Jestem katoliczką. Ale tak naprawdę co to oznacza? Jaki ma to wpływ na moje życie codzienne, na wszystkie małe sprawy, na dokonywane wybory?
Blog > Komentarze do wpisu

Katolicki pogrzeb

Komu "należy się" katolicki pogrzeb? Pytanie to co pewien czas powraca, najczęśćiej wraz z medialnymi doniesieniami, że jakiś ksiądz nic chciał pochować kogoś, kto nie był praktykujacym katolikiem. Niedawno znowu usłyszeliśmy o takim przypadku:
Ksiądz odmówił pochówku
Bulwersuje to często opinię społeczną, tym bardziej, że Kościół wcale nie jest jednomyślny w postępowaniu. Nie wiem co dokładnie mówi kodeks postępowania kanonicznego na ten temat, ale warto sie nad tym zastanowić z ludzkiego punktu widzenia.
Zmarłych pogrzebać - to jeden z uczynków miłosiernych. Dotyczy to jednak żywych, dla których jest to nakaz moralny. Jeżeli w rodzinie ludzi wierzących umiera ktoś, komu za życia nie bardzo było po drodze z Bogiem - i tak krewni chcą go pochować zgodnie z tym, co ważne jest dla nich.

Jest takie powiedzenie: "potrzebne mu to jak umarłemu kadzidło". Faktycznie, umarłemu kadzidło nie jest już w ogóle potrzebne. Wiekszość obrzędów pogrzebowych bardziej potrzebna jest żałobnikom niż zmarłemu. Jak więc należy traktować odmowę pochówku przez księdza?
Mimo wszystko nie jest to błaha sprawa. W małych parafiach, gdzie wszyscy się znają i wiedzą, kto chodzi do kościoła, a kto nie,  z pewnością sprawa wyglada zupełnie inaczej niż w dużym mieście. Skąd proboszcz mojej parafii miałby wiedzieć o tym, czy jestem praktykującą katoliczką? Na terenie parafii mieszka 14 tysięcy ludzi. Czy wprowadzić obowiązkowe listy  obecności? Czy w ten sposób nie mogłabym już często zamiast do siebie, chodzić na mszę do dominikanów?

Dochodzimy do absurdu. Jakie więc znaleźć wyjście z sytuacji? Może wziąć sobie do serca, że nasze życie będzie oceniane przez Boga, a nie przez ludzi? I nie wyrokować o innych? Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni.....

piątek, 08 stycznia 2010, marzatela
Tagi: pogrzeb













TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/08 20:22:04
Da się zaobserwowac, ze wpadasz w jakiś wznoszacy trend krytycznego spojrzenia na hierarchię kościelną - łatwo mu ulec czytając portale internetowe. Tymczasem np. ja zaglądam tu po to, żeby lepiej zrozumieć świat jaki jest w oczach katolika. Sam kiedyś bładziłem po manowcach krytycyzmu w stosunku do wszystkich prawd oczywistych, dochodząc do oczywistej prawdy istnienia Dobra i Zła, jako sił poruszających światem. Wtedy wszystko się dla mnie zmieniło pozostając takie samo. Dostrzeżenie tego zjawiska głęboko zainteresowało mnie religią katolicką, w jakiej byłem wychowany. Ludzkie słabości duchownych są nieuniknione lecz dlaczego miałyby mnie zniechęcać do dalszych poszukiwań Prawdy?
-
2010/01/08 20:32:07
@furfural
W pewien sposób masz rację, ale nie do końca. Gdy byłam dzieckiem - każdy kapłan był dla mnie jakbu małym Panem Bogie, Później, dorastając, zrozumiałam, że to też ludzie. Faktycznie, jestem krytyczna w stosunku do wielu poczynań hierarchów, ale wynika to z tego, że czuję się członkiem Kościoła i jego dobro leży mi na sercu.
Choć ta akurat notka jest wyrazem mojego zastanowienia - komu "nalezy się" i jest potrzebny katolicki pogrzeb? Nie chodizło mi o krytykę postępowania tego kapłana.
-
2010/01/08 20:45:04
Czy taki problem istnieje w krajach ateistycznych? U nas chyba wynika z podwójnej moralności. Ktos tam chce być mądrzejszy niż inni, wyluzowany, cool, trendy a jesli zbliża sie do konsekwencji swojej postawy uważa, że z automatu nalezy mu się usprawiedliwienie i brak konsekwencji. Eeeh... W ogóle to w jakim celu komentujemy tendencyjne artykuły. Czy ten problem dotyczy Cię bezpośrednio?
-
2010/01/08 21:33:29
Nie, na szczęście mnie nie dotyczy.
Niemniej jednak temat tkwił we mnie od dłuższego czasu. Przez ostatnich kilka lat bywałam na wielu pogrzebach i coraz bardzije dochodzę do wniosku, że sam pogrzeb jest bardziej dla żywych niz dla zmarłego.
-
2010/01/08 22:01:05
Z tym się zgadzam.
-
2010/01/08 22:56:13
Choć nie przepadam za katolicyzmem to aż tak bardzo bym nie potępiał decyzji księdza o tym że nie chciał pochować. Po śmierci nie ma już to znaczenia, to tylko ceremoniał dla rodziny.

Problem za to jest że nie wstąpił do tego domu na kolędzie mimo że go zapraszali. To już jest wypaczenie i taka osoba nie ma nic wspólnego z miłością Bożą. Jezus przyszedł na ziemię właśnie dla grzeszników, faryzeusze atakowali Go że rozmawia i naucza ludzi grzesznych, w oczach ludzi nic nie wartych. Ksiądz ten ma w sobie za dużo złego jadu i złości, nie umie wybaczać i nieść miłość Bożą. Jeśli został zaproszony to powinien tam pójść na kolędę, taki ona ma przecież cel, a nie chapać tylko pieniądze.Ktoś taki w ogóle nie powinien sprawować stanowiska duchowego, odmowa wizyty jest całkowicie sprzeczna z naukami Jezusa.
-
2010/01/09 07:06:11
@mseb
Tu nie chodzi o potępienie księdza - problem jest szerszy. Choć dla wierzącej rodziny to jest z pewnością trauma, jeżeli nie moze pochować bliskiego zgodnie z własnymi przekonaniami.
Jeżeli chodzi o kolędę - to zgadzam sią z Tobą, zapraszany - powinien tam pójść. Dlaczego nie poszedł? Cóż, może zwyczajnie po ludzku bał się rozmowy z ta rodziną?
Może było coś jeszcze? Znamy sprawę tylko wyrywkowo, fakt medialny z punktu widzenia tylko jednej strony - to tez nie pokazuje całokształtu.
-
2010/01/09 23:58:13
Proboszcz mojej parafii zapowiedział kiedyś że będzie odmawiał pogrzebu ludzi którzy nie wpuszczali go po kolędzie. Dla mnie to był zgrzyt, że uczy się w Kościele miłości nieprzyjaciół, ofiarności, zwyciężania zła dobrem, ale ludzie którzy rządzą w Kościele są małostkowi, próbują po ludzku wymierzać sprawiedliwość ludziom którzy się od nich odsuwają. Tak sobie wtedy pomyślałem że nie chcę chodzić do kościoła tylko po to by ksiądz dał mi katolicki pogrzeb...
-
2010/01/10 08:58:20
@rdabr
No właśnie - nie podoba mi się to. W takim momencie, człowiek staje przed Bogiem i jest osądzany, ludzkie osądy są już bez znaczenia.
-
2010/01/12 11:30:09
"Strach przed piekłem spowiedź wymusza" jak śpiewa Kazik... Ano właśnie - wymusza. Wymusza i to grając na bardzo delikatnej strunie - a to tradycji naszych dziadów i ojców, a to strachu przed wiecznym potępieniem, a to strachu przed tym co powiedzą inni, a to własnie strachu przed nieudzieleniem pochówku czy innej usługi (to dobre słowo) kościelnej. Własnie na tym KRK zbudował swoją potęgę - na straszeniu i wymuszaniu. Najpierw miał monopol na wiedzę i słowo pisane, teraz jedzie na tradycji, ale ta powoli się chwieje, wraz ze wzrostem świadomości ludzi, lepszym standardem życia (a po co mi Bóg, skoro sam wszystko co mam sam sobie zawdzieczam).

Cągle nie mogę dojść do tego że ludzie szukają Boga tam... gdzie go nie ma. A on jest tuż tuż, wystarczy tylko odrobina wyciszenia by w skupieniu pomodlić się, zwrócić bezpośrednio do niego - wyznać grzechy, podziękować za wczorajszy dzień i poprosić o lepsze jutro... Tylko tyle i aż tyle! Niezrozumiałe dla przeciętnego katolika, zanużonego po uszy w tradycji sakramentów, "klepania" paciorków, chodzenia do kościoła (tak, tak chodzenia i zdzierania butów) oraz zgorszenie dla kleru: jak ty dziecko możesz sam Biblię czytać? Jak ty mozesz sam wyznawać grzechy bez pośrednictwa spowiednika? etc etc. I tak to się kreci od 20 wieków.

Co ciekawe z racji wykonywanego zawodu miałem i mam do czynienia z tą instytucją (takze dobrte słowo na określenie KRK), nieco od kuchni i od strony ludzi tam pracujących (to też dobre słowo, bo to takze sposób na życie). Tu konkurs dla odwiedzających tego bloga i jego autorki.
1. Jakie jest najgorsze przewinienie w KRK? (od razu mówię , że to nie żadne tam morderstwa, gwałty, zjadanie własnych dzieci, czy tam inne holokausty)...
2. Jaki przedmiot jest najważniejszy podczas studiów w wyższym seminarium duchownym? (od razu mówię że nie znajomosć Biblii, katechizmów, prawa kanonicznego, teologii, filozofii czy tam innych reguł KRK).
Nad nagrodą jeszcze pomyślę ;-)

Serdecznie pozdrawiam tu piszących

PS Nie jest moim celem dyskredytowanie i przysowiowe jeżdżenie po KRK i jego hierarchach... Tak jakos oko mi poleciało na ten blog i wpadłem i napisałem nieco chaotycznie i trochę nie na temat.
-
2010/01/12 11:56:23
@marzatela
Chyba trochę generalizujesz. Nie znamy szczegółów (bo to tylko notka prasowa) ale w małych społecznościach to ludzie raczej wiedzą, kto dlaczego nie chodzi do kościoła. W parafii miejskiej nie spodziewałbym się takiego zachowania, chyba że proboszcz wiedziałby wyraźnie, jakie było nastawienie zmarłego. W razie wątpliwości, powinien pochować.


@rdabr
pomyślałem że nie chcę chodzić do kościoła tylko po to by ksiądz dał mi katolicki pogrzeb
Ejże, to chyba nie dlatego chodzisz? (lub nie chodzisz..)
-
2010/01/12 12:14:49
@finch
Cieszę się, że tu zajrzałeś :) Choć w Twoim konkursie nie będę uczestniczyć.
Wygląda na to, że przede wszystkim różni nas spojrzenie na Kościół. I nie chodzi mi tu o to, że nie dostrzegam lub usprawiedliwiam różne błędy czy patologie. Przede wszystkim jednak dla mnie Kościół to nie tylko duchowieństwo, ale także (przede wszystkim?) wszyscy ludzie wierzący. Owszem, nie jest to struktura demokratyczna, mój głos jest pomijalnie mały w stosunku do głosu kapłana, a z głosami hierarchów w ogółe nie warto go zestawiać. Czy to jednak oznacza, że Kościól jako Wspólnota nie powinien mnie obchodzić? Mnie obchodzi, czuję się odpowiedzialna.
Piszesz tkaże, ze dla Ciebie jest niezrozumiałe klepanie paciorków, chodzenie do kościoła itp. Tak anprawdę - to nic dziwnego. Patzrac na coś z boku, nie przeżywając - trudno znaleźć wartości, które odnajduja inni. Tobie wystarcza krótka modlitwa, inny potrzebuje czegoś więcej. Każdy ma swoje ścieżki - liczy się cel.
W jednym mogę się zgodzić z Tobą - Bóg jest wszędzie. Także w drugim człowieku, choć tu akurat czasami trudno nam Go odnaleźć.
-
2010/01/12 12:18:08
@bartoszcze
Masz rację, ale chyba nie od wielkości parafii powinno byc uzależnione prawo do pogrzebu katolickiego?
-
2010/01/12 12:27:37
@marzatela
Oczywiście, że nie. Ideałem byłaby sytuacja, w której proboszcz w każdej parafii (także wielkiej miejskiej) na tyle znałby wszystkich swoich parafian, aby wiedzieć, jakie kto ma nastawienie. No, a bardziej idealnym ideałem, byłaby sytuacja, w której nikomu nie musiałby odmawiać.
-
2010/01/12 13:01:49
@bartoszcze
Nie jest to takie proste. Problem "znajomości" parafian poruszałam w innej swojej notce, na temat koledy.
Tu bardziej chodziło mi o zasadność takiej odmowy - czy powinniśmy oceniać "po ludzku" człowieka, który stoi juz przed zupełnie innym sądem.
-
Gość: , bga2.bg.us.edu.pl
2010/01/12 13:17:28
@marzatela
Uprościłem zanadto swoją wypowiedź sprowadzając ją do tego, że mnie wystarcza krótka modlitwa. Nie, ona jest tylko elementem wiekszej całości. Takze potrzebuję społeczności z innymi wierzącymi, bycia nauczanym i słuchania Słowa Bożego. Ja tylko odrzuciłem KRK z jego wszystkimi naleciałościami (takze tymi pogańskimi, których jest bez liku) i pozostałym tym co niezgodne jest z zawartością Nowego Testamentu. Odszedłem do Zgromadzenia Chrześcijan (mniejsza o nazwę zboru), w którym tworzymy społeczność zbliżoną do tych z pierwszych dni chrześcijaństwa, gdzie jeszcze nie było podziałów i "wilków które wpadły pomiędzy owce"...

Co mi to dało? Autentyczny spokój ducha, pewność zbawienia, radość z wiary. Poczułem się ponad tym wszystkim, ze zdziwieniem, zgrozą, a czasem z autentycznym rozbawieniem patrzę jak ludzie dają się mamić, jak klękają przed stworzeniem, a nie przed Stwórcą, jak modlą się do figurek, obrazów, krzyżyków, jak pielgrzymują do tzw. świętych miejsc... I boją się, boją się o swoje dusze - musi być ksiadz i pokropić trumnę, musi być msza na rocznicę... Tylko po co? Chrystus powiedział, ze kto wierzy ten ma i nikt ani nic nie moze odebrać zbawienia. Ale nie. Ludzie wolą jeździć, kupować odpusty (teraz daje sie na ofiare), przyjmować nic nie znaczące przed Bogiem sakramenty i tkwić w tej poważnej zabawie. Bo religia to taka zabawa, tyle że bardzo poważna - bez śmiechów, z powagą i pełną celebrą. Nie widzę tu miejsca dla wiary, dla Chrystusa, którego w KRK prawie nie ma - jest za to jakieś dzieciątko w żłobku, na rękach pewnej kobiety - mam wrażenie, że ważniejszej od Tego, przez którego wszystko powstało. Po prostu, musiałem to odrzucić.

Tak jak pisałem, ludziom to odpowiada, odpowiada taka poważna zabawa, my to, księża tamto. Ja zrobię to, tamto, owamto i oczywiście zapłacę na ofiarę, a ksiądz da mi skaramenty, a na koniec pokropi trumnę. Oczywiście, że wśród katolików, są tacy, którzy faktycznie szukają społecznosci - którzy słuchają tej odrobiny Słowa Bożego czytanego podczas mszy (tylko dlaczego tak mało???!!!), którzy rozważają te wersety Biblii w swoich sercach. Ale z moich obserwacji takich katolików jest niewielu. Wiekszość stanowią owi prowadzący tę poważną rozgrywkę z różnymi stopniami wtajemniczenia.
-
2010/01/12 13:18:36
To z bga2 to byłem ja. Finch ;-)
-
2010/01/12 13:26:53
@finch
Gdyby każdy z nas nie uważał, że nasza drog ajest najlepsza w dojściu do Boga - to pewnie nie trwalibyśmy w swojej wierze. Zawsze warto jednak pamiętać o tym, że inny wcale nie musi oznaczać gorszy.
I umiejmy odróżnić tradycję od wiary.
-
2010/01/12 14:57:35
@marzatela
Właśnie, tu są największe rozdźwięki. Pomiędzy tradycją, religią i wiarą. To trzy zupełnie różne rzeczy - przynajmniej dla mnie. O religii już pisałem, do tego jest ona jakąś konsekwencją tradycji i takze wiary, lub bardziej potrzeby wierzenia. A że nie ma nic ciekawszego w pobliżu lub nie chce nam się szukać, lub nie mamy zwyczajnie do tego ochoty, a na dodatek rodzice, dziadkowie byli w tym kościele to i ja tu będę. A o resztę niech się ksiadz martwi. To jest typowe podejście religijnego człowieka. Bardzo mi się podoba też określenie - człowiek religijny, ale bezbożny. Dosyc typowe dla współczesnego KRK ale nie tylko - w innych odłamach nominalnego chrześcijaństwa jest niemal identycznie.

Dalej tradycja - jakby ją prześledzić, można zobaczyć jak była kształtowana na doraźne potrzeby i w celu rozwinięcia wpływów. Święta pogańskie przerobiono na "chrześcijańskie", obrządki pozostawiono, tylko zmieniono nazwy i jest dobrze - wszyscy się cieszą, kościół ma wpływy i władzę, ludzie mają swoją zabawę, po drodze zakazano Biblii by ludziom się oczy nie otwarły. I tak rozkręciła się tradycja, tu nawet reformacja nie pomogła. A ja się opieram na tym co zbudował Chrystus, a potem jego uczniowie i co zawarli w ewangeliach, dziejach i listach apostolskich - tu jest poczatek tradycji i taką ona powinna być kontynuowana. Co się wydarzyło potem, możemy prześledzić w historii powszechnej poszczególnych krajów, w które wpisywał się KRK i jak zmieniał to co mu nie pasowało w Biblii, zawierając to w dogmaty, które nie podlegają dyskusji. Ja tę tradycję odrzuciłem - brak choinki w domu jakoś mi nie doskwiera, wesołych swiat życzę każdego dnia, bo człowiek wierzący powinien mieć święto codziennie. Święto narodzin Chrystusa, smutek z powodu Jego śmierci i radość zmartwychwstania - to każdy wierzący powinien przynajmniej raz dziennie rozważyć.

Wiem jak trudne jest pozbycie się tych doznań artystyczno-duszebnych, które potęgują gigantyczne sklepienia katedr, piękne szaty liturgiczne, magia sacrum, tudzież przytulne wykończenia drewnianego kościółka gdzieś w górach... Ale, po co to jest? Dla Boga? A po co mu to? On to stworzył i on to może spowrotem wchłonąć, On dał człowiekowi rozum który potrafi tworzyć sztukę. Sztuką i złotem też go nie przekupimy - to wszytko jest Jego... Bóg nie może tylko jednego - nie może otworzyć naszego serca i zamieszkać w nim. Tam musi zostać zaproszony, a drzwi moze otworzyć tylko człowiek. A do tego nie potrzeba ani katedr, ani złota, ani figur, ani krzyżyków, ani duchownych, ani papieża... Do tego potrzebna jest wiara, która jest przez słuchanie i rozważanie tego co mówi do nas Bóg, przez Biblię.

Takie proste, a jak zostało skomplikowane. Pozostaje pytanie - kto i po co tak skomplikował tak prostą sprawę jaką jest wiara?

Czy uważam że moja droga jest słuszna? Nie, ja tak nie uważam - tak jest napisane w Biblii i ja to przyjmuję za pewnik.

Co do mojego konkursu.
Odp. 1 - Najgorszym przewinieniem w KRK jest nieposłuszeństwo. Nieposłuszeństwo wobec hierarchii. To jest niewybaczalne.

Odp. 2 - Najważniejszym przedmiotem podczas studiów w wyższych seminariach jest... retoryka.
-
2010/01/12 15:02:18
To jest ciekawe zagadnienie. Można na nie spojrzeć z co najmniej dwóch punktów widzenia i z każdego dostrzec coś innego. Ja, jako niewierzący, zakładam, że z punktu widzenia zmarłego jest wszystko jedno, czy będzie nad jego trumną egzekwie odprawiał jakiś facet w czarnej sukience, czy nie. Przynajmniej wszystko jedno jest już po śmierci, kiedy zmarłego już nie ma. Jest tylko jego ciału lub prochy (po kremacji). Natomiast z punktu widzenia osoby wierzącej umiera tylko ciało, a dusza pozostaje. I to niezależnie od tego, czy dusza ta należała do wierzącego, czy nie. Dlatego wydaje się uzasadnionym pogląd, że człowiek wierzący powinien, zgodnie ze swoim światopoglądem, brać pod uwagę to, że pogrzeb to nie tylko sprawa żyjących i że także zdanie zmarłego, żyjącego gdzieś ponoć w postaci duszyczki, powinno być brane pod uwagę. I dlatego wierzący nie powinien chować niewierzącego z księdzem, o ile ten sobie tego wyraźnie przed śmiercią nie zażyczył. Wystarczy, że się ludzi chrzci bez pytania ich o zdanie (w takim wieku, że zdania wyrazić nie mogą). Może przynajmniej po śmierci wypadałoby uszanować poglądy zmarłego, które na pewno miał on okazję niejednokrotnie sformułować. Natomiast na zasadzie wzajemności niewierzący krewny może na pogrzeb wierzącego zmarłego księdza poprosić. Nie dlatego, że uważa, iż się to zmarłemu do czegoś przyda, ale z szacunku dla tegoż przekonań i pamięci o nim. :)
A co do odmowy pochówku, to z własnego doświadczenia wiem, że często jest to kwestia pieniędzy i przy pewnej wysokości "co łaska" (u mnie było to 600 zł, ale 8 lat temu) skrupuły znikają, a ksiądz przestaje być drobiazgowy... :)
-
2010/01/12 15:34:59
@finch
A ja choinkę mam, choć nie traktuję jej jako atrybut wiary, a tradycji. Dokładnie to wszystko odróżniam. I nigdy nie przyszło mi do głowy, żeby sprawę swojej wiary pozostawiać ksiedzu. W dodatku nie spotkałam nikogo - kto by tak myślał. Jakieś dziwne masz spojrzenie na katolików.
Uważasz, że znasz prawdziwą Prawdę. Ja tez tak sądzę, podobnie jak muzułmanin czy ateista. Każdy jest przekonany o słuszności swojego wyboru. Dlaczego jednak mamy się nawzajem zwalczać? Ja nie widzę powodu....
-
2010/01/12 15:45:48
@roman
Ja patrząc z punktu widzenia człowieka wierzącego uważam, że tak naprawdę - nie ma to większego znaczenia - czy i jak zostanie pochowane moje ciało. Pogrzeb mimo wszystko jest jakąś formą rytualnego pożegnania sie ze zmarłym.
Czytywałąm kiedyś bloga, którego autor był człowiekiem niewierzącym (był także gejem, ale nie ma to znaczenia). Popełnił samobójstwo, w liście pozegnalnym proszać o świecki pogrzeb. Rodzina jednak zrobiła po swojemu i ściągnęła księdza. Pewnie dla rodziny było to ważne, ale tak naprawdę - czy w takim przypadku nie powinni uszanować ostatniej woli zmarłego? Moim zdaniem - tak.
Z tą kwestią ceny - tez masz rację. Byłam kiedyś na pogrzebie - alkoholik, żyjacy w związku niesakramentalnym z trzecią żoną, powiesił się. Na warszawskiej Starówce ksiądz odmówił pogrzebu, ale w Piasecznie, dzięki sutej ofierze na renowację kościoła - nie było problemu.
-
Gość: drustan, aaer217.neoplus.adsl.tpnet.pl
2010/01/12 18:11:36
pochowek jest dla tych co zostaja, jakie to ma znaczenie dla zmarlego czy go pochowaja po katolicku czy jako niewierzacego on umarl i nie odpowiada za to co z jego cialem dzieje sie po smierci. ksieza robia z tego wielki biznes a pochowac trzeba jezeli rodzina sobie zyczy takiego czy innego pochowku trzeba to spelnic bo to dla rodziny wazne to oni w tym uczestnicza. ja pamietam pogrzeb mojej mamy, rok 1960 , bardzo odlegle czaSY ALE KSIADZ ZA POJAWIENIE SIE NA CMENTARZU ZADAL KWOTY PRZEKRACZAJACEJ NA SZE WOWCZAS MOZLIWOSCI, ZOSTALO NAS 4 SIEROT W TYM JEDNA TYLKO PELNOLETNIA CZY TO MA COS WSPOLNEGO Z MILOSIERDZIEM , ALBO Z EMPATIA CRZESCIJANSKA? NO COZ SA LUDZIE KTORZY ZA PARE GROSZY ODDALI BY NA STOS SWOJA WLASNA MATKE. NIE WAZNE W KONCU JEST TO JAK KOGOS CHOWAJA, WAZNE JEST TO CZY ZA ZYCIA BYL CZLOWIEKIEM Slowo Boze mowi ze wazniejszy jest od dnia urodzin dzien smierci, bo wtedy juz wiadomo kim byl ten co sie urodzil kilkadziesiat lat wczesniej. Zmarli maja nadzieje na zmartwychwstanie i nie to bedzie decydowac czy ktos pochowany jest jako katolik, lub innowierca bedzie zachowany w Boga pamieci wstanie Jezus powiedzial wszyscy,ktorzy spia w grobowcach pamieci uslysza moj glos i wstana i nie warto sobie glowy zawracac jakims przypadkiem nadgorliwego klechy, ktory tak naprawde nie wie sam czy zyska aprobate w oczach Boga takim postepowanie szufladkujac ludzi po smierci.
-
2010/01/12 19:05:07
@drustan
Księża to tez ludzie - nie zawsze idealni. Wprawdzie stawiamy im wysokie wymagania moralne, ale w tym kontekście nie zawsze je spełniają.
Ja w swoim życiu spotkałam różnych kapłanów - lepiej nie generalizować.
-
2010/01/12 22:19:08
Po co ksiądz ma marudzić,pochówek może przeprowadzić cywilny pracownik zakładu pogrzebowego lub inny kapłan dowolnego wyznania i najlepiej wykonać kremację zwłok po usunięciu potrzebnych części ciała do dalszego użytku.
-
2010/01/12 22:24:28
Czy to ważne jakiego obrządku religijnego jest pogrzeb,aby odbył się z godnością.
-
Gość: miki, host-89-230-65-3.rzeszow.mm.pl
2010/01/12 23:14:03
Zapewniam was, ze świecki pogrzeb może być bardziej godny niż katolicki. Wiecie, że jest poświęcony tylko i wyłącznie zmarłej osobie. Prowadzący go mówi pięknie o jej życiu, dokonaniach, rodzinie i bliskich, którzy go żegnają. Nie myli imienia, jak to często robią księża. Koncentruje się tylko na tej jednej osobie. Taki pogrzeb miał mój Tato. Wierząca i praktykująca część rodziny była zdziwiona i pełna podziwu dla prowadzącego ceremonię. Nie zapomniał też o niej i specjalnie dla nich był odmawiany pacierz i wieczne odpoczywanie. Godnie spokojnie, bez pośpiechu z wyczuciem chwili i miejsca. Księża często zapominają, kogo żegnają, spieszą się, opuszczają ceremonię przed jej zakończeniem nie żegnając się nawet z rodziną zmarłego.
-
Gość: Anna, dynamic-87-105-191-25.ssp.dialog.net.pl
2010/01/13 01:10:13
Problem istnieje z tego powodu, że w Polsce nie ma tradycji pochówku świeckiego. W świadomości społeczeństwa jest tylko pogrzeb na cmentarzu w obecności księdza.
Podobno ta luka się zapełnia, ale jeszcze sporo czasu upłynie, zanim ludzie zrozumieją że jest taka możliwość. Funkcjonują także inne kościoły, np. polsko-katolicki, słyszałam, że ksiądz nie odmawia pogrzebu nikomu. Więc chyba można.
Tylko co mają zrobić ludzie, którym odchodzi ktoś bliski, kto nie był praktykujący w swojej parafii (lub w ogóle) i ksiądz odmówi katolickiego pochówku? Ludzie palcami wytykają, nierzadko z ambony padnie słowo i wiadomo, o kim mowa... A pogrzebać trzeba.
-
2010/01/13 05:07:30
@janatur
Dla człowieka wierzącego nie jest to wszystko jedno.
-
2010/01/13 05:14:02
@miki
Zadzyło mi się bywac na takich pogrzebach. Jest jednak różnica, choc nie znaczy to, że pogrzeb świecki nie może być godny.
Jeśli chodzi o księży - to moje doświadczenie jest zupełnie inne. Przęzyłam w ostatnich latach śmierć 2 bardzo bliskich osób. W obydwu przypadkach (rózni kapłani, rózne parafie) księża bardzo mi pomogli psychicznie przez to przejść.
-
2010/01/13 05:20:30
@Anna
W dużych miastach z pewnością jest łatwiej. Choć pewnie w wielu ludziach tkwi coś takiego, że pochowac należy w poświęconej ziemi, z księdzem, awet jeżeli wiara na co dzień jest czymś dalekim.
-
Gość: merek, 193.179.215.9*
2010/01/13 11:27:33
Jestem wierzący. I jest mi wszystko jedno czy mnie pochowają tak, siak czy owak.
Zawsze sobie myślę o milionach ludzi zabitych i pochowanych, spalonych, utopionych bez żadnej ceremonii. Dla Boga nie ma znaczenia jak zostanie potraktowane nasze ciało. Może nas wskrzesić zawsze.
Nie wiem dlaczego dla prawdziwie wierzących tak ważna jest ceremonia, blichtr i nagrobki. Nie rozumiem tego w całości. Ale może chodzi o kasę? O wykupienie miejsca na cmentarzu, o składce za pomnik etc...
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.
Bardzo ciekawy blog. Jestem tu 1-szy raz, ale wrócę na pewno.
-
2010/01/13 14:55:08
@marzatela
Nikogo nie zwalczam, a już na pewno nie ludzi, którzy są innego wyznania. Atakuję (jeśli można to tak nazwać) instytucję KRK za sposób w jaki "pasie" swoje owieczki. A to, że zaleźli mojemu zborowi za skórę, to inna sprawa - KRK (jako instytucja) nie toleruje konkurencji, pominąwszy oczywiście nabożeństwa ekumeniczne którymi się puszy. Od zaplecza wygląda to dużo gorzej.

Moim znajomi katolicy, to w większości niemal agnostycy, do kościoła nie chodzą, dzieci na religię i do sakramentów posyłają "żeby nie miało problemów w przyszłosci i się może przydać jak będzie chciał/chciała ślub kościelny wziaść", albo "bo wszyscy posyłają, a dziecko nie chce odstawać" - tu wprowadzenie religii do szkół było swoją drogą mistrzowskim posunieciem KRK - pełen respekt - przewidzieli że ludzie będą się coraz bardziej od nich oddalać, to teraz wymuszają choćby na dzieciach sakramenty - żeby nie odstawało i nie było palcami wytykane. Długofalową politykę ekonomiczną potrafią prowadzić genialnie. Natomiast znajomi katolicy, którzy czują się wierzącymi i wiara jest dla nich ważna - czytają Biblię, rozmawiają na te tematy i co ciekawe - nie przykładają wagi to obrzadków, sakramentów, spowiedzi, etc...

Wracając do tematu pogrzebów. Opisze pokrótce jak to wygląda u nas, w Zborze Chrześcijan. W zakładzie pogrzebowym, informujemy, że bogrzeb będzie świecki, bez mistrza ceremonii, prosimy o zdjęcie krzyża z trumny - o ile taki się znajduje. Dalej zaczynają się schody, bo rzadko który cmentarz ma świecką salkę bez symboliki religijnej. Nie pozwolono nam np. wynieść na zaplecze figurek zelegających większość powierzchni płaskich miejsca gdzie miała się odbyć ceremonia - pomimo, że cmentarz jest komunalny, w dużym mieście powiatowym. To jest kaplica katolicka i kropka - nie podoba się, to na dwór - tyle kościelny. Dalej nie jest wcale łatwiej - bo w tym czasie na zewnątrz trzeba ważne prace remontowe wykonać więc tłuką się młotki... Co ciekawe, kończą się tłuc, gdy opuszczamy kaplicę i zmierzamy w kierunku miejsca pochówku. Czy przy księdzu też by się tak tłukli? Ale to inna bajka.

W kapilicy zaczyna się wspólną modlitwą, potem pieśń, czytanie kilku wersetów Pisma Świętego. Kilka zdań jednego z braci na temat przeczytanego cytatu. Potem, wyprowadzenie zwłok, nad grobem podobnie - modlitwa, pieśń - i tu kilka zdań o zmarłym. Opuszcza sie trumne, kwiaty. I tyle. Bez zniczy, tylko kwiaty. Prosty nagrobek, z reguły tylko płyta, bez żadnych symboli religijnych i liter ŚP. Zniczy nie palimy, składamy tylko kwiaty. Ale obowiązku takiego nie ma ;-)

Płaczów i szlochów u nas nie ma. Dlaczego? Nie dlatego, ze nie kochamy swoich bliskich, czy też ich nie żałujemy. Nie płaczemy, bo śmierć dla nas jest wyzwoleniem, przejściem do lepszego świata, do połączenia się ze Zbawicielem. To radosne wydarzenie. Zresztą my nie używamy terminu zmarł/umarł - mówimy zasnął w Panu i zostanie wzbudzony. Nie obchodzimy też rocznic tego wydarzenia. Dbamy tylko o grób, sprzątamy, czyścimy i tyle.

Nie boimy się śmierci, w zasadzie śmierć jest tym czego oczekujemy przez całe życie. Jak pisze apostoł Paweł, lepiej umrzeć, bo to zysk, a jeśli żyć to tylko z Chrystusem. Po prostu, trzeba umrzeć by się znaleźć po drugiej stronie - dla nas to zysk. Oczywiście, wobec powyższego nie planujemy samobójstw zbiorowych (jak niektóre sekty), mamy tu żyć z Chrystusem w zgodzie z jego nauką, a gdy biegu dokonamy - zasypiamy, aż do wzbudzenia z martwych.
-
2010/01/13 15:17:17
Zastanawia mnie jeszcze jedna rzecz. Czy obecność księdza na pogrzebie wpływa jakoś dodatnio na szansę zmarłego na zbawienie? Oczywiście w świetle systemu wierzeń obowiązującego w katolicyzmie. Ja nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale jeśli brzmi ona tak, że nie ma to żadnego znaczenia, to może warto ten pogląd szerzej nagłośnić wśród wierzących? Może to wielu osobom oszczędzić wydatków. :)
Natomiast nawiązując do napomkniętego w odpowiedzi na mój poprzedni wpis związku braku wiary z orientacją seksualną napiszę, że ja dla odmiany z zaskoczeniem stwierdzam (co prawda na podstawie niewielkiej próby), że chociaż KK traktuje gejów per noga, trochę jak wiernych drugiej kategorii, to mimo to oni garną się do niego jak do dobrej matki i wiara ich ma nieraz niemal znamiona dewocji. Zastanawiam się, czy wynika to właśnie wprost z tego niechętnego stosunku czy z chęci zyskania poczucia przynależności. Czując się napiętnowanymi w społeczeństwie szukają schronienia w instytucji, której hasłem reklamowym jest miłość bliźniego (także wroga). Niestety, jak to zwykle z reklamami bywa, nijak ma się to do rzeczywistości. :)
-
2010/01/13 22:11:34
@roman_j
Czy obecność księdza na pogrzebie wpływa jakoś dodatnio na szansę zmarłego na zbawienie?
Nie żebym się czuł wysoce biegły w tym zakresie, ale raczej nie:)
-
2010/01/14 05:00:46
@merek
Miło Cię powitać. Zapraszam.
-
2010/01/14 05:04:05
@finch
Katolicy będący nieomal agnostykami to chyba niezbyt dobre źródło wiedzy o katolicyzmie? A kwestia tego jak Kościół "pasie owieczki" też raczej dotyczy tylko tych owieczek.
-
2010/01/14 05:19:17
@roman
Oczywiście, ze obecność księdza nie jest żadnym warunkiem zbawienia. Czy bez księdza będzie taniej? Pewnie różnie to bywa, ale z moich osobistych doświadczeń: w kwietniu będzie czwarta rocznica śmierci mojego męża. Wszystkie opłaty w parafii (duża parafia w Gdańsku) to było 200zł i był to jeden z mniejszych wydatków związanych z pogrzebem. Trzy lata temu - zmarła moja mama - duża parafia, miasto powiatowe - w kościele nic nie płaciliśmy - moja mama działala w jednej z wspólnot (nie było to RM).
W sumie - pewnie większe oszczędności byłyby na kwiatach....
-
2010/01/20 05:09:19
Katolicki pogrzeb powinien przysługiwać każdemu ochrzczonemu, który nie dokonał aktu apostazji.
-
2010/01/21 10:47:07
@Pionek: Z zastrzeżeniem, że jest to prawo, a nie obowiązek. :)






Twoja wyszukiwarka






ministat liczniki.org

Zobacz najciekawsze strony katolickie



Skopiuj CSS