rozległ się głos z nieba: "Ty jesteś moim Synem umiłowanym, Ciebie upodobałem sobie".

Ewangelia wg Św. Marka 1 , 6b-11

Niedziela Chrztu Pańskiego. Tkwiąc jeszcze nieco w poświątecznym nastroju - wszystko się układa: były Narodziny, potem Objawienie, teraz Chrzest. Jednak Ewangelia ma swoją chronologię i swoja logikę - Chrzest Jezusa nie był chrztem małego dziecka. Gdy Jezus przyjął chrzest od Św. Jana był już dorosły, nauczał i czynił cuda. Patrząc na to w kontekście współczesnej symboliki, gdy przez chrzest zmywamy z siebie grzech pierworodny i stajemy się członkami Kościoła jako wspólnoty - Jezus tego nie potrzebował. Nie potrzebował także oczyszczenia z grzechów jakiemu przez chrzest Janowy poddawali się Żydzi 2000 lat temu. Po co więc Jezus przyszedł nad Jordan?
Dziś pewnie można by to określić jako swoistą "dbałość o szczegóły". Jezus urodził się jako człowiek i nawet objawiając swoją Boską moc, starał się żyć zupełnie po ludzku. Skoro chrzest w Jordanie był tak ważny dla współczesnych Mu ludzi - też tam poszedł. Jak normalny zwykły człowiek...
Może czasem warto o tym pamiętać, gdy wzrasta w nas poczucie, że jesteśmy lepsi, pobożniejsi i mamy mniej grzechów niż inni? I próbujemy innych wysyłać nad Jordan, gdyż nas to nie dotyczy, nie potrzebujemy. 

piątek, 06 stycznia 2012

Pokłon Trzech Króli

 

Mędrcy świata , monarchowie
gdzie spiesznie dążycie ?
Powiedzcie nam trzej królowie
chcecie widzieć dziecię ?


Święto Objawienia Pańskiego, symbolizowane przez Trzech Króli/Mędrców. W ten dzień zawsze przychodzi mi na myśl usłyszana kilka lat temu historia o czwartym królu.
Pisałam już o niej na blogu, ale myślę, że warto ponownie ją przytoczyć.
Czwarty Król wyruszył razem z pozostałymi , ale napotykając ciągle w drodze na przeszkody - szybko pozostał daleko w tyle. Tymi przeszkodami byli ludzie potrzebujący jego pomocy. Zatrzymywał się, pomagał i ruszał w dalszą drogę. Na każdym kroku, nie wiedząc o tym - postępował zgodnie z naukami Chrystusa. W trakcie swej wieloletniej wedrówki sukcesywnie tracił wszystko co miał - cały majątek, służbę, a nawet swój dar dla Jezusa - piękny brylant . Ostatecznie dotarł jednak do swego celu: spotkał Jezusa - dźwigającego własnie krzyż w drodze na Golgotę ..
Spodobał mi się ta opowieść - adresowana w zasadzie do dzieci , ale każdy może z niej wyciągnąć wnioski dla siebie . Z moich przemyśleń wynika to ,że każdy może iść inną drogą , w innym tempie - ważny jest cel , o którym nie możemy zapominać . A przede wszystkim - nasze dary materialne są ważne i potrzebne , ale pieniądze to nie wszystko . Mając np. kogoś ciężko chorego w swoim otoczeniu - możemy zapłacić pielęgniarce za opiekę, ale możemy również sami posiedzieć, wesprzeć duchowo, darując coś co trudno jest przeliczyć na złotówki - nasz czas, cierpliwość, poświęcenie. Ta druga droga jest z pewnością trudniejsza, ale stać na nią każdego, niezależnie od statusu materialnego. Poza tym nikt z nas nie wie co czeka nas jeszcze w życiu. W ciężkiej chorobie lepiej byłoby mieć przy sobie kogoś bliskiego niż złotą kartę kredytową . A ponieważ w życiu wszystko do nas wraca - róbmy więc dużo dobrego .

niedziela, 01 stycznia 2012

Ewangelia na niedzielę 1 stycznia 2012

Narodzenie Chrystusa

Pokłon pasterzy
Poszli więc szybko i znaleźli Maryję, Józefa i NIemowlę, leżące w żłobie. A gdy Je zobaczyli, opowiadali, co im zostało objawione o tym Chłopcu. Wszyscy, którzy to słyszeli, dziwili się temu, co pasterze im mówili. A Maryja zachowywała wszystkie te słowa i rozważała je w swoim sercu. Pasterze wrócili, chwaląc i wysławiając Boga za wszystko, co usłyszeli i zobaczyli, zgodnie z tym, co im zostało oznajmione. Gdy minęło osiem dni, obrzezano Chłopca i nadano Mu imię Jezus, którym nazwał Go anioł jeszcze przed poczęciem.

Ewangelia wg Św.Łukasza, 2, 16-21

Dzisiejszą Ewangelię z łatwością można odebrać jako sielski, słodki obrazek - znany nam doskonale z licznych szopek wystawianych powszechnie w okresie Bożego Narodzenia. Pastuszkowie przybyli i oddali pokłon Dzieciątku. Idealnie pasuje do świątecznego nastroju, w jakim jesteśmy od tygodnia.
Czy jednak nie gubimy tego, co się stało naprawdę? Żydzi od wieków czekali (i nadal czekają) na przyjście Mesjasza. Nad Jezusem już od samego poczęcia działo się coś dziwnego, wskazującego, że nie jest to zwykłe dziecko. Gdy się urodził, anioł wysłał do Niego pasterzy, mówiąc im, co się stało. Poszli, znaleźli dziecko, opowiedzieli o wszystkim.
Od tego momentu mam wrażenie, że w Piśmie Świętym jest jakby jakaś niezrozumiała luka. Dlaczego wieść sie nie rozeszła szeroko po Betlejem? Pojawił się Mesjasz, a większość nic? Może Żydzi oczekiwali Mesjasza w cudowny sposób spływającego na złotym rydwanie z nieba? Maleństwo urodzone gdzieś tam w stajni mało symbolizuje potęgę Boga, nie pasuje do tego wizerunku? 

Czy w znaczny sposób takie myślenie nie tkwi w nas także współcześnie? Modlimy się, prosimy o coś Boga i oczekujemy spektakularnego cudu, nie zauważając zupełnie tego, że Bóg często nam pomaga niekoniecznie wysyłając anioła, ale stawiając na naszej drodze ludzi, ktorzy chcą i mogą nam pomóc. 
W tym momencie przychodzi mi na myśl stary dwocip: jest powódź, ludzie uciekają przed wodą i chcą zabrać z sobą księdza. On odmawia mówiąc, że wierzy w Bożą Opatrzność. Wody coraz więcej, kolejni podpływają łodzią i krzyczą do księdza, żeby płynął z nimi i znowu sytuacja się powtarza. Po pewnym czasie, gdy poziom wody jeszcze bardziej się podniósł, do uczepionego kościelnej wieży znowu podpływają ludzie i nowu proszą ksiedza, aby się ratował, ale znowu ten stanowczo odmawia, powtarzając, że wierzy w Opatrzność. W końcu woda zalała nawet kościelną wieżę i ksiadz się topi. Po śmierci staje przed Bogiem i z wyrzutem mówi: tak wierzyłem w Ciebie i co? A Pan Bóg na to: głupcze, trzy razy wysyłałem po Ciebie pomoc, dlaczego jej nie przyjąłeś?  

Na ten Nowy 2012 Rok życzę wszystkim nie tylko Bożego błogosławieństwa, ale także  umiejętności dostrzegania tej łaski.

sobota, 31 grudnia 2011

Ostatni dzień roku to zawsze taki moment przełomowy. Podsumowujemy stary, z nadzieją wchodzimy w nowy rok. Życzę wszystkim, aby każdy nadchodzący dzień 2012 roku był pełen wiary, miłości i nadziei, przeplatanych słońcem i dobrocią.

Patronem dziesiejszego dnia jest św.Sylwester, papież. Kilka słów o nim jest tu:

31 grudnia 335 roku zmarł... 

  

sobota, 24 grudnia 2011

Ewangelia na niedzielę 25 grudnia 2011

Na początku było Słowo...

Odwieczne Słowo
Na początku było Słowo,
a Słowo było u Boga -
i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga,
Wszystko zaistniało dzięki Niemu.
Bez Niego zaś nic nie zaistniało.
To, co zaistniało,
w Nim było życiem.
A życie to było światłością dla ludzi.
Światłość świeci w ciemności,
lecz ciemność jej nie ogarnęła.
Pojawił się człowiek posłany przez Boga -
miał na imię Jan.
Przybył on, aby dać świadectwo:
miał zaświadczyć o światłości,
aby dzięki niemu wszyscy uwierzyli,
On sam nie był światłością,
lecz miał świadczyć o światłości.
Była światłość prawdziwa,
która oświeca każdego człowieka,
gdy przychodzi na świat.
Na świecie było Słowo,
świat dzięki Niemu zaistniał,
lecz świat Go nie rozpoznał.
Przyszło do swojej własności,
lecz swoi Go nie przyjęli.
Tych zaś, którzy Je przyjęli
obdarzyło mocą, aby stali się dziećmi Bożymi.
To są ci, którzy wierzą w Jego imię,
którzy narodzili się nie z krwi
ani nie z pragnienia ciała, ani z woli mężczyzny,
lecz z Boga.
Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.
Oglądaliśmy Jego chwałę,
chwałę, która jako Jednonarodzony,
pełen łaski i prawdy, ma od Ojca.
Jan daje o Nim świadectwo i głosi:
To Ten, o którym powiedziałem:
Ten, który przychodzi po mnie,
istniał już przede mną, ponieważ był wcześniej ode mnie.
Z Jego pełni otrzymaliśmy wszyscy
Łaskę zamiast łaski.
Mojżesz bowiem przekazał Prawo,
a łaska i prawda zaistniały przez Jezusa Chrystusa.
Boga nikt nigdy nie widział:
Jednonarodzony Bóg, który jest w łonie Ojca,
On sam Go objawił.
.

Ewangelia wg Św.Jana, 1, 1-18

Na początku było Słowo... Może w pewien sposób odnosi się to także do nas samych? Co takiego jest w Piśmie Świętym, że po 2000 lat wierzymy w słowa tam zapisane? Szukając w gwiazdach i pod mikroskopem człowiek nieudolnie próbuje znaleźć dowody na istnienie lub nieistnienie Boga. I tak naprawdę ciagle jesteśmy w punkcie wyjścia. Chrześcijanie uwierzyli "na słowo" nie tylko w to, że opisane w Biblii wydarzenia są prawdą (choć często przedstawioną w formie metafor i przypowieści), ale także w to, że to Bóg posłał swego Syna, aby zbawił świat. Ta wiara pomaga nam źyć, stawać się coraz lepszymi. Choć opieramy się tylko na słowach...
W czasach, gdy między ludźmi dominuje nieufność, malo komu wierzymy "na słowo" to ciekawe doświadczenie. Wydawać by się mogło, że mało racjonalne, że wiara w Boga nie ma sensu, a jednak coś w tym jest. Życie człowieka wierzącego nabiera zupełnie innego wymiaru, zupełnie przestawiają się priorytety. Moim zdaniem - żyje się łatwiej i pełniej, nawet jeżeli inni uważają to za zacofanie, a samą Ewangelię za zbiór bajek. Może żeby to zrozumieć koneiczne jest spojrzenie daleko wykraczające poza tu i teraz? A może i tu potrzebna jest Boża łaska?

wtorek, 20 grudnia 2011

"Kolęda dla wszystkich" - to dzieło "Tygodnika Powszechnego". I jak na ten tygodnik przystało - utwór piękny, mądry i ponad podziałami.

Słowa i nuty sa tu:

Tygodnikowa kolęda dla wszystkich

Te kolędy stają się powoli tradycją. W ubiegłym roku była
Kolęda dla zmeczonych

 

sobota, 17 grudnia 2011

Ewangelia na niedzielę 18 grudnia 2011

Zwiastowanie NMP

Zwiastowanie narodzenia Jezusa
W szóstym miesiącu Bóg posłał anioła Gabriela do miasta galilejskiego, zwanego Nazaret, do dziewicy poslubionej mężczyźnie imieniem Józef, z rodu Dawida. Dziewicy było na imię Maryja. Anioł przyszedł do Niej i powiedział: "Raduj się, łaski pełna, Pan z Tobą". Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co znaczy to pozdrowienie. Wtedy anioł powiedział do Niej: 'Nie bój się, Maryjo, bo Bóg Cię obdarzył łaską. Oto poczniesz i porodzisz syna, i nadasz Mu imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego ojca Dawida. Będzie królował nad domem Jakuba na wieki, a Jego królestwo nie będzie miało końca". Wtedy Maryja zapytała anioła: "Jak sie to stanie, skoro nie znam pożycia małżeńskiego?". Anioł Jej odpowiedział: "Duch Święty zstąpi na Ciebie i osłoni Cię moc Najwyższego; dlatego Święte, któe się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. Oto Twoja krewna Elżbieta pomimo starości poczęła syna i jest już w szóśtym miesiącu, chociaż uważa się ją za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego". A Maryja tak odpowiedziała: Jestem służebnicą Pańską, niech mi się stanie według twego słowa". Wtedy odszedł od Niej anioł.

Ewangelia wg Św. Łukasza 1 , 26-38

Dla Boga nie ma nic niemożliwego - człowiek wierzący to wie, przynajmniej teoretycznie. Trudno jednak jakoś sobie wyobrazić, że stanie przed nami anioł i przekaże nam jakieś polecenie od Boga. W pierwszej chwili łatwiej byśmy chyba uwierzyli w UFO niż Bożego posłańca. Wiara wiarą, ale racjonalne spojrzenie na otaczający nas świat bierze górę. 
Czy Maryja nie miała takich wątpliwośći? Była młoda, zwyczajną dziewczyną - w współczesnych kategoriach jeszcze dzieckiem. Z pewnością bała się zamążpójścia, a nagle dowiaduje się , że ma zostać Matką Bożego Syna. Musiał być to wielki szok. Skąd znalazła w sobie tyle siły, żeby z godnością i pokorą poddać się woli Bożej?

Bóg do nas też przemawia, choć z pewnością w znacznie mniej spektakularny sposób. Jak często zdarza nam się buntować przeciwko temu, co nas w życiu spotyka? I co nam ten bunt daje? To dla Boga nie ma nic niemożliwego, sam człowiek jest bezsilny. Nawet w chwilach pozornej potęgi, łatwo może być pozbawiony tego co dla niego najważniejsze. Jak znaleźć w sobie tyle wiary, żeby z bezwzględnym zaufaniem poddać się Bożej woli?  

 


 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 62
| < Styczeń 2012 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          





Twoja wyszukiwarka








Darmowy PageRank

Zobacz najciekawsze strony katolickie

Skopiuj CSS