Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
Blog > Komentarze do wpisu

Przypowieść o faryzeuszu i celniku

Ewangelia na niedzielę 24 października 2010

faryzeusz i celnik

Przypowieść o faryzeuszu i celniku
Tym natomiast, którzy byli przekonani o swej sprawiedliwości, a innymi gardzili, powiedział taką przypowieść: "Dwóch ludzi weszło do świątyni, aby się modlić: jeden był faryzeuszem, a drugi celnikiem. Faryzeusz skupiony na sobie tak się modlił: 'Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak ten celnik. Poszczę dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam' . Celnik natomiast stał z daleka i nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, ale bił się w piersi, mówiąc: 'Boże, bądź miłosierny dla mnie, grzesznego'. Mówię wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Bo każdy kto się wywyższa, będzie poniżony; a kto się uniża, bedzie wywyższony".
   

Ewangelia wg Św.Łukasza, 18, 9-14

Dzisiejszą perykopę z pewnością powinni przemyśleć wszyscy. Im bardziej ktoś uważa, że jego to nie dotyczy - tym bardziej przypomina faryzeusza, który przecież też uważał się za człowieka bardzo bogobojnego. Ja też mam z tym problem. Doskonale potrafię wskazać kto np. z osób publicznych mimo głośnych deklaracji - wcale nie jest dobrym katolikiem, kto w ogóle nie rozumie przesłania chrzescijaństwa itp.itd. Każdą z takch opinii doskonale potrafię także uzasadnić i podać przykłady. Od razu czuję się lepiej - w myśl zasady "dzięki Ci, Boże, że nie jestem oszołomem". Pewnie, wcale nie ma czym się chwalić, ale czy warto udawać, że jest się lepszym niż w rzeczywistości?
Jak się tego pozbyć? Ja staram się, ale efekty mam niestety mizerne. Podobno w znajomości naszych błędów tkwi nasza siłą, więc wszystko przede mną ....

sobota, 23 października 2010, marzatela













TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/10/24 16:12:30
Warto przypomnieć tu historię tzw. Badaczy Biblii /Bibelforscher/, których w obozach koncentracyjnych nazywano badaczami cebuli /Zwiebelforcher/. Podkreślano ich ograniczoność umysłu w ścisłym przestrzeganiu zaleceń swojej religii. Większość nie zdecydowała się założyć niemieckiego munduru za co ginęli w obozach koncentracyjnych, rozdzielano ich od dzieci itp. Wszyscy budzili nieodmiennie szacunek poprzez swoją niezłomnośc, nie tylko wśród współwięźniów lecz także u samych oprawców. Jak można ocenić ich postawę po latach? Oszołomy? Skazywali często na kiepski los swoje rodziny, byli zdrajcami ojczyzny, hamulcami postępu w kierunku noowczesnego świata, wielbiciele mrzonek, tak różni od prawdziwych, dobrych Niemców. Jeśli ktoś nie wie, byli to świadkowie Jehowy. Jakże ciężko musiałobyć im zachować wytrwałość w takich okolicznościach, łatwo wyobrazić sobie ich codzienne zmganie się ze sobą, świdrujące pytanie w środku serca - a po kiego mi to wszystko?! A z drugiej strony, czy dramat nazizmu byłby możliwy gdyby tacy ludzie stanowili większość? Mimo wszystko myślę, że tak. Nakierowany byłby głównie na pogromy tych ludzi, na więcej nazizm nie miałby już siły. Myślę, że faryzeusz to czlowiek zadowolony z zycia, zdający się nie widzieć jego złożoności i zagrożeń jakie niesie świat, w swoim własnym błogostanie.
-
Gość: merek, aanx239.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/10/24 18:52:49
@furfał,

No, ale napisałeś... Świetny komentarz. Dziękuję. :)

-
2010/10/25 06:07:27
@furfural
Faktycznie, dobry komentarz. Dbanie o takie zewnętrzne oznaki wiary mogą wprowadzić w taki błogostan - tak troskliwie wypełniamy literę prawa Boskiego, że zupełnie tracimy z oczu jego ducha. Inna sprawa, że to prawo to tez bardziej ludzka interpretacja. Czy w Ewangelii jest słowo np. o tym, że wystarczy w piątek nie jeść mięsa (objadając się innymi rzeczami), aby móc o sobie powiedzieć, że pościmy?
To czytanie jednak zwraca naszą uwage na to, abyśmy z kolei nie wpadali w samozadowolenie wynikające z poczucia wyższości - nasza wiara jest prawdziwa, głęboka, a tamci to to...
-
2010/10/25 10:40:27
Co do tych osób publicznych, o których pisałaś - niestety często robią z religii karykaturę i dlatego chyba warto ich krytykować, zamiast zgadzać się na ośmieszanie istotnych wartości.
-
2010/10/25 10:44:27
Wojna (i w ogóle przemoc) jest sprzeczna z Ewangelią, ala chyba Kościół nie nawołuje od odmowy noszenia broni?
-
2010/10/25 19:37:25
To byli prości ludzie nie przejmujący się religijnymi subtelnościami. Sam odłam propagował "powrót do źródeł" bez ogladania się na tradycję. Brak pokory w interpretacji Biblii sprowadził niejednego na manowce. Tak było i przypadku Russella, jednego z założycieli wspólnoty, kiedy błędnie przepowiedział ponowne nadejście Chrystusa. Wniosek z tej historii nasuwa się taki, ze często nie sama doktryna jest istotna ale silna wiara i brak wątpliwości. Co ciekawe, Hitler w latach trzydziestych skonfiskował majatek tej wspólnoty, koresponduje to w pewien szczególny sposób z dzisiejszym podjudzaniem do odbierania dóbr kościelnych w Polsce na rzecz państwa.
-
2010/10/25 21:31:51
@kobietawkryzysie
Tak, masz rację że można krytykować (lub opowiadać się za) działania polityczne wykorzystujące religię. Wielokrotnie to robiłąm na moim blogu politycznym. Jest to jednak zupełnie coś innego niż poczucie wyższości w stylu "ty jesteś gorszym katolikiem niż ja". Ja niestety łapię się na tym ostatnim...
-
2010/10/25 21:46:23
@furfural
Ostatnio jestem trochę zabiegana, ale jakoś nie zauważyłam głosów nawołujących do odbierania majatku Kościoła, musiałeś trafic na jakąś radykalną niszę. Dużo natomiast jest głosów krytykujacych działanie komisji majątkowej. Moim zdaniem najlepiej byłoby, gdyby Kościół sam starał się do wyyjaśnienia sytuacji i pokazywania na konkretach, z ewszystko przebiegało uczciwie. Głosy o oddawaniu majątku zabranego przez zaborców czy wielokrotnym zaniżaniu wartości przekazywanych gruntów mogą nie tylko zyskać wielkie nagłośnienie w społeczeństwie, ale odbić się niekorzystnie na inansach Kościoła. Myślenie w stylu - Kościół jest bogaty, ja biedna i jeszcze mam rzucać na tacę -może w cichy sposób bardzo się rozpowszechnić wśród wiernych.
-
2010/10/26 12:05:34
Mnie też to dziwi - jeśli jesteśmy uczciwi, to zależy nam, żeby wyjaśnić, że robiliśmy wszystko zgodnie z prawem. A jeśli znalazł się ktoś nieuczciwy (jesteśmy tylko ludźmi), to się od niego odcinamy, wyjaśniamy sprawę, a nawet zwracamy nieuczciwie nabyte dobra (to chyba normalne?!).
Nie rozumiem co oznaczają krzyki w stylu - "krzywdzą nas i pomawiają, bo to wrogowie"?
Chyba prawo dotyczy wszystkich??
A na uczciwości i przejrzystości powinno zależeć szczególnie duchownym, którzy niejako "zawodowo" trudnią się moralnością, prawda?
-
2010/10/26 12:09:12
"ze często nie sama doktryna jest istotna ale silna wiara i brak wątpliwości" -
- chyba tego nie rozumiem. Bezrefleksyjnie w coś wierzyć?! Wszystko jedno w co? A jeśli to, za przeproszeniem, okaże się głupota jakaś?:) Albo, co gorsza, pozwoli kogoś skrzywdzić?!
-
2010/10/26 16:24:35
@kobeitawkryzysie
No właśnie :)
Pomijajac już fakt, że chwile zwątpienia wcale nie są grzechem i paradoksalnie - mogą nas bardzo wzmocnić.






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



zBLOGowani.pl
Skopiuj CSS